Na co komu dziś stan wojenny

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Dziadek Łukaszka poszedł do marketu zagrać w totka. Kiedy wracał, pod marketem spotkał pana Sitko i panią Sitko. Pan Sitko niósł w siatce butelki wina.
- Ty pijusie - powiedziała pani Sitko do swojego męża.

- Jest oktawa rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, trzeba opić to smutne wydarzenie - powiedział pan Sitko pogodnie.
- Ty byś codziennie coś opijał - narzekała pani Sitko.
I tak sobie szli i rozmawiali aż niepostrzeżenie weszli na parking. Tam o mało nie wpadło na nich białe kombi z kratką prowadzone przez młodego, dynamicznego przedstawiciela handlowego.
- Jak łazicie! Tu jest parking! - darł się przez okno przedstawiciel handlowy.
- Trzeba uważać jak się jeździ! - obruszył się dziadek Łukaszka. - Pan jeździsz jak czołg w stanie wojennym!
Młody, dynamiczny przedstawiciel handlowy, zaparkował i wysiadł. Wziął torbę, teczkę i laptop i zginając się na bok poczłapał za nimi.
- Co pan mi z tym stanem wojennym?! - krzyczał z tyłu. Dziadek nie zdzierżył i został. Pan Sitko zatrzymał się i widać było, że też ma ochotę podyskutować. Pani Sitko prychnęła gniewnie i poszła szybko w stronę bloku.
- Zimno - rzekł obłudnie pan Sitko i otworzył jedno wino.
- Co pan mi z tym stanem wojennym?! - młody przedstawiciel handlowy już ich dogonił. Jego ego nadal nie mogło przeboleć, że musiał ustąpić pieszym na parkingu. Dziadek Łukaszka zaczął mu tłumaczyć, ale on tylko machał ręką.
- To jest przeszłość, polityka. panie, co to mnie obchodzi? Na co komu dziś stan wojenny? Ja się urodziłem ileś lat po, co mnie obchodzą jakieś teleranki, koksowniki, internowania?
Dziadek Łukaszka umilkł. Słychać było tylko jak wino bulgocze w przełyku pana Sitko.
- To wszystko polityka - machał ręką młody przedstawiciel handlowy. - Mnie to nie interesuje. Na wybory nie chodzę. Mam to wszystko gdzieś. Ja historii do garnka nie włożę!
- Widzi pan - powiedział pan Sitko ocierając usta rękawem. - Ja kiedyś pracowałem.
Dziadek Łukaszka był w głębokim szoku.
- Ja kiedyś pracowałem - kontynuował pan Sitko od czasu do czasu zwilżając gardło trzymanym w ręce winem "Cnota sołtysówny". - I wybierali u nas radę pracowników. To nasz dział też powiedział, że mamy to gdzieś i nie wybieraliśmy. I nikt od nas się tam nie dostał.
- I co? - zainteresował się przedstawiciel handlowy.
- I jak się zaczęły zwolnienia, to nas jako pierwszych pozwalniali - westchnął pan Sitko. - Dyrekcja tłumaczyła, że wszystko było konsultowane z radą pracowników. Od tej pory zawsze chodzę na wybory.
- No i widzi pan, młody pan jest, może się pan jeszcze nauczy... - zaczął dziadek Łukaszka.
- Ale co pan, przecież u nas w korporacji nie ma rad pracowniczych - wstrzelił się młody przedstawiciel handlowy.
- ...albo i nie nauczy - dokończył dziadek.

Ocena wpisu: 
1
Twoja ocena: Brak Średnio: 1 (1 głos)