ZNISZCZYĆ KSIĘDZA MAŁKOWSKIEGO

Obrazek użytkownika Aleszumm
Kraj

 

 

ZNISZCZYĆ KSIĘDZA MAŁKOWSKIEGO

http://www.rodaknet.com/rp_art_6030.htm

 "K. pier., jeśli wygłosisz ten pier. wykład, to gorzko tego pożałujesz" - takimi słowami miał zwrócić się do księdza Stanisława Małkowskiego jego przełożony, ksiądz proboszcz z parafii pod wezwaniem Świętego Ignacego Loyoli na Wólce Węglowej w Warszawie. Za co wyzwiska? - Bo ksiądz Stanisław Małkowski znalazł się w gronie prelegentów Kongresu "Dla społecznego panowania Chrystusa Króla".

O co chodzi? Przed kilku dniami zadzwonił do mnie profesor Mirosław Dakowski. - Panie Wojtku, niech pan coś zrobi, bo zamęczą Stasia. On sam nie ma już siły się bronić - rzucił krótko, by po chwili dodać: - Został wyzwany od najgorszych i to nie pierwszy raz. Tym razem tylko za to, że znalazł się na liście prelegentów Kongresu "Dla społecznego panowania Chrystusa Króla", który odbył się 24 i 31 maja br. w Warszawie i Częstochowie. Jest coraz gorzej.

 

Zapytałem księdza Stanisława Małkowskiego, czy to prawda. - I cóż ja mogę odpowiedzieć? Prawda, niestety - odparł smutno.

 

Z dalszej relacji księdza wynikało, że nie uległ groźbom i wykład wygłosił. I od tamtej pory ksiądz proboszcz nasilił ograniczanie odnośnie liczby odprawianych pogrzebów - ograniczając tym samym do minimum sprawowanie służby (i przy okazji także możliwość pozyskiwania środków do życia).

 

Przez kilka dni zastanawiałem się, czy można, czy wolno mi, taką informację upublicznić - Ksiądz Stanisław zostawił mi w w tej kwestii wolną rękę. Rozważałem różne aspekty sytuacji, radziłem się osób, którym ufam i doszedłem do wniosku , że milczeć w tej sprawie jednak nie można, z wielu względów - nie tylko dlatego, że w ten sposób nikt nie ma prawa zwracać się do starszego człowieka, tym bardziej do kapłana - i to jeszcze takiego Kapłana.

 

Refleksje dotyczące osoby księdza Stanisława Małkowskiego, z którym mam zaszczyt się przyjaźnić, zawarłem w książce "Z mocy nadziei". Tak naprawdę tyle jest do opowiedzenia o tym kapłanie, że nie wiadomo, od czego zacząć. Z jednej rzeczy wypływa sto innych. Problem polega na tym, żeby się zdecydować, o której opowiedzieć najpierw.

 

Wydarzenie, które charakteryzuje go najlepiej, miało miejsce latem 2010 roku. Na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie podjęto właśnie walkę z krzyżem, bo nowo wybranemu prezydentowi, Bronisławowi Komorowskiemu, przeszkadzał ten symbol Zmartwychwstania, przyniesiony przez harcerzy pod pałac prezydencki po tragicznej śmierci w Smoleńsku prezydenckiej pary, Lecha i Marii Kaczyńskich oraz towarzyszących im blisko stu osób. Krzyża broniło kilkaset modlących się przy nim osób, z księdzem Stanisławem Małkowskim na czele. I właśnie wówczas w samym sercu stolicy miały miejsce wydarzenia, w które pewnie nigdy bym nie uwierzył, gdybym ich nie widział na własne oczy.

 

Podczas jednej z rozmów ksiądz Stanisław zasugerował mi, że będzie dobrze, jeśli do modlitwy pod krzyżem włączy się więcej osób, więc przyjechałem do Warszawy i dzięki temu mogłem obserwować dramatyczne wydarzenia znajdując się w oku cyklonu. Wraz z innymi modlącymi się osobami spędziłem pod krzyżem tylko jeden dzień, ale to wystarczyło, by zobaczyć dość: hordy satanistów z wytatuowanymi trzema "szóstkami" na palcach i wielkimi przenośnymi magnetofonami, które dudnieniem zagłuszały modlitwy, dziesiątki łysogłowych, pijanych mężczyzn, szarpiących starszych ludzi oraz podobna liczba policjantów, którzy bezczynnie stali tuż obok udając, że nie widzą oprawców oraz ich poniewieranych ofiar. Całość przedstawiała obraz więcej, niż abstrakcyjny.

 

Mimo takiej sytuacji, potencjalnie bardzo groźnej, kilkaset osób trwało pod krzyżem do czasu, aż pod osłoną nocy zabrano krzyż spod pałacu. Zanim to nastąpiło, ksiądz Stanisław Małkowski został wezwany przez przełożonych do odstąpienia od obrony krzyża, pod groźbą suspensy, czyli zawieszenia czasowo wyrzucającego poza nawias Kościoła. Jednocześnie powiedziano mu ironicznie, że - jak to określił w rozmowie z księdzem jeden z przełożonych - "nie załapałeś się na prawdziwe męczeństwo, to teraz twoje męczeństwo będzie polegać co najwyżej na oblaniu ciepłym moczem".

 

Ostatecznie Stanisława Małkowskiego, którego postawa stanowiła wzór dla wszystkich kapłanów, "nagrodzono" odebraniem duszpasterstwa w Hospicjum dla umierających Sacra Miser na Krakowskim Przedmieściu - służby, którą kochał i którą pełnił od lat. Taka "nagroda" za obronę krzyża spotkała bohaterskiego kapłana, który w stanie wojennym cudem uniknął śmierci z rąk Służby Bezpieczeństwa, ale nie uniknął rozlicznych przykrości, a nawet prześladowań w wolnej, podobno, Polsce, w której do dziś, gdyby nie mieszkanie matki na Saskiej Kępie, nie miałby gdzie się podziać.

 

Pamiętam, jakie wrażenie wywarł na mnie ten niezłomny i skromny ksiądz, gdy przed laty spotkałem go po raz pierwszy. "Prawdziwy kapłan i uczciwy człowiek" - taka była moja pierwsza myśl i taka była pierwsza myśl prawie każdego, kto spotkał na swojej drodze Stanisława Małkowskiego. O takiej ocenie decydowała cała sylwetka, ale przede wszystkim twarz, bo na twarzy człowieka zapisane jest wszystko wstecz, od samego początku. Była to twarz człowieka o takiej uczciwości, że nie było w nim miejsca na nic innego. Po prostu niczego nie pragnął, a trzeba czegoś pożądać, żeby być nieuczciwym. Szczera twarz, otwarta twarz, patrzenie prosto w oczy - to w pierwszej kolejności zwracało uwagę u księdza.

 

Przez szereg następnych lat przy każdym spotkaniu jedynie utwierdzałem się w przekonaniu, że mam szczęście przyjaźnić się z człowiekiem niezwykłym. Tak było, gdy odwiedzałem go w Hospicium Res Sacra Miser na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie i widziałem, z jakim zaangażowaniem pomaga umierającym pacjentom w przygotowaniu się do przejścia na Drugą Stronę. Tak było, gdy każdą wolną chwilę poświęcał na wspieranie kilkuset nieszczęśników, którzy trafili do miejsc odosobnienia. Tak było, gdy z pokorą znosił nieformalny zapis na jego nazwisko, utrudniający, a częstokroć wręcz uniemożliwiający mu głoszenie homilii w kościołach na terenie całego kraju. Tak było, gdy na spotkaniu bohaterów programu "Pod prąd" w warszawskich Hybrydach zapytany, co zmieniło się u niego od lat osiemdziesiątych, odpowiedział bez cienia skargi: "nic się nie zmieniło, wtedy byłem w podziemiu i dziś jestem w podziemiu". Tak było, gdy bliscy generała Zenona Płatka ze zbrodniczego Departamentu IV SB , nieświadomi niezwykłości sytuacji, poprosili księdza Małkowskiego o zgodę na poprowadzenie katolickiego pogrzebu dla generała, który w latach osiemdziesiątych właśnie na księdza Małkowskiego wydał wyrok śmierci - i uzyskali akceptację niedoszłej ofiary. Tak było wreszcie, gdy każdorazowo w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego pokonanie dwustu metrów, od cmentarnej bramy wejściowej do Pomnika Gloria Victis na warszawskich Powązkach, zajmowało nam godzinę, bo setki osób chciało podziękować księdzu za to, że jest, jaki jest.

 

O tym, jak to możliwe, że taki kapłan traktowany jest w taki sposób w wolnej - podobno - Polsce, szerzej w książce - już jesienią. A niniejszym publicznie apeluję do przełożonych księdza Stanisława Małkowskiego o godne traktowanie tego niezwykłego kapłana. Od dłuższego czasu ten przyjaciel Błogosławionego Księdza Jerzego nie jest traktowany tak, jak na to zasługuje.

 

Czy jednak to, że tak jest oznacza, że tak być musi?

 

Wojciech Sumliński

 

Od red. Rp:

 

Nie bezosobowy proboszcz. To Bohdan Henryk Leszczewicz.

 Wk....ł cię ten łach na zdjęciu, to wyślij mu maila z opinią wiernego, prawego Polaka co to przed Panem klęka, a szmatą buty czyści. Zalejmy go mailami i jego i tych TWanych fioletowo-purpurowych

 pałacowych wycierusów co to zapomnieli do czego Pan ich powołał. Może ktoś będzie miał na tyle opanowania, że zadzwoni? Co za hańba! Do czego jeszcze są zdolni hierarchowie zaprzańcy? Do czego jeszcze? Ludzkie pojęcie przechodzi.

 

Dane ze strony parafii

 Parafia Rzymskokatolicka Świętego Ignacego Loyoli

 

ul.Wóycickiego 14a 01-938 Warszawa

 

e-mail:parafia@ignacyloyola.pl

 

tel.: 22 56-95-240

 

 

Nuncjusz Apostolski w Polsce Abp Celestino Migliore

 

•Al. J. Ch. Szucha 12

 00-582 Warszawa

 

tel. +48 22 596 93 20

 fax + 48 22 596 93 22

 e-mail: nuncjatura@episkopat.pl

 

Kardynał Kazimierz Nycz

knycz@episkopat.pl

 

Sekretariat

 Konferencji Episkopatu Polski

 

Skwer Ks. Kard. S. Wyszyńskiego 6

 01-015 Warszawa

 tel. (centrala) 22 530 48 00; 22 530 48 01

 fax 22 838 09 67

e-mail

 

Archidiecezja Warszawska

 kard. Kazimierz NYCZ, TW Cappino

 

 ul. Miodowa 17/19

 00-246 Warszawa

 

 tel. 22 531 72 00

e-mail

 

Solidarni2010

 ZAPRASZAJĄ LUDZI MŁODYCH DO PODJĘCIA MODLITWY ZA KSIĘDZA STANISŁAWA

 I DOŁĄCZENIA DO AKCJI NA FACEBOOKU: https://www.facebook.com/events/632672686828695/?context=create&ref_dashboard_filte

 

 r=upcoming&source=49

 

09.06.2014r.

http://wpolityce.pl/

 

 

RUCH RODAKÓW: O Ruchu - Dołącz do nas - Aktualności RR - Nasze drogi - Czytelnia RR

 

RODAKpress: W skrócie - RODAKvision - Rodakwave - Galeria - Animacje - Linki - Kontakt 

 

COPYRIGHT: RODAKnet

http://www.rodaknet.com/

 

 

 

 

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:10)

Komentarze

Ma w szeregach dużą liczbę osób, które nie powinny w nim być. To cyniczni ludzie wykorzystujący "darmową jazdę", o zerowej wierze, a nawet jej braku.

Bonieccy, Lemańscy... jest ich LEGION. I oni zawsze kręcą się obok zła. Dlatego nie dziwi mnie, kto koncelebrował Mszę (zgroza) dla śmiertelnego grzesznika, tępiciela wiary i ateusza Jaruzelskiego.

Problem jest w tym, że kościół, nie tylko w Polsce, daje się wciągać w głupie i skomplikowane dyskusje, których nie można jednoznacznie rozwiązać, idąc w ślady rabinów, którzy zawsze mają na wszystko jakąś receptę.

Napisałem o tym kiedyś kontrowersyjny artykuł, bo dla wielu katolików kościół = świętość i nie podobał się on wielu. Ale kościół skałda się z ludzi i jak dla mnie, to bardziej instytucja, a te podlegają inwazji zła w wielu postaciach.

http://xiezyc.blogspot.com/2010/10/jedenaste-otworz-oczy-i-wroc-do-zrode.html

 

stare, ale czy coś się zmienia?

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1427591

Jest rzeczą zadziwiającą, że taki Kapłan jest  nawet przez Kościół dość jawnie dyskryminowany, upominany. To chyba znak czasu III RP  - bo tzw otwarcie Kościoła spowodowało m.in.. , że otwarto go również szeroko dla szatana i wszelkiej maści faryzeuszów poprawnie politycznych. Sądzę, że gdyby żył Błogosławiony ks.Jerzy Popiełuszko (przyjaciel Ks.Stanisława) również jak w PRL -u byłby nie pożądany i potępiany. Jeżeli prawdą są słowa przełożonego cytowane wyżej,  jakie ponoć wypowiedział proboszcz wobec ks.Stanisława to ten fakt nie nadaje się nawet do komentarza.To nie tylko obraza czlowieka, ale przede wszystkim Boga. Przy takim zachowaniu księdza proboszcza zaniechałbym uczęszczania na sprawowane przez niego nabożeństwa.  

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1427698