Strażnik Teksasu i Jake Blues

Obrazek użytkownika Qeid
Blog

Mój ulubiony dowcip :
Egzamin na politologię.
Profesor pyta przyszłą studentkę :
- Kim jest Komorowski ?
- Nie wiem...
- A kim jest Tusk ?
- Nie wiem...
- A jak się nazywa partia rządząca ?
- Nie wiem...
- A skąd Pani jest ?
- Z Bieszczad
Profesor patrzy smutno w okno i myśli :
-A może by się tak wynieść w te Bieszczady ...
No więc ruszyliśmy...
Środa 15:00 Młody odbiera mnie z miejsca A i ruszamy do miejsca B (Bieszczady).
On jak Macho, a ja ubrany jak stróż w Boże Ciało i ...pajechalim. Droga prosta i prowadzi nas Pan Giepees znaczy dojedziemy. Na podróży mija nam kolejna godzina gadek o wszystkim (rodzina) i o niczym (Platforma Obywatelska) i nagle lądujemy w Lublinie.
Co ten Palikot tu znów namieszał, że do Ustrzyk jedziemy przez Lublin ?
O 2:00 jesteśmy pieruńsko zmęczeni przed Ustrzykami Górnymi a tam SUPRAJS _ zatrzymuje nas Straż Graniczna, patrząc podejrzliwie na dwóch osobników "pci" męskiej, z których jeden wygląda jak Strażnik Teksasu a drugi jak wcielenie Jake Bluesa, a do tego twierdzą że są braćmi?
No, ale uwierzyli chłopaki na słowo.
2:30 Ustrzyki Grn. i camping . Rozkładamy namiocik i po małym piwku i krótkich rozmowach Polaków idziemy lulu.
Rano nareszcie nie wyglądam jak brat Blues.
7:00 ruszamy na Połoninę Caryńską, pogoda przaśna, ale co tam, nie pada... na razie. Oczywiście przystanek na cerkwisku w Berehach i do przodu. Brak aklimatyzacji daje znać, ale na Połoninkę docieramy w nastrojach buńczucznych. I tu spotyka nas deszczyk i mała mgiełka. Gość przed nami zawraca a my leziemy dalej.Deszczyk zamienia się w ulewę z porywistym wiatrem. Błogosławimy kupione przed wyjazdem poncha. Zejście to już prawie bajka. Taka o kopciuszku - po dwóch wywrotkach wyglądam jak golem. Młody na swych długich nogach trzyma się nadspodziewanie dobrze - wszak to jego pierwszy raz.
I wreszcie Ustrzyki.
Lądujemy mokrzy i zziębnięci w knajpie u Eskulapa.
Frapuje nas Pani za kontuarem. Myślę, że mistrz Leonardo, gdyby ją widział miast namalować uśmiech Pani G. namalował by ten biust filuternie wyglądający zza kontuaru. Niestety biust to jedyne co ta knajpa miała nam do zaoferowania. Jedzonko męczyło nas do 11 w nocy...
Tego samego dnia udaje nam się odwiedzić cerkiew w Smolniku (pierwszy raz zwiedzam ją od środka) a w knajpie próbujemy wytrzymać koncert zespołu bluso-roko-garażowego, ale to ponad nasze siły. Idziemy spać w nieustająco lejącym deszczu.
Rano ( w deszczu) ruszmy na Tarnicę szlakiem od Ustrzyk.
W czasie drogi mgła robi się z szarej biała i po chwili zamiast pięknych widoków Szerokiego Wierchu podziwiamy własne ręce - jak je wyciągniemy przed siebie to widać je jako tako. Znów oddajemy cześć ponchom.
O 14 schodzimy do Wołosatego z małą wizytą na cerkwisku. Szybka zupka w knajpie(węgierska mniam mniam) i wraz z przemiłymi starszymi bieszczadnikami marźniemy pod sklepem czekając na podwózkę. Po chwili piszący to wpada na genialny pomysł i biegnie po "małpkę" do sklepu. Ruch ten nie zostaje niezauważony i po chwili już kilka "małpek" krąży wśród zziębniętej gromadki. Pijąc wsiadamy do autobusu, częstujemy kierowcę i lądujemy po chwili w Ustrzykach Górnych.
Przeprowadzamy z Młodym naradę wojenną i po spakowaniu mokrego namiotu ruszamy do Wetliny. Postój u Ciotki pod Połoniną (choć Ciotki już dawno nie ma...) i ruszamy do Starego Sioła obejrzeć wodospadzik. Później Cisna i trudna decyzja - wracamy?
Tak wracamy -trasa na Kraków zablokowana a i rzeszowską zalewa.
Po drodze mijamy rozlany straszliwie już San i Lesko.Kirkut jak zawsze zadziwia mimo padającego deszczu.
Za Rzeszowem połowa szosy na Lublin zalana. Sporo podtopień. Wojska nie widać, jedynie OSP śmiga to w jedną to w drugą stronę. No i Bad Boys Blues wykonują swą robotę oznakowując zapadliska i przemoczone drogi.
O 3 rano jesteśmy w domciu. Zdążyliśmy w ostatniej chwili przed wodą, która odcięła trasę Lublin-Rzeszów.
W lato ruszym jeszcze raz i zrobimy z Młodym Połoninę Bukowską (z Widełek) i Połoninę Rawek. Młody zasmakował w Bieszczadach i chce przeleźć wetlińską i caryńską jednym podejściem . A ja ?
Może wreszcie zrobię do końca trasę na Chryszczatą...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

mmmmmmm. Bieszczady. Cudo. Mam to szczęście, że mieszkam na Podkarpaciu i mogę jeździć tam każdego roku. Bieszczady to najpiękniejsze góry. Jak śpiewa SDM w piosence "Odludzie"

Tylko osy mają tutaj banię
Za to każdy ma krótką pamięć
Gałązka - gdy jej staniesz na odcisk
Prostuje się po przejściu nocy

Tutaj strumyk gada do pstrągów
Że coś winne są Panu Bogu
Storczyk tutaj sterczy z ziemi
A ziemia ma wiele kamieni

Ludzie! Tu jest takie odludzie
Że cud opiera się na cudzie
Tutaj trzeba zagrać na trawie
Gdy zapłonie kwiatem dziurawiec

Tutaj dochodzi się do wniosku
Że pewna epoka się kończy
A tam w dole komputery
Już wykręcają nam numery

Tutaj dochodzi się do wniosku
Że człowiek coś w sobie skończył
Że człowiek coś w sobie skończył

Zapraszam w Bieszczady.:)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#63845