Rosja wydłuża granicę z Polską

Obrazek użytkownika wbimab
Blog

Dla wielu obserwatorów życia międzynarodowego dość szokującymi są wydarzenia ostatnich miesięcy w relacjach rosyjsko-białoruskich. Oto okazało się, że wierny sojusznik Kremla, autorytarny przywódca Białorusi Aleksander Łukaszenko stał się ofiarą nagonki w rosyjskich mediach i różnych politycznych nacisków ze strony swoich moskiewskich protektorów. Choć od dawna Łukaszenko jest z lubością przywoływany przez licznych polskich polityków i komentatorów jako szwarccharakter, mógłby teraz okazać się pożądanym sojusznikiem.

Od wielu lat Białoruś Łukaszenki wiązały bliskie relacje z Moskwą, które akceptowała go jako przywódcę państwa. On odwdzięczał się np. współudziałem wojsk białoruskich i udostępnieniem terytorium swojego państwa w zeszłorocznych ćwiczeniach wojskowych "Zapad", na których to m.in. symulowano atak nuklearny na potencjalnego agresora (czyli Polskę)oraz tłumienie powstania mniejszości polskiej na Białorusi. Tego typu wydarzenia były słusznie interpretowane jako przejaw dużej zależności Białorusi od Rosji. Tymczasem okazało się, że to wciąż dla Moskwy za mało.

Od początku tego roku miały miejsce wydarzenia, które wskazują, że Putin i Miedwiediew chcą całkowicie uzależnić Białoruś i przejąć pełną kontrolę nad jej gospodarką, a tym samym polityką. W styczniu cło na dostarczaną Białorusi ropę zostało podniesione z 35% obowiązującej stawki do 100%. W czerwcu doszło do rosyjsko-białoruskiego konfliktu gazowego, w wyniku którego Rosja wyegzekwowała opłatę za rosyjski surowiec według ceny ustalonej w kontrakcie gazowym z końca 2006 r. Oznaczało to wzrost ceny ze 150 USD za 1000 m3 do obecnych 194 USD. Wcześniej, na mocy nieformalnego porozumienia z Rosją, Białoruś płaciła za gaz według niższej stawki. Jednocześnie Rosja zapowiedziała anulowanie od 2011 r. ulg w cenie gazu dla Białorusi i dostosowanie jej do tzw. średniej europejskiej. Ponadto Łukaszenka, licząc na zachowanie preferencji rosyjskich, zgodził się na przystąpienie od 1 stycznia 2010 r. do Unii Celnej z Rosją i Kazachstanem. Udział w tej strukturze integracyjnej umożliwia co prawda bezcłowy eksport i zbyt na rosyjskim rynku większości białoruskich towarów, ale niesie dla gospodarki białoruskiej również pewne zagrożenia wynikające z konieczności dostosowania się do wyższych stawek celnych przy imporcie spoza Unii Celnej. Warto również podkreślić, że wraz z planowanym na koniec 2011 r. uruchomieniem pierwszych nitek Bałtyckiego Systemu Rurociągowego (BTS-2) i gazociągu Nord Stream, spadnie znaczenie Białorusi w tranzycie rosyjskich surowców energetycznych na Zachód i równocześnie wzrosną rosyjskie możliwości użycia wobec tego państwa szantażu energetycznego. Ponadto od lata trwa medialna kampania oczerniania przywódcy białoruskiego oraz jego syna Wiktara. Kontrolowane przez Kreml media zarzuciły Łukaszence m.in. antyrosyjską retorykę, zlecanie zabójstw przeciwników politycznych i chorobę psychiczną.

Wyżej wspomniane zabiegi mają najprawdopodobniej na celu zmuszenie Łukaszanki do oddania w ręce rosyjskie najważniejszych zakładów przemysłowych, takich jak: rafinerie w Nowopłocku i Mozyrzu, czy przedsiębiorstwa metalurgiczne, maszynowe i chemiczne. Brak kontroli nad strategicznymi aktywami gospodarczymi oznaczałby de facto całkowitą już zależność polityczną od Rosji.
Co może zrobić Łukaszenko, by pozostać przy władzy? Może oczywiście zgodzić się na rosyjskie żądania, co jednak będzie oznaczało dla Białorusi utratę resztek suwerenności. Może również próbować wprowadzić niezbędne reformy gospodarcze licząc w tym względzie na pomoc Zachodu oraz nie rosyjskiego Wschodu (z Chinami na czele). Pytanie tylko czy niewątpliwie bliższy od Chin Zachód zechce angażować się w państwie, które Rosja uważa za swoją "bliską zagranicę"? To musiałoby oczywiście prowadzić do znacznych napięć w relacjach z Rosją, a jak wiadomo ostatnio "Europa" woli robić z nią interesy niż wchodzić w spory. Najbardziej prawdopodobnym wydaje się więc, że Rosja osiągnie swój cel, a Białoruś stanie się niejako kolejnym obwódem. Będzie tak, gdy osamotniony Łukszenko zobaczy, że nie ma innego wyjścia, by utrzymać się u władzy lub gdy, w wypadku oporu z jego strony, Moskwa doprowadzi do przejęcie władzy przez polityków całkowicie wobec niej uległych. Coraz bardziej uzależniona od rosyjskich surowców Europa, jednocześnie zaangażowana w budowę infrastruktury ich przesyłu, będzie wolała prowadzić politykę swoistego appeasemantu względem rosyjskiego neoimperializmu i na ołtarzu ogólnego ładu oraz robienia interesów będzie poświęcała suwerenność lub całość granic mniejszych, czy biedniejszych państw dawnego Związku Sowieckiego i jego "bliskiej zagranicy".

Na początku tekstu napisałem, że Łukaszenko mógłby stać się sojusznikiem Polski w powstrzymywaniu rosyjskiej ekspansji. Przyciśnięty przez Rosję do muru, za pośrednictwo Polski w angażowaniu UE w gospodarcze uniezależnienie Białorusi od Rosji, musiałby zapłacić przynajmniej odpowiednim traktowaniem tamtejszych Polaków. Nie wydaje się jednak, by tak się mogło stać, gdyż Tusk i Sikorski udowodnili już wielokrotnie, że na wschodzie jedynym państwem, które rzeczywiście jest przez nich poważnie traktowane jest Rosja. Zrezygnowano więc z aktywnej i konstruktywnej polityki względem mniejszych, czy biedniejszych wschodnich sąsiadów, licząc, że dzięki temu wszelkie problemy w stosunkach polsko-rosyjskich nagle znikną. Problemy oczywiście nie zniknęły, dodatkowo Polska nie stała się równorzędnym partnerem, jakby chcieli tego mężowie stanu z PO, a raczej petentem w najróżniejszych sprawach ( np. śledztwo smoleńskie, zapytanie o pozwolenie na przesunięcie pomnika w polskiej stolicy).

Jak mawiali starożytni historia jest nauczycielką życia. Widać Europa już zapomniała do czego prowadziła polityka appeasementu. Dziwić może, że zapomina Polska, która była nie pierwszą, ale jedną z pierwszych jej ofiar. XXI-wieczna odsłona takiej polityki zaczęła się w Gruzji, teraz mamy oddawanie Ukrainy i Białorusi - tylko czy na tym się skończy? Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenie, więc dlaczego i tym razem ustępstwa i okazywana słabość nie miałyby rozzuchwalać i zachęcać do sięgania po więcej?

Część informacji podaję za komentarzem Ośrodka Studiów Wschodnich http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/komentarze-osw/2010-10-27/lukaszenka-przed-wyborem-reformy-lub-ustepstwa-wobec-rosji

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Smutne jak niewielu zdaje sobie sprawę, że historia lubi się powtarzać, bardzo smutne...
niezależny Poznań

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

niezależny Poznań

#105036

Bo też niewielu zna historię, nawet tę najnowszą...
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#105101

To tchórz Donek.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#105112