Polska - kraj bez lewicy czy bez prawicy?

Obrazek użytkownika kazimierz.marchlewski
Kraj

Reperkusje po zmianie na stanowisku przewodniczącego SLD spowodowały w paru miejscach (http://iszbin.salon24.pl/77181,index.html, http://rybitzky.salon24.pl/77172,index.html) zarysowanie się na salonie konfliktu, nienowego zapewne dla znawców i bywalców internetu, czy politycznej blogosfery. Jedna strona sporu twierdzi oto, że Polska pozbawiona jest partii lewicowej, druga zaś, że prawicowej. Obie strony przyjmują założenie, że polska scena partyjna i język polskiej polityki są obszarem hegemonii wrogiej formacji. Jakie prezentują argumenty i ile mają racji niedobici obrońcy oblężonych twierdz po obu stronach?

Trudno dziwić się niezadowolonym z obecnego kształtu polskiej sceny partyjnej. Lewicowiec (w obu znaczeniach - obyczajowo-kulturowym i gospodarczym) ma do wyboru głosowanie na SLD - partię znaną z tego, że jej głównym, choć niezapisanym w programie celem jest obrona interesów nomenklatury PRLowskiej we wszelkich obszarach jej funkcjonowania (biznes, korporacje wszelkie, państwowe kadry, sądownictwo, etc.) oraz z tego, ze wszelkie objawy jej lewicowości ustępują w momencie dojścia do władzy - albo na jakąś niepoważną partię pozaparlamentarną (kanapa jak Zieloni albo jakieś oszołomy spod znaku Ikonowicza). Chyba, że dokona rachunku sumienia i dojdzie do wniosku, że kwestie obyczajowe są dla niego mniej istotne niż gospodarcze albo na odwrót i zagłosuje na którąś z partii powszechnie uznawanych za prawicowe (za sprawą mainstreamowych mediów oraz samodefinicji PiSu i PO).

W podobnie przykrej sytuacji znajduje się ortodoksyjny prawicowiec. Z jednej strony konsekwentnie antykomunistyczne, antypostkomunistyczne i zachowawcze obyczajowo PiS, które nie stroni jednak od języka etatystycznego i socjalistycznego, występując co i rusz w roli obrońcy pracownika przed pracodawcą, wykluczonego przed oligarchą, a publicznej służby zdrowia przed liberałem; przy władzy zaś zbyt było pochłonięte walką z wrogimi mediami i wymianą wszelkich możliwych kadr wespół z koalicjantami (z których jeden stanowił absolutne przeciwieństwo tego, co reprezentować sobą powinna prawica, mało tego, co reprezentować sobą powinno jakiekolwiek ugrupowanie polityczne), by dokonać prawdziwych, instytucjonalnych reform, które przeżyłyby dwuletnią kadencję. Z drugiej zaś mętne pod względem światopoglądowym PO. Partię, która zawdzięcza swoje poparcie krytyce rządów PiS w każdej sferze, nawet za cenę całkowitej zmiany tożsamości ideowej, która w retoryce zachłystuje się sloganami o uwolnieniu przedsiębiorczości, a w praktyce wprowadza rozwiązania bardziej lewicowe niż którykolwiek z rządów ostatnich lat, która po 3 latach postulowania całkowitego otwarcia akt IPN-u robi wszystko, żeby opinia publiczna zapomniała, że kiedykolwiek posiadała zdanie na ten temat. I tak dalej, i tak dalej. Oprócz tych dwóch partii jest oczywiście jeszcze kilka zacnych kanap i kanapek atrakcyjnych dla poszukiwaczy "prawdziwej prawicy", jak partia Marka Jurka oraz UPR (mające w swoich niedawnych dokonaniach wspólne listy z LPR - co już razić może niektórych prawicowców brzydzących się współpracą z Jaruzelskim, upierających się przy liberalnej polityce gospodarczej czy krytycznie nastawionych do "amnestii maturalnej").

 

Dlaczego tak ta nasza scena polityczna wygląda? Pewnie sporo racji ma tu Rybitzky. Polacy w większości, o ile w ogóle mają sprecyzowane poglądy, sytuują się w poprzek klasycznych podziałów. Ale bardziej niż jakakolwiek ideowa konsekwencja działa na nich dobry PR i obietnice. Stąd taki, a nie inny układ, stąd takie, a nie inne sondaże. Zastanawiające, że po tylu niespełnionych obietnicach polityków Polaków wciąż łatwiej jest zdobyć profesjonalizując swój PR niż profesjonalizując swój program. Prawdziwą bolączką polskiej polityki nie jest obecnie hegemonia dyskursu lewicowego czy prawicowego, lecz koncentrowanie się jej na dbaniu o medialny wizerunek i społeczny poklask zamiast realizowania wizji politycznych. Chciałoby się w dalszym ciągu liczyć, że łatwość z jaką dowierza się politykom i stojącym za nimi mediom będzie ustępować wraz z dojrzewaniem polskiej demokracji, że niezależnie od wyznawanych poglądów głos w wyborach oddać będzie można z przekonaniem, że realizowany będzie określony program i że realizowany będzie on w sposób profesjonalny. Chciałoby się, choć podstaw do optymizmu nie widać, a czas porywinowego odświeżenia w polskiej polityce - jak się zdaje - minął bezpowrotnie.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

to brakuje prawicy. Przecież:
- PiS - program obyczajowy (strzelił sobie w stopę w przypadku kary śmierci i zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych), poza tym socjaletatystyczne ugrupowanie
- PO - brak jakiegokolwiek programu, socjaldemokracja, koniunkturalizm najczystszej wody
- PSL - polityczna dziwka dopasowuje się do partnerów
- PD - socjalizm na modłę zachodnioeuropejską nazywany dla niepoznaki "liberalizmem demokratycznym"
- Lewica - nie trzeba tłumaczyć

Z ugrupowań pozaparlamentarnych:

- LPR - program obyczajowy to ultrakonserwatyzm, gospodarczy zmienia się jak chorągiewka na wietrze,
- SO - klasyczny narodowy socjalizm,
- UPR - partia nazbyt liberalna obyczajowo-światopoglądowo,
- PR - ta partia ma jedną wadę - jest marginalnym środowiskiem.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#3310