w Austrii Trybunał Konstytucyjny stoi po stronie prawdy...

Obrazek użytkownika gorylisko
Świat

W ostatnich wyborach prezydenckich w Austrii miały miejsce prawie cuda nad urną.

Oficjalnie wygrała lewica, przyczym okazało się, ze liczby się nie zgadzają...

oczywiście lewica macha na to ręka ale praica oddała sprawę do TK... i...

na razie jest mowa o "nieprawidłowościach" ale od poniedziałku TK zacznie

przesłuchania ponad dziewięćdziesiąt świadkóww sprawie fałszerstw... generalnie

twierdzono aż 573 275 możliwych nieprawidłowości... całkiem niezły rezultat. Efektem

może być powtórka wyborów prezydenckich w Austrii a to oznacza znowu wycie  

czerwonych wampirów... ciekawe, że ta sprawa jakoś nie za bardzo interesuje KE...

oni widzą nieprawidłowości w Polsce... jakie ? Zawsze coś się znajdzie...

http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=18254&Itemid=100 

 

http://wpolityce.pl/swiat/296945-sad-uniewaznil-wybory-w-austrii-a-co-zrobil-nasz-tk-po-rownie-dziwnych-wynikach-wyborow-samorzadowych-w-2014-r-nic

A co zrobił nasz TK po równie dziwnych wynikach wyborów

samorządowych w 2014 r.? Nic.


 

 Adam Sosnowski

 

 

W wiedeńskim drugim bezirku (drugiej dzielnicy) Wien-Leopoldstadt doszło

do rażących nieprawidłowości podczas wyborów na przedstawicieli dzielnicy.

Podobnie jak w przypadku wyborów prezydenckichposzkodowany był kandydat

prawicowej partii wolnościowej FPÖ (Freiheitliche Partei Österreichs), zaś

zyskał kandydat skrajnie lewicowych ZielonychFPÖ podała sprawę do 

Trybunału Konstytucyjnego, a ten uznał skargę za zasadną i nakazał

powtórkę wyborów.
Problemem były – tak samo jak w przypadku wyborów

prezydenckich – karty wyborcze. Podczas pierwszego ich liczenia

tuż po wyborach w październiku zeszłego roku okazało się, że głosów

jest o 82 mniej, niż oddanych kart wyborczych.Tydzień później policzono

je jeszcze raz – a wtedy nagle okazało się, że jest o 23 głosów więcej,

niż oddanych kart wyborczych!
 Ten właśnie wynik potwierdziła kontrola

wiedeńskiego Trybunału Konstytucyjnego.
„Nie ma żadnych wątpliwości,

że stwierdzone nieprawidłowości złamały wiedeńską ordynację wyborczą,

a tym samym złamały też prawo”, oświadczył austriacki TK w specjalnie

wydanym komunikacie. Orzekł dalej, że podważenie wyborów tylko wtedy

może zostać potwierdzone przez sąd, jeżeli wykryte „nieprawidłowości

mogły mieć wpływ na wynik wyborów”. W tym przypadku dokładnie

tak się stało – Zieloni otrzymali 10 031 głosów, zaś 
FPÖ dostała

ich 10 010
. Obie partie dzieliło zatem jedynie 21 głosów. Przy tak

małej różnicy i biorąc pod uwagę fakt, że oddano 23 głosów więcej,

niż było kart wyborczych, właśnie to mogło mieć decydujący wpływ

na wynik.


Tak argumentuje sąd, zaś zdrowy rozsądek każe nabrać podejrzeń i zadać

pytanie: kiedy i w jaki sposób nagle „pojawiło się” akurat o tyle więcej głosów, 

by móc przepchnąć partię Zielonych nad prawicowych wolnościowców?

Październikowe wybory do dzielnicy Wien-Leopoldstadt wygrała co prawda 

SPÖ (socjaldemokracja) otrzymując 17 499 głosów, ale o drugie miejsce bili się

Zieloni z FPÖ. Drugie miejsce pozwala na nominację zastępcy przewodniczącego

bezirku, daje zatem realną władzę; jest o co walczyć. Do manipulacji – czy jak

to ostrożnie formułuje TK – „nieprawidłowości” doszło, jak się okazuje, znowu w 

przypadku głosowania korespondencyjnego. W Austrii bowiem można przed

wyborami zażądać dostarczenia karty wyborczej do domu, z czym nie

wiąże się obowiązek skorzystania z niej, czyli w ogóle pójścia do głosowania.

Obywatel może zmienić zdanie i zamiast wysłać kartę listownie może równie

dobrze udać się osobiście do lokalu wyborczego i tam oddać swój głos.

Wówczas jednak pozostanie pusta, niewykorzystana karta do głosowania

u kogoś w domu.

Skoro zatem w przypadku wyborów w dzielnicy Wien-Leopoldstadt było

23 więcej głosów niż oddanych kart wyborczych (a przecież – co logiczne –

powinno być ich maksymalnie tyle samo),
 można przypuszczać, że manipulacja

miała związek właśnie z tym procederem. Tym bardziej, że nie ma zgodności

między listą osób, które zgłosiły chęć oddania głosu listownie, a ilością

osób, które faktycznie w ten sposób zagłosowały, co również podał austriacki 

Trybunał Konstytucyjny. Konsekwencją tego zamieszania/oszustwa będzie

powtórka całych wyborów na radnych drugiej dzielnicy Wiednia. Nie można 

bowiem ograniczyć się jedynie do powtórki głosowania korespondencyjnego,

ponieważ de facto nie wiadomo już z całą pewnością, który obywatel w jaki

sposób oddał swój głos.


A skoro „nieprawidłowości” możliwe były w tak małej skali, to nie ma gwarancji,

że do podobnej sytuacji nie doszło w przypadku  wyborów prezydenckich. Przypomnijmy,

że przed doliczeniem głosów korespondencyjnych wygrał je prawicowy Norbert Hofer

(FPÖ) z przewagą ok. 150 tys. głosów. Dzień później znalazł się nagle o 30 863 

głosów w tyle, a prezydentem elektem okrzyknięto Alexandra Van der Bellena z partii Zielonych.

Ze względu na to FPÖ podważyła wynik wyborów, TK zajął się sprawą i nadał

jej tryb priorytetowy przesuwając wszelkie inne zobowiązania
. Od poniedziałku austriacki

Trybunał Konstytucyjny zacznie przesłuchiwać ponad 90 świadków w sprawie.

Austriacka prasa podaje, że „najwyżsi sędziowie kraju są zszokowani, w jaki sposób

i w jakim wymiarze komisje wyborcze nie zważały na przepisy dotyczące

głosowania korespondencyjnego” (Die Presse). Ponadto wyrok 
TK w sprawie powtórzonych

wyborów w dzielnicy Leopoldstadt stwarza ważny precedens – nie musi dojść do celowej

manipulacji, tzn. nie trzeba jej udowodnić. Wystarczy dowieść, że „nieprawidłowości

mogły mieć wpływ na wynik wyborów” (
TK).

Aby więc podważyć wybory prezydenckie w Austrii, wystarczy wskazać, że 15 432

głosów zostało policzonych niezgodnie z prawem. W skardze do 
TK w sprawie

wyborów prezydenckich dopatrzono się aż 573 275 możliwych nieprawidłowości 

w liczeniu i oddawaniu głosów. 
Przy pojedynku Hofer – Van der Bellen w wielu przypadkach

chodziło o to, że głosy liczyły osoby, które nie miały do tego prawa. Nie były członkami

komisji, tylko pochodziły z zewnątrz. I także w tej kwestii w austriackim prawodawstwie istnieje

precedens. W orzeczeniu z 1986 r. tamtejszy TK oświadczył (wybory do gminy Frankenmarkt): 

„Jeżeli karty do głosowania podczas trwania postępowania wyborczego zostaną przekazane osobom

nieupoważnionym, nie jest już obiektywnie zagwarantowane pewne ustalenie wyniku wyborów

przez odpowiedzialne za to instancje
”.

Coraz więcej znaków wskazujące w Austrii na powtórkę II tury wyborów prezydenckich.

Gdyby tak się faktycznie stało, byłoby to nie tylko zwycięstwo 
FPÖ, ale przede

wszystkim austriackiego sądownictwa i państwa prawa. 
A pamiętają Państwo, co zrobił

nasz 
TK po równie dziwnych wynikach wyborów samorządowych w 2014 r., żeby

wyjaśnić wątpliwości? No właśnie, ja też nie.


Adam Sosnowski

Autor jest redaktorem miesięcznika „Wpis” oraz germanistą

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:7)

Komentarze

liczenie głosów

 

nieśmiertelny stalinowski duch

głosy prawidłowo zliczy

bo nie ten wygrywa kto głosuje

lecz ten co głosy liczy

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1515061