Nasz sklep rybny będzie respektował wyroki TK!

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

- Nie grymaś - ofuknęła wnuka babcia Łukaszka. - Ryba jest zdrowa.
- Tak, ale to już przesada! - wybełkotał Łukaszek. - Ile tego można?!
- Od trzech dni jemy tylko rybę - poparł go tata Łukaszka.
- Pasta rybna, zupa rybna, paluszki rybne - wyliczała siostra Łukaszka na ślicznych paluszkach.
- Hm - zastanowił się dziadek Łukaszka, podszedł do lodówki i ją otworzył. - Tu też same ryby. A gdzie ona poszła?
- Po zakupy - poinformował z sarkazmem tata Łukaszka. - Do rybnego.
- Ryby są zdrowe... - próbowała jeszcze babcia Łukaszka, ale jakoś tak bez przekonania.
Szczęknął zamek, otworzyły się drzwi i do mieszkania weszła mama Łukaszka.
- No hej! - zawołała radośnie od progu. - Co tak siedzicie i się patrzycie? Właśnie z zakupów wróciłam!
- A co kupiłaś? - spytała z nadzieją w głosie siostra Łukaszka.
- Rybę!
Rozległ się masowy stukot opierania czół o blat stołu.
- Co, coś się nie podoba? - nadąsała się mama. - Możemy się różnić, tak jak różnią się Europejczycy od skretyniałych kanibali, ale różnijmy się pięknie! Chyba niezależnie od sympatii i przekonań zgodzimy się, że ryby są zdrowe...
- Od nadużywania lekarstw można umrzeć! - zawołał Łukaszek.
- Kto to ci powiedział? Lekarz?
- Nie, ksiądz katecheta na religii.
- Co on tam się zna na lekach albo leczeniu.
- Jego szef potrafił wskrzeszać z martwych!
- Jak już mówimy o apostołach i Jezusie, to co było ich symbolem? - spytała podstępnie mama Łukaszka i z zadowoleniem rzuciła siatki z zakupami na stół. - Ryba!!!
Hiobowscy ogarnęli spojrzeniem ilość zakupionych wiktuałów i wydali z siebie cichy jęk rozpaczy.
Wieczorem, kiedy mama Łukaszka zamknęła się w łazience reszta rodziny zrobiła szybką naradę.
- ...padło jej w końcu na mózg, mówię wam... - świszczała konspiracyjnie babcia Łukaszka.
- Szsz! - tata Łukaszka rozejrzał się zaniepokojony. - Ona może nas usłyszeć!
- Nie usłyszy, goli nogi, nie słyszycie? - uspokoiła ich siostra Łukaszka.
- Za tymi rybami coś się musi kryć - upierał się Łukaszek. - "Wiodący Tytuł Prasowy" nie nakazał jakiejś akcji typu "Jedz rybę aż upadnie rząd" albo coś takiego?
- Nic takiego, sprawdziłem - rzekł dziadek.
Hiobowscy spojrzeli na niego zdumieni.
- Jak? Kiedy?
- Trzeba było uważać - dziadek zrobił dumną minę.
- Nic nie zauważyliśmy...
- Bo ja się skradam jak tygrys...
- Raz w życiu widziałam jak żeś się skradał jak tygrys - wtrąciła kpiąco babcia. - Z dworku do czworaków...
- Mówi się: na czworakach - przerwała jej siostra Łukaszka.
- Skradać się nauczyli mnie w partyzantce - zaperzył się dziadek.
- Ciekawe w której - mruknęła babcia.
- W tej lepszej.
- Ach, w tej co w czasie wojny stała z bronią u nogi...
- Nie, w tej co w czasie wojny strzelała - i dziadek dodał po namyśle:
- I po wojnie też.
Jak dziadek taki partyzant - zauważył Łukaszek. - To niech wytropi ten sklep do którego chodzi mama.
- Ach ty i te twoje teorie spiskowe - skrzywiła się babcia. - A jeśli to wiele sklepów?
- To niech dziadek tropi, ma w końcu czas.
- Jeszcze czego - skrzywił się dziadek. - Nie będę robił z siebie idioty tylko dlatego, że...
- Wiedziałem, że nie da rady - prychnęła babcia.
- Ja nie dam rady?!
I gdy dziadek zobowiązał się, że wytropi wszystkie sklepy, dyskusja się zakończyła.
Nazajutrz okazało się, że tropienie trwało zaledwie siedem minut i zakończyło się pod osiedlowym sklepem rybnym. Na oknie sklepu wisiała kartka z napisem: "Nasz sklep rybny będzie respektował wyroki Trybunału Konstytucyjnego!".
Dziadek zawrzał gniewem, nacisnął klamkę i wszedł do środka. Wewnątrz była sprzedawczyni i kilka osób przed ladą, w tym i mama Łukaszka.
- Jemu nic nie sprzedawajcie! - zapiszczała mama Łukaszka. - On nie respektuje wyroków Trybunału!!
- Co mają wyroki do sprzedaży ryb? - wzruszył ramionami dziadek.
- A mają proszę pana, i to dużo! - sprzedawczyni ujęła się pod boki. - Bo jeśli pan uważa, że Trybunał nie miał racji orzekając w sprawie krzywego płotu na posesji w Pawełkowicach, to ja panu nawet kawałka miruny nie sprzedam!
- A ja nie chcę kupić! - odkrzyknął dziadek. Potem poszedł na sąsiednie osiedle. Tam też był sklep rybny. Na szybie miał kartkę "Nasz sklep rybny nie będzie respektował wyroków Trybunału Konstytucyjnego!", a w środku było znacznie więcej osób.
Dziadek zajrzał do sklepu i zapytał o....
- ...o rybę? - spytał domyślnie pan sprzedawca.
- Nie proszę pana, już mam dosyć ryby po dziurki w nosie. Szukam sklepu rybnego, którego nie będzie obchodził Trybunał.
- To takiego pan nie znajdzie. Są albo takie, które respektują jego wyroki, albo takiego, które ich nie respektują. Innych nie ma.

--------------
Przede wszystkim: jest trzeci tom! ]]>http://www.wydawnictwo-lena.pl/brixen3.html]]>

]]>https://twitter.com/MarcinBrixen]]>
]]>https://pl-pl.facebook.com/marcin.brixen]]>
]]>http://kaktus-i-kamien.blogspot.com]]>

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (15 głosów)