Moprychy ze skierniewic

Obrazek użytkownika gorylisko
Kraj

Na blogi MatkiKurki http://kontrowersje.net znalazłem dwa wpisy ojca który wlaczy o rodzinę bo moprychy (czyli pracownicy mopr mają coś do niego) Umieszm obydwa wpisy poniżej

http://kontrowersje.net/naj_cie_na_dom_w_praworz_dnej_polsce

 

http://kontrowersje.net/krucho_szcz_cia_rodzinnego 

 

Najście na dom w "praworządnej" Polsce

 

W dniu 2 października 2013.r. bez uprzedniego zapowiedzenia, do naszego domu przybyli urzędnicy z

MOPR, którzy podali, że przyszli w celu przeprowadzenia rutynowego wywiadu środowiskowego. Po

dostaniu się do środka, osobnicy ci nie przystąpili jednak do dokonywania czynności charakterystycznych

dla takiego wywiadu, nie uszanowali prywatności naszego domu, nie przestrzegali elementarnych zasad

dobrego wychowania ani higieny. Zamiast spodziewanych, rutynowych pytań dotyczących sytuacji

materialnej i socjalnej domowników, przedstawili ciężkie oskarżenia dotyczące rzekomej przemocy w naszej

rodzinie. Nie potrafili jednak podać żadnych faktów, ani przepisów prawa, które uzasadniałyby stawiane

zarzuty i ich apodyktyczne zachowanie. Jako jedyną podstawę „prawną” swoich działań podali „anonimowe

doniesienie” i tzw: „głosy płynące ze środowiska”. Odmówili także podania numeru sprawy i umożliwienia

dostępu do akt, czym wywołali zgorszenie i obawę, że w rzeczywistości nie są to prawdziwi funkcjonariusze

lecz podszywający się pod nich przestępcy. W Skierniewicach w ostatnich latach miała miejsca plaga

podobnych mistyfikacji. Następnie owi funkcjonariusze zaczęli wywierać na mnie naciski w celu

wymuszenia przyznania się do winy. W związku z powyższym skorzystałem z prawa oskarżonego do

odmowy zeznań. To sprawiło, że Jarosław Rosłon stał się złośliwy i arogancki. Chełpił się posiadaną

władzą, przedstawiał w fałszywym świetle obraz organów wymiaru sprawiedliwości takich jak Kurator

Sądowy, Sąd Rejonowy i Prokuratura, oraz coraz bardziej tracił panowanie nad sobą. Groził i szantażował

odebraniem dzieci. W obliczu wyraźnego dążenia tego nieodpowiedzialnego osobnika do konfrontacji i

eskalacji konfliktu uznałem, że im szybciej ta wizyta się zakończy tym większą mam szansę, że prowokacja

pana Rosłona nie rozkwitnie, dzięki czemu nie dojdzie do eskalacji i nieodwracalnej katastrofy w naszej

rodzinie.

Obawiałem się wówczas, że moja roczna córeczka, śpiąca w tym momencie tuż za drzwiami przestraszy się i

zareaguje płaczem, co z pewnością zostanie cynicznie wykorzystane do jeszcze większej eksterminacji mojej

rodziny. Postawiłem na większy rozsądek towarzyszącej młodemu mężczyźnie kobiety, która zachowywała

do tej pory spokój i neutralność. Kategorycznie oświadczyłem, że jako oskarżonemu przysługuje mi prawo

do odmowy składania zeznań i nakazałem niespodziewanym gościom opuszczenie mojego domu. Żądanie to

zaskoczyło pana Rosłona zwłaszcza, że towarzysząca mu kobieta niezwłocznie zastosowała się do mojego

wezwania. Pan Rosłon pozwolił sobie nawet na komentarz, że w jego pięcioletniej praktyce po raz pierwszy

ktoś ośmielił się sprzeciwić jego zamiarom. Na odchodnym uprzedziłem „moich gości”, że złożę skargę do

ich zwierzchników dotyczącą stronniczości, braku obiektywizmu i niekompetencji pana Rosłona. Niezbyt

się tym przejęli.

Krótko po odejściu intruzów, moja partnerka poinformowała mnie telefonicznie, że przebywając w pracy,

stała się obiektem telefonicznego nakłaniania do stawienia się w tajemnicy przede mną w skierniewickim

Ośrodku Pomocy Rodzinie w celu złożenia fałszywych zeznań obciążających moją osobę, pod groźbą

odebrania dzieci. Oczywiście uznała to ponure zdarzenie za głupi żart jakiegoś nieodpowiedzialnego

dowcipnisia, który podszywa się pod autorytet funkcjonariusza MOPR i dopiero po rozmowie ze mną

uświadomiła sobie jak wielkie niebezpieczeństwo zawisło nad naszą rodziną. Doszły nas również sygnały od

znajomych, że jakiś młodociany mężczyzna podający się za pracownika MOPR zbierającego informacje

niezbędne do sporządzenia wywiadu środowiskowego, w rzeczywistości rozsiewa wśród sąsiadów i

okolicznych mieszkańców kłamstwa obrażające dobra osobiste naszej rodziny. Te fakty sprawiły iż

upewniłem się, że powinienem złożyć skargę na niekompetencję i stronniczość tych urzędników do

dyrektora MOPR, nie tylko z uwagi na ochronę interesów naszej rodziny, ale również przez wzgląd na

interes społeczny. Nabrałem bowiem przekonania, że zademonstrowane praktyki musiały być już wcześniej

stosowane przez pana Jarosława Rosłona wobec innych skierniewickich rodzin.

Skargę złożyłem następnego dnia rano na ręce zastępcy dyrektora MOPR Sylwestra Kardialika ponieważ

pani Janina Wawrzyniak przebywała na urlopie. Sylwester Kardialik usiłował wprowadzić mnie w błąd

zapewniając kilkakrotnie, że nie zna sprawy, pomimo iż w rozmowie okazało się wielokrotnie, że musiał

wraz z podwładnymi Jarosławem Rosłonem i Justyną Gajewską uzgodnić szczegóły ich wersji wydarzeń.

Dowodziło tego choćby często wypowiadane w czasie rozmowy ni to zdanie ni to pytanie: Ale powiedział

pan do Jarosława Rosłona, że zrzuci pan go ze schodów? Mimo mojego zaprzeczenie wciąż z uporem

maniaka ponawiane. Jakby w celu sfabrykowania „dowodu” w postaci nagrania.

Tydzień później do naszego mieszkania zapukały dwie panie kuratorki z sądowym nakazem wydanym na

wniosek skierniewickiego MOPR. Były to panie Małgorzata Keller i Edyta Jakubiec. Towarzyszyła im

asysta rosłego policjanta i budzącej sympatię policjantki. Skład taki uznaliśmy za nieprzypadkowy i

wskazujący na zamiar konfiskaty naszych dzieci. Początkowo panie kuratorki nabrały przekonania, że

pomyliły adres ponieważ katastroficzne wizje wykreowane w złośliwym doniesieniu MOPR-u, w żaden

sposób nie pasowały do zastanej sytuacji. Z wyraźnym niedowierzaniem zlustrowały nas i nasze mieszkanie,

zwyczajowo przywitały się z naszymi dziećmi, a nasze odpowiedzi i składane wyjaśnienia początkowo

przyjmowały z wielką rezerwą. W końcu jednak normalność naszej rodziny przełamała lody i najwyraźniej

przekonała je, że wbrew intencjom Jarosława Rosłona i Sylwestra Kardialika, realnie nie istnieją żadne

powody do odbierania nam dzieci.

Jesteśmy wdzięczni opatrzności, że zdecydowała przysłać do nas tak kompetentne, odpowiedzialne i

odporne na histerię osoby. Tylko dzięki ich trzeźwości i zdrowemu rozsądkowi świat naszych dzieci nie

został zbezczeszczony, a nasza rodzina nie została rozbita.

Po upływie miesiąca, od tych mrożących krew w żyłach wydarzeń, otrzymałem pismo MOPR nie

posiadające żadnego uzasadnienia prawnego ani faktycznego podpisane przez panią Janinę Wawrzyniak. W

piśmie tym dyrektor MOPR zawarła szereg złośliwostek i pomówień pod moim adresem, które na dodatek

nie miały istotnego związku z przedmiotem mojej skargi.

W związku z powyższym dnia 16.10.2013.r. ponownie zwróciłem się do pani Wawrzyniak o prawidłowe

załatwienie mojej skargi, lub o uznanie się za organ niewłaściwy do jej rozpatrzenie i przekazanie jej

prezydentowi. Prosiłem również o powstrzymanie się od dokonywania innych czynności, które mogłyby być

uznane za stronnicze i psujące wizerunek skierniewickiego MOPR.

„Odpowiedź” pani Wawrzyniak na to wezwanie również była pozbawiona związku ze stanem faktycznym i

prawnym zajścia. Pani Janina Wawrzyniak ponownie odmówiła przekazania skargi organowi nadrzędnemu

potwierdzając tym swoją stronniczość i niezdrową solidarność z niekompetentnymi podwładnymi.

 

Kruchość szczęścia rodzinnego

 

„Mnie to nie dotyczy, nie jestem 'patologią'”, „ale przecież coś musiało być, przecież bez powodu

by nie przyszli...”, „musieliście komuś nieźle zajść za skórę”- takie komentarze najczęściej słyszymy

od ludzi, którzy po raz pierwszy stykają się z naszą historią. Nawet od najbliższych... To boli. To sprawia,

że człowiek czuje się wypchnięty z normalności, umieszczony za niewidzialną szybą, wyalienowany od

społeczności. Zniewolony i zaszczuty. Jak łowna zwierzyna zdany na łaskę i niełaskę drapieżników

urządzających sobie polowanie. To sprawia, że mimowolnie przekopuję „archiwa” pamięci, próbując

ustalić komu rzeczywiście mogłem „zajść za skórę”? Może gdzieś, kiedyś, może przypadkiem? Taka

historia musi zrodzić dysonans poznawczy u każdego. Ten dysonans jest tak bolesny, że trzeba go

czym prędzej oswoić, odsunąć, zakopać pod dywan. Ludzie najczęściej odruchowo racjonalizują dysonans

poznawczy banałem pozwalającym odepchnąć problem od siebie, jak najprędzej zaczarować skrzeczącą

rzeczywistość magicznym zaklęciem:„mnie to nie dotyczy”, „ja jestem w porządku więc mojej rodzinie nie grozi nic”.

Rozumiem to i nawet zazdroszczę innym, że mogą w taki prosty sposób uciec przed prawdą. Rozumiem,

ale wiem, że to kiedyś już było. Dawno temu... Zaraz po dojściu Hitlera do władzy miliony niemieckich Żydów

w ten sposób komentowało początki eksterminacji, która skończyła się całopaleniem całego Narodu. Deja vu?

Mylicie się ludzie – chcę krzyczeć - grozi wam dokładnie to samo! Zwłaszcza jeśli macie dzieci.

Nasza rodzina podobnie jak większość z was wiodła kiedyś skromne, niezależne życie, szczęśliwe i uporządkowane.

Być może trochę wyróżnialiśmy się spośród tłumu kiedy wychodziliśmy z dziećmi na spacer, na zakupy, na plac zabaw?

Moja żona mówi, że promienieliśmy szczęściem i to przyciągało innych jak magnes. Ludzie dziś spragnieni są szczęścia

jak nigdy. Rzeczywiście uważaliśmy się za szczęśliwych, wszędzie spotykaliśmy się z życzliwością otoczenia,

z przyjaznym zainteresowaniem sąsiadów, czasem lekką zazdrością, która mile łechtała rodzicielską dumę.

Tęsknimy do tamtego świata, prostego i uporządkowanego, bezpiecznego i zrozumiałego.

Dziś już chyba tak samo jak przedtem ludzie nas pozdrawiają z uśmiechem, podziwiają nasze dzieci,

ich inteligencję, pogodę ducha, uczynność, dobre zachowanie, otwartość, sprawność fizyczną...

Tyle, że teraz takie komplementy sprawiają, że mimo woli ciarki idą po plecach, a serce ściska niepokój,

bo być może wśród tych dobrych ludzi kryją się wilki, krwiożercze bestie pozbawione wszelkich skrupułów.

 http://godnyojc...

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)

Komentarze

to po raz n=ty dowodzi jak szybko nalezy cale to towarzycho wyslac tam gdzie ich miejsce a najlepiej na fotelik z okablowaniem.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

marekpolo

#1500708

Naturalnie zdaję sobie sprawę, że to hasło dotyczy dofinansowywania mieszkań dla młodych, ale wydźwięk propagandy rządowej, ma już daleko większy wymiar. I właśnie tak wygląda nasza ojczyzna, szczególnie za rządów PO - PSL: propaganda i jeszcze raz propaganda. Po temu gorylu znakomity wpis. Właśnie tak trzeba wyciągać asy z rękawa propagandystom, właśnie tak trzeba wyłamywać tryby z koła rządowej propagandy sukcesu. Osobiście absolutnie jestem za ukruceniem zasadniczo wpływu, tego typu ośrodków opiekuńczych na życie zwyczajnych rodzin w Polsce. Należy koniecznie bardziej zdecydowanie chronić rodziny przed tego typu wręcz nachodzeniem, a nawet może i nękaniem. A takich kolesiów jak opisany powyżej urzędnik i jego wspólnicy, należy poddawać częstym i dość skrupulatnym badaniom socjologicznym i psychologicznym, by wybić im z główek nadgorliwość, gdyż ta jak od dawna wiadomo dobrze i powszechnie, jest gorsza niż sraczka.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1500801