film o generale

Obrazek użytkownika Andrzej Wilczkowski
Kraj

I znowu o generale LWP towarzyszu W. Jaruzelskim

Rok temu dokonałem analizy odznaczeń i awansów generała i wyszły z tego ciekawe wnioski.
I pewnie bym już machnął ręką i nie gnębił więcej starca (bądź co bądź o sześć lat starszego ode mnie) gdyby nie film o tej smętnej postaci, a zwłaszcza – gdyby nie dyskusja po tym filmie.
Wszystko byłoby strasznie śmieszne, gdyby nie było takie smutne.

W filmie jest – według moich dociekań sama prawda – ale nie cała. Moim zdaniem było jeszcze gorzej.

Najpierw jednak wrócę do tego co napisałem rok temu – tylko trochę wysuwając na pierwszy plan inne akcenty.
Przypomnę. Analizę przeprowadziłem na podstawie oficjalnej strony internetowej, którą omawiana przeze mnie postać sygnuje a poza tym na podstawie książki Ordery i odznaczenia polskie wydanej przez KAW w roku 1987 i książki: B. Dolata i T. Jurga Walki zbrojne na ziemiach polskich. Wyd. MON 1977
Pominiemy sielskie dzieciństwo i trudną młodość. Wydaje się że dwudziestoletni chorąży Jaruzelski swój szlak bojowy rozpoczyna od forsowania Wisły. Jest w jego diariuszu następujący wpis:
.
Sierpień 1944 r. W. Jaruzelski przekracza Wisłę pod Puławami, walczy na Przyczółku Magnuszewskim. Następnie walki pod Warką.
Wojciech Jaruzelski wspomina: "Kiedy zbliżaliśmy się do Wisły 'Polska płonęła nam w głowach' po kilku latach na obczyźnie. Tu pod Puławami stanęliśmy do bardzo trudnej walki. Forsowanie Wisły to nie prosta sprawa. Szczególnie przy ówczesnych środkach przeprawowych. Dodatkową trudność sprawiało, że na odcinku rzeki, którą forsował nasz pułk - była ona przedzielona kilkoma wyspami, a więc trzeba było ją forsować niejako kilkakrotnie, aby w efekcie znaleźć się na drugiej stronie. Najpierw opanowana została wyspa, a po pewnym czasie - drugi brzeg. Brzeg dość trudny, silnie umocniony przez nieprzyjaciela; były tam niemieckie jednostki przerzucone z innych obszarów. Jako zwiadowca pamiętam, że były to oddziały 45 dywizji grenadierów. Z mego pułku zginęło stu kilkudziesięciu żołnierzy. Bardzo wielu zostało rannych".

Wrzesień 1944 r. walki na warszawskiej Pradze, szczególnie ciężkie nad Kanałem Żerańskim.

I tu już trzeba się cofnąć w czasie

kwiecień-maj 1944 r. Pułk stacjonuje w rejonie Żytomierza na Ukrainie.

W tym czasie chorąży Jaruzelski jest dowódcą plutonu piechoty w 5 pułku piechoty 2DP w pierwszej armii gen Berlinga.

czerwiec-lipiec 1944 r. Wołyń. Postój w rejonie Kiwercy. W tym czasie W. Jaruzelski zostaje dowódcą plutonu zwiadu konnego pułku.
Początkowo na froncie podróżuje na koniu "Bobik" będącym skrzyżowaniem normalnego konia z koniem mongolskim. Za Puławami przesiada się na klacz poniemiecką "Baśkę".

Wszystkie przytoczone dotychczas wpisy z diariusza opracowanego chyba przez jakiegoś bliskiego generałowi człowieka i – z całą pewnością zatwierdzone przez samego zainteresowanego – budzą daleko idącą czujność. Może tu należy szukać klucza do dalszych wyborów tego potomka starego szlacheckiego rodu.

Zacznijmy od miasteczka Kiwerce. Jest to miejscowość położona o kilka kilometrów na północny wschód od Łucka (niemal dokładnie na połowie prostej łączącej Sarny z Włodzimierzem Wołyńskim), z pokaźnym jak na owe rejony węzłem kolejowym. W Kiwercach urodziła się podobno pisarka Gabriela Zapolska. Ale nie to jest najważniejsze. Węzeł kolejowy jest w tym wypadku ważniejszy niż Zapolska. Kiwerce to bowiem niemal centrum obszaru rzezi wołyńskich prowadzonych tu już od 1943 roku przez Ukraińskie oddziały UPA. Jednocześnie jest to siedziba dowództwa obwodu Armii Krajowej (a najpierw ZWZ) a musiał to być obwód ważny, jeśli kilka kilometrów dalej leżało miasto wojewódzkie i zaczynał się inny obwód. Widocznie Kwerce warte były swojego obwodu AK.
Na tych terenach powstawała również 27 DP AK formująca się z małych oddziałów w ogniu walk z Ukraińcami, która jeszcze na ok. 6 tygodni przed przybyciem tu 5 pp. stoczyła znaczącą bitwę z Niemcami pod Hołobami – kilkanaście km na północ od Kiwerc. Jeszcze nie minął nawet miesiąc od czasu, kiedy 27 DP odeszła na zachód w ramach akcji Burza, aby – po szeregu walk z Niemcami – dokonać swego tragicznego żywota w obozach, więzieniach sowieckich i na Syberii.
Wiele wskazuje na to, że 5 pp nie przypadkiem został podniesiony z leż pod Żytomierzem pod Łuck.
O działalności chorążego Jaruzelskiego w tym rejonie nie wiemy nic, ponadto, że tu oddaje swój pluton piechoty, (który objął pół roku wcześniej), dosiada konia Bobika i obejmuje dowództwo plutonu zwiadu konnego. I właśnie teraz na pozór nic nie znacząca informacja o koniu Bobiku urasta do wyższej rangi. Nie to, że generał pamięta nazwę koni, na których wojował. Wszyscy znani mi żołnierze, którzy walczyli konno pozapominali bardzo wiele – ale imię konia pamiętali do końca dni swoich.
Tu chodzi o sformułowanie Początkowo na froncie podróżuje na koniu "Bobik". Za Puławami przesiada się na klacz poniemiecką "Baśkę".
Ale na prawdę na froncie chorąży J. znalazł się właśnie pod Puławami. To na jakim froncie „podróżował” na Bobiku? Dlaczego to jemu „obcemu klasowo” na płonącym ciągle Wołyniu oddano dowództwo jedynego w pułku naprawdę mobilnego pododdziału? Czym sobie zasłużył na takie zaufanie dowódcy pułku? I dlaczego nazywa to „frontem”?
Przecież gdyby bronił polskiej ludności przed Ukraińcami to by się chyba tym pochwalił.
Tu warto przypomnieć sformułowanie generała zawarte w pierwszym cytowanym przeze mnie wpisie zatytułowanym sierpień 44.
Wojciech Jaruzelski wspomina: „Kiedy zbliżaliśmy się do Wisły 'Polska płonęła nam w głowach' po kilku latach na obczyźnie”.
Ciekawe, podczas tych dwóch miesięcy na Wołyniu chorążemu Polska nie „płonęła w głowie”. Już tak zdołano go przepoczwarzyć? Mimo iż „podróżując po froncie” jako konny zwiadowca przez dwa miesiące musiał się zapoznać z polską tragedią Wołynia, ze wszystkim co się tam działo od 17 września 1939 roku – nic, żadnych wzruszeń, żadnego wewnętrznego protestu? – Może nie pamięta? – ale Bobika pamięta!

Wróćmy do pierwszego cytatu. Przypomnę:
Sierpień 1944 r. W.Jaruzelski przekracza Wisłę pod Puławami, walczy na Przyczółku Magnuszewskim. Następnie walki pod Warką.

Lakoniczność tego zapisu graniczy z manipulacją. Tworzy on obraz w głowie czytelnika, że 5pp zdobył przyczółek i posuwając się dalej po lewym brzegu Wisły przedostał się aż na teren przyczółka magnuszewskiego i tam walczył do końca sierpnia.
Prawda była inna. Tragiczna zwłaszcza dla 6pp. Otóż rzeczywiście 2DP uchwyciła pod Puławami niewielkie przyczółki, ale po kilkudziesięciu godzinach jej oddziały zostały dosłownie zepchnięte do Wisły i musiały – z ogromnymi stratami powrócić na prawy brzeg (vide „Walki Zbrojne” hasło „Wólka Profecka”). Następnie, przesuwając się po prawym brzegu ku północy, w dniu 8 sierpnia 2 i 3 DP koncentrują się nad rzeczką Wilgą w oczekiwaniu na przeprawę na przyczółek magnuszewski.

Znowu sedno sprawy tkwi w pytaniach. Czy prymusowi szkoły oficerskiej w Riazaniu nie przychodziło do głowy, że wyznaczenie zadania forsowania wielkiej rzeki dywizji, która szła jako całość w pierwszy bój –– zakrawa na zbrodnię?

Tu już przerwę moje uwagi na temat – co w diariuszu na oficjalnej stronie późniejszego generała napisano o przewagach bojowych 5pp. i przejdę do odznaczeń i awansów.

Awanse podczas wojny były dwa: Na podporucznika w dn. 11 listopada 44 roku i na porucznika w dn. 25 kwietnia 45 roku.

Odznaczenia, co do których nie mam wątpliwości, że były nadane za czyny wojenne (nadania do 22 lipca 45 roku) w diariuszu generała znalazłem następujące:

– Srebrny medal „Zasłużonemu na polu chwały” trzykrotnie: w dniach 4 lutego 45, 27 marca 45. i 12 maja 45.
– Krzyż Walecznych w dniu 22 czerwca 45,
– srebrny Krzyż Zasługi 20 lipca 45, a w dniu 22 września 45
– Krzyż Grunwaldu III kl. W dn. 3 września 45

Autorzy książki Ordery i odznaczenia polskie (wyd. r. 1987) piszą sporo o poruczniku Jaruzelskim (na str 137) ale wymieniają jedynie trzy nadania medalu „Zasłużonemu” i jedno – Krzyża Walecznych.

Podstawowy sprzeciw wewnętrzny budzą dwa następujące wpisy w diariuszu generała:

Od jesieni 1945 r. do początków 1946 r. bierze udział w walkach z bandami zbrojnego podziemia i nacjonalistami ukraińskimi w obronie polskości Ziemi Hrubieszowskiej.

Proszę sobie uprzytomnić, że ziemię Hrubieszowską od Wołynia oddziela jedynie granica, a od niej do Kiwerc jest ok. 80 km

14 stycznia 1946 r. W. Jaruzelski otrzymuje "Krzyż Walecznych" – to drugi KW – i ostatni.

Nie będę komentował tych wpisów.

Kolejne trzy wpisy, które wymienię też nie budzą mojej sympatii to generała. Umieszczono je jeden pod drugim.

Marzec 1946 r. Matka i siostra opuszczają Bijsk. Pociągiem z innymi Polakami z Podlasia przemierzają szlak Bijsk - Nowosybirsk - Moskwa - Witebsk - Lwów - Medyka.

16 lipca 1946 r. 5 Kołobrzeski Pułk Piechoty przybywa do Piotrkowa Trybunalskiego. W.Jaruzelski obejmuje stanowisko wojskowego komendanta miasta. Walki z WiNem, m.in. oddziałami "Prawdzica" przy współpracy z UBP, MO i KWB.

22 lipca 1946 r. awans na kapitana.

A oto następne ciekawe wpisy:

3 marca 1947 r. W. Jaruzelski rozpoczyna studia w Centrum Wyszkolenia Piechoty (CWP) w Rembertowie które kończy w tym samym roku z wyróżnieniem.
Czerwiec 1947 r. W. Jaruzelski wstępuje do Polskiej Partii Robotniczej (PPR)

I dalej już idzie jak z płatka:
10 lipca 1948 r. awans na majora
5 listopada 1948 r. W.Jaruzelski otrzymuje Order Odrodzenia Polski V klasy
Grudzień 1948r. zjednoczenie PPR i PPS - W. Jaruzelski staje się członkiem PZPR.
25 stycznia 1949 r. awans na podpułkownika.

Ciekawe. Każdy nowy akces młodego człowieka w stronę „władzy ludowej” jest niemal natychmiast zauważony i sowicie nagrodzony.
Ponieważ staje się to już nudne i każdy może sobie otworzyć stronę i samemu porównywać więc zwrócę uwagę jedynie na te elementy życiorysu, które podczas lektury „strony” nie rzucają się w oczy.

Pierwsze to z całą pewnością zbitka czasowa. W tym przypadku nie jestem w stanie udowodnić jakiegokolwiek powiązania przyczynowego, nie mniej związek czasowy aż w oczy bije.

W dniu 29 czerwca 1956 roku wybucha poznańska irredenta. Jest ona krwawo stłumiona przez wojsko.
W dwa tygodnie później:
14 lipca 1956 r. nominacja na stopień generała brygady. W.Jaruzelski jest jednym z najmłodszych generałów w LWP.

I jeszcze jedna ciekawostka. W. Jaruzelski jest kawalerem krzyża Virtuti Militari V klasy. To w wojsku polskim order wręcz kultowy. I to właśnie V klasa. W regulaminie wszystkich innych klas występuje element dowodzenia. Jedynie V klasę otrzymuje się za osobiste męstwo na polu walki. I cóż. W diariuszu nadaremno szukałem daty nadania. Szczerze mówiąc szukałem tylko do 1970 roku. Po odejściu z 5pp osobistym męstwem mógł się wykazać generał już tylko podczas zajmowania Czechosłowacji – ale Czesi tak strasznie nie strzelali – albo podczas wypadków na wybrzeżu, ale musiałby wtedy stać na moście, po stronie robotników.

Ale za Czechosłowację dostał „budowniczego”, i odbył 1969 r. dwumiesięczny kurs strategiczno-operacyjny w Akademii Wojskowej im. K. Woroszyłowa w Moskwie,
a po tragedii na wybrzeżu wybrano go na zastępcę członka Biura Politycznego KC.

Zagadkowa to sprawa z tym Virtuti. Człowiek, który skrzętnie zanotował takie odznaczenia jak „Zasłużony na polu chwały”, który to medal w rankingu orderów w PRL znajdował się na 27 miejscu, na swojej „Stronie” nie odnotował w ogóle faktu otrzymania kultowego krzyża.
Na ten temat jest jedynie wzmianka w Wikipedii – ale bez daty nadania!
.

Równie ciekawe jest porównanie następujących dat:
Lato 1972 r. Minister Jaruzelski bierze udział w słynnych manewrach wojsk Układu Warszawskiego "Tarcza-72".
23 września 1973 r. W.Jaruzelski otrzymuje awans na generała armii.

Tu należy dodać, że aż do 1984 r. jest to w wojsku PRL jedyny Generał Armii.
Towarzysz Popławski, który otrzymał ten stopień w 1955 roku już w rok później wrócił do ZSRR.

Przypomnę, że w latach 70. wojsko nasze przygotowuje się do inwazji na Europę.

Czyżby w 1970 roku tak brutalnie i z takim nakładem sił i środków stłumiono robotniczy protest, bo przypomniano sobie wydarzenia sprzed 140 lat, kiedy to garstka polskich podchorążych uniemożliwiła wysłanie rosyjskiej ekspedycji karnej do Francji i Belgii? Nie wiem i nigdy już się nie dowiem – ale pytanie postawić można. Zwłaszcza, że w 1830 roku ówczesny dowódca wojska polskiego – Książe Konstanty wcale się nie kwapi do wysłania tego wojska przeciw Europie, ani do stanięcia na czele tej ekspedycji. W 140 lat później gen. Jaruzelski pilnie przygotowuje polskie wojsko do wypełnienia takich zadań, mimo że realizacja obłędnego rosyjskiego planu grozi jednoznacznie nie tylko zagładą armii, ale również uczynieniem z Polski pustyni po zmasowanym ataku nuklearnym.

Ponieważ bardzo niewiele mi wiadomo o rozterkach duchowych jedynego w wojsku PRL generała armii w tym okresie (znacznie więcej mi wiadomo o działaniach płk Kuklińskiego) przejdźmy do procesu w sprawie stanu wojennego.

Ten człowiek, osiągnął w PRLu wszystko – do godności prezydenta włącznie – tłumaczy, że uchronił Polskę przed większym złem. Tym złem miałoby być wkroczenie sojuszniczej armii sowieckiej i totalne zniszczenie Kraju. Nie wchodzę głębiej w to czy „ruskie” by weszły czy nie. Przypuszczam, że gdyby Karnawał Solidarności trwał nadal, w jakimś momencie próbowaliby wkroczyć, oraz wykorzystać te swoje siły, które już w Polsce były. Może by to jednak trwało jeszcze z rok lub dwa.

Wnikliwe intelektualne rozważania mogły prowadzić do takich wniosków. Taki scenariusz musiał brać pod uwagę w tym czasie każdy przywódca, od którego decyzji zależy los państwa, los narodu. Rzecz w tym, że nasz „generalissimus”, który dziś się tłumaczy, że to wtedy uchronił Polskę przed nieomal zagładą – to znaczy przed wrogim wtargnięciem obcej armii – już wtedy, kiedy było po wszystkim, tj w roku 1983 zostaje sowicie wynagrodzony przez wielkiego brata mianowicie otrzymuje po raz drugi Order Lenina (Jak podaje Wikipedia pierwszy w 1968 roku drugi w 1983)

(Order Lenina to najwyższe odznaczenie państwowe ZSRR)

Cóż – kto zamawia ten płaci. Pierwszy raz za pacyfikację Czechosłowacji drugi raz za pacyfikację Polski.
Płacono nie „szyto kryto”, pod stołem z walizki – tylko w świetle jupiterów. Cały świat mógł sobie popatrzeć.

Że to nie za stan wojenny?
TO zobaczmy za co osoba fizyczna mogła dostać taki order.
Osoby były nagradzane Orderem za szczególnie wybitne zasługi w obronie socjalistycznej ojczyzny, wzmocnieniu obronności ZSRR, rozwijaniu przyjaźni i współpracy między narodami, wzmacnianiu pokoju, ofiarną pracę i inne szczególnie wybitne zasługi dla państwa. (Wikipedia)

Tu się nie ma co łudzić – wszystko pasuje.

A następnie, kiedy już niemal od piętnastu lat powtarza jak mantrę to, że uchronił nas przed wrogim wtargnięciem obcej armii, klęską, rzezią i spustoszeniem, w 2005 roku jedzie do Moskwy i klapę po następny order wypina (już inny, bo Lenin nieważny), a towarzyszący mu aktualny prezydent nie blokuje tego odznaczenia, chociaż konstytucja mu na to pozwala, tylko akceptuje ten wybryk. Obaj pokazują tym samym, że uważają Moskwę nie za ciemiężcę tylko za pełnoprawnego – co najmniej – kuratora.

Od takich – panowie byli prezydenci – orderów się nie przyjmuje. Chyba że ze strachu!

Ciągle mam niesmak, że wszystkiego nie powiedziałem. Może należy powiedzieć wprost.

On nie jest nasz – on jest ich!
Wszędzie, gdzie pojawiały się wybuchy, które mogły być uznane za zrywy niepodległościowe pojawia się ta złowroga postać. Niekiedy w postaci cienia, o którym nie wiemy jakie miał zadania – jak na toczącym śmiertelny bój o polskość Wołyniu, czy w Poznaniu – głównie jednak jako postać z krwi i kości z określonym programem do którego sam się przyznaje – jak w Hrubieszowskiem czy w Piotrkowskiem czy na wybrzeżu.

To jest człowiek, który pomylił partię z ojczyzną.

Przypomnijmy sobie co powiedział w dniu 5 października 1989 roku na naradzie z dowódcami wojsk Układu Warszawskiego.prowadzonej już jako prezydent PRL. Raport z tej narady sporządził enerdowski generał Fritz Streletz. Dokument został odnaleziony w archiwach niemieckich i przetłumaczony na język polski przez historyka Tomasza Mianowicza.
Cytowałem go wprawdzie dwukrotnie we wcześniejszych publikacjach ale jeszcze raz powtórzę.
Na temat PZPR powiedział:
Polska Rzeczpospolita Ludowa znajduje się obecnie w skrajnie trudnej sytuacji. Główne zadanie polega na tym, aby wzmocnić zaufanie społeczeństwa do PZPR i organów państwowych. Także w przyszłości partia musi być gwarantem socjalistycznej Polski. Dotyczy to zarówno własności społecznej, własności prywatnej, określonych form współdziałania, jak i innych kwestii. Najważniejsze pytanie brzmi. Jak społeczeństwo będzie popierać partię?
Jak nas zapewnia tow. Jaruzelski na swojej oficjalnej stronie:
4 grudnia 1989 r. Prezydent Jaruzelski wziął udział w moskiewskim spotkaniu informacyjnym przywódców państw-stron Układu Warszawskiego. Do Moskwy udał się wraz z premierem Tadeuszem Mazowieckim oraz ministrem spraw zagranicznych Krzysztofem Skubiszewskim. Obecny był także I sekretarz KC PZPR Mieczysław F. Rakowski, który na zaproszenie KC KPZR przebywał z roboczą wizytą w Moskwie. Spotkał się on m.in. z Aleksandrem Jakowlewem oraz premierem Węgier Miklosem Nemethem. M.Rakowski udzielił także wywiadu dla "Nepszabadsag" w którym powiedział m.in. "musimy walczyć o zaufanie mas”.
PZPR zakończyła swoją działalność nocą z 29 na 30 stycznia 1990 roku. W Wikipedii czytamy:
„Ostatecznie doszło do samorozwiązania PZPR, a część działaczy podjęła decyzję o założeniu dwóch nowych partii socjaldemokratycznych. Na ten cel otrzymała od Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego kwotę ponad 1 mln dolarów w ramach tzw. pożyczki moskiewskiej”.

Teraz już na pewno czytelnicy zrozumieją co miałem na myśli pisząc, że „on był ich”
Działalność publiczna generała przeżyła jego ukochaną partię o rok.
11 grudnia 1990 r. Prezydent Jaruzelski wygłasza ostatnie przemówienie
Mówi między innymi:
: "Każda krzywda, ból, niesprawiedliwość mają własne imię. Jestem świadom, że było ich niemało. Tkwi to we mnie jak cierń. Jako żołnierz wiem, że dowódca, a więc każdy przełożony odpowiada i za wszystko i za wszystkich. Słowo >przepraszam< może zabrzmieć zdawkowo. Innego jednak nie znajduję. Chcę więc prosić o jedno: jeśli czas nie ugasił w kimś gniewu lub niechęci - niechaj będę one skierowane przede wszystkim do mnie".
Piękne to przemówienie i gdyby zaraz potem umarł, a ja bym się nie dowiedział wszystkiego co wiem dzisiaj, to bym mu pewnie wtedy wybaczył. Ale on w piętnaście lat później pojechał do Moskwy po medal!
21 grudnia 1990 r. Kadencja prezydencka Wojciecha Jaruzelskiego dobiega końca.
31 stycznia 1991 r. Zakończenie czynnej służby wojskowej.
I jeszcze jeden wpis z diariusza exprezydenta świadczący chyba o poczuciu humoru generała.
22 maja 2005 r. W. Jaruzelski odbył debatę telewizyjną (w 2 programie TVP) ze swoim następcą na stanowisku prezydenta RP -Lechem Wałęsą. Obaj byli prezydenci omówili węzłowe zagadnienia dotyczące interpretacji powojennej historii Polski. Na prośbę L. Wałęsy W. Jaruzelski przekazał mu wyrazy współczucia i ubolewania z powodu rozpowszechniania fałszywych pogłosek na temat rzekomej współpracy drugiego Prezydenta III RP ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. W. Jaruzelski zaświadczył jednocześnie, że pogłoski takie są fałszywe i poinformował, że sam nie polecał nigdy prowadzenia działań przeciw L. Wałęsie.

No więc, gdybym dostał takie zaświadczenie w 2005 roku to do dziś trzymałbym się za policzek.
Ten – pewnie zbyt długi tekst zdecydowałem się powtórzyć po obejrzeniu filmu – w którym mi wielu wątków zabrakło.
Jeszcze jedno mnie stymulowało.
Otóż oczywiście toczą się procesy, których wszyscy się boją. Procesy, które mają odpowiedzieć na pytanie – kim był naprawdę gen Jaruzelski. Te procesy nic nam nie wyjaśnią.
Jak wynika z charakteru i temperatury dyskusji nad filmem prawdziwy problem będzie dopiero kiedy generał umrze. Ale ten problem poruszę dopiero w następnym wpisie.
Naprawdę jest o czym myśleć.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

za ten wpis. Trzeba spędzić sporo czasu aby to wszystko wyszukać i zestawić. Podziwiam pracowitość.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#47266

Bardzo dziękujemy za ten wpis. Czekamy na kolejne.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#47273

praktycznie poza samym faktem współpracy z Informacją niewiele o tym wiemy. Ci którzy zrobili Jaruzela prezydentem RP powinni się za to smażyć w piekle. Jaruzel to postać pokroju Bieruta - wierny wykonawca rozkazów Kremla, współpracownik sowieckich służb specjalnych. Ale Bieruta na prezydenta nie wybrali przedstawiciele polskiego społeczeństwa. Wpis bardzo dobry, tylko po co takie wielkie zdjęcie Jaruzela - to może wywołać nocne koszmary.

oszołom z Ciemnogrodu

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

oszołom z Ciemnogrodu

#47293

Jaruzel, ten kacapski bandyta i oprawca narodu polskiego nie byl Polakiem. Jaruzel tak jak wielu jego poprzednikow to kacapska matrioszka GRU. Rokosowski, Swierczewski, Jaroszewicz i wielu wielu innych to podstawieni lub nieudolnie udajacy polakow agenci GRU.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Zbyszek Lowcakangurow

#47296

Te małe ojczyzny są naprawdę małe.Wokół mnie egzystuje wiele kanalii , złodzieji , tchórzy.

Co więcej nie byłem poddany próbie przez 50 lat życia.

Za drugiej RP karierowiczów wojskowych określano : podczas służby czterokrotnie ranny w dupę(4 potyczki -4 ucieczki).

To spłycenie problemu , wyłania się obraz najgorszego sortu gada,nie w kategorii zwiewacza z pola. To coś dużo poniżej jak mawiają osadzeni: cfel u koryta.

Proszę wybaczyć,to z głupoty

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#47298

Odnoszę wrażenie, że jeszcze za mało grzebałem.
Ciągle mi się wydaje - że to wszystko nie może być prawdą. Że gdzieś coś przeoczyłem. Że takiego człowieka jaki mi się jawi po mojej skromnej kwerendzie to być nie mogło, a w każdym razie, że Polacy nie mogli go wybrać prezydentem.

Moja książeczka wojskowa chyba nie kłamie. Ostatni wpis z ćwiczeń - kiedy szkoliłem spadochroniarzy w sztuce wspiania mam z roku 1970, a nawet jeśli następnych nie wpisano to mogły być w najpóźniej w roku 1973. Otóż podczas tych ostatnich ćwiczeń w wojskach desantowych wszyscy - od dowódcy batalionu do prostego "gemajna" wiedzieli, że wybieramy się zdobywać Danię.
No to - szanowni państwo - zamiast urągać sptrzedawczykom - niech mi ktoś podpowie kiedy się zaczęło i kiedy się skończyło niebezpieczeństwo agresji sowietów na Europę. Budujmy pamięć historii - bo ciągle mała.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#47299

Pański wpis wzbudził duże zainteresowanie, przeczytało go co najmniej 700 osób. To bardzo dobra statystyka na naszym portalu (przeciętna to 100-300 odsłon). Proszę szperać i pisać.
Pozdrawiamy serdecznie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#47335