Masz czy nie masz?

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

- Witam, zaczynamy lekcję - przywitała czwartą a młoda pani od polskiego. - Zaczniemy od sprawdzenia zadania domowego.
Czwarta a przypadła do blatów ławek, wszyscy udawali, że ich nie ma.
- Hiobowski!
Rozległo się kilkadziesiąt westchnień ulgi i jeden jęk rozpaczy.
- Masz zadanie domowe? - zapytała pani.
- Maaaaaaaaaam... - odpowiedział powoli z namysłem Łukaszek.
- Masz zrobione?
- Maaaaaaaaaam...
- Z polskiego?
- Maaaaaaaaaam...
- To czytaj.
Łukaszek wstał, otworzył zeszyt i trzymał go przed sobą w wyprostowanych rękach. I choć obracał nim w lewo i w prawo zadanie domowe się w nim nie pojawiało.
- Nie masz? - zapytała pani.
- Mam - oburzył się Łukaszek. - Tylko... E...
- Tylko co?
- Nie mogę przeczytać.
- Czyli nie masz - westchnęła pani i sięgnęła po długopis.
- Mam!
- No to czytaj.
- Ble... ...zaz... ...wym... ...ole... ...ni... ...edy - mamrotał Łukaszek.
- Hiobowski!!! Bez wygłupów!!!
- Gardło mnie boli, nie dam rady.
- To daj koledze zeszyt.
- Nie da rady odczytać mojego charakteru pisma.
- Za co mnie Bóg pokarał tą klasą?! - jęknęła młoda pani od polskiego. - Przynieś mi ten zeszyt.
- Nie mogę, noga mnie boli!
- Hiobowski! Ostrzegam cię, że jak ja podejdę to będzie źle.
- Ale ja naprawdę...
Pani wstała zza swojego biurka i podeszła do stolika Łukaszka. Łukaszek runął ciałem na blat zakrywając zeszyt.
- Daj mi swój zeszyt.
- Nie dam! To moja własność!
- Jak to twoja?
- Czy jest ten zeszyt? Szkoły? Pani?
- No, twój...
- No właśnie. Mój!
- Daj mi go, chcę zobaczyć twoje zadanie.
- A ma pani nakaz?
- Jaki nakaz? - młoda pani od polskiego osłupiała.
- No, chce pani zająć prywatną własność. Do tego trzeba mieć nakaz. W telewizji tak mówią...
- Acha... - młoda pani od polskiego wróciła na swoje miejsce i sięgnęła po dziennik. - No niestety, Hiobowski, jestem zmuszona postawić ci ocenę niedostateczną.
- Ale za co?!
- Za brak zadania domowego.
- Ale ja je mam!
- Nie ma na to dowodów - pani zrobiła smutną minę. - Aby postawić ci dobrą ocenę, muszę się z nim zapoznać. Nie przeczytałeś go, bo boli cię gardło. Nie dałeś go kolegom do przeczytania, bo nie przeczytają twojego charakteru pisma. Nie pokazałeś mi go. Twierdzisz, że masz do tego prawo. Ale ja tym samym nie mam dowodu na to, że twoje zadanie domowe istnieje.
I pani wpisała Łukaszkowi do dziennika laczka.
- O, co ja widzę! - zawołała pani. - Następną lekcją, jaką macie jest wuef. Hiobowski, po lekcji idziesz ze mną do szkolnej pielęgniarki. Boli cię gardło, boli cię noga. W tym stanie nie możesz ćwiczyć.
- Nie! - krzyknął zrozpaczony Łukaszek, bo na wuefie nie ćwiczyli tylko grali w nogę.
- Bez dyskusji. No to kto ma zrobione zadanie domowe. Maciej?
Gruby Maciek wstał i od razu przyznał się, że nie ma.
- Pani znowu będzie krzyczeć - szepnęła dziewczynka, która prawie zawsze odzywała się jako pierwsza.
Ale pani wcale nie krzyczała, tylko pokiwała głową i powiedziała:
- Uczycie się... To dobrze...

Brak głosów

Komentarze

 a garb sam wyrośnie...

maksymum punk(t)owe :-))

 

 

Vote up!
0
Vote down!
0

... to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

#52205