Renata Rudecka-Kalinowska moim zdaniem jest kłamcą, manipulatorem, a każdy kłamca i manipulator to

Obrazek użytkownika jwp
Blog

Korzystając z konstytucyjnego i niezbywalnego prawa do wolności słowa i wypowiedzi stwierdzam.

( Proszę doczytać do końca, na koniec jeszcze coś wartego uwagi:

http://www.rp.pl/artykul/500902_Szczesny__Kleska_wykluczenia.html )

Renata Rudecka-Kalinowska moim zdaniem jest kłamcą, manipulatorem, a każdy kłamca i manipulator, który pomawia, znieważa i szkaluje ludzi jest gnidą.

Udowodniła to swoim blogiem

http://renata.rudecka-kalinowska.salon24.pl

"Przepis art. 212 K.k., zgodnie z którym „kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nie mającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie, karze ograniczenia albo pozbawienia wolności do roku”. Wyższa sankcja (grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2) spotka natomiast sprawcę, który przestępstwo tego rodzaju popełnił za pomocą środków masowego komunikowania, takich jak prasa, radio, telewizja, publikacje książkowe, nagrania elektroniczne i internetowa sieć informatyczna (art. 212 § 2 K.k.)."

"Przepis art. 216 K.k.: „kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”."

Aby zilustrować tą tezę cytuję fragmenty jej blogu.

http://renata.rudecka-kalinowska.salon24.pl/209277,slowo-na-niedziele-diabel-zamieszal-w-kosciele

Na końcu próbował z nią polemizować Łażący Łazarz,
niestety R.R.K. jak zwykle nie dała rady, a może na szczęście.

@Renata Rudecka-Kalinowska
"Kiedy widzi pan - to akurat ja jestem wśród większości Polaków, ktorzy mają decydujący o Polsce głos. Pan może mówić w imieniu co najwyżej tej ćwiartki Polaków, tej której dzisiaj wyrazicielem jest wyjący z nienawiści w pisowskiej tubie, w "Rzepie" - Rymkiewicz."

Coś się chyba Pani pomyliło, jeśli pomiędzy większością Polaków, a ćwiartką jest różnica 3% wszystkich wyborców to ma Pani niewątpliwą satysfakcję mówić w w imieniu najwyżej tej lekko ponad ćwiartki Polaków, których intelektualna niemoc i pragnienie miłości własnej nie pozwala pojąć myśli Rymkiewicza.

Lubię Panią czytać, zawsze jak mam dyskusję z młodzieżą na temat zacietrzewienia, neociemniactwa i sofizmatów to obszernie korzystam z Pani wypowiedzi.
Cóż, każdy ma taką sławę na jaka pracuje.
2010-07-19 11:44
Łażący Łazarz 286 7433 Listy z emigracji wewnętrznej antydziad.salon24.pl
link do komentarza zgłoś nadużycie odpowiedz

#
@social
A skąd mam wiedzieć, że akurat Pan i ci glosujący są Polakami? I że w ogóle głosowaliście?
I co mnie Pan obchodzi?

Wiem, że Polacy wybrali SOBIE, na SWOJEGO prezydenta Bronisława Komorowskiego.

2010-07-19 11:45
Renata Rudecka-Kalinowska 635 23079 Renata Rudecka-Kalinowska renata.rudecka-kalinowska.salon24.pl
link do komentarza zgłoś nadużycie odpowiedz

#
@Łażący Łazarz
Kaczynski został wybrany na prezydenta głosami ok 25 % obywateli ale wtedy pis przy każdej okazji powtarzał, że wybral go NAROD. Teraz jest inaczej ????
2010-07-19 12:41
sierra 0 38
link do komentarza zgłoś nadużycie odpowiedz

#
@Łażący Łazarz
Doprawdy?
Pan może wypowiadać się w imieniu jeszcze mniejszej części niż ta ćwiartka. Części, której głos został odrzucony przez większość ludzi myślących kategoriami polskiej racji stanu, patriotyzmu i wartości chrześcijańskich.
Zabawne jest to umniejszanie przez was, pisowców, zwycięstwa NAD WAMI I NAD Kaczyńskim, Komorowskiego.
POLACY MAJĄ NOWEGO PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ I JEST NIM BRONISŁAW KOMOROWSKI.
Polacy - WSZYSCY Polacy!

Ze mną jest podobnie, jak z Panem - gdy chcę pokazać ludziom na czym polega ślepe partyjniactwo, mentalność homosovieticusa, uznawania kłamstw za prawdę - Pana teksty idealnie nadają się na ilustrację, zwłaszcza takie ich fragmenty:
"Zdroworozsądkowy patriota wie...". "marazm intelektualny rodaków"," Nie ukrywam, że wobec odporności na prawdę, wiedzę, honor i zdrowy rozsądek większości aktywnych Polaków"..."Pytanie gdzie jesteśmy, ile mamy czasu i co musi się jeszcze wydarzyć by zombie obywatelskie wrócili do żywych."

Myśl Rymkiewicza? A co to takiego? Jeśli doda Pan: chora - chora z nienawiści do Polaków myśl Rymkiewicza - to faktycznie mamy do czynienia z przypadkiem klinicznym postępującej demencji starczej.
I poza psychiatrami nikt nie zamierza pojmować takich "myśli". Bo i po co? Rymopisów u nas dostatek.

2010-07-19 13:28
Renata Rudecka-Kalinowska 635 23079 Renata Rudecka-Kalinowska renata.rudecka-kalinowska.salon24.pl
link do komentarza zgłoś nadużycie odpowiedz

#
@sierra
Śmieszne kwestionowanie przez ŁŁ WYROKÓW DEMOKRACJI - ma na celu propagandowe umniejszanie mandatu Komorowskiego i podtrzymywanie podupadającego morale pisowców.
We wszystkich jego tekstach jest to chore widzenie Polski przez pryzmat zindoktrynowanego doszczętnie umysłu.
Albo... i to też jest możliwe.. świadomego i celowego znajdowania sposobów na uprawianie propagandy i indoktrynowanie innych umysłów. To ostatnie wydaje mi się jakoś bardziej prawdopodobne, bo trudno mi sobie wyobrazić człowieka o tak skrzywionej na wzór sowiecki, mentalności, jak to wynika z tekstów Łażacego Łazarza.
2010-07-19 13:35
Renata Rudecka-Kalinowska 635 23079 Renata Rudecka-Kalinowska renata.rudecka-kalinowska.salon24.pl
link do komentarza zgłoś nadużycie odpowiedz

#
@Renata Rudecka-Kalinowska
Cóż, trochę mniej niż ćwiartka i trochę więcej niż ćwiartka to dopiero pół litra. Dla jednych to przedsmak, a dla Pani kompletna gleba.

Na szczęście prawda nie leży zazwyczaj tam, gdzie się odbywa zjazd wszystkich głupków wioskowych. Po Pani obecności widać, że duża część tej większości, to figlarze, fafuły i czupidrały ze stołecznego Krakowa. A i wasz wybraniec też jest, nie powiem, reprezentatywny dla grupy: odkrywkowy hrabia zcałejpolski.

Jakich jeszcze "ziejących" i "chorych" autorów Pani i bractwo koszlawe nie czyta? Dołęga-Mostowicz pewnie też na cenzurowanym, tak ślicznie przewidział waszych idoli.

A te wielokropki w tekście to tak miały być, czy się Pani zapowietrzyła?
2010-07-19 14:40
Łażący Łazarz 286 7433 Listy z emigracji wewnętrznej antydziad.salon24.pl
link do komentarza zgłoś nadużycie odpowiedz

#
@sierra
Zwróciłem tylko uwagę, że chociaż różnica była niewielka (3%) to RRK dokonała manipulacji, gdyż dla niej wyborcy BK to większość Polaków, a wyborcy JK to ledwie ćwiartka. Nie kwestionuję wyników demokracji, nie nazywam się Sąd Najwyższy. Niech sobie ten Komorowski będzie Żyrandolem. Głosami Warszawki, Krakówka i 95% więźniów zakładów karnych. Nie takie "kwiatki" Polska przeżyła.
2010-07-19 14:46
Łażący Łazarz 286 7433 Listy z emigracji wewnętrznej antydziad.salon24.pl
link do komentarza zgłoś nadużycie odpowiedz

#
@Łażący Łazarz
Obawiam się znając poglądy Dołęgi-Mostowicza, że antycypował postać Jarosława Kaczyńskiego.

Takie zjawisko z chama - pan, czy z komucha - polski patriota było i jest znane od dawna.
Te "pół litra" - to mój Panie wygląda tak, że uprawnionych do głosowania jest 30 milionow. Z tego polowa, no, trochę więcej, bierze udzial w glosowaniu. Oznacza to tyle, że ta reszta milcząco AKCEPTUJE KAŻDY wynik wyborów. A skoro tak, to do konkretnego wyniku wyboru należy tę resztę doliczyć.
Zatem pozostaje aktywna niecała ćwiartka takich, jak Pan , ktorzy przegrywaja juz czwarty raz z rzędu wybory ( przegrają także piąty jesienią i szósty raz w przyszym roku) ponieważ nie mają niczego Polakom poza nienawiścią i mordobiciem do zaproponowania - oraz "większa" ćwiartka, ktora dokonuje wyboru i ma akceptacje milczącej reszty.
Zatem Polacy wybrali. Bronisław Komorowski jest prezydentem WSZYSTKICH Polaków czy to się Panu podoba, czy nie. Pana prezydentem też jest.

Co do tych waszych, pożal się Boże, intelektualistów z wypalonym na czołach znamieniem PiS - to Zybertowicz, Krasnodębski, Nowak, Rymkiewicz czy Wolski - to proszę wybaczyć, ale czy mając do dyspozycji światłe umysły, wiedzę, inteligencję i doświadczenie - komukolwiek przychodzi do głowy tracić czas na kilku zawodowych propagandystów, którzy nieudane kariery naukowe i zawodowe podbudowują lojalnością partyjną licząc na łaskawośc J.Kaczyńskiego i parę groszy przy okazji?
Znamy to z czasów komuny i wiernopoddańczości tamtych lat. To dzisiaj jest ohydniejsze dlatego, że nie da się usprawiedliwić powojenną atmosferą , nadzieją na odbudowę Polski i niedostateczną wiedzą do czego prowadzi wspieranie komuny.
To tacy sami a także i CI SAMI ludzie.
I po coż na nich tracić czas?

Ma Pan rację w jednym - nie takie rzeczy Polska przeżyła. Przeżyła także Kaczyńskich,, jak komunę.
Przeżyje także inwektywy Pana i takich, jak Pan.
Mentalność sowiecka - to zawsze tylko uwłaczanie lepszym od siebie. Ale ci lepsi, patriotyczni, konstruktywni, budujący, świadomi, kierujący się dobrem Polski i Pana dobrem w tej Polsce także - są na to odporni.
2010-07-19 15:28
Renata Rudecka-Kalinowska 635 23079 Renata Rudecka-Kalinowska renata.rudecka-kalinowska.salon24.pl
link do komentarza zgłoś nadużycie odpowiedz

#
@Renata Rudecka-Kalinowska
"Te "pół litra" - to mój Panie wygląda tak, że uprawnionych do głosowania jest 30 milionow. Z tego polowa, no, trochę więcej, bierze udzial w glosowaniu. Oznacza to tyle, że ta reszta milcząco AKCEPTUJE KAŻDY wynik wyborów. A skoro tak, to do konkretnego wyniku wyboru należy tę resztę doliczyć."

Takiej bzdury nie słyszałem juz dawno. Jeżeli nie poszli to chyba mają w dupie tak samo Komorowskiego jak i Kaczyńskiego, nieprawdaż?

Ale jeśli w ten sposób leczy Pani swoje kompleksy to miłej kuracji. Swoje odbicie w lustrze też Pani całuje?
2010-07-20 00:00
Łażący Łazarz 286 7433 Listy z emigracji wewnętrznej antydziad.salon24.pl
link do komentarza zgłoś nadużycie odpowiedz

#
@Renata Rudecka-Kalinowska2
"Pana prezydentem też jest."

Primo: na razie ta miernota jest jedynie elektem.
Secundo: nie ma w Polsce takiej instytucji jak Prezydent Polaków albo Wszystkich Polaków. To nie Cesarz Francuzów.
Jak będzie Prezydentem Polski to będzie Prezydentem Polski. Cios dla majestatu Rzeczpospolitej. Na pewno jednak nie będzie moim autorytetem ani jako człowieka nie będe go darzył szacunkiem, bo zwyczajnie na to nie zasługuje. Stanisław August Poniatowski też był Królem Polski ale uważam go za miernotę, sprzedawczyka i zdrajcę.

Co do Dołęgi-Mostowicza, to on z pewnością nie pisał Dyzmy z myślą o samodzielnym polityku, który zbudował najwiekszą partię opozycyjną. Piosał o takich gamoniach-cwaniakach jak Komorowski, chamach nazywajacych kobiety kaszalotami, nasyłajacych bojówki WSI na swoich zastepców i dziennikarzy, obrażających powodzian, bredzących o kopalniach odkrywkowych gazu, mylących wskaźniki finansowe i nadających się tylko do podawania pióra Prezesowi Kaczyńskiemu. I taka sekretarzyna została przez bandę abnegatów państwowych wybrana na Prezydenta. No piekny Dyzma. A i tak uff, że nie wystawiliście Kononowicza. Pewnie karierowicze w stylu Wajdy, ze strachu przed groźnym "Kaczorem" (te zlecenie, salony) i na Konona by głosowali.
2010-07-20 00:14
Łażący Łazarz 286 7433 Listy z emigracji wewnętrznej antydziad.salon24.pl

Nic dodać, nic ująć.

Zaczynam zbierać na adwokata lub na gips 3M.

I jeszcze.

@Autorka
Klęska wykluczenia
Jerzy Szczęsny 29-06-2010, ostatnia aktualizacja 29-06-2010 12:36
http://www.rp.pl/artykul/500902_Szczesny__Kleska_wykluczenia.html

Jak to się dzieje, że Jarosław Kaczyński, którego polityczna, moralna, a nawet estetyczna degradacja była od zawsze ważniejsza niż jakiekolwiek merytoryczne argumenty, nadal istnieje w polskiej polityce?

Jakież to moce sprawiają, że dezawuowana, wyszydzana i ośmieszana latami przez media głównego nurtu postać oszołoma i szkodnika kiełkującej demokracji, osądzonego przez niegdyś autorytatywne elity i – zdawałoby się – skutecznie zmanipulowane gros opinii publicznej, że – powtórzmy - postać skazana na cywilną śmierć polityczną, odzyskuje obecnie rezon wśród znacznej części rodaków? Jak to się mogło stać w demokratycznym państwie prawnym, by nawet zjednoczone siły pojałtańskiego porządku wsparte przez solidarnościowy rząd i jego służby specjalne, wyposażone w instrukcję 0012, służby potrafiące skutecznie ujawniać sfałszowane lojalki, nie były władne równie skutecznie zneutralizować i wyeliminować z gry pogardzanego politycznie przeciwnika, za którym stało zmarginalizowane i raz po raz wykluczane z obywatelskiej wspólnoty przez pozornie oświeconą część narodu, szowinistycznie upośledzone, zaściankowe oraz nisko gramotne, że użyjemy określenia klasyka, bydło?
Te i podobne im pytania cisną się na usta wszystkim, którzy mają dłuższą pamięć niż flesz kamuflażowych metamorfoz specjalistów od wmawiania, akademickiej, żurnalistycznej, a zwłaszcza zaś politycznej proweniencji.

Dekonstrukcja mitu
W polskich powstaniach walczyła znikoma garstka. To poeta i pisarz tworzyli później ich ogólnonarodowy mit, ratując w niewoli język i spójność narodowej gromady.
Czy można szydzić z buntowników Kościuszki, podchorążych Wysockiego, strzelców Traugutta? Z żołnierzy 1920 roku, Powstańców Warszawy? Ktoś, kto by szydził, wykluczyłby się z narodowej wspólnoty. Za Kwaśniewskiego wyszydzanie „solidarności” było modne. Jemu zawdzięczamy zgodę, więcej, zachętę do ośmieszania i dezawuowania solidarnościowej tradycji i etosu. Kaczyński wiedział, że to boli wszystkich, którzy bez specjalnej nadziei na osobisty sukces uczestniczyli w buncie, sprzeciwiając się wszechobecnemu komunistycznemu kłamstwu. Formalnie było ich 10 milionów, ale przecież nikt nie pytał o zdanie ani przymusem wcielonych do ludowego wojska, ani nawet zomowców. Tak więc „upiorne bliźniaki”, (trudno dziś ustalić autora tego wiekopomnego epitetu)) nie tylko nie szargały, a wręcz przeciwnie. Czując pismo nosem, ostro wetowali rachunki pokręconych sumień. Kaczyński - jeden i drugi – nie przepraszali za „Solidarność”. Nie kpili ze styropianu.
Kaczyński trafnie przewidział, że zniszczenie mitu „Solidarności” jest zwiastunem zacierania różnicy między obecnymi a dawnymi peerelowskimi czasami i wstępem do biesiady, którą niewątpliwie pamiętał z zakończenia „Folwarku zwierzęcego”. Metafora orwellowska wcale nie jest ryzykowna, bo na pytanie – czy to świnie przemieniały się w ludzi czy odwrotnie, odpowiedź jest prosta: bywało raz tak, a raz inaczej.
W demitologizowaniu solidarnościowego buntu tkwiło bowiem niebezpieczeństwo rekomunizacji kraju. Oczywiście nie w aspekcie ideowym, ale personalnym. I to się później, przy walnym udziale wzmacniającego „lewą nogę” prezydenta RP, stało. Niszczenie mitu solidarnościowego sprzeciwu z całą jego ikonografią i przesłaniem nie miało tylko płytkiej propagandowej motywacji. Zamysł sięgał dużo głębiej. Chodziło o to, żeby solidarność złodziei, agentów i oprawców okazała się silniejsza niż „Solidarność”. I ludzie dziś pamiętają, kto był przeciw.

Popis głupoty
W 2005 roku po katharsis afery Rywina, której, jak się ostatnio oficjalnie twierdzi, nie było (Napieralski), postsolidarnościowy żywioł uzyskał prawie 80 proc. głosów. Można było zrobić wszystko. Zrobiono POPiS narodowej głupoty. Tak, jakby ktoś chciał zaświadczyć słowom Bismarcka: „Polacy? Żaden problem. Dać im wolność i w dwadzieścia lat się zjedzą”.
Kaczyński zaoferował Platformie ponad połowę resortów, zatrzymując siłowe dla siebie. Czemu? Bo Kaczyński – jeden i drugi - poza księżycem, nikomu nic nie ukradł. I naród trafnie domniemywał, że Kaczyński z pewnością przypilnuje, żeby złodziejstwo pogonić. Wtedy padł wielki strach. Czy idiotyzmem była obawa Rokity dzwonka o 6 rano? Przecież bać się powinni wyłącznie ci, którzy kręcili lody bez wiedzy fiskusa, ci, którzy w majestacie prawa okradali młode państwo. Krótko mówiąc, zamiast IV RP wykopano, po dziś dzień istniejący i trudny do przejścia, rów. Ponieważ IV RP można było budować tylko razem.
Wyrafinowane, wieloaspektowe roztrząsania, dlaczego do tego nie doszło były i są na tyle nieprzekonywujące i ułomne, że Kaczyński sięgnął po metaforę. I napomknął o „innych szatanach”, w czym się kiepsko wyedukowane wykształciuchy zrazu się nie połapały i, zarzucając premierowi metafizykę, skompromitowały się w oczach prostych ludzi, znających tekst poety. Choć, prawdę mówiąc, odpowiedź na pytanie - jak można mieć 80 proc. miejsc w parlamencie i dreptać od pięciu lat w miejscu, a często nawet się cofać - może być tylko metafizyczna. Bo – mówiąc Gałczyńskim – nadal chyba diabły przy zielonych stolikach, modląc się do cyfr, rozwiązują biało-czerwony problem.
Próby Kaczyńskiego budowy IV RP, dokonywane notabene w szemranej koalicji, okazały się pracami Syzyfa. Katolickiemu, konserwatywnemu premierowi przy okazji przyprawiono, dla skuteczniejszej jego dyfamacji, lewicową gębę. Ale ta jego lewicowość, w istocie będąca wrażliwością na skutki, jakie przyniósł nomenklaturowy kapitalizm, nie polegała na rozdawaniu intratnych posad tym, którzy od dziesięcioleci stali tam, gdzie ZOMO. Lewicowość obu Kaczyńskich, podobnie jak Ryszarda Bugaja, była szlachetnej, bo nie kapepowskiej czy pezetpeerowskiej, ale pepesowskiej próby. I to ludzie sobie obecnie przypominają.
Widzą również, że w efekcie jakiegoś iście diabelskiego spisku pięć lat temu nie powstał większościowy, solidarnościowy gabinet z perspektywą skutecznej naprawy państwa. A od trzech lat mamy rząd, który cechuje się umysłowym sybarytyzmem i uwielbieniem piłki kopanej, rząd, którego premier kręcenie czapki przed każdym, kto go komplementuje, przedkłada nad jakąkolwiek poważną pracę państwową, marnując historyczny czas. I toleruje wokół siebie drobnych geszefciarzy. Ludzie to widzą.

Licencja na bezkarność
Znamiennym jest, że najwięcej najmocniejszych i najgłośniejszych ataków na Kaczyńskiego w kraju i zagranicą przeprowadzało środowisko prawników. Protesty przeciwko łamaniu praworządności przez jego rząd podejmowały poszczególne branże, koterie, zwłaszcza akademicy. Kiedy część uczonych prawników o znanych nazwiskach z Uniwersytetu Warszawskiego opublikowała szeroko kolportowany list o łamaniu praworządności, ś.p. Janusz Kochanowski przytomnie zapytał, czemu tej odwagi zbrakło im w stanie wojennym?
„Atak na sprawiedliwość” - tak zatytułowano ponad stustronicowy raport z listopada 2007 r. na temat panującego w Polsce bezprawia. Ten raport opatrzony szeregiem międzynarodowych pieczęci ukrył rodzimych autorów, którzy zataili swoje nazwiska i tytuły, słusznie sądząc, że ocierają się o narodową zdradę. W raporcie usiłowano wykazać „systematyczną i złowrogą próbę rządu na wpłynięcie i uzyskanie kontroli nad sądownictwem”, zaś enumeracja zagrożeń dla polskiego systemu sądownictwa, prokuratury i zawodów prawniczych oraz wnioski i zalecenia dla rządu Kaczyńskiego, mówiąc z lekką tylko przesadą, nadawały się dla rządu Kuby czy Korei Północnej. Tymczasem w miesiąc po ukazaniu się owego raportu Sąd Najwyższy pod przewodnictwem swojego szefa prof. Lecha Gardockiego wydał i wpisał do Księgi Zasad Prawych uchwałę, w której uznał, że sędzia orzekający bez podstawy prawnej i skazujący obywatela na więzienie, mimo, że popełnia przestępstwo nadużycia władzy (art.231 k.k.), wskutek działania immunitetu sędziowskiego jest bezkarny. Do szerokiego protestu, który notabene w mediach przeszedł niezauważony, podobnie zresztą jak sama uchwała SN, dołączył się dr praw Jarosław Kaczyński.
Uzasadnienie tej niesłychanej uchwały prof. Jerzy Zajadło z UG nazwał „antyfilozofią antyprawa”, a Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski natychmiast skierował wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. Wniosek ten zostanie niebawem (30 czerwca) rozpatrzony przez Trybunał i można wyrazić prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że werdykt Trybunału usunie skutki prawne tego w najwyższym stopniu kompromitującego państwo i polską jurysprudencję wybryku Sądu Najwyższego. Tym samym polski Trybunał Konstytucyjny zaprzeczy nasuwającemu się nieodparcie przypuszczeniu że – trawestując Platona – w III RP sędziowie zohydzają sprawiedliwość w obawie, aby im nie została ona wymierzona.

Granice oszczerstw
Antologia obelg i insynuacji kierowanych przeciw „upiornym bliźniakom” zostanie kiedyś opublikowana jako memento, jak czynić się nie godzi. Znajdą się w niej spodziewane frazy zarówno peerowskich skamielin, jak i te zdumiewające, bo wypowiadane przez opozycyjnych rycerzy demokracji, wolności słowa i kultury politycznej. Tych zwłaszcza, którym – mówiąc Lechoniem – ze ślipi wyziera sztylet doktrynera, i którzy wiedząc, że warto być przyzwoitym, nie potrafią nimi być zawsze i do końca.
Wszelako wyszukane dyfamacje, aby skutecznie unicestwiły znienawidzoną osobę, powinny jednak cechować się roztropnym umiarem. Casus Kaczyńskiego zadaje kłam kanonowi goebbelsowskiej propagandy. W jego przypadku specjaliści od wmawiania po prostu przesadzali do samego końca. Choćby te ostatnio notowane frazy, jak „dziwak nadęty i ponury” (Kuczyński), „Kaczyński łamał prawa człowieka” (Kalisz), a zwłaszcza już po 10 kwietnia Wołek, czujący „atmosferę pogromu”. Dawniejsze były bardziej soczyste – „jesteśmy rządzeni przez faszystowską partię, która używa tego samego języka i ma takie same idee, jak Hitler” (Biedroń). Toż takie frazy śmieszyły nawet niechętną Kaczyńskiemu publiczność. Zatem paradoks istnienia Jarosława Kaczyńskiego w polskiej polityce polega również na tym, że poziom i rozmiary kłamstw, insynuacji i podłości, którymi go oblepiono, przekroczył nawet goebbelowskie standardy.
Ukoronowaniem porażki chamstwa, absurdów i oszczerstw, którymi od grubo ponad dwudziestu lat usiłuje się wyrugować „kaczyzm” z polityki polskiej, jest zgłoszona w „Gazecie Wyborczej” niedawna nieobraźliwa propozycja Tadeusza Mazowieckiego, aby Jarosław Kaczyński sam wycofał się z życia politycznego. To jest dopiero ostateczna i totalna klęska obozu, który swoje istnienie ufundował na legalizacji PRL-owskiego bezprawia, akceptacji pierworodnych nieprawości III RP i bezpardonowej walce z tymi, którzy zgłaszali swój stanowczy sprzeciw.
Ale odpowiedź na pytania postawione we wstępie jest prostsza. Po pierwsze, coraz więcej Polaków podziela skalę zwykłych wartości i poglądy Kaczyńskiego oraz wierzy, że on naprawdę na miłości do Polski nie zamierza budować swojego dobrobytu. Po drugie, coraz więcej rodaków dostrzegło, że Putin dzieli polskich polityków na lepszych i gorszych. Oczywistym zatem jest, że patriotycznie usposobieni obywatele zawsze będą wybierali tych drugich. I po trzecie, znając sytuację rodzinną Jarosława Kaczyńskiego Polacy mogą od razu wykluczyć jego nepotyzm.
Mówiąc jeszcze raz klasykiem, populacja bydła zatem może się w kraju znacząco poszerzyć.

Autor jest prawnikiem, w latach 1963-68 był seminarzystą profesorów Jerzego Wróblewskiego i Aleksandra Kamińskiego, a w latach 1978-80 studentem Andrzeja Wajdy.

PS: Radzę nauczyć się tego tekstu na pamięć i odblokować mózg.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Tekst bardzo mądry.ten z dołu oczywiście.Co do tego z góry, a konkretnie co do tej pani to niestety nie mam na tyle mądrości i opanowania żeby z takimi polemizować. Jej manipulacja jest tak oczywista i rażąca, a te dyskusje, to jak sama kłamiąc w żywe oczy za chwile bezczelnie zarzuca kłamstwa dookoła. Unikam rozmów z takimi ludźmi, unikam w ogóle takich ludzi bo po prostu po ok trzeciej wymianie zdań dałabym jej w gębę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

kaczoorek

#73214

Facet który mówi prawdę.Kto nie wierzy dureń lub głupi

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#210435

:'..mamy dobry rzad troszczacy sie i intersey Polski..',

lub zeby: '..nie wierzyc nigdy PIS-owski manipulatorom..' etc, etc.

Mi wystarczyly te fragmenty tekstu pani Renatki. Reszty juz nie warto czytac. 

jwp, popieram Twoj tekst, z takimi cynglami jak niejaka Renatka Rudecka-Kalinowska

trzeba walczyc. Popieram.

Panter74

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Panter74

#210444