Andrzej Józef Dąbrowski - Holoubek

Obrazek użytkownika wojcicki
Kultura

Andrzej Józef Dąbrowski - Holoubek

ANDRZEJ JÓZEF DĄBROWSKI

GUSTAWA HOLOUBKA POWROTY DO ŹRÓDEŁ


„Spośród wielu aktorów, których użyteczność jest niewątpliwa, dysponujących często doskonałym warsztatem, odnoszących prawdziwe sukcesy, tylko niewielu udaje się osiągnąć ten stopień wtajemniczenia, że można o nich powiedzieć, iż są czymś więcej niż aktorami. To właśnie ci, którzy zawód ten traktują jako środek porozumiewania się ludzi między sobą, jako narzędzie do wyrażania własnego zdania na temat spraw zasadniczych, wyznaczają rangę artystyczną aktora, uzasadniają piękno i nieustającą potrzebę teatru”.

Nie jest pewne, czy Gustaw Holoubek miał siebie na myśli, pisząc te słowa w swej książce „Wspomnienia z niepamięci”, pewne jest natomiast, że on sam do takich aktorów właśnie należał. Aktorstwo było dla niego sposobem porozumiewania się z innymi i owym „narzędziem do wyrażania własnego zdania”. A było to zdanie istotne, wyrastające tyleż z inteligencji i wiedzy, ileż z niezawodnego instynktu. Liczono się z nim, czekano na nie, cytowano je.

Z biegiem lat Holoubek stawał się już, nie tylko polskim inteligentem stojącym przed największymi zagadnieniami, ale wręcz mędrcem. Mędrcem na scenie, mędrcem na ekranie, mędrcem w życiu. Nie wiem, czy o którymś z polskich powojennych aktorów można powiedzieć to samo. Owszem wielcy nasi aktorzy bywali intelektualistami, autorytetami, mentorami; mędrcem był tylko Holoubek.

To jego nadzwyczajne miejsce w historii polskiego aktorstwa uwieczniają nie tylko zarejestrowane role i filmy dokumentalne, ale także dwie książki - wspomniane „Wspomnienia z niepamięci”, których drugie wydanie ukazało się 6 marca br. w pierwszą rocznicę śmierci artysty i wydany przez rokiem, tuż po jego zgonie, tom „Holoubek. Rozmowy”. „Wspomnienia” napisał sam mistrz, „Rozmowy” są dziełem dziennikarki Małgorzaty Terleckiej-Reksnis. „Wspomnienia” recenzowałem przed dziesięcioma laty w „Przeglądzie Polskim”, teraz pora na omówienie „Rozmów”.

Są one swoistym dopełnieniem „Wspomnień”, urwanych w chwili wejścia autora na deski sceniczne. Małgorzata Terlecka-Reksnis dopytuje w nich o czas dzieciństwa, młodości i okupacji opisany wcześniej przez samego Holoubka, a później już przepatruje wraz z nim dalsze etapy jego życia. A zatem – krakowski debiut, pierwsze role i pierwsza dyrekcja w Katowicach, dwuletni pobyt w sanatorium przeciwgruźliczym w Zakopanem, pierwsze role w Warszawie, legendarna kreacja w pamiętnych „Dziadach” z 1967 roku, etat w Teatrze Ateneum, wspaniała dyrekcja Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy, zakończona dymisją w stanie wojennym, pięć sezonów u Dejmka w Teatrze Polskim i wreszcie piętnastoletnia dyrekcja Teatru Ateneum, która okazała się już ostatnim etapem jego drogi scenicznej. Etapy te wypełniają również występy w telewizji i filmie, prace reżyserskie, zajęcia ze studentami warszawskiej PWST oraz funkcje społeczne – prezesowanie SPATiF-owi a potem ZASP-owi, posłowanie w Sejmie i zasiadanie w Senacie.

Oczywiście najważniejsze były wielkie role a tych było bez liku, dosłownie bez liku. Do historii teatru przeszły m.in. Cust w „Trądzie w pałacu sprawiedliwości”, Goetz w sztuce „Diabeł i Pan Bóg” , Król Edyp, Ojciec Ricardo Fontana T.J. w „Namiestniku”, Gustaw - Konrad we wspomnianych „Dziadach”, Król Lear, Mistrz Fior w „Operetce”, Superiusz w „Pieszo”, Skrzypek w „Rzeźni”, Tomasz Beckett w „Mordzie w katedrze”, Rejent Milczek w „Zemście” , Shylock w „Kupcu weneckim”... Z ról telewizyjnych i filmowych nie podejmuję się wybierać tych najlepszych, bo niemal wszystkie były znakomite. Brzmi to niewiarygodnie, ale jednak tak było. Nieco słabiej wypadają prace reżyserskie, ale i one trzymają zawsze wysoki poziom.

Czytelnikom chcącym poznać wszystkie dokonania mistrza Holoubka, autorka ułatwiła zadanie, zamieszczając ich spis na końcu książki wraz ze zdjęciami z wybranych ról. Zdjęcia ilustrują też kolejne rozdziały, z których jest skomponowana całość. Są świetnie dobrane; dokumentują nie tylko role, ale również konwencję spektakli. Fragmentarycznie, rzecz jasna, ale jednak dają pojęcie.

W „Rozmowach” wyłania się najpełniejszy autoportret Holoubka jako aktora. Przy pracy nad rolą było dlań ważne pierwsze wrażenie – kim jest postać, którą ma grać i co może poprzez nią powiedzieć. Potem to pierwsze wrażenie starał się on przechować w pamięci podczas dalszych prób. Odpowiadając na jedno z pytań dotyczących jego sztuki, wyznał –

„Prawie od początku aż po ostatnie dni mojego pobytu na scenie (...) nie miałem nic innego na uwadze, jak tylko podzielenie się z publicznością, niezależnie od tego kogo gram, swoim osobistym poglądem na rzeczywistość. Innymi słowy, prezentowałem swoją postawę filozoficzną. Jeżeli przyjąłem taką formułę, to jest logiczne, że w każdej roli pomijałem wszystko to, co mogło mnie oddalać od tej postawy, a co było ornamentem, wyłącznie formą roli, a nie jej istotą. (...) Nie mówię monologów po to, by oznajmić publiczności, że mam takie myśli, ale po to, by zapytać, czy dzieli je ze mną. Więc prawie cały czas zadaję pytania. I czekam na to niewypowiedziane przez widzów potwierdzenie: tak jest, ma pan rację, ja czuję i myślę to samo. Czy nie to właśnie nazywają u mnie intelektualnym dystansem? Jego istotą jest zaproszenie do współuczestnictwa w refleksji, w referowaniu widzom tego, co na dany temat myślę”.

Trudno o lepsze samookreślenie.

Dla Holoubka podstawowym tworzywem było słowo. Nie było ono dla niego parawanem, jak chciał Swinarski, skrywającym coś innego niż się głosi, tylko formą zawierającą myśl i uczucie. Formą niedoskonałą, albowiem nie mieszczącą w pełni ani myśli, ani uczucia. Zadaniem aktora jest walka, jak wyrazić poprzez słowo to, co się chce wyrazić, a czego nie sposób wyrazić inaczej. Wielka Improwizacja w „Dziadach” jest najwyrazistszym i zarazem najtrudniejszym przykładem tej walki - „język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie/ Myśl z duszy leci bystro, nim się w słowach złamie”. Holoubek tę walkę wygrał; mówił Wielką Improwizację przez dwadzieścia dwie minuty tak, że widzowie najpierw wstrzymywali oddech a potem w duszy mówili wraz z nim. Dwadzieścia dwie minuty! W teatrze to wieczność. W zasłuchaniu zastygali nawet w pracy zakulisowi pracownicy sceny. W roli Gustawa-Konrada spełnił się Holoubek najpełniej. Marzył o niej, a kiedy ją dostał, nie okazała się dlań za trudna. Wiedział bowiem, że nie jest ona deklamacyjnym opowiadaniem o swym nieszczęściu, czy urąganiem Bogu, ale walką, by wobec tegoż Boga wypowiedzieć się najprecyzyjniej i by zmusić go do działania. Słowo w jego mniemaniu musiało też brzmieć jak „propozycja muzyki, której interpretacja nie należy do wykonawcy, lecz do odbiorcy”.

Małgorzata Terlecka - Reksnis zanotowała także wypowiedzi mistrza o sztuce teatru, w których przebija przekonanie, że polega ona na tworzeniu świata sztucznego, po to by wyrazić prawdę o życiu i ludziach. Teatr ma być iluzją, bajką wręcz i poezją, a nie naśladowaniem rzeczywistości. Z najwyższą niechęcią mówi on o tych reżyserach i aktorach, którzy w literaturze szukają tego, co sami chcą znaleźć, a nie tego, co zawarli w niej autorzy. Doprowadziło to swoistego ekshibicjonizmu i do sytuacji, w której - zamiast rozmowy z widzem poprzez grę - na scenie pojawiła się „fizjologia z wnikliwą obserwacją biologii człowieka, jego odruchów, ograniczeń i potrzeb”. W konsekwencji widzowi wyznaczona została rola podglądacza. Uporczywe trzymanie się teatru słowa, będącego szeroko pojętą poetycką bajką, oddaliło ostatecznie Holoubka - wychowanego na Juliuszu Osterwie, Władysławie Woźniku, Jerzym Leszczyńskim - od pokolenia tzw. „młodszych zdolniejszych”. Nie przypadkiem wyzna on pod koniec życia, iż Osterwa był największym człowiekiem teatru, z jakim się zetknął.

W książce Małgorzaty Terleckiej-Reksnis najmniej jest Holoubka prywatnego. Nie ma go jako małżonka trzech kolejnych żon aktorek – Danuty Kwiatkowskiej, Mai Wachowiak i Magdaleny Zawadzkiej, nie ma jako ojca córki i syna. Jest natomiast Holoubek przyjaciel - wierny i lojalny intelektualny partner pisarza Tadeusza Konwickiego. Jemu właśnie poświęcony jest jeden z rozdziałów. Przez długie lata omawiali ze sobą sprawy duże i małe. Podstawą ich stosunków była całkowita bezinteresowność – „ja o nic nie proszę Konwickiego, Konwicki o nic nie prosi mnie” – wyznaje mistrz, dodając iż jest to jego jedyna przyjaźń z mężczyzną. W tym miejscu warto przypomnieć, że Holoubek zagrał w kilku filmach swego przyjaciela, przypomnijmy choćby „Salto”, „Jak daleko stąd, jak blisko” i ”Lawę”.

„Rozmowy” nie są wywiadem rzeką. Przeprowadzone zostały w różnym czasie, w rożnych miejscach i sytuacjach. Nie mają z góry ustalonego scenariusza, nie dążą do konkluzji; są zapisem artystycznego i ludzkiego doświadczenia wielkiego aktora. Autorce udało się uchwycić takiego Holoubka, jakim był, z jego wdziękiem, ciepłem, ciekawością ludzi i spraw toczących się wokół. Udało się też jej zarejestrować jego prosty a zarazem niezwykły sposób mówienia, nie uroniwszy niczego z właściwych mu pięknych fraz. W przytaczanych przez nią wypowiedziach, nie tylko słyszy się jej rozmówcę, ale i widzi. Z jednej strony dobrze to świadczy o umiejętnościach literackich autorki, z drugiej zaś potwierdza siłę osobowości artysty, który magnetyzuje tym razem nie widza a czytelnika. Ta książka wciąga nawet tych, dla których sztuka aktorska jest sprawą egzotyczną, wciąga mimo, iż nie ma w niej sensacyjnej akcji, a bohater nie ma sobie nic z gwiazdy oświetlanej zewsząd jupiterami.

Jego myślenie śledzi się jak intelektualną przygodę człowieka powracającego do źródeł i utwierdzającego się wciąż na nowo w swych wcześniejszych przekonaniach. Wśród tychże źródeł są rzeczy pozornie oczywiste - dobroć, mądrość i świadomość wyzwań stawianych przez los... Jest też i wciąż odnawiana konstatacja mistrza, iż na początku było słowo i że ono właśnie było źródłem jego – jak sam to nazwał - „energii aktorskiej”. Nie zabrakło też przeświadczenia, że zdolność „dawania siebie bez zastrzeżeń i ograniczeń oraz czerpania z tego satysfakcji” stanowi o istocie nie tylko człowieczeństwa, ale i aktorstwa. Bagatela!...


Autor: Andrzej Józef Dąbrowski


Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Jeżeli dzisiaj widzę rejenta Milczka, to właśnie widzę Gustawa Holoubka

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#17933

Holoubek znakomity aktor i porzadny czlowiek

pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#17942

..., że ja sam, bardzo doceniając wielkość Jego osobowości, nie przepadałem za grą Gustawa Holoubka. Autor tego tekstu AJD, jakby to przeczytał, to powiesiłby mnie za nogi na drzewie i wymusił zmianę mojej skandalicznie obrazoburzej opinii. AJD jest wytrawnym znawcą teatru, reżyserem teatralnym, mieszkającym od ćwierć wieku w Nowym Jorku, który zamienił się w bardzo dobrego publicystę "Nowego Dziennika" i "Kuriera+". Uwielbia on klasyczne aktorstwo Eichlerówny i Holoubka, a Irenę Eichler uważa za najlepszą aktorkę polską wszechczasów, z czego my, jego koledzy zawsze się podśmiewywaliśmy, naśladując stentorowy, nieco ryczący głos tej (zresztą naprawdę dobrej) aktorki oraz jej koturnowy, do bólu klasyczny sposób gry. AJD wściekał się na nas i wyzywał od ignorantów. Tak samo było z Holoubkiem i jego manierą w interpretowaniu ról.
Tak naprawdę, to podobał mi się on chyba tylko w filmie "Pętla" i w teatralnym "Królu Learze". Ale, że wielkim aktorem był, a przede wszystkim (dla mnie) nieprzeciętną, wybitną osobowością w naszym życiu kulturalnym, toteż go nadzwyczajnie szanuję. Jego i pamięć o nim. Pozdrawiam.

Piotr W.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#17947

...ja też nigdy nie zachwycałem się Holoubkiem. Był to aktor niewątpliwie dużej klasy, ale czy mówił monolog Hamleta (w specjalnym filmie telewizyjnym), czy grał... Jagiełłę (w "Królewskich snach", to już przegięcie!) zawsze "leciał Holoubkiem", czyli nosowym głosem o nadzwyczaj "mądrym" i "intelektualnym" brzmieniu, w które sam aktor wyraźnie wsłuchiwał się z samouwielbieniem. Była to metoda wcale niezła, bo widz też wierzył w ten geniusz.
Był poza tym Holoubek "kawiarnianym opozycjonistą" brylującym przy stoliku Konwickiego w "Czytelniku". Ja natomiast pamiętam, ja z wypiekami na starym pysku zapluwał się recytując... "Odę do młodości" na... zjeździe KPZR. Tym, którzy nie znają skrótu wyjaśniam, ze chodzi o Komunistyczna Partię Związku Radzieckiego.
Przereklamowana postać.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

------------------------- "Dixi et salvavi animam meam"

#17951

Pan chce ich zrobic "intelektualistami, autorytetami, mentorami; mędrcem był tylko Holoubek."
Przesada do bólu zębów.
Szczegolnie w czasach PRL mozna było te autorytety "podziwiac", jak sprzedawali sie rezimowi za kawałek głupawej roli w jakims dobrze przez komune widzianym teatrze.
Holoubka nie wyłaczajac.
Niech Pan nie dewaluuje znaczenia slow.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

arka

#18000