Reforma sprawiedliwa i demokratyczna cz. 2

Obrazek użytkownika miarka
Kraj

Kontynuacja rozważań o koniecznych reformach Państwa.

 4.  Wrócić do myślenia propaństwowego w kategoriach dobra wspólnego.

Wciąż trwający zamach na demokrację trzeba postrzegać jako odejście od idei dobra  w ogóle i dobra wspólnego Narodu - idei dla człowieczeństwa i życia pierwszoplanowej, spojonej z jego naturą, idei definiującej politykę w ogóle jako jej służebną. Znaczy to, że bez tego zaczyna być uprawiana antypolityka – działanie i zaniechanie działań w interesie samej samozwańczej, uzurpatorskiej „klasy politycznej”, czy korumpujących ją oligarchii.

Sednem zaś dzisiejszej antypolityki jest stanowienie prawodawstwa w oparciu o „prawo kaduka”, czyli z „legitymacji” widzimisię aktualnego kacyka, czy „kacyka zbiorowego” w postaci „układu trzymającego władzę” (np. zmowy okrągłostołowej, spisków masońsko-luminackich, czy korporacyjno-syjonistyczno-globalistycznych).

Dobro wspólne bowiem, to samo sedno życia publicznego, sens i cel istnienia nie tylko wspólnoty, ale i w ogóle polityki każdej społeczności, a więc i podejmowania działań planowych. Zamach na niego zawsze prowadzi do tyranii z faszystowską na czele.

Dobro wspólne to to, co w procesie państwotwórczym przodkowie nasi  od ust sobie odkładali, aby je gromadzić dla realizacji wspólnych celów, realizacji zadań niemożliwych do wykonania wysiłkiem własnym, czy nawet rodziny, zadań zwłaszcza związanych z bezpieczeństwem i przetrwaniem Narodu, jego niepodległością i suwerennością, podnoszeniem jakości kultury życia, wychowania potomstwa na godnych kontynuatorów swojego dzieła.

To to, o czemu  później ustanawiali granice, których strzegli przed wrogami, nie szczędząc krwi i innych ofiar, co wciąż rozwijali swoją pracą, utrzymywali w sprawności, na czy budowali swoją dumę swój rodowód, swoją tożsamość, swoją gwarancję bycia sobą i u siebie.

Bez idei dobra i dobra wspólnego nie istnieje i wspólnota, i sprawiedliwość wspólnotowa i sprawiedliwość w ogóle (można mówić jedynie o praworządności rozumianej jako równowaga praw i obowiązków), a więc i nie ma spojrzenia na relację system polityczny - polityka od strony siły duchowej i duchowych potrzeb i wartości ludzkich.

Bez idei dobra wspólnego praktycznie zostałyby zniesione wszelkie zasady regulujące funkcjonowanie władzy, podważona zostałaby wszelka pewność i trwałość bytów nie tylko politycznych, ale i ludzkich, wszelkie bezpieczeństwo na rzecz patologicznej samowoli i ręcznego sterowania wszystkim przez grupę trzymającą władzę (grupę oligarchów, grupę patrzącą na relację system polityczny) – polityka od strony siły materii i realizowana by była wyłącznie w interesie materialnym silniejszych.

I trzeba zauważyć, że to się dziś dzieje - oligarchie starają się zawłaszczać dobra wspólne narodów, a "prawa dźungli", "prawo silniejszego" zyskuje nawet uznanie prawodawców i sędziów. Uzasadniane lewacko i praktycznie egzekwowane prawodawstwo to wspieranie przemocy i terroru aktualnie silniejszych literą „praw”.

Polityka bowiem, gdy jest widziana od strony materii (siły, prawa, ekonomii, interesu, zysku), to polityka wyzbyta duchowości, polityka nieludzka, bezduszna, polityka nawet dopuszczająca  ingerencję władzy i prawodawstwa w samo sedno człowieczeństwa, w ludzkie wartości, ich definicje i hierarchię. Pod jej wpływem zaczyna się zabijająca ludzką wrażliwość i uczuciowość oraz sumienie interesowność i egoizm, poprzezedzające kierowanie się sprawiedliwości, a więc i sprawiedliwości wspólnotowej, czyli demokracji, względami na osobę, czyli cynicznym i obłudnym relatywizmem moralnym uzurpatorskiej władzy chcącej „ręcznie” decydować w kwestiach tego relatywizmu, interpretować to, co już ma być rangi nadrzędnej nad prawodawstwem, czyli moralność samą.

 

5. Powstrzymać patokrację.

Cały ten stan promocji oligarchii i republikanizmu przedchrześcijańskiego wyrodził się już w ideologię faszyzmu – korporacjonizmu-syjonizmu-globalizmu z potężnymi mechanizmami ekonomiczno-gospodarczymi zmierzającymi do zawłaszczenia przez oligarchię wszystkiego w świecie co ma wartość własności i władzy, zawłaszczenia dla nich samych w sobie jako dających zawłaszczycielom pozycję „nadczłowieka”.

Ci zawłaszczyciele wyraźnie zmierzają do zamknięcia się w typowym dla tego stanu spojrzeniu antropologicznym, spojrzeniu obserwatora wyłączonego z procesów życiowych, spojrzeniu typowego „lalkarza” z horrorów, manipulatora ludźmi pozbawionego ludzkiej wrażliwości i sumienia, mordercy „w białym kołnierzyku” z długopisem, klawiaturą lub strzykawką. Manipulatora dla którego Bóg żywy i jego żywi wyznawcy są zawadą i przedmiotem najzawziętszego zwalczania.

Sprawiedliwość po każdym jej naruszeniu musi być przywracana (dotyczy to i każdego z elementów sprawiedliwości, w tym demokracji), a wynikające z niej prawodawstwo korygowane ku większej skuteczności.

Naruszający sprawiedliwość życia publicznego, zwłaszcza wspólnotowego, musi być zawsze powstrzymany przed dalszym jej naruszaniem i ukarany nie tylko z siłą powodującą poczucie nieopłacalności powtarzania prób krzywdzenia innych, ala i z siłą rachunku ekonomicznego wynikającego z kary natychmiast i nieuchronnie wymierzanej, a przysparzającej mu strat nawet większych jak potencjalna korzyść, gdyby nie został zdemaskowany, a zarazem siłą odstraszającą potencjalnych naśladowców.

Tu niestety, ale trzeba i dopuścić w pierwszym etapie przywracania sprawiedliwości i karanie niewinnych (na tym etapie zasada domniemania niewinności jest bezużyteczna), jeśli jest pewność, że w grupie podejrzanych jest winny – żadna bowiem zbrodnia nie może pozostać bezkarna, a ślad zbrodni zatarty. Sama bowiem bezkarność jest źródłem najgorszych patologii.

W szczególności dotyczy to wszelkich osób powiązanych z systemem władzy, a zwłaszcza wymiaru sprawiedliwości, który nie tylko że wymaga gruntownego oczyszczenia, ale i zawsze musi pozosawać godnym zaufania, wolnym od wszelkich podejrzeń stronniczości, czy szukania korzyści własnych. Żadna zbrodnia nie podlega immunitetom ani zwlekaniu z sądem, np. motywowanym kadencyjnością czy „niezawisłością” (nie podleganiu wieszaniu za zbrodnie od korupcji urzędnika państwowego w górę). Jak tylko będzie możliwość suwerennego sądzenia, wszelkie zbrodnie od czasów II Wojny Światowej będą musiały zostać sprawiedliwie osądzone, włącznie z sądowymi.

 

6. „Państwo prawa i sprawiedliwości”.

Można mówić o „państwie prawa”, czy „państwie prawnym”, z tym, że od razu i zawsze precyzować trzeba, że to „prawo sprawiedliwe”, a więc służebne i ludzkim wartościom wyższego od sprawiedliwości rzędu.

W szczególności bowiem, bez tego porządkującego zastrzeżenia, można niestety łatwo popadać w konflikt między sprawiedliwością a praworządnością.

Nazwa „Państwo prawa i sprawiedliwości” jest prawidłowa i powinna być używana w miejsce używanego jeszcze, ale mylącego zwrotu „Państwo prawa”, sugerującego, że to prawo już chroni sprawiedliwych, dobrych i zmierza ku demokracji, a to już przestaje być regułą.

Sama „praworządność” jest potrzebna tylko przy rozstrzyganiu spraw w których kolidują interesy – zwykle chodzi o inne rozumienie zawieranych umów lub zmianę dobrej woli. To królestwo klasycznie rozumianej Temidy (tej z zawiązanymi oczami, aby nie mieć względu na osobę i z mieczem do szybkiego i surowego egzekwowania wyniku ważenia praw i obowiązków na oddzielnych szalkach wagi).

Tam, gdzie wchodzą w rachubę ludzkie wartości konieczna w rozstrzyganiu sporów jest sprawiedliwość (na wyższym poziomie ludzkich wyborów, a więc i możliwych konfliktów konieczną jest prawość, na jeszcze wyższym moralność...). Zwykle chodzi o inne rozumienie  trwającej umowy społecznej dotyczącej ładu życia publicznego lub zmianę dobrej woli, albo przyjęcie postwy pasożytniczej, a nawet patologicznej.

Podejmowana systemowa reforma musi to rozdzielić i zastrzec nieingerencję władzy politycznej w sfery ludzkich wartości, sfery tego, co jest i nad nią nadrzędne – w końcu władze państwowe tylko reprezentują naród, który sprawuje nad nimi władzę zwierzchnią (ma sprawować, co mu na razie oligarchie utrudniają).

Rozdzielić stanowczo – tak że sprawa jest albo rozstrzygana w trybie sprawiedliwości (satysfakcja moralna, z uwięzieniem przestępcy lub przymusowym leczeniem patologii sprawcy włącznie, ale z dążeniem do przywrócenia panowania sprawiedliwości, co oznacza i rezygnację z dochodzenia odszkodowań, czy zadośćuczynień materialnych), albo praworządności (satysfakcja materialna). Rozdział spraw karnych od cywilnych to za mało.

 

7. O szkodliwości równouprawnień.

Dwie rzeczywistości  zwykle nie mogą być równouprawniane. Gdy zostają, a ma to mieć sens, dotyczy to sytuacji różnych dróg do tego samego celu przy zgodności strony moralnej alternatywnych postaw. Równouprawnianie musi przechodzić uczciwy proces synchronizacji postaw w zakresie moralności, prawości i sprawiedliwości. To to samo jak z podłączaniem elektrowni do sieci energetycznej – podłączana, czyli równouprawniana musi się dostroić dokładnie do parametrów sieci.

Dawanie się tu wmanipulować w równouprawnianie zwykle powoduje od razu katastrofę, albo oddaje faktyczną przewagę stronie niemoralnej, a silniejszej, nie mającej innych hamulców dla swoich działań i zaniechań jak „prawne”, a motywacji innych jak interesowne, zwłaszcza materialnie i osobiście, często zupełnie niszcząc stronę słabszą.

 Takie tragiczne skutki daje np. równouprawnienie tego, co „w drodze” z tym, co posiadane (aż po piramidy finansowe wynikającego z „lewarowania” przez banki (i zawłaszczanie przez nie owoców tego, podczas kiedy to państwa i obywatele ponoszą całe tu ryzyko i koszty inflacji i kryzysów z tytułu „baniek” niespłacalnych kredytów i fikcyjnego zadłużenia państw (zasada działania lewara jest taka, że tylko siły trzeba mniej, aby wykonać daną pracę, ale zużycie energii jest takie samo, jak i bez lewara. W  „lewarowaniu” przez „banksterów” energii przybywa (jako że tu sumy pieniędzy i długów przybywa, a banksterzy zarabiają na każdej operacji, niezależnie od jej efektu), jest to więc oszustwo.

Dziś poziom długów wielu państw z tego tytułu praktycznie przekroczył możliwości ich spłaty – bez tego trzeba by ogłosić powszechne niewolnictwo zaczynając od USA.  W historii takie długi co 7 lat były umarzane. 

Lichwa zawsze jest niemoralnością, oszustwem, złodziejstwem i pasożytnictwem niezależnie od prawodawstwa, ale kiedy prawodawstwo to sankcjonuje, to znaczy, że i prawodawcy są niemoralni, są oszustami, złodziejami i pasożytami – przestępcami najgorszymi. Kto więc ma ogłosić to umorzenie?

To to samo co np. równouprawnienie monopolu i regulacji państwowych pod lobbingi korporacyjne z wolną konkurencją;

równouprawnienie własności z posiadaniem;

dóbr wspólnych narodu z dobrami prywatnymi obywateli (normalnie sens mają przy dobrze funkcjonującej sferze dóbr wspólnych narodu, a nie w konkurencji do nich, bo to jednak cały naród ponosi koszty stabilizacji i bezpieczeństwa całej przestrzeni gospodarczej, więc sytuacja, kiedy tu ktoś kręci swój prywatny biznes odbywa się kosztem narodu, jest więc pasożytnictwem i kradzieżą);

 potrzeby z wartością czy wartości wyższego i niższego rzędu (w danym czasie i miejscu, aż po potraktowanie czegokolwiek na tym świecie jako wartości samej w sobie);

nie tak dawno przeżywane (i dotąd nie rozliczone, nie osądzone nawet (zapewne z powodu zaangażowania w ten proceder „wymiaru sprawiedliwości”) równouprawnienie rubla i rubla transferowego (i samouwłaszczania się na tym komunistycznej nomenklatury, dotychczas nierozliczonej, a z blokowaniem tego przez spisek Okrągłego Stołu);

równouprawnienie  bankowości inwestycyjnej z pożyczkową, a państwowej z komercyjną, albo i

przestępczości zorganizowanej z indywidualną (przez co ta większa jest praktycznie nie zwalczana), a nawet

ideologii z religią (w jednym ze stanów USA nawet satanizm z religią sobie zrównali – a więc ta zaraza jest zdolna się rozprzestrzeniać – zresztą i islam judaizm syjonistyczny są bardziej ideologiami, i to faszystowskimi, jak religiami, a lewactwo chce u nich widzieć tylko religię).

Możliwości równouprawnień są ogromne – bo dziś, zgodnie z „literą prawa” na wszystkim można kręcić biznes, na wszystkim oszukiwać – wszędzie uzasadniać prawo bytu, a zaraz za tym ustanawiać i „prawo niebytu” z argumentacją, że to  „dla naszego dobra”

- ustanawiać równość  kobiety i mężczyzny, prawdy i fałszu, reguły i wyjątku, bytu i funkcji, istnienia i abstrakcji, formy i treści, wojny i pokoju, życia i śmierci.

Nadto niekompetentych, niedouków i ignorantów z fachowcami i doświadczonymi; teoretyków z praktykami ;

zasłużonych z rozwojowymi, wzrastającymi;  dobrych ze złymi;  

głupich z mądrymi (jeszcze można przy rozdzielaniu jabłek przez matkę między dzieci na podwieczorek, ale nie nagród za wykonaną pracę, bo te już muszą i wyrażać sprawiedliwość i motywować do prac następnych).

Wszystko to służy czynieniu z wybranych OSTATNIE OGNIWA EWOLUCJI, WYBRANYCH NA KONSUMENTÓW TEGO CO NAJLEPSZE, a POZYCJĘ jedynych pośredników i dystrybutorów dóbr limitowanych (z czasem wszystkich),  kosztem niszczenia i zniewalania wobec pozostałych, nie posiadających tego przywileju, z obowiązkiem jej respektowania. Razem służy to stanowieniu systemu pasożytniczego, niezależnie od tego, co nam chcą wmawiać.

Że to niemoralne, niesprawiedliwe i niedemokratyczne a nawet samozatraceńcze i ludobójcze wobec  ludzkości tłumaczyć nikomu nie trzeba. Że to obłęd dysponujących wystarczającymi środkami przemocy i strachu – też. Że musimy to powstrzymać my – oj, tu chyba już będzie wielu takich, co spyta: „A czemu ja???”

 

Ten stan zagubienia moralnego skutkiem błędnego wyniesienia prawa ponad moralność tak w życiu osobistym, jak publicznym dotyczy nie tylko Polski, ale i UE i całej cywilizacji zachodniej - powoduje w ogóle jej wciąż narastającą niezdolność do przetrwania w nadchodzącej  konfrontacji z cywilizacjami mniej zaawansowanymi i duchowo, i technicznie, ale zachowującymi zdolność do działań wspólnych. 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:7)

Komentarze

Czyni z katolików ofiary

Powrót do dekalogu Prawa

Sprawi że nie będzie bezprawia

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1500551

Owszem, z naszej, katolików z jednoczonych z Narodem i potrzebami Państwa strony nie będzie, natomiast tym większy będzie nasz lament, jako "niewinnie krzywdzonych ofiar bezprawia".

Bo bezprawie bierze się z niekarania zła (a to nawet jest grzechem). Każda bierność wobec zła to grzech. Ludzi mamy kochać, bo każdy ma w sobie jakąś cząstkę dobra, ale zła mamy nienawidzić, obronę konieczną stosować zwłaszcza osób kochanych przed tymi, co chcą je krzywdzić.Każdy grzesznik musi być napominany (oczywiście tylko z naszego, katolickiego grona. 

Najpierw mamy budować ład naszego życia publicznego moralny, pźniej walczyć o prawość i sprawiedliwość, "łaknąć i pragnąć sprawiedliwości, a dopiero później martwić się o prawodawstwo, aby wspierało naszą przywróconą sprawiedliwość i obronioną moralność.

Przed nami ciężkie boje wymagające działań zjednoczonych.

Modlitwy też, ale we wspólnotach.

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1500555

Nienawiść nic dobrego nie przyniesie

Najwyżej znajdziemy się ciemnym lesie

Odpowiedzialność dla wszystkich za czyny

Niech się poczują do spełnionej winy

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1500647

"Nienawiść nic dobrego nie przyniesie"

I o to chodzi, żeby niczego nie przynosiła. Ma jedynie powodować nasze odcięcie się od zła, tak dla nas, jak i dla osób przez nas kochanych.

Dlatego, nienawidzimy zła, że kochamy dobro i chcemy dobra dla kochanych dobrych osób (a choć w różnym stopniu, to dobre są wszystkie, z wyjątkiem szatana - zła wcielonego i jego demonów), a nie chcemy żeby zło im szkodziło.

To jest istota nienawiści zła - nie chcemy, żeby szkodziło osobom przez nas kochanym, prawdziwie kochanym osobom dobrym.

Ona nie ma nic przynosić - ma tylko je strzec.

Kochamy - to i chcemy to chronić, aby żyło i wzrastało w wolności od zła.

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1500656

Ten cyniczny i obłudny relatywizm moralny ,o którym wspominasz ,nas niszczy. Zabija rodziny,narody ,wspólnoty , nawet niepoprawnych . To on właśnie,jak piszesz, czyni ze zwykłych zjadaczy chleba, „nadludzi” czy „nadadminów” .
Dalej piszesz.....”przywrócić sprawiedliwość”...jak? Wydaje się to niemożliwe, gdy żyje się w stanie grzechu ciężkiego. Brnie się ciągle w nowe idiotyzmy albo tematy poboczne. „Ten stan zagubienia moralnego skutkiem błędnego wyniesienia prawa ponad moralność tak w życiu osobistym, jak publicznym dotyczy nie tylko Polski, ale i UE i całej cywilizacji zachodniej”.... Słusznie prawisz ale ciężkie boje ,które przepowiadasz, wydaje mi się ,będą dotyczyć raczej decyzji osobistych, walki z własnymi wadami i nieporządkiem moralnym a nie działań wspólnotowych.
Pozdrawiam.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1

Verita

#1500586

Witam

”przywrócić sprawiedliwość”...jak? Wydaje się to niemożliwe, gdy żyje się w stanie grzechu ciężkiego.

Problemy sprawiedliwości to problemy duszy. Dokładnie to jej zwrotu ku duchowi dobremu. To od tego trzeba zaczynać. Oczywiście zanim się zacznie, trzeba poznać prawdę o swojej rzeczywistości i to nie tylko osobistej, ale i wspólnotowej. A gdzie jest ta prawda jedyna?

 

Brnie się ciągle w nowe idiotyzmy albo tematy poboczne 

Oczywiście, że grzech ruinuje całą naszą duchowość, bo pogrąża w kłamstwie i nieświadomości rzeczywistości. A poznanie, to nasz największy skarb. To zdolność rozróżniania dobra i zła - i wyboru dobra to źródło naszej mocy, naszej prawości. To tu nas najboleśniej uderza lewactwo, że podsuwa nam bałamutne argumenty z grupy praw, materi, czy przyjemności albo władzy wszelką ideologię, czyli fałszywe idee, by nas odwodzić od tego, co dla nas najbardziej ważne.

 

 „Ten stan zagubienia moralnego skutkiem błędnego wyniesienia prawa ponad moralność tak w życiu osobistym, jak publicznym dotyczy nie tylko Polski, ale i UE i całej cywilizacji zachodniej”.... Słusznie prawisz ale ciężkie boje ,które przepowiadasz, wydaje mi się ,będą dotyczyć raczej decyzji osobistych, walki z własnymi wadami i nieporządkiem moralnym a nie działań wspólnotowych".

Widzę, że myślisz podobnie jak Jacek, że tak powiem "oddusznie", "odprawnie", a nawet "odmaterialnie". To też jest potrzebne, ale nie dla zaczynania. Dla zaczynania, to nam trzeba spojrzenia "odduchowego", porządkującego, moralnego - i to szczególnie dotyczącego morale wspólnotowego, zwłaszcza prorodzinnego i propaństwowego, dobitnie pronarodowego, patriotycznego.

​Problemy własnych, osobistych wad i nieporządków muszą poczekać. Jest zasada, podstawowa zasada moralności, że o dobru osobistym, o potrzebach sięgających dalej jak absolutnie konieczne do spełniania swoich podstawowych funkcji społecznych to się myśli dopiero po zaspokojeniu potrzeb dobra wspólnego i jego obrony przed wrogami. To z niej wynika koniecznośc samoobrony - naszego życia i innych powołań,zwłaszcza wolności, oraz własności tego, co nam niezbędne do suwerennego bytu i zdolności przetrwania w swojej tożsamości, swoim byciu sobą i u siebie.

A jesteśmy w stanie  wojny - wojny podstępnej, bo niewypowiedzianej nam wprost, tylko cichej, postępnej, wewnętrznej - ze zdrajcami, agenturą i wrogą propagandą sączoną nam od wewnątrz, wojny szczególnie podstępnej, skrywającej się za maską fałszywego pokoju i fałszywych przyjaźni.

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1500618

Dobrze cię znów widzieć wśród żywych.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1500657

Witam

Rzeczywiście, trochę słabowałem, ale już się rozkręcam.

Dziękuję i pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1500674