Mit dysfunkcjonalny

Obrazek użytkownika kazimierz.marchlewski
Idee

Aleksander Kopiński z „Czterdziestu i Czterech” napisał ostatnio o Cezarym Michalskim i Dariuszu Karłowiczu, jako o wyznawcach tego samego mitu dotyczącego natury polskiego społeczeństwa.  Obaj mianowicie – powiada – hołdują przekonaniu, że jest ono „zachowawcze”, czy też „oporne” wobec wszelkich zewnętrznych ruchów i idei modernizacyjnych – czy będzie to pozytywizm, endecja, liberalizm, czy socjalizm. Różni ich to jedynie, że Karłowicz konstatuje ten fakt z triumfem, a Michalski z pozycji zawiedzionych postępowych nadziei. Pierwszy, jako wyraz wierności Polaków swoim tradycjom, drugi jako fenomen kraju, w którym „idee nie mają konsekwencji”. Wizja ta – podsumowuje Kopiński – jest tylko ideologicznym konstruktem, służącym jej głosicielom do samookreślania się i ukształtowania politycznego konfliktu. Nie ma ona nic wspólnego z rzeczywistością, bo w Polsce:

tak jak wszędzie, jak najbardziej i stale zachodzą zmiany, w ostatnich 20 latach szczególnie intensywne. I to zmiany kształtowane zarówno pod wpływem modernizatorów liberalnych (choćby w sferze obyczajowej idące po myśli środowiska “KP”), jak konserwatywnych (tu kłania się niewątpliwy wpływ na atmosferę społeczną “polityki historycznej”, promowanej zwłaszcza przez środowisko “TP”), chociaż nigdy ściśle zgodnie z projektami którychkolwiek.

Spostrzeżenie Kopińskiego jest bardzo istotne nie tylko, jako demaskacja diagnoz Michalskiego i Karłowicza (lepszym, bardziej konsekwentnym od Karłowicza przykładem, chociaż nie mam pod ręką cytatu, byłaby moim zdaniem „Fronda” w wydaniu „po schizmie Horodniczego”), jako „ideologicznych konstruktów”. W samym w sobie tworzeniu konstruktów ideologicznych nie ma w gruncie rzeczy nic złego - z założenia buduje się je nie jako odzwierciedlenia rzeczywistości, ale jako uproszczenia, mające uwydatnić elementy, które autorzy uważają za szczególnie ważne. Jako takie stanowić mogą ważne i pożyteczne narzędzie: wstęp do programu. To oczywiście nie zmienia faktu, że ideologiczne diagnozy także podlegać muszą ocenie, i to nie tylko ze względu na ich związek z rzeczywistością (który nigdy nie jest stuprocentowy), ale też ze względu na funkcjonalność, tzn. czy poruszają problemy kluczowe dla swojego miejsca i czasu.

W przypadku diagnoz opierających się o mit Polski opornej, mniejszy nawet problem stanowi według mnie ich prawdziwość – pod tym względem, choć fragmentaryczne, zarówno „biała”, jak i „czarna legenda” mają co nieco do zaoferowania. Pytanie, które trzeba sobie zadać brzmi: czy dobry program dla Polski powinien wychodzić z diagnozy zmienności czy niezmienności? I: co jest dla zrozumienia dzisiejszej Polski bardziej znaczące? Tu też widzę największe zagrożenie płynące z diagnoz, które, jak u „GW”, Michalskiego, czy części prawicy, w centrum stawiają „zachowawczość” Polaków – narzucają one mianowicie podział dysfunkcjonalny, blokujący refleksję nad tym, co się przez ostatnie 20 lat zmieniło. A zmieniło się i zmienia – jak słusznie zauważa Kopiński – sporo, tyle że nie tak znowu duży udział mają w tym „zawodnicy” ideologiczni.

Na jakie zmiany w Polskim społeczeństwie należałoby zwrócić szczególną uwagę, by skonstruować dobry program dla Polski? Jedną z nich, by daleko nie szukać, opisał swojego czasu Dariusz Gawin, w tekstach dotyczących zmiany hegemona z „inteligenckiej Agory” na „mieszczańskie ITI”. Diagnoza ta wydaje mi się o tyle ważna, że analogicznie i równolegle do niej zmieniała się także dyskurs polityczny (dominacja UD à PO), a w pewnym sensie także i natura kapitalizmu (ciułanie i ostra konkurencja rynkowa z uprzywilejowaną pozycja nomenklatury, drobni graczeàpóźno-kapitalistyczna ”stabilizacja”, dominacja korporacji i wielkiego biznesu). Inną interesującą przemianą jest los tej części społeczeństwa, która stawała w kontrze do wyżej wspomnianego dyskursowego establishmentu – przez lata coraz dalej dających się spychać ze swoich oryginalnych pozycji, w kierunku narodowo-katolickiej prawicy (mówię: „spychać”, bo wszak tę rolę, rolę „prawicy”, „ciemnogrodu” chciała im narzucić „Gazeta Wyborcza” i inne mainstreamowe ośrodki).

Prawdopodobnie najważniejszą grupę trendów społecznych z jakimi mamy do czynienia w ostatnich 20 latach stanowią te spowodowane przez zmiany gospodarcze i czynniki zewnętrzne, często nie mające odpowiedniego pokrycia w dyskursie politycznym. Zewnętrzne, ogólnoeuropejskie, ogólno-Zachodnie i globalne procesy już na nas oddziałują, lecz mimo to nie są poddawane należytej refleksji, nie mówiąc już o próbie regulacji. Tymczasem wobec większości z nich nawet hipotetyczny „opór” czy „tradycjonalizm” polskiego społeczeństwa ma niewielkie znaczenie: wystarczy spojrzeć na uniwersytety, przekształcane (z ustawami czy bez) pod dyktando korporacji, na masowo czytane bulwarówki i czasopisma imitujące ich zachodnie odpowiedniki, na reklamy i programy rozrywkowe będące wyrazem nieznającej granic kultury konsumeryzmu.

Raz przekształciwszy się, społeczeństwo nie wróci do stanu pierwotnego. Jeśli publicyści i intelektualiści nie zajmą się na poważnie zmianami ostatnich 20 lat, zamiast mówić o zacofaniu, albo o niezmiennej „duszy polskiej”, stracimy szansę na ich nazwanie, nie mówiąc nawet o opanowaniu. A wtedy: żegnaj, podmiotowości!

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Krzysztof J. Wojtas

Dobre opracowanie.
Bo w zasadzie, poza pewnym tradycjojonalizmem w sferze obyczajowej, brak czynników łączących społeczeństwo. Te wszystkie dotychczasowe, religia, gospodarka, tradycje, są marginalizowane, albo wręcz wyśmiewane.

Jeśli "rozwój" poszedłby drogą Michalskiego - to w krótkim czasie nie pozostanie już nic.
Chyba niektórymo to właśnie chodzi.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#46315

Ale sęk jest w tym, że rozwój idzie, tyle że nie za sprawą jakichś sił modernizacyjnych, ale siłą bezwładu i globalizacji. Zagrożenie jest i to nie na żarty.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#46345

W moim odczuciu brak diagnozy dla Polski,lub ich mnogość wynikająca ze stosowania różnej "metodyki" nie jest największa bolączką "zawodowych ideologów".
Błędna z założenia idea może być odrzucona w oparciu o platoński model społeczeństwa.
Intelektualnie poprawne diagnozy niczego nie wniosą jeśli nie idzie za tym ordynowanie konkretnych rozwiązań .
Wypracowanych na drodze ewolucji,nie jako dyktat - .
Brak dyferencji jest zauważalny, sprzężenia uległy zniszczeniu .
Trudno będzie zbudować, mając tylko za podstawe diagnozy w od oderwaniu od kolejnych etapów, niezbędnych dla puszczenia maszyny społecznej w ruch.
Stąd mój postulat.
Panowie to jest jak w samochodzie -
Silnik napędza , sprzęgło , skrzynia biegów -dyferencjał , koła napędowe . Taki prosty układ ma szansze na sukces .
Mędrcy, mędrkując zapominają o sprzęgle w postaci "Uniwersyteckich Ośrodów Myśli", próbują bezpośrednio "światłowodem " rozbujać społeczeństwo .

Kto ma światłowody ten decyduje o doborzę jednostki napędowej .
Tego zapominają najwięksi -porywając się z motyką .
Dysonans: architekt -konstruktor.
Harmonia -odrzucona w imię czego.
"Program dla Polski- hand made michnik"

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#46321

Nie jestem pewien, czy rozumiem.

1. Nie bardzo wierzę w możliwość wyprodukowania sensownych rozwiązań politycznych w oparciu o fałszywe i nieużyteczne diagnozy. Podkreślam nieużyteczne. Bo na niewiele zdają się takie diagnozy, które na pierwszy plan wyciągają zjawiska realnie istniejące, ale z punktu widzenia politycznego programu - trzeciorzędne.

2. Jeżeli przez "ewolucję" ma Pan na myśli bezwład i bierność polityków i intelektualistów wobec zmian, które same przychodzą (zwł. z zewnątrz), to zdecydowanie się nie zgadzam. Jest pewne pole manewru pomiędzy aktywnym, agresywnym narzucaniem tego czy innego projektu modernizacyjnego, a nie robieniu niczego i przyglądaniu się, w jakim kierunku ewoluuje społeczeństwo pod naporem globalnych procesów. To znaczy: potrzebna jest aktywna rola elit politycznych i intelektualnych polegająca na nazywaniu i próbie okiełznania tych procesów. Okiełznania, czyli np. narzucenia im reguł, albo charakteru kulturowego, albo selekcji: jedne wpuszczamy, a z innymi walczymy.

3. Metafory silnika zupełnie nie pojąłem - czy zechciałby Pan ją rozjaśnić?

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#46347