Zaprzysiężenie nad trupem [transfokator]

Obrazek użytkownika insurekcjapl
Blog

Blogmedia24, transfokator, wt., 13/07/2010 - 23:01

Coraz bardziej widać, jak szekspirowskie sytuacje, zmodyfikowane przez stalinizm i hitleryzm, nic nie tracą ze swej klasycznej uniwersalności i ponadczasowości.

Ot weźmy takie "zaprzysiężenie nad zwłokami". Dla Putina zrobić zamach terrorystyczny to jak splunąć. Kagiebowcy rządzą po swojemu. Na oczach świata zostawili bez ratunku marynarzy z podwodnego okrętu "Kursk", zagazowali widzów w teatrze w Moskwie, wysadzili szkołę z dziećmi w Biesłanie... A ta setka Polaczków w samolocie to byli obcy, i na dodatek nieprzychylni, więc jaki problem, gdy własnych pobratymców nie żal...

Trzeba tylko pogłówkować nad alibi. Może być rzekome, zawierające półprawdę, ale taką, żeby spod fałszu wyzierało szyderstwo, które straszy. To "nasz" stary patent, poprawka naniesiona na Szekspira, ekstrapolowana na skalę globalną.

Już prawie wiemy jak się odbywało podprowadzenie wyizolowanej grupy osób nad Smoleńsk. Zmiany terminów, zamiana pasażerów (dziennikarzy z wojskowymi), łamanie procedur. Mnóstwo zabiegów wykonano zapewne na zlecenie Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji przez szpiegów z WSI po stronie polskiej. Znamy je już szczegółowo dość dobrze, tzn. rejestrujemy i kojarzymy fakty, choć nie znamy jeszcze wielu nazwisk. Przestarzały samolot, dziwny remont, niejasne sytuacje wokół lotniska, zagadkowe warunki pogodowe, dziwne czas przelotu i kontrola naziemna. Tysiące samych dziwności. Szczegóły można mnożyć, konkluzja z poszlaków zawsze będzie taka sama: zamach rosyjski, spisek z Polakami.

I bęc.

Tupolew grzmotnął. Wrogowie Wszechrosji nie żyją. Jakie brano tutaj możliwe scenariusze wypadków. Nad czym główkowali spece z FSR?

Jeśli Jarek nie wsiadł na pokład (to doktryna wielu rodzin, by nie latać razem, popytajcie w biurach podróży), bo miał instynkt konspiratora i wie co to Kacapstwo, to wszystko się nagle skomplikowało. Wskazówka zegara zatrzymała się na chwilę w miejscu: objęcie przez współczującego Putina załzawionego Tuska to był czas na gorączkowe rozważania co dalej. Jak zwabić tam Jarka? Zastanawiano się o czym on myśli, co przedsięweźmie?

Ja bym ogłosił donośnie, nie bacząc na kodeksy, że będę identyfikował zwłoki u siebie, na mojej ziemi. Że tam nie pojadę za żadne skarby. I wołam do świata, błagam, wyję o międzynarodowe konsylium. Może zrobiłoby się międzynarodowe zamieszanie, znalazłby się ktoś odważny i dał poparcie? Sowieccy oprawcy zawsze przychodzą po zmroku lub przed świtem, zastraszają, bardzo boją się rozgłosu.

Rzucono groźbę, że ciała pojadą do Moskwy.

Dał się przechytrzyć. Ruszył.

Jedzie, kawalkada pędzi sto na godzinę, ale bliźniak to gość bystry, pewnie bije się z myślami - a nuż weźmie swołocz i zawróci?

A może szef PIS-u dobrze zrobił, że pędził, bo potencjalni mordercy nie mieli czasu na zacieranie zbrodni? I tym samym odsłonił to, co widzieliśmy wszyscy.

Ten przyjazd Jarka na wiwisekcję do Smoleńska to nie była pułapka na niego. W świetle kamer niewiele już można było mu zrobić. To była pułapka na Wspólnika. Żeby mu coś do głowy nie strzeliło - po powrocie do kraju, pod groźbą strachu przed własnym narodem - po tym co ujrzał i sobie uświadomił na leśnym gruzowisku po hekatombie, w majestacie śmierci Wielkiego Prezydenta. Żeby mu się przypadkiem nie odwidziało wyrwać z przeznaczonej mu roli Piłata.

Przejazd przez Białoruś miał być taki jak miejscowe drogi: szybki i zarazem spowolniony. Tamtejsza eskorta pędziła już 80 km na godzinę. Nie mogło to wzbudzać niepokoju Jarka. Nie wiedział pewnie o tym i nie mógł zadawać sobie pytania, które my teraz stawiamy: Bo niby po co Putin wezwał Tuska na pobojowisko i spotkanie sam na sam - przed jego przybyciem na "polową obdukcję"?

Kiedy bliźniak znalazł się już na terenie Rosji odetchnięto, i czas ruszył podług kremlowskich kurantów. Złapano ich obu. Jarek był tu już mniej potrzebny. Szwagierkę w celach identyfikacji, choć zapowiadano inaczej, posłano mu do Moskwy, a co, niech sobie nie myśli, że my nie wiemy, co on myśli...

Ziemkiewicz napisał swój artykuł pt. "Tusk na postronku". Dotknął tematu, prześlizgnął się po nim. Cóż, dziennikarz na etacie nie może pójść za daleko, ja go rozumiem. Oto zdania kluczowe do jego wywodu: "Oddając śledztwo Putinowi, Tusk nie tylko naruszył interes państwa polskiego, także założył sobie postronek na szyję i dał drugi koniec Putinowi. Gdyby Tusk zażądał międzynarodowego śledztwa od razu, Putin musiałby się zgodzić. Teraz nie musi, świat już się sprawą nie interesuje. Wytrawni gracze z Moskwy zostali panami sytuacji."

Opis obecnego stanu Tuska i Polski jest trafny, tylko tego początkowego ogniwa zdrady jakoś tu brak. Wpisałem się na niezależnej.pl pod artykułem Ziemkiewicza mniej więcej tak: Zaprzysiężenie odbyło się nad trupem; niech Pan pogłówkuje kiedy i z kim i nad kim. I o tym napisze, a nie o momencie niepowołania komisji międzynarodowej. O "sprzysiężeniu sztyletników" domyśliła się tylko bystra profesor Jadwiga Staniszkis (podkreśliła w telewizji wagę opóźniania przejazdu brata); a głupi post na jakimś forum brzmiał: "uprzedził Jarka by mieć pijar".

Jakie /public relations/? Po pierwszej wizycie na miejscu katastrofy obaj przywódcy już "dobry" pijar odbębnili: pod zadekretowane "Sowieckie Egzekwie".

Żeby złapać kogoś na smycz lub zarzucić wspólnikowi pętlę na szyję i chwycić go na postronek, to trzeba "zaaranżować" nieboszczyka: w kostnicy przy jego ubieraniu - każdy to wie - z ciałem trzeba rozmawiać. Porozmawiano i zarejestrowano wówczas w lesie inspicjentów-dekoratorów, głównie zapewne oniemiałego polskiego aktora z tego duetu. Miał tylko odpowiedzieć "Da" lub zaledwie skinąć głową, gdy mu pokazano zwłoki prezydenta przygotowywane do identyfikacji... Dający się wykorzystać do szantażu jakiś gest, niekontrolowany grymas... Jeden flesz.

Jarek, opóźniany celowo (60 km od granicy jechał kilka godzin z prędkością 20 km na godz. wodzony za nos po dookolnych manowcach), żeby akt dramatu tych dwojga mógł się odbyć - zjawił się na miejscu zamachu, gdy oddechy -- bezgłośny rechot Pałkownika i przerażenie Fałszysty - jeszcze wisiały na drzewach w lasach od Smoleńska do Katynia I i II.

Zapis z tego makabrycznego spektaklu - scena zaprzysiężenia, choćby nawet jedna stopklatka -- jest to już w archiwach Kremla zamrożone na sto lat.

Do czwartego pokolenia wszelkiej maści Ober-Podleców jakich jeszcze zapewne Polska będzie miała na pęczki.

 

[Tekst umieściłem 16.05.2010 na Salonie24; tutaj ściągam po kolei materiały, bo bloga "transfokator" i moje archiwum tamże skasowano.]

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Świetna i całkowicie prawdopodobna hipoteza, coś jak Grupenfirer KAT, kto mógłby się tym poważnie zająć??? Poszlaki są tak oczywiste i wielu spiskowców na szczytach!!! Pzdr.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#71943