Zdrada

Obrazek użytkownika Andrzej Wilczkowski
Blog

Pan Profesor A. Wolszczan wyrządził mi wielką krzywdę.

Rzecz w tym, że mimo iż temat zła jest mi bliski i sporo o tym pisałem zanim przejdę do meritum muszę moich czytelników zapoznać z moimi wcześniejszymi tekstami na ten temat.
Casus Wolszczan nie jest przypadkiem odosobnionym, ale poprzednie takie zachowania jak na przykład pisarza Andrzeja Szczypiorskiego, różnych trybunów ludowych, czy nawet ludzi duchownych jakoś mnie mniej zabolały.
Być może dlatego, że dotychczas proces możliwości rozróżniania złego i dobrego łączyłem naiwnie z IQ osobnika. Wiem że robiłem to brew licznym przykładom wskazywanym w życiu ale ciągle więcej wymagam od ludzi inteligentnych.

Zanim więc dojdę do meritum zapoznam Państwa z tym co napisałem wcześniej na temat donosicielstwa. Zacznę od napisanego w 2006 roku tekstu o Judaszu. Dwa inne w następnych dniach.

Judasz – zdrajca czy aktor?

Przez kilka tygodni nadsłuchiwałem czy nie zacznie się w Polsce wielka kłótnia o Judasza. Jak na razie zainteresowanie tematem jest umiarkowane, ale mówić o tym trzeba, bowiem są tacy, którzy nie popuszczą. Zbyt nęcąca jest bowiem wizja bezkarnego łajdactwa.

Rzecz w tym, że postać Judasza, z punktu widzenia dramaturgii wydarzeń prowadzących do męki pańskiej, wydaje się być zbędna. To naprawdę można wyczytać w Piśmie Świętym, a zwłaszcza w Ewangelii św. Jana.
W przyczynowo skutkowym łańcuchu zdarzeń prowadzących do ukrzyżowania Judasz nie ma swego wyraźnego miejsca.

Zacznijmy od przedostatniego pobytu Mistrza w Jerozolimie. Wtedy to Jezus diametralnie zmienia swoje zachowanie. Zaczyna mówić wprost – że jest Synem Bożym, a poza tym, o ile wcześniej wszelkie uzdrowienia i inne cuda były dokonywane niejako mimochodem, to teraz przywrócenie wzroku ślepemu od urodzenia ma już – że tak powiem – spektakularny charakter. Podobnie jest ze
wskrzeszeniem Łazarza.
Przy okazji coraz częściej dowiadujemy się, że jest jasnowidzem. Będąc daleko, wie, że Łazarz umarł, wie, gdzie znajdą oślę, wie kto Go przyjmie na ostatnią wieczerzę. Ponadto czyta w ludzkich myślach i przewiduje przyszłość. W takiej właśnie sytuacji ujawniania swojej boskości odbywa Jezus triumfalny wjazd do Jerozolimy, który wskazuje na wielką już Jego popularność – ale jeszcze niektórzy pytają – kto to?

Potem daje się poznać jeszcze lepiej. Wg. Mateusza niemal natychmiast, opuściwszy grzbiet osiołka Jezus idzie do świątyni i wyrzuca stamtąd handlarzy, a przede wszystkim godzi w finan¬sjerę Jerozolimy, bowiem wywracając im stoliki z pieniędzmi naraża lichwiarzy na poważne straty – powołując się przy tym na Pismo.

Potem przychodzi czas na intelektualistów. Przez co najmniej dwa dni On im wręcz urąga. Wyżej stawia celników i nierządnice, przyrównuje ich do grobów pobielanych z zewnątrz, ale pełnych plugastwa, w końcu przypomina, że ich przodkowie mordowali proroków i nazywa plemieniem żmijowym.

Ten, który przez trzy lata naucza miłości bliźniego nagle zmienia się w sposób – na pierwszy rzut oka – niezrozumiały. Ale kiedy się bliżej temu przyjrzeć – to są przecież próby ściągnięcia na siebie gniewu możnych. Ktoś go musiał przecież skazać. Warto zauważyć że to się nie zupełnie udało. O procesie przed Synhedrynem czytamy u św. Marka:

arcykapłani i cała Wysoka Rada szukali świadectwa przeciwko Jezusowi, aby Go zgładzić, ale nie znaleźli. Wielu wprawdzie fałszywie zeznawało przeciwko Niemu, ale ich świadectwa nie były zgodne...

Ktoś Go tam musiał bronić i wykazywać te niezgodności. W końcu sam się oskarżył i powiedział, że jest Mesjaszem. Wtedy dopiero najwyższy kapłan rozdarł swe szaty i rzekł: Słyszeliście bluźnierstwo.

Jak sądzę potem musiały pójść w ruch niemałe pieniądze. Inaczej tłum w pięć dni po niedzielnym triumfie nie krzyczałby przed pałacem Piłata – ukrzyżuj go, ukrzyżuj go.

Zakłóciłem jednak chronologię wydarzeń.
Ważne jest, że po wydarzeniach w świątyni, w chwili kiedy zapadła decyzja pojmania, niemal każdy wyrostek, żebrak, kupiec czy kapłan znał Nauczyciela, Judasz był zupełnie zbędny. Można było wysłać byle sługę, zbira czy zgoła szpiega, któryby śledził grupę Chrystusa, a gdyby nie trafił za nią na Górę Oliwną, Jezus sam by zszedł i oddał się w ręce siepaczy. Bo przecież naprawdę to zrobił. Są wprawdzie rozbieżności pomiędzy Janem i Mateuszem w opisie zdarzenia; niemniej pocałunek Judasza wydaje się być do niczego nie potrzebny. Przyznając się do tego kim jest – zanim zdrajca wykonał jakikolwiek ruch – Chrystus wręcz pozbawia czyn Judasza sensu sprawczego. Pozostaje jedynie sens symboliczny.

Mówienie o tym, że Judasz został niejako ubezwłasnowolniony przez Chrystusa, który załatwił z nim zdradę – jako konieczność dziejową, jest daleko idącym nieporozumieniem. Jest to tylko bardzo wygodna teza dla zbrodniarzy. „Jeśli jestem złym człowiekiem to widocznie Panu Bogu było to do czegoś potrzebne”.
Ponadto bardzo łatwo zrobić krok dalej. W tej sytuacji moglibyśmy uznać, że wszyscy byli aktorami w rękach Pana i wszystkie kolejne wydarzenia zostały wyreżyserowane przez Tego, który miał się poddać MĘCE. Gdyby wszystkim odebrał wolę i kazał odgrywać takie a nie inne role – zamiast Świętej Męki – mielibyśmy Wielki Teatr – coś w rodzaju Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie po kilkugodzinnych uniesieniach wszyscy idą do domu, a ukrzyżowany najwyżej rozciera sobie obolałe mięśnie.

A jeżeli Judasz nie został ubezwłasnowolniony – tylko się poświęcił na prośbę Chrystusa? Zwolennicy tej tezy musieliby postawić wieczną mękę Judasza w piekle ponad kilkunastogodzinną mękę Zbawiciela – i obawiam się, że o to im chodzi, bo to całkowicie zmienia wyznawaną przez nas Wiarę. Ciekawa to by była sekta, gdzie Bóg namawia do występku, a zdrajca jest wzorem do naśladowania.

Można wymyślić również inny scenariusz. Zaczął by się jeszcze w Betanii od rozmowy między Mistrzem a uczniem: „powiesić się musisz, ale w piekle to posiedzisz dwa dni i zaraz cię wypuszczę”. „A mój wizerunek u potomnych?” „Na to już nie ma rady, do końca świata na¬wet najgorsi łajdacy będą o tobie myśleli z obrzydzeniem. No a teraz leć i zaprzedaj się. Do Jerozolimy masz kawał drogi.”.

No i jak się państwu podoba taka groteska? – Mnie nie.
Wymyśliłem ją zanim zapoznałem się z opublikowanym przez Gazetę Wyborczą tekstem tzw. „ewangelii Judasza”. A oto jej fragmenty cytowane za podanym wyżej źródłem.
Te słowa są skierowane do Judasza:
„Przewyższysz ich (apostołów) wszystkich.” I dalej: „Będziesz przeklęty przez pokolenia, ale przyjdziesz, żeby nad nimi panować” W końcu: „Wystąp przed wszystkich a opowiem i o tajemnicach królestwa”.

Czy państwu to czegoś nie przypomina? „Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego bo mnie są poddane i mogę je odstąpić komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon wszystko będzie twoje.” Kto powiedział takie słowa? Szatan, proszę państwa – szatan, pokazując Jezusowi wszystkie królestwa świata. Przecież to ta sama poetyka.

Nie wiem dlaczego Judasz tak postąpił jak postąpił, ale nie ulega dla mnie wątpliwości, że zrobił to z własnej woli. Dziś znane są co najmniej dziesiątki tysięcy nazwisk ludzi uprawiają¬cych taki łajdacki proceder dla pieniędzy albo dla przyjemności. Chrystus nic nie musiał kazać Judaszowi. Po prostu czytał w jego myślach jak w księdze i to wystarczyło. Wymyślanie motywów zostawiam pisarzom o większej wyobraźni niż moja.
Zresztą o ile większość szczegółów męki Pańskiej jest wyraźnie przewidziana w Piśmie – zwłaszcza w Psalmie 22, o tyle o Judaszu Pismo wyraża się bardzo enigmatycznie. W Psalmie 40 znajdujemy taki fragment „nawet ten przyjaciel, któremu ufałem, i który chleb mój jadł, podniósł na mnie piętę.” A bo to mało znamy takich?

Nic bardziej obciążającego Judasza w Starym Testamencie bibliści nie znaleźli, podczas gdy o oślęciu jest napisane ekspressis verbis w księdze Zachariasza: Oto król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy. Nawet płeć i wiek zwierzęcia się zgadza.

Nie podoba mi się również koncepcja Judasza jako żydowskiego terrorysty – sztyletnika. Gdyby był nim to nie sprowadzałby siepaczy na odludzie, tylko wskazałby Chrystusa w biały dzień w środku miasta, żeby wywołać powstanie, a choćby tylko rozruchy, których bali się wszyscy stojący po drugiej stronie.

Co do przełomu, który nastąpił w duszy zdrajcy – sprawa nie jest jasna.
Mało kto pamięta, że są co najmniej dwie wersje śmierci Judasza. Jedna – ogólnie znana, że opanowały go wyrzuty sumienia, oddał srebrniki i się powiesił. (Mateusz). Druga – że nie miał żadnych wyrzutów, za srebrniki kupił ziemię (pole garncarza) i dopiero spadłszy głową na dół z jakiejś skarpy pękł na pół i wyszły z niego wnętrzności. Tę wersję głosi św. Piotr w Dziejach Apostolskich. Przy takich rozbieżnościach nie od rzeczy jest przypomnieć literacką wersję Bułhakowa – że zamordowali go ludzie Piłata a srebrniki podrzucili kapłanom.

Judasz jest w Piśmie Świętym potrzebny. Ale nie dlatego, że musiał zdradzić. Kapłani, którzy już wcześniej wydali wyrok na Jezusa (On o tym wie) znaleźliby inne sposoby odszukania i pojmania.

To jest zupełnie inna płaszczyzna. Zwróćmy uwagę, że w dziesięciorgu przykazań nie ma zakazu donosu. Jest tylko zakaz fałszywego świadectwa. Tego Judasz nie uczynił. Potwierdził tylko, że Jezus to Jezus. Wśród siedmiu grzechów głównych również próżno by szukać odpowiednika jego postępku. A jednak była to ohydna zdrada. Wręcz egzemplifikacja łajdactwa. Przecież Judasz razem z innymi jest dopuszczony do pierwszej – naprawdę pierwszej komunii. I co? Po chwili wzruszeń wszyscy –z wyjątkiem Jana i może Mateusza – zawiedli.

Większość wykazuje tylko swoją małość: Piotr się wypiera, reszta się rozbiega i ukrywa ze strachu. Judasz popełnia czyn haniebny. Już wcześniej jest umówiony z kapłanami, a więc łączy się z Bogiem w grzechu. Jezus o tym wie i mówi mu – że wie. To nic nie pomaga. Nienawiść do niedawno jesz¬cze ubóstwianego Mistrza, czy może chęć zysku jest silniejsza. W kilka godzin później uczeń wykonuje umówiony gest zdrady, chociaż Mistrz jest już w rękach siepaczy.

A my co robimy? Otrzymujemy taki dar jak Hostię, przez kilka minut wydajemy się sami sobie lepsi, a potem myślimy, że Msza się kończy i co będzie na obiad?. A po obiedzie wracamy po prostu do starych grzechów.

Do tego, żeby się stać lepszym nie wystarczy krótka chwila głębokiego przeżycia. O tym mówi cały Nowy Testament. Pan Bóg, który wybrał tych kilkunastu pierwszych potencjalnych świętych pomaga im jak może. Ale ani trzy lata nauczania, ani Ostatnia Wieczerza, ani zesłanie Ducha Świętego nie doprowadza do głębokiej przemiany. Najwięcej może zdziałał Paweł swoim przykładem. Ale Paweł bez boskiej interwencji przypuszczalnie do końca pozostałby Szawłem.

Piotr niemal do końca nie wytrzymuje swojej świętości. To nie Pan Sienkiewicz wymyślił ucieczkę z Rzymu. To wprawdzie podobno apokryf, ale wielce prawdopodobny. Smutne. Wszak przed tą ucieczką ludzie Nerona zdążyli zamordować w strasznych męczarniach setki czy tysiące chrześcijan. A ich pasterz ucieka... – ale wraca. To bardzo ważna lekcja dla nas wszystkich. Upadki Piotra niosą nam, szeregowym wiernym jakąś nadzieję.

Przypadek Judasza ostrzega nas, że jest jakaś granica Bożej cierpliwości. Że TAM jest kara, a nie powszechne przebaczenie. Wszystkie zgromadzone w Księdze przykłady wskazują, jak głęboko się trzeba przepracować wewnętrznie, i ile czasu to wymaga, żeby w końcu stać się godnym miana człowieka. A Pan Bóg czeka. Ja to po trochu zaczynam rozumieć dopiero na starość. A i to dość mgliście.

Andrzej Wilczkowski

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

Odniose sie do koncowki:

"Przypadek Judasza ostrzega nas, że jest jakaś granica Bożej cierpliwości. Że TAM jest kara, a nie powszechne przebaczenie. Wszystkie zgromadzone w Księdze przykłady wskazują, jak głęboko się trzeba przepracować wewnętrznie, i ile czasu to wymaga, żeby w końcu stać się godnym miana człowieka. A Pan Bóg czeka. Ja to po trochu zaczynam rozumieć dopiero na starość. A i to dość mgliście."

Wg mnie przypadek Judasza, to dramatyczna kulminacja Prawdy o wolnej woli. Ani "plan Bozy" ani zadne inne wyjasnienia nie odbieraja, bo odebrac nie moga, jasnosci przekazu: Judasz WYBRAL.

Wybor jest cecha przypisana czlowiekowi, dlatego dystansuje sie wobec kategorii "miana czlowieka" jako pozytywu a priori. Czlowiek ma wybor pomiedzy Dobrem i Zlem i wolna wole. Czlowiek niekiedy wybiera ZLO, poniewaz ze swoj natury jest do zla zdolny. Zdolny - ale nie zdeterminowany!

Sensem naszego zycia nie jest dazenie do czlowieczenstwa, ale do Boga, do Dobroci Absolutnej. Nowy Testament jest Ksiega, ktora uczy, ze jest to mozliwe, w odroznieniu od Starego, ktory twierdzi, ze mozna - a nawet trzeba! - wybierac zlo, kiedy Bog tego zazada. Zabicie niewinnego dziecka jest zlem, a jednak kiedy Bog tego ( niby) zazadal - Abraham gotow byl rozkaz wykonac. Bog Starego Testamentu, to Bog strachu:"Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna".

Jedynym usprawiedliwieniem Abrahama moze byc tylko fakt, ze nie znal, bo znac nie mogl, Dekalogu.

Kaska

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#4885