Przetrwanie w nirwanie

Obrazek użytkownika jasieńko
KawiarNIA

Tytuł może poszybował nieco za wysoko, ale chciałbym zwrócić uwagę na zagadnienie przetrwania - w jednym konkretnym celu - by przy najbliższej okazji nie było tak, że jedynym wyjściem będzie wzruszenie ramionami i „rzucenie w powietrze” zwrotu: „jak głosowałeś baranie, tak teraz masz”. Jednostki zawsze jakoś, gdzieś tam – przetrwają, gorzej z masą czyli narodem. Przetrwanie w masie będzie trudniejsze gdy nie będzie współpracy pomiędzy elementami masy i odwrotnie: łatwiejsze przy współdziałaniu. Dla przykładu o współdziałaniu na poziomie najniższym - w porównaniu do naszego - choć również świetnie zorganizowanym (Fascynujący świat mrówek, NŚ nr 5/2010), cytuję:

Pomimo iż mrówki te są małe [argentyńskie – przyp. J], kooperacja pomiędzy nimi nie daje żadnych szans innym gatunkom. Ocenia się, że w Stanach Zjednoczonych rocznie powodują one straty w wysokości około 750 milionów dolarów. Zdaniem naukowców są one jednym z najbardziej wpływowych (i destrukcyjnych dla rodzimego środowiska) gatunków zwierząt.

Po tym entomologicznym wstępie posłużę się małą obserwacją jaką zupełnie niechcący i niespodziewany zostałem obdarzony przez los. Obserwacja tego drobnego wycinka, bądź co bądź zorganizowanego, społeczeństwa polskiego, skutkowała równie niespodzianym atakiem na moją osobę nastrojem pesymizmu, a raczej czarne chmury zasłoniły mi horyzont nadziei... przed najbliższą próbą dla Polaków. To był taki skromny i niewymuszony sondaż przedwyborczy.

W ostatnią sobotę byłem poproszony o zastępstwo (z powodu choroby) z odpowiednim pełnomocnictwem na walnym zebraniu działkowiczów. Ponieważ doświadczenie (!) ostatnich lat wskazuje, że członkowie tej mikrospołeczności (ok. 450 osób) nie są w stanie zebrać się o jednej określonej godzinie, to na zawiadomieniu (listownym i z wyprzedzeniem!) podano dwa terminy: 15.00 i 15.30. I oczywiście w pierwszym terminie była garstka, reszta przyszła pół godziny później, ale co to za reszta skoro wszystkich była może ze setka. Reszta miała to głęboko... Być może, gdyby w zawiadomieniu napisano, że będzie ciasto i kawa, to przyszłoby więcej. Faktycznie, była tylko mineralna i słone paluszki. Już na samym początku pojawił się problem z wyborem kandydata na przewodniczącego zebrania... nikt nie chciał. W końcu przewodnicząca obecnego zarządu zaproponowała ubiegłorocznego... i dobrze, że się zgodził, bo w końcu ruszyło. Potem było jeszcze gorzej, gdy potrzeba było wybrać po 3 kandydatów do komisji: skrutacyjnej, wyborczej, uchwał i wniosków. Nikt się nie „palił”, nikt nikogo nie polecał. I ciekawe, że gdy w końcu kogoś „z tłumu wyciągnięto” to wszyscy ochoczo klaskali. A ile ciekawych (przykrych) rzeczy się dowiedziałem o tej społeczności, to już nie będę rozwijał i tylko wspomnę: kradzież wspólnego mienia, zupełne lekceważenie wspólnych zobowiązań (wynik podjętych uchwał) i wystawianie jak najgorszej opinii o sobie samych. Ten ostatni przykład chociażby... Wystąpiono z inicjatywą, w porozumieniu z lokalnym oddziałem PCK, by na terenie ogródków działkowych ustawić kontenery na zbiórkę starej odzieży itp. Wiadomo, zawsze znajdzie się coś jeszcze dobrego, a zbędnego, a działkowicze to ludzie dobrzy przecież, no więc, postawiono 2 kontenery. Po określonym czasie, w obecności przedstawiciela zarządu ogródków działkowych, ludzie z PCK otworzyli te kontenery. I wielki wstyd. Ubrania, zabawki przemieszane z workami suchych liści, chwastów, butelek, plastikowych śmieci... Zrezygnowano z tego pomysłu na następny rok.

To mała społeczność, wydawałoby się, że w jakimś sensie zgrana i bliska sobie, że coś ją łączy i jest w stanie kierować się tym co wspólnie ustalą i zadeklarują, że będą przestrzegać pewnych zasad i reguł, którymi powinni się kierować (tak sądzę) w życiu osobistym. No właśnie, może zbytnio ufamy innym, że zrobią to samo co zrobimy my, bo tak powinni zrobić, bo tak być powinno, bo tak nakazuje dobre wychowanie.

To było o ludziach raczej już starszych. A młodzi?

Młodych na działkach prawie nie ma, tu się grupują osobniki już spracowane. Młodzi są gdzie indziej, ale czasy też są inne i to też widać. Najmłodsze pokolenia (znowu uogólniam i mówię o masie) są coraz bardziej degenerowane: kulturowo, fizycznie i intelektualnie. Szczególnie w dużych miastach. Dziwnie to współgra z nowomową unijną, która jednocześnie wciska nam kit szermując hasłami typu: inteligentna Europa, potencjał innowacyjności czy ogniwo w globalnym łańcuchu wartości; że niby tym jesteśmy...

W świetle ostatnich informacji z trwającej kampanii wyborczej różnych kandydatów oraz skromny efekt działania Ruchu Kontroli Wyborów nasuwa się raczej wniosek pesymistyczny. Ostatnie 25 lat, ubranej w cudzysłów, wolności posłużyło wrogom Polski do rozwalenia mrowiska. Nie - do umocnienia, a do zniszczenia. Nawet nie jest ważne kto jest tym wrogiem, ważniejsze jest to, że w tym czasie zmodyfikowano nam instynkt przetrwania i staliśmy się w masie lawą stygnącą, a nie jak pisał wieszcz – lawą gotującą i kipiącą. Pojedyncze osobniki i grupki osób nie zmieniają ogólnego wrażenia. Jesteśmy w fazie schyłkowej co widać gołym okiem na przykładzie kolejnych wyborów.

Może lepiej zabrzmi: kolejnych wyrobów?

Bo przy takiej aktywności narodu – a może już tylko „narodu” - czyż nie doczekamy wyrobu prezydentopodobnego? Przecież o tym świadczy szereg ostatnich wyborów i kolejny rok sprawowania władzy przez Polską Zjednoczoną Platformę Obywatelską. Dlatego też wzorem (przytoczonym powyżej) małej społeczności działkowiczów, my jako społeczność wielka, bo 38 mln i w większości już starsza niż młodsza, także nie pójdziemy masowo na wybory i także nie będziemy szukać nowego prezydenta, tylko oklaskami pozdrowimy i przywitamy starego, zohydzonego i ośmieszonego bez umiaru, naszego kochanego Bronisława prezydenta. Nie ma to jak stary i wysłużony trep, wygodny zrudziały sweter czy ciągle ta sama stara śpiewka jako idealne wytłumaczenie wszystkiego.

Na walnym zgromadzeniu działkowiczów ludzie się nawet trochę pokłócili, ale żaden nie kwapił się do czynnego udziału we władzach, wszystkim pasowała bierność. Nikt się nie wychylał, każdy liczył na to, że ktoś za nich wszystko zrobi. Byli gotowi tylko z oklaskami, obojętne im było kto będzie we władzach i kto będzie im przewodził.

Ludzie, czy nie dotarło do was? Gdzie im będzie lepiej jak nie na starych śmieciach?

Bo przecież - który z prezydentów dał im, nam, taką możliwość śmiechu przez łzy?

Żaden. Ten jest najlepszy i czas to docenić. I nie zaglądajmy mu do czajniczka.

Trzeba – to ma wąsa, trzeba - to nie ma. Będzie trzeba - zapuści brodę.

My damy oklaski na stojąco i trochę się pośmiejemy. On sprzeda resztę.

Zostaniemy bez ziemi, lasów i tego co pod nimi. Ale z długami.

A my nadal w nirwanie. Sen to czy umieranie, czy może przetrwanie?

Organizuje się Francja, Hiszpania, Irlandia... nawet do mrówek nam daleko.

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.8 (głosów:9)

Komentarze

Ja bym to nazwał schamieniem jewroejskim.Nie tak dawno prowadziłem mały sklepik osiedlowy i przed nim stał kosz na smiecie tzw sklepowe;opakowania po lodach i np puste puszki po napojach,Otóz zaprzyjaznieni mieszkancy osiedla zaczeli masowo przynosić smiecie z domu pomimo ze po drodze był smietnik.Efektem ich zachowań było skasowanie kosza.Po dwóch dniach awantura gdzie jest kosz bo ktoś nie ma gdzie wyrzucić śmieci.Pytam tupet bezczelnośc czy skrajny przypadek debilizmu.Takie własnie mamy społeczenstwo,które chce aby było wszystko obok ale nie obok niego.Przystanek autobusowy przed domem bardzo chętnie ale autobus powinien się zatrzymywać pod oknami marciniaka a nie moimi.To jest w żaden sposób nie zrozumiałe ale tak to funkcjonuje i wniesek z tego wypływa jeden;polak musi czuć pałę nad grzbietem aby normalnie funkcjonować.Za komuny było społeczenstwo obecnie jest zlepek jednostek potrafiący się jakoś tam komunikować pomiedzy sobą ale tylko w podstawowych zagadnieniach.Zadnych zasad,uprzejmości do obcego człowieka a do starszej osoby to nie wspomne.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Jeszcze zaświeci słoneczko

#1470859