[1 IX 2008] wspomnienie bł. Bronisławy i wielka rocznica

Obrazek użytkownika Maciej Gnyszka
Blog
dzieje się, oj dzieje
dziś rocznica rozpoczęcia II wojny światowej... a u mnie cichutko, bez pompy, od rana z Oleńką w szpitalu, o 15:00 na Mszy w szpitalnej kaplicy. Modlitwa w intencji poległych. Różaniec w drodze do domu. Pani Janina ze Starachowic z łóżka obok już wypisana. Jutro poznamy wyniki tomografii.
śluby wokoło
nawet tematyka dzisiejszego bloga nierocznicowa. Otóż - śluby.
Mając okazję być i nawet służyć do Mszy na wielu, muszę poczynić pewną uwagę. Poza zwyczajowym pomyleniem, polegającym na tym, że centrum zamążpójścia jest wesele, zamiast ślubu, istnieje jeszcze drugie: że centrum obrzędu jest samo ślubowanie, a nie Msza Święta. Dochodzimy tu już do kompletnej paranoi, która przybiera taki rozmiar, że mało kto czuje się jak na Mszy, mało kto przystępuje do Komunii, a każdy nudzi się już po nałożeniu obrączek, tak że tęskni się za amerykańskim (znanym z satelyty) nieobyczajnym obyczajem lizania sobie jamy ustnej przed ołtarzem. Tak, jakby Msza była doklejona do ślubu, a nie na odwrót.
W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie: to obrzęd ślubu doklejony jest do Mszy, bo jako sakrament właśnie ze śmierci Chrystusa (czyli Ofiary celebrowanej podczas Mszy Świętej) czerpie swoją moc. Jednym słowem - to wielka łaska i wyróżnienie, móc dostępować sakramentu małżeństwa podczas Ofiary - i to wokół niej powinno wszystko się kręcić, z rozumieniem obrzędu ślubu przede wszystkim.
Tymczasem obserwujemy coś odmiennego - wszyscy skaczą wokół nupturientów (czyli narzeczonych) jak wokół jakichś małpek, czy królewiątek. Wynika to rzecz jasna z nierozumienia istoty Mszy Świętej, które jest wcieleniem powszechnego u nas analfabetyzmu religijnego. Pamietajmy, że średnio 7% obecnych na ślubie to katolicy, o czym pisałem tu pewnego razu.
Jakie na to remedium? Niechaj narzeczeni proszą o odprawienie Mszy w rycie trydenckim, by przez to zwrócić uwagę gości na Mszę, liturgię. Zdecydowanie nie polecam scholki oazowej z gitarą - zwraca uwagę raczej sama na siebie...
kryzys ojcostwa?
zwykło się w pewnych kręgach mówić ostatnio o kryzysie ojcostwa. Powstała nawet zbożna inicjatywa Tato.net. Brawo. Też uważam, że obserwujemy kryzys ojcostwa. Ale na tym nie koniec.
Obserwujemy bowiem zarówno kryzys ojcostwa, jak i macierzyństwa; męskości, jak i kobiecości... Obserwujemy kryzys wszystkiego. Ten wielki kryzys, złożony z wielu mniejszych, Plinio Correa de Oliveira nazwał mianem Rewolucji.
Rewolucja, to po prostu kryzys cywilizacji chrześcijańskiej, która jest cywilizacją par excellance. To trzeba wiedzieć - i spojrzeć na bolączki dzisiejsze z tej perspektywy po to, by nie zajmować się łataniem milionów małych, rosnących dziurek, tylko po prostu zmienić statek, który po prostu tonie.
Sprzeciw wobec Rewolucji musi być całościowy.
przeciw obecnym tendencjom
wystarczy nieco poznać historię i zacząć pytać o rzeczy, które w dzisiejszym świecie wydają nam się oczywiste - pytać o to, czy nie można by zorganizować tego wszystkiego inaczej, np. tak, jak było przedtem. Należy pozbyć się uczucia bycia dzieckiem danej chwili w historii, odseparować sie od dzisiejszych tendencji i powszechnych praktyk... zdobyć na wolność wewnętrzną.
A wtedy okaże się, że żaden z elementów dzisiaj nie jest oczywisty. I że nie jest wstydem widzieć to, i walczyć o zmianę. No, ale do tego nie dojdziemy chłonąc program z Walterowni24, czy popłuczyny z Aborczej. Trzeba nie tylko intelektu, ale i ducha, cnót.
Dlatego zamiast dbać o imidż, zacznijmy budować charaktery.
Kaczyński w oczach Zachodu
jadąc do Kleinheubach, we Frankfurcie, miałem okazję spotkać księcia von Oldenburga, z którym pogaworzyłem sobie m.in. o Kaczyńskim Lechu - prezydencie. Trzeba przyznać, że zagraniczni konserwatyści pokładają w Nim wielkie nadzieje, ostatnio szczególnie co do Lizbony. No... ale po dłuższej rozmowie okazało się, że trafiają do nich i takie głosy, że Prezydent nasz to pętak i Klausowi do pięt nie dorasta, a w sprawie Lizbony tylko gra. A to czego mu brakuje, to mocny kręgosłup moralny. Tak-tak, nie-nie...
Sen o wielkim konserwatyście z Polski powoli się rozwiewa... Tuska zaś szeregują gdzieś między Brownem a Zapatero. Widocznie nie czytali Der Dziennika i Wybióry, i nie wiedzą, że Tusk jest liberałem i kryptokonserwatystą! Yyyyyyyyy!
Pan Jezus królem wszechświata
jako, że jestem nieuleczalnym głupkiem, jestem i optymistą. Sądzę np. że warto pracować dla zmiany świata. Na swoim poletku - raz jest ono mniejsze, raz większe. Dziwią mi się niektórzy Koledzy, nawet katolicy i zapaleni - zdawałoby się - kontrrewolucjoniści... jakby zapomnieli, że to ostatecznie Pan Jezus ma tytuł Króla Wszechświata, a nie jakieś brukselskie, czy moskiewskie dupki.
Na końcu, moje Niepokalane Serce zwycięży! - mówi nasza Mama w Fatimie. Do roboty Panie i Panowie! Każdy swoje.
Ksiądz w Traktacie
jak już pisałem w poście o Wakacyjnym Planie Czytelniczym, sporządziłem sobie takowy na te wakacje! Jestem właśnie w trakcie lektury Traktatu o łuskaniu fasoli Wiesława Myśliwskiego. Polecam wszystkim... szczególnie, że znalazłem w nim postać Księdza, który tak naprawdę był po prostu pobożnym spawaczem. Takie miłe odbicie mojej sytuacji w wojsku... czyli szer. pchor. Księdza, obecnie kpr. Gnyszki.
myśl na dziś
Największym szaleńcem wszelkich czasów jest On. Czyż można sobie wyobrazić większe szaleństwo niż Jego oddanie – jak On się oddaje i komu się oddaje? Gdyż było już szaleństwem samo stanie się bezbronnym Dzieciątkiem; ale wówczas, nawet wielu złoczyńców mogłoby się wzruszyć i nie odważyłoby się Go źle traktować. Wydało mu się tego za mało: zechciał unicestwić się i oddać się bardziej. Stał się pożywieniem, stał się Chlebem. – Boski Szaleńcze! Jakże Cię traktują ludzie?... A ja sam?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 824
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

dwa bannerki zjadło :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#3407