Emerytura „Czarnego Stalina”

Obrazek użytkownika Maciej Konarski
Świat

W Zimbabwe, pod czułą opieką prezydenta Mugabe, dożywa swoich dni Mengystu Hajle Marjam – były komunistyczny dyktator Etiopii. Okrucieństwa jego reżimu były tak wielkie, że przyniosły Mengystu zasłużony przydomek „Czarnego Stalina”, czy też „Afrykańskiego Pol Pota”.

6 marca w stolicy Etiopii, Addis Abebie, zainaugurowano uroczyście działalność państwowego muzeum, poświeconego pamięci ofiar „czerwonego terroru”. Prezentuje ono m.in. liczne fotografie dokumentujące okrucieństwa komunistycznego reżimu, przedmioty odnalezione w masowych grobach i wszelkiego rodzaju inne pamiątki jakie umieszcza się w tego typu muzeach. Kultywowanie pamięci to niestety jedyne, co na dzień dzisiejszy Etiopczycy mogą zrobić dla ofiar „czerwonego terroru”. O sprawiedliwej karze dla sprawcy ich cierpień i śmierci - Mengystu Hajle Marjama – nie ma póki co mowy.

Droga do władzy

Przyszły „czerwony negus” urodził się w 1937 roku w Wolaita na południu Etiopii. Jego ojciec był niepiśmiennym kapralem służącym w armii cesarza Hailé Sellasié, a matka służącą, posiadającą wszakże arystokratyczne koligacje. Objąwszy władze Mengystu zwykł się chwalić swoim ludowym pochodzeniem, de facto jednak miał znacznie ułatwiony start dzięki protekcji jednego z wujów zasiadającego w cesarskim rządzie.

Wykształcenie Mengystu ograniczyło się do ukończenia szkoły podstawowej, gdyż szkołę wojskową w Holeta opuścił bez uzyskania dyplomu. Mimo tego zrobił szybką karierę w szeregach armii Hailé Sellasié, dochodząc do stopnia podpułkownika i dowódcy brygady zmechanizowanej. Dwukrotnie wysłano go również na staż do bazy Fort Leavenworth w amerykańskim stanie Kansas. Tak jak Pol Pot zaraził się totalitaryzmem na paryskiej Sorbonie, tak prawdopodobnie w USA Mengystu zapoznał się po raz pierwszy z ideami komunistycznymi. Wówczas narodził się również jego agresywny antyamerykanizm, którym zaraził się od tamtejszych murzyńskich radykałów.

Tymczasem w Etiopii rosło polityczne napięcie. Chwiała się władza 82-letniego negusa (co plastycznie przedstawił Ryszard Kapuściński w swym słynnym “Cesarzu”), podminowana szokiem naftowym lat 70-tych, niepewnością co do osoby następcy, krwawą przygraniczną wojną z Somalią, czy wreszcie przede wszystkim – suszą i głodem lat 1972-73. Ostateczny cios rządom Hailé Sellasié zadał wreszcie wojskowy pucz. 12 września 1974 roku władzę w Etiopii przejął 108-osobowy Derg (Komitet Koordynacyjny Sił Zbrojnych), hołdujący ideom marksizmu-leninizmu. W szeregach junty znajdował się również Mengystu. Ambitny pułkownik potrzebował jeszcze kolejnych trzech lat, aby stać się absolutnym władcą Etiopii.

„Czerwony terror”

Od samego początku istnienia Derg, Mengystu był zwolennikiem twardej linii wobec mniejszości narodowych oraz szybkiej komunizacji kraju. Na drodze do władzy i „budowy socjalizmu” nie miał, jak większość rewolucjonistów, żadnych zahamowań. Już dwa miesiące po zamachu stanu, w nocy z 22 na 23 listopada 1974 r., zorganizował masowy mord, którego ofiarą padł pierwszy przywódca Derg, generał Aman Andom (Erytrejczyk z pochodzenia) oraz 59 innych osobistości. Wśród ofiar znajdowali się „dla równowagi” zarówno liberalni członkowie junty, jak i konserwatyści z dawnego kręgu współpracowników Hailé Sellasié. Miesiąc później oficjalnie ogłoszono wejście Etiopii na „drogę socjalizmu”, a w styczniu 1975 roku Derg przeprowadził masową nacjonalizację banków, towarzystw ubezpieczeniowych oraz zakładów przemysłowych. Dwa miesiące później zlikwidowano własność ziemską oraz wprowadzono ograniczenie posiadania nieruchomości do jednej na rodzinę.

Równocześnie Mengystu za pomocą przemocy i intryg zdołał zlikwidować wszystkich swoich rywali wewnątrz junty. Ludzie tacy jak np. pułkownik Sipaja, czy generał Teferi Benit zostali zdemaskowani jako „prawicowi spiskowcy” i rozstrzelani – jak głosi legenda przez samego dyktatora. Wiosną 1977 roku Mengystu był już niekwestionowanym jedynowładcą drugiego najludniejszego państwa w Afryce. Mógł teraz przystąpić do realizacji swej wizji, przewidującej przekształcenie feudalnej Etiopii w jednopartyjną „demokrację ludową”. W kwietniu 1977 roku zerwał wieloletni sojusz wojskowy z USA, przechodząc na drugą stronę „żelaznej kurtyny”. Sowieci i Kubańczycy z satysfakcją przyjęli tę woltę, zapewniając Etiopii szeroki strumień wsparcia finansowego i materiałowego (szacunek jego wartości waha się miedzy 11 a 18 miliardów dolarów) jak również wysyłając do Rogu Afryki tysiące swych „doradców” (źródła amerykańskie mówią o 15 tysiącach samych Kubańczyków). Sowieci cofnęli również dotychczasowe poparcie dla komunistycznej Somalii, która prowadziła z Etiopią zbrojny spór o prowincję Ogaden, a ich bezpieka aktywnie współpracowała z służbami Mengystu.

Równocześnie w Etiopii na pełną skalę rozpętał się „czerwony terror”. Na wielkim wiecu zwołanym w dniu 17 kwietnia 1977 roku, Mengystu wezwał lud do walki z „wrogami rewolucji”, po czym dla lepszego efektu stłukł po kolei trzy flakony krwi, symbolizujące: „imperializm”, „feudalizm” i „kapitalizm biurokratyczny”. Następne lata miały przynieść to, co Human Rights Watch ochrzciło jako: „najbardziej systematyczne zastosowanie masowych mordów, którego świadkiem kiedykolwiek była Afryka”. Dziesiątki tysięcy „wrogów ludu” zostały zamordowane przez służby podległe reżimowi. Cześć ofiar po prostu „zniknęła” i tylko odnajdywane dziś raz po raz masowe groby dają wyobrażenie o ich losie. Ciała pozostałych wystawiano na widok publiczny jako ostrzeżenie. Sekretarz generalny organizacji Save the Children donosił w maju 1977 r., że „w Addis Abebie dokonano masakry tysiąca dzieci, a leżące na ulicach ciała wydane są na pastwę zbłąkanych hien (…) przy wyjeździe z Addis Abeby można dostrzec zaścielające pobocze drogi stosy ciał pomordowanych dzieci, w większości w wieku od jedenastu do trzynastu lat”. Masakry tej, podobnie jak wielu innych, dokonano by „uczcić” święto pierwszomajowe… Mengystu wielokrotnie mordował też więźniów własnoręcznie.

Aby odzyskać ciała zamordowanych bliskich rodziny musiały odciążyć państwo z części kosztów egzekucji, płacąc to co kolokwialnie nazwano „podatkiem od kuli”. Często jednak nie było takiej potrzeby, gdyż tysiące ofiar po prostu uduszono nylonowym sznurkiem, nazywanym „Muszką Mengystu”. Celowały w tym zwłaszcza oddziały tzw. „dusicieli” – szwadrony śmierci poruszające się białymi peugeotami 504. Prawdopodobnie właśnie za pomocą „muszki Mengystu” zamordowano w 1975 r. obalonego Hailé Sellasié.

Równocześnie z terrorem realizowano na ogromną skalę projekty inżynierii społecznej. Zgodnie z najlepszymi sowieckimi wzorcami Mengystu forsował kolektywizację i industrializację. Tysiące mieszkańców miast porywano i zmuszano do pracy w gospodarstwach państwowych, oferując im takie warunki bytu, że przyciągnęło to uwagę anglosaskich towarzystw zwalczających niewolnictwo. Mengystu budował też kult jednostki, przedstawiając się jako lider rewolucji w Trzecim Świecie.

Polityka „czerwonego negusa” wywołała w końcu zbrojny opór, którego trzon stanowili separatyści z Erytrei i Tigraj. Odpowiedzią Mengystu był oczywiście masowy terror. W zbuntowanych regionach pacyfikowano całe wioski lub równano je z ziemią za pomocą artylerii i lotnictwa. Blisko 700 tysięcy chłopów wysiedlono, co było elementem zarówno walki z rebelią jak i polityki kolektywizacji. Efektem końcowym był wywołany suszą, kolektywizacją i wojnami straszliwy głód z lat 1982-85, którego ofiarą padło blisko milion ludzi. W tym kontekście trudno się dziwić, że Mengystu uzyskał po latach przydomek „Czarnego Stalina” lub „Afrykańskiego Pol Pota”. Pełen bilans jego ofiar nie jest do dziś znany - prawdopodobnie wyniósł około 1,5 miliona.

Na zbrodniach podobieństwa się jednak nie kończą. Jak i w przypadku poprzednich komunistycznych oprawców, tak i za czasów Mengystu znaleźli się „pożyteczni idioci” gotowi sławić zbrodniarza. W 1988 r. zorganizowano w Addis Abebie 39. sesję Biura Światowej Federacji Związków Zawodowych, podczas której dyktatorowi przyznano złoty medal za: „wkład w walkę o pokój i bezpieczeństwo narodów, o ich niezależność narodową i gospodarczą”.

Początkowo dyktator skrzętnie ukrywał rozmiary głodu, który przyniosły jego rządy, między innymi organizując huczne i kosztowne uroczystości 10-lecia rewolucji. Później cynicznie wykorzystał współczucie świata, defraudując pomoc humanitarną, uzyskaną chociażby dzięki koncertowi Live Aid zorganizowanemu przez Boba Geldofa (gwoli sprawiedliwości trzeba jednak wspomnieć, iż to samo robili walczący z nim rebelianci).

Upadek

Wraz z powolnym rozkładem Bloku Wschodniego wysychał strumień płynących z Moskwy pieniędzy, a równolegle gwiazda Mengystu przygasała. Chcąc ratować władzę dyktator zapowiedział częściowe odejście od ideologii komunistycznej i liberalizację gospodarki. Zainscenizował nawet „wybory”, które dały mu stanowisko prezydenta. Było już jednak za późno. Gospodarka Etiopii upadała, a silniejsi z każdym miesiącem rebelianci podjęli marsz na stolicę. Rządowa armia, niegdyś największa w całej Afryce, zaczęła się rozsypywać, a wraz z nią cały reżim. Mengystu dał za wygraną i 21 maja 1991 roku odleciał via Kenia do Zimbabwe, gdzie tamtejszy prezydent Robert Mugabe przyznał mu azyl polityczny. Pozostawiał za sobą zrujnowany, wykrwawiony i rozrywany wewnętrznymi konfliktami kraj.

W ucieczce Mengystu pomogli Amerykanie, którzy liczyli, że zdołają w ten sposób doprowadzić w Etiopii do szybkiej zmiany warty i uniknąć bezsensownego rozlewu krwi.

Zbrodnie bez kary?

13 grudnia 1994 roku rozpoczął się w Addis Abebie proces prominentnych członków Dergu – zarówno tych schwytanych jak i tych którzy uciekli za granicę. Jednym z oskarżonych in absentia był Mengystu Hajle Marjam. Proces trwał ponad 10 lat i zakończył się w grudniu 2006. Mengystu został uznany winnym ludobójstwa i skazany zaocznie na dożywotnie więzienie, którą to karę etiopski sąd najwyższy zamienił w 2008 roku na wyrok śmierci.

Marne są jednak szanse, aby ten wyrok został kiedykolwiek wykonany. Mugabe od dawna konsekwentnie odmawia bowiem wydania Mengystu, który pozostaje jego ideologicznym pobratymcem i który w latach 70-tych wspierał kierowany przez obecnego prezydenta partyzancki ruch ZANU-PF, walczący z rządami białej mniejszości. Zafundował też „Czarnemu Stalinowi” luksusową willę w prestiżowej dzielnicy Harare, zapewnia mu całodobową ochronę oraz płaci jego pokaźne rachunki (np. swego czasu rachunek za telefon wynoszący 15 tysięcy dolarów). W zamian Mengystu służy okazyjnie jako doradca służb bezpieczeństwa Zimbabwe. W 2006 r. pomógł ponoć zaplanować operację brutalnego wysiedlenia 700 tysięcy mieszkańców slumsów których reżim Mugabe uznawał za zwolenników opozycji. Pewne doświadczenia są jak widać bezcenne.

73-letni Mengystu prowadzi dziś luksusowe, acz pustelnicze życie w stolicy Zimbabwe. Rzadko pokazuje się publicznie, a jeśli już to pod ścisłą ochroną i pistoletem u boku. To zapewne efekt wspomnień po nieudanym zamachu na jego życie, którego dwóch Erytrejczyków dokonało w 1995 r., gdy eks-dyktator udał się z żoną na spacer. Od momentu uzyskania azylu Mengystu tylko raz opuścił Zimbabwe. Było to w roku 1999, gdy musiał udać się na leczenie do sąsiedniej RPA. Szybko jednak opuścił ten kraj, gdy pojawiły się naciski na rząd w Petorii by aresztować Mengystu i oddać w ręce sprawiedliwości. Przedtem zdążył jeszcze udzielić wywiadu miejscowej gazecie, w którym wszystkie swoje czyny uznał za usprawiedliwione koniecznością modernizacji kraju. Obecnie większość czasu spędza w swej willi, gdzie ponoć dużo pije i okazyjnie bije swą żonę lub członków służby.

Niedawny polityczny przełom w Zimbabwe i będące jego efektem częściowe dopuszczenie opozycji do władzy może nieco skomplikować życie „Czarnemu Stalinowi”. Politycy Ruchu na Rzecz Demokratycznej Zmiany (MDC) zapowiadają bowiem podjęcie działań w celu jego ekstradycji do Etiopii. Wydaje się jednak wątpliwe, aby Mugabe wyraził na to zgodę, a nawet jeżeli, to Mengystu ma już ponoć na wszelki wypadek zagwarantowany azyl w Korei Północnej. Najwyraźniej ciągnie swój do swego.

Źródła:
Stéphane Courtois [et. al.], Czarna księga komunizmu, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2001.
Jonathan Clayton, Guilty of genocide: the leader who unleashed a 'Red Terror' on Africa, The Times, 13 grudnia 2006.
Martin Fletcher, Zimbabwe's MDC plan to extradite Mengistu Haile Mariam to Ethiopia, The Times, 5 lutego 2009.
Ethiopia honour victims of Mengistu purge, Independent Online, 7 marca 2010.
Mengistu Hailé Mariam, Trial Watch.
Profile: Mengistu Haile Mariam, BBC.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#52035

...i ponoć po terenach opanowanych przez komuchów (w Afryce) miał jeździć z sowieckim paszportem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------
http://jaszczur09.blogspot.com/

#52094

Ciekawe, o tym akurat nie słyszałem. Możliwe, dobrze im się w końcu przysłużył

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#52278

Ale zważywszy na autorytet jakim cieszył się Kapuściński i właśnie to, że bardzo, ale to bardzo dobrze przysłużył się komuchom swoim pisarstwem - nie zdziwiłbym się tym faktem.

O tym napisał całkiem niedawno na salonie Józef Darski, powołując się na Tomasza Mianowicza, któremu Kapuściński "zwierzał się" z tego po spożyciu pewnego niekoszernego napoju.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------
http://jaszczur09.blogspot.com/

#52610

Tutaj, u Czarnowidza: http://czarnowidz.salon24.pl/160139,kapuscinski-pozyteczny-idiota-czy-agent-wplywu#comment_2261158

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------
http://jaszczur09.blogspot.com/

#52639

Straszny potwór, nie ma co gadać. Dobrze, że ktoś o takich rzeczach pisze na blogach !

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------
http://jaszczur09.blogspot.com/

#52095