II Wojna Swiatowa: więcej Polaków w Wehrmachcie, niż w AK?

Obrazek użytkownika Jan Bogatko
Blog

Ryszard Kaczmarek wmawia nam, że „gdyby nie der, die, das, byliby Niemcy z nas”. W swej książce Polacy w Wehrmachcie Kaczmarek usiłuje przekonać czytelnika, że volksdojcz to też Polak.

Można by wysnuć z tego wniosek, że Niemcy wcale nie wypędzali Polaków z terenów włączonych do Rzeszy, lecz zapewnili im awans cywilizacyjny, podobny do tego, jaki przynieśli nam w dwu ratach Rosjanie – w 1939 i w 1945 roku. Tak jednak nie jest,

 Niemcy pozostawili w Reichu

jedynie Wasserpolacken, wątpliwej wartości etycznej obywateli II RP. Nie jest prawdą, że zmuszano do podpisania volkslisty. Nie. To było jak z PZPR w PRL – podpis lub członkostwo zapewniały przywileje i dawały panowanie nad innymi. Trzeba było

 wyprzeć się Polskości

tak, jak po 1945 roku swych przekonań. Sporo volksdojczów, którzy znowu z powodów czysto materialnych optowali za Polską (Polak za 20 złotych) kontunowało swe kariery w PZPR – do wyjazdu do Reichu w okresie późniejszym, znowu z przyczyn materialnych, jako późni przesiedleńcy.

Nie, panie profesorze. W Wehrmachcie nie służył żaden Polak. A wyjątki można policzyć na palcach.

http://www.youtube.com/watch?v=OBbx5enS2Ds

A w tej kronice filmowej komentator opowiada o powrocie volksdojczów do rodzinnych stron:

http://www.youtube.com/watch?v=omJwcMbyCrg

Post scriptum: Ryszard Kaczmarek przekonuje, że więcej było Polaków w Wehrmachcie, niż AK. Już wiem, kto zajmie miejsce prof. Szaroty w Centrum przeciw Wypędzeniom, rządowym projekcie Eriki Steinbach.

Plakat pobrany z: http://www.polishartworld.com/artists.php?lang=pl&aId=81&awId=648&aSO=1

Brak głosów

Komentarze

Traube

"Niemcy pozostawili w Reichu jedynie Wasserpolacken, wątpliwej wartości etycznej obywateli II RP. Nie jest prawdą, że zmuszano do podpisania volkslisty."

"W Wehrmachcie nie służył żaden Polak."

Jeśli zagrożenie wywózką do obozu koncentracyjnego, wyrzuceniem z domu itd. nie jest zmuszaniem to ma pan rację.

Podobnie z odmową służby wojskowej w III Rzeszy w czasie wojny przez Polaka zamieszkałego na terenach wcielonych do Rzeszy. Jeśli pan sobie wyobraża, że Niemcy się grzecznie pytali, a na odmowę reagowali ze smutkiem, to też ma pan rację.

A, już tak serio, to napisał pan stek obraźliwych dla tysięcy Polaków bredni.

Ostatnio czytałem tego typu kalumnie w czasie stanu wojennego, kiedy komunistyczne bydło zaatakowało księdza Jankowskiego za jego ojca. I niech mi pan w odpowiedzi nie bredzi, że była wtedy jakaś różnica między wcielonym do Rzeszy WMG, a wcielonymi do Rzeszy obszarami Pomorza i Śląska.

Vote up!
0
Vote down!
-1
#89872

Jan Bogatko

cytuje mnie Pan wybiórczo, proszę, by Pan raczył pohamować fantazję, a ograniczył się do faktów.

Mimo wszystko - nawet jeśli Pańska teza jest prawdziwa - aczkolwiek ją nie jest - bliźsi memu sercu są ci, którzy odmówili podpisania volkslisty i nad ich losem raczej ubolewałbym.

Pozdrawiam,

Vote up!
0
Vote down!
0

Jan Bogatko

#89892

Jan Bogatko

"Jeśli zagrożenie wywózką do obozu koncentracyjnego, wyrzuceniem z domu itd. nie jest zmuszaniem to ma pan rację."

Za te słowa dziękuję. Moi Rodzice należeli do setek tysięcy Polaków,którzy wytrzymali trzymiesięczny pobyt w KZ, wyrzucenie z domu i podróż bydlęcymi wagonami w zimę stulecia 1939/1949 z moim umierającym Bratem i z nich jestem dumny.

Gdyby okazali się tchórzami, to i ja w 1968 roku w Warszawie podpisałbym lojalkę, a nie kontestował.Podobno też zmuszano do współpracy z SB.

I ja zapłaciłem za to wysoką cenę: kryminał, relegację z uczelni, zakaz wykonawania zawodu i emigrację.

A mógłbym wstąpić do PZPR i zostać cenionym liberałem.

Ale na szczęście wybrałem inną drogę.

Vote up!
0
Vote down!
0

Jan Bogatko

#89895

Traube
Pańskie kategoryczne sądy moralne zbudowane są na wyjątkowo mizernych podstawach faktycznych.

Pisze Pan o przeżyciach swoich rodziców w zimę stulecia 1939/40.

A ja służę Panu wiedzą z wikipedii - tak na początek.

"Volkslista (niem. Deutsche Volksliste DVL) – niemiecka lista narodowościowa wprowadzona 2 września 1940 na podstawie reskryptu Heinricha Himmlera. Na terenach Rzeczypospolitej Polskiej anektowanych przez III Rzeszę w czasie II wojny światowej, volkslistę wprowadzono zarządzeniem z 4 marca 1941."

Proszę zwrócić uwagę na daty i odpowiedzieć sobie, czy mogli Pańscy rodzice odmówić podpisania czegoś, czego jeszcze tej zimy nie było.

Pan o tchórzach, zdrajcach i karierowiczach, a:

"Polski Rząd na Uchodźstwie gen. Sikorskiego we Francji oraz biskup diecezji śląskiej ks. dr Stanisław Adamski przekonywali, żeby przyjmować volkslistę w celu uniknięcia zagłady biologicznej. W polskich audycjach angielskiego radia, również sugerowano przyjęcie DVL. Mówił o tym również Arka Bożek, członek emigracyjnej Rady Narodowej."

Sami, rzecz jasna, zdrajcy i tchórze.

Nie wiem, jak tam się Pan kształtował już po wojnie, ale poglądy na tych, co podpisali volkslistę, lokują Pana w okolicach Bieruta czy Rokossowskiego.

Vote up!
0
Vote down!
0
#89920

Jan Bogatko

Rozumiem, że wg. Pańskiego punktu widzenia, Holocaustu przed konferencją w sprawie Endlösung też nie było.

Wypędzanie Polaków, nie chcących podpisać volkslisty w 1939 roku znam z autopsji, a nie z wtórych źródeł.

Dla mnie ważniejszą sprawą jest pamięć o bohaterach, którzy volkslisty nie podpisali, obiętnie kiedy.

Pozdrawiam,

Vote up!
0
Vote down!
0

Jan Bogatko

#89978

Również uważam, tak jak pan Bogatko, że w dzisiejszej Polsce trzeba eksponować postawy takich Polaków, którzy nie podpisali w czasie wojny volkslisty, a nie takich, którzy poszli na układ z Niemcami.

Oczywiście trzeba brać sytuację osobistą tych ludzi i to w jakich okolicznościach takie podpisy ci ludzie na tych listach składali.

Przecież byli i tacy Polacy, którzy volkslistę podpisali na rozkaz PPP.

Znam również osobiście taki przykład, gdy osoba mi bliska nie podpisała volkslisty, chociaż potem musiała ponosić konsekwencje swojej decyzji aż do "wyzwolenia" Polski przez armię czerwoną.

Pozdrowienia.

Vote up!
0
Vote down!
0
#90055

Co do volkslisty były różnice między różnymi regionami Polski, także jeśli chodzi o wcielanie do Wehrmachtu. Na Śląsku zdeklarowanie się jako Polak groziło aresztowaniem przez gestapo i wywózką do obozu koncentracyjnego. Kościół mając na względzie ochronę ludności sugerował wpisywanie się na volkslistę. Powołując do Wehrmachtu mieszkańców terenów wcielonych do Reichu nie pytano o to czy mają na to ochotę. Od służby w niemieckim wojsku można było się ochronić tylko pracując w przemyśle ważnym dla wojskowości - m.in. w kopalniach.

Pewna racja w tej notce jest jeśli chodzi o karierowiczów, którzy wysługiwali się Niemcom za pieniądze i inne korzyści. Stąd na Śląsku było popularne powiedzenie: Kiedyś w NSDAP, teraz w PZPR. Bo wielu takich karierowiczów po klęsce Niemiec szybko się przestawiło - zaczęli wysługiwać się komunistom. Zjawisko to tyczy m.in. pewnych aktywistów tzw. mniejszości niemieckiej. Jednak uogólnianie, że na volkslisty i do Wehrmachtu trafiali tylko zdrajcy jest nieprawdziwe. Do Wehrmachtu wcielano wielu młodych Ślązaków przymusowo - nie mieli wyboru, mogli jedynie - gdy nadarzała się okazja - uciec na froncie na drugą stronę i zgłosić się do polskiego wojska. I wielu tak robiło. 

oszołom z Ciemnogrodu

Vote up!
0
Vote down!
0

oszołom z Ciemnogrodu

#89894

Czyżby to była skryta próba rehabilitacji pewnego dziadka pewnego płemieła?
Pozdrawiam.
contessa

Vote up!
0
Vote down!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#89925

contesso, historia Polski to jednak coś więcej niż konflikt między PO i PiS, Tuskiem i Kaczyńskim.
O istnieniu Ryszarda Kaczmarka dowiedziałem się dziś, dzięki temu tutaj wpisowi. Nie wiem, jaką kierował się motywacją pisząc swoją książkę.
Zapewniam Cię jednak, że problem "dziadka z Wehrmachtu" dotyczy daleko szerszego kręgu niż ścisłe przywódctwo Platformy i istniał jeszcze zanim Donald Tusk się pojawił na świecie.
Jestem prawie pewien, że Jan Bogatko tej książki nie czytał.
Mam świeżo w pamięci nagonkę pseudoautorytetów na Pawła Zyzaka. Książki jego nie czytali, ale "wiedzieli", że jest kłamliwa, nic nie warta i napisana na zlecenie Kaczorów. Wystarczył im tytuł, temat i aktualny kontekst polityczny.

Wydaje mi się, że powinniśmy wyznaczać sobie nieco wyższe standardy intelektualne niż wspomniane grono pseudoautorytetów.

Pozdrawiam,

Vote up!
0
Vote down!
0
#89939

Traube

Książka Kaczmarka ukazała się w tych dniach.

Proszę powiedzieć uczciwie - przeczytał pan z niej coś ponad tytuł i omówienie w internecie?

Vote up!
0
Vote down!
0
#89938

Traube

Ale co Pan zna z autopsji, skoro w czasie, o którym Pan pisze, tj. w roku 1939 volkslisty jeszcze nie było?

Vote up!
0
Vote down!
0
#89987

Uznając, że nie był, właściwie wspierasz niemiecką propagandę.
To chyba było jednak trochę inaczej. Mam rodzinę (ze strony żony) na Śląsku Cieszyńskim. Z tego, co słyszałem od wiarygodnych osób, kategorię "D" (czyli Niemiec) dostawało się automatycznie.Automatyczny też był pobór do Wermachtu. Teść też został bez pytania zakwalifikowany jako Niemiec, by móc służyć w przyszłości za mięso armatnie. Jego ojciec natomiast został "P", jako że był nauczycielem w polskiej szkole. Na szczęście grał też na organach nie tylko w katolickim kościele, ale też, gościnnie, u protestantów, wiec jakaś niemiecka baronowa ochroniła go przed obozem koncentracyjnym. Żeby się dostać na volkslistę rzeczywiście trzeba się było postarać (a teść nie mógł i nie chciał). Po wkroczeniu Armii Czerwonej wszyscy "Niemcy" mieli oczywiście przerąbane, natomiast, z braku Polaków, rej zaczęli wodzić volksdojcze. Ojciec teścia miał przerąbane podwójnie, bo samym swoim istnieniem robił im wstyd. Dlatego też szybko został aresztowany, przesiedział ze dwa tygodnie na UB, wrócił siwy jak gołąbek i za nic nie chciał powiedzieć nikomu, co tam przeżył.
Śląsk Cieszyński jest rzeczywiście skomplikowany. Nie dość, że tli się tam nieustannie (ukryty) konflikt katolicko-protestancki ( Komorowski miał najwięcej głosów w Wiśle, bo nie był kojarzony z KK), to odzywają się też separatystyczne (co nie znaczy, że proniemieckie) sentymenty do Wielkiego Księstwa Cieszyńskiego. Nikt mi nie powiedział nigdy, że czuje się Niemcem, choć rodziny tych ludzi skorzystały z okazji ostatniej "repatriacji" do RFN, a mogły to zrobić bez trudu, bo tu i tam był nawet krzyż żelazny. Na takie decyzje z pewnością wpłynęły złe doświadczenia. Kiedy wkraczali Niemcy, ludzie uciekali przed nimi na wschód. Gdy wrócili, po przejściu frontu, zastawali zabezpieczone i zaplombowane domy, które na nich czekały. Kiedy nadchodzili Ruscy z "naszą" armią u boku, wszyscy uciekali na zachód. Po powrocie rodzina teścia zastałą całkowicie splądrowany dom, pianino i fortepian wyrzucone na podwórko, gdzie zrobiono z nich trybunę do obchodów jakiegoś święta, sedes był zapchany (nie umieli spuścić wody), więc po jego przepełnieniu sołdaci wyrabiali dziurę w drzwiach ubikacji i załatwiali się do środka. Teść wspomina, jak był dumny, czyszcząc to w masce gazowej ::):). Jeśli dodamy do tego tych właśnie volksdojczów, którzy nagle stali się "władzą ludową", będziemy mieli pełniejszy obraz.
Moim zdaniem nawet śląscy "Niemcy" (nie licząc prawdziwych Niemców, bo i tacy się trafiali) byli Polakami (i czuli się nimi), folksdojcze też, niestety, byli Polakami, tyle, że zdrajcami.

Vote up!
0
Vote down!
0

------------------------- "Dixi et salvavi animam meam"

#90012

.... byli formalnie obywatelami ZSRR, jako że poddali się (zdrajcy i sługusy Ruskich, cały Związek Patriotów !??? Polskich i tym podobne), albo zostali poddani wbrew przekonaniom (bo był to jedyny sposób, żeby wydostać się ze wspaniałego Kraju Rad, po odejściu armii Andersa) "paszportyzacji".

Vote up!
0
Vote down!
0

------------------------- "Dixi et salvavi animam meam"

#90013

I na pewno nie chodzi tutaj o wybielanie dziadka pewnego polityka. (Swoją drogą dla mnie istotne jest w ocenie człowieka nie jak się zachowywał i kim był jego ojciec czy dziadek, ale kim jest on sam i co robi).

Tak jak zauważyłeś - na Śląsku wszystkich uznawano za Niemców z automatu, chyba, że byli działaczami polskich organizacji czy też funkcjonariuszami publicznymi. Do Wehrmachtu też wcielano z automatu - to nie były formacje ochotnicze jak ukraińska SS Galizien. Bywały takie sytuacje, że ojciec to żarliwy Polak i powstaniec a syn - żołnierz Wehrmachtu, który znalazł się w Niemczech, drugi syn jako za młody do niemieckiego wojska nie został wcielony i po wojnie został w Polsce. Też uważam, że tzw. Niemcy śląscy to są tacy wasserdojcze - dla kochanych dojczemarek. A jak pogrzebać w życiorysach to wielu z nich ma pzpr-owską przeszłość. Zapiszą się tam, gdzie można zrobić karierę i pieniądze. Stąd - jak już pisałem - wzięło się na Śląsku powiedzenie - dawniej w NSDAP, teraz w PZPR. A komuniści chętnie korzystali z usług folksdojczów - w ubecji i milicji.

oszołom z Ciemnogrodu

Vote up!
0
Vote down!
0

oszołom z Ciemnogrodu

#90051

Na Pomorzu za bycie Polakiem wyksztalconym jechalo sie do Stuthoff,

jesli pewne ziemie zostaly wcielone do Rzeszy i zrobiono pobor a za zakladnikow w kazdej chwili mozna bylo wziac rodzine unicestwic to wielu czy im sie to podobalo, czy nie MUSIELI POJSC W KAMASZE.

Wankowicz np opisuje takie przypadki gdy walczyli pod Monte Cassino - ze poddawali sie "niemieccy zolnierze"- ze Slaska, mowili po polsku albo znalezli papiery przy zabitym a w kieszeniach byly list pisane po ...polsku.

Jak przechodzil zas front ruski brali chlopakow do wojska i jechali/ lecieli u boku ruskich na Berlin.

A przeciez nie walczyli za Stalina.

Brank - to branka.

Coz wojna nie jest lekkim czasem i mlodzi chlopcy mieli niezbyt wielki wybor przed poborem .

W GG mogli sobie uciec do lasu i byc partyzantami .

Jesli byli w "Kraju nad Warta" , na Slasku lub Pomorzu museli - by uciec do polskiej partyzantki- przekroczyc najpierw granice Rzeszy  a tam zostawic Rodzine na ...?

Nam sie latwo mowi bo sobie od 60 lat zyjemy w kraju bez wojny totalnej.

Jesli ktos byl 2 lata w obowiazkwym wojsku - LWP to wie ile ma zwykly szeregowiec do powiedzenia .....a na wojnie zwyczajnie jest "armatnim miesem " dla zaborcow

Vote up!
0
Vote down!
0
#140892