- nastrzyknięty idiot *)

Obrazek użytkownika wilre
Blog

*) czyt. socjudełrolemming.

Zestawienie nastrzykiwarki SERVO z urządzeniem załadowczym, filtrem obrotowym oraz mieszalnikami solanek pozwala na utworzenie w pełni profesjonalnej, wysoko wydajnej, automatycznej linii do nastrzyku.
Kompletna linia do nastrzyku składa się z:

nastrzykiwarki typ MH-117/MH-293
filtra obrotowego typ FBN-117 / FBN-293 lub filtra obrotowego z chłodzeniem typ FBN-117 CH / FBN-293 CH
zespołu załadowczego typ WPN-2
mieszalnika solanki typ MS-400/ MS-1000/ MS-1500/ MS-2000 lub mieszalnika solanki z chłodzeniem typ MS-400 CH/ MS-1000 CH/ MS-1500 CH/ MS-2000 CH.
Filtr obrotowy
Filtr obrotowy zapewnia dokładne oczyszczenie solanki znajdującej się w obiegu, nawet z najdrobniejszych zanieczyszczeń, szczególnie trudnych do usunięcia, np. strzępki mięs i ścięgien, drobiny białek. Dodatkowo filtry obrotowe typ FBN-117CH i FBN-293CH są wyposażone w zbiorniki z płaszczami chłodzonymi, dzięki czemu umożliwiają utrzymanie temperatury schłodzonej uprzednio solanki na stałym poziomie.
Filtr obrotowy posiada funkcję mieszania i wypompowywania solanki ze zbiornika oraz łatwy do umycia wielostopniowy system filtracji solanki.

Wysokowydajna odśrodkowa pompa solanki
Pompa, dzięki dużej wydajności zapewnia stałe ciśnienie solanki w układzie nastrzykiwarki. Możliwość nastawiania ciśnienia nastrzyku w granicach 0,5-5 barów.

--------------------------------------------------------------------------------

strona: 1 2
Pamiętam prawdziwy smak i zapach wędzonych kiełbas, szynki i te wspomnienia należą już tylko do przeszłości.
Co wiemy o przetwórstwie mięsa
W latach 90 weszły na nasz rynek przetwórstwa mięsnego nowoczesne maszyny - nastrzykiwarki i masownice. Był to najnowszy szczyt techniki przetwórstwa mięsnego. Rozpoczął się prawdziwy wyścig w pompowaniu mięsa wodą zawierającą środki konserwujące. Rozpoczęła się walka producentów mięsa o pieniądze. Ponieważ w tym czasie złagodzono polskie normy regulujące zawartość konserwantów w żywności, zaczęto sprowadzać na teren naszego kraju coraz bardziej nowoczesne maszyny. Wydajność to dziś kluczowe słowo w przetwórstwie mięsnym. Dziś 90% wysokogatunkowych wędlin, które kupujemy w sklepach to produkty wysoko wydajne. Oznacza to, że zawierać one mogą w swojej masie wagi mięsa 50% wtłoczonego płynu.

Do niedawna ze stu kilogramów mięsa odpowiedniej jakości wolno było wyprodukować 52 kg kabanosów czy 86 kg szynki. "Wydajność" tych wyrobów wynosiła odpowiednio 52 proc. i 86 proc. Dzisiaj z tej samej ilości mięsa produkuje się 200 i więcej kilogramów "szlachetnych" wędlin.

Nie inaczej jest z wyrobami drobiowymi, które mają niewiele wspólnego z drobiem. Są produkowane z MOM, czyli mięsa drobiowego odkostnionego. Jest to mieszanina zmielonych kości, chrząstek, szpiku kostnego, ścięgien. Do 1995 roku używanie tego specyfiku było zabronione. Teraz już nie jest. Dodanie MOM-u znacznie obniża koszty produkcji. Najczęściej wykorzystuje się go w parówkach, kaszankach i pasztetowych. W parówce może być mięso, ale nie jest to konieczne. Kiedy przedstawiciele Inspekcji Handlowej sprawdzają towar, interesuje ich tylko, jaki skład podał producent. Jeśli po zbadaniu próbki jej skład zgadza się z zadeklarowanym, wszystko jest w porządku. Parówką może być na przykład kilka zmielonych składników, niekoniecznie pochodzenia zwierzęcego. Można tam dodać nawet papier toaletowy, byleby całość nie była szkodliwa dla zdrowia. Poza tym każdy ma prawo nazwać swój wyrób, jak mu się podoba. Akurat ten producent postanowił nazwać to coś parówką.

Do mięsa wstrzykuje się wodę z substancjami toksycznymi. Skład solanki stanowią wielofosforany, azotany, azotyny służące również do produkcji materiałów wybuchowych, napojów typu "cola", nawozów rolniczych. Litr solanki kosztuje 1 zł. Producent zgodnie z przepisami umieszcza na towarze informację, że szynka jest napompowana wodą, nazwa jego brzmi - "produkt wysoko wydajny". Na rynku spożywczym zapanowała wolnoamerykanka. Zwycięża ten, kto wyprodukuje taniej, a jego wyroby będą "zjadliwe". Konsument musi liczyć się z tym, że po kilku dniach przechowywania w lodówce, z wędliny zaczyna wylewać się woda. Pompowanie mięsa w polskich zakładach mięsnych przyjęło formę wyścigu między producentami. Jedynym ograniczeniem ilości wody w wędlinie jest jedynie jakość sprzętu i wytrzymałość mięsa. Maszyna dotłoczenia w mięso bladoszarej mazi pokrytej gęstym kożuchem nazywa się nastrzykiwarką. Pod dużym ciśnieniem nastrzykuje mięso, z którego wyrabia się wysokogatunkowe wędliny - szynki, polędwice, balerony. Po wyciagnięciu wyrobów z tej cudownej maszyny mogą mieć wagę nawet o 100% większą.Powszechne też stało się wrzucanie do młynów (kutrów) mielących mięso na kiełbasy i parówki coraz większej ilości ścięgien, skór i tłuszczu.

Ostatnim krzykiem mody stały się maszyny, które dzięki elastycznym igłom omijającym kości, potrafią napompować zabite zwierzę, jeszcze przed rozebraniem je na kawałki. Kupując szynkę w sklepie, nikt nie jest w stanie stwierdzić czy woda z solami zajmuje 30, 50 czy 70% wagi. Aby zabić jej wstrętny smak i zapach dodaje się do wyrobów coraz więcej przypraw. Niedawno technologowie żywności odkryli, że istnieje piąty smak, występujący obok smaku słonego, słodkiego, gorzkiego i kwaśnego. To umami - znany od dawna Azjatom. Substancje wywołujące jego wrażenie występują m.in. w niektórych azjatyckich grzybach. Sprawiają, że potrawa bardzo zyskuje na smaku. Nie umiemy powiedzieć, dlaczego tak jest, bo nie potrafimy tego efektu smakowego opisać w kategoriach znanych nam smaków. Chętnie jednak sięgamy po "umamione" produkty. Problem w tym, że opracowano już chemiczny odpowiednik naturalnego umami, czyli glutaminian sodu. Jego oddziaływanie na organizm człowieka jest nie do końca poznane. Wiadomo jednak, że substancja ta w dużych ilościach jest szkodliwa dla zdrowia. Producenci wiedzą jednak, że stosując tę substancję, mogą konsumenta przywiązać do każdego świństwa.

Problemem stały się zwierzęta niewłaściwie zabijane, ginące w straszliwych męczarniach. Ich mięso w skutek zmian metabolicznych traci zdolność przyjmowania wody. Problemem nie dla producentów ale sprzedawców stały się przeciekające wędliny oraz możliwość krojenia jej na plasterki. Aby nie dopuścić do wylewania się wody z wędlin, coraz bardziej powszechne staje się używanie cienkich folii plastikowych, przypominających naturalny flak. Obecnie dodaje się specjalny rodzaj kleju dzięki czemu specjalnie napompowana szynka jest jak z gumy. Są to związki chemiczne, które są w stanie związać nadwyżkę wody wewnątrz wędliny, dzięki czemu zapewniają jej jędrność. Jeszcze do niedawna producenci nastrzykiwali mięso krochmalem z dodatkiem mąki pszennej ale i mąka stała się kolejną pozycją na liście oszczędności. Sięgnięto więc po bardziej nowoczesne, tańsze i wydajniejsze surowce. Są to białka soi, skrobia, wyciągi z alg morskich i preparaty z roślin tropikalnych. Okazy światowej flory roślinnej tak mocno wiążą wodę wstrzykniętą do mięsa, że w rezultacie są tańsze od surowców stosowanych od dziesięcioleci w polskich masarniach. Do Polski sprowadza się preparaty najtańsze ale niestety są nietrwałe i łatwo podlegają procesowi fermentacji.

Chyba nie masz złudzeń drogi czytelniku, że wędlina którą jesz jest wędzona. Naukowcy skomponowali z kilkudziesięciu składników chemicznych aromat przypominający w smaku, kolorze i zapachu dym drzewny. W nowoczesnej lakierni spryskuje się mieszanką wiszące płaty mięsa. Najpierw jednak mięso musi być wykąpane w roztworze zawierającym większość pierwiastków z tablicy Mendelejewa, tak aby warstwa lakieru ładnie przylegała i nadawała mu apetyczny, lśniący wygląd. Ogólnie, proces nastrzykiwania, moczenia i lakierowania jest zdecydowanie szybszy i wydajniejszy niż tradycyjne przygotowanie mięsa do wędzenia. Przynosi to producentom znacznie większe korzyści finansowe. Jako ciekawostkę powiem, że nie ma normy w Polsce, która regulowałaby ilość solanki wędlinach. Ponieważ zyski przewyższają zdecydowanie wielkość kar nałożonych w drastycznych przykładach przez inspekcje handlowe, nie stanowią to dla producentów żadnego zagrożenia. Inspektorzy inspekcji handlowej wielokrotnie alarmowali o niebezpiecznie wysokim stężeniu w mięsie wielofosforanów. Ich nadmiar powoduje u dzieci niedorozwój kości, u starszych ludzi osteoporozę. Bardzo groźnymi są również azotany i azotyny, z których w organizmie tworzą się bardzo agresywne wolne rodniki. W czasie moich wykładów o związkach konserwujących używanych w przemyśle spożywczym, pada nieodmiennie pytanie - to co w końcu można jeść. Ja nieodmiennie odpowiadam, że bardziej cenna jest wiedza o tym czego nie należy jeść. Nie należy więc jeść wysokogatunkowych wędlin, szczególnie o kolorze czerwono-fioletowym, surowego mięsa kupowanego w supermarketach o kolorze różowym, parówek, kurczaków z rożna, pasztetowej. Zakupy należy robić tylko w wybranych sklepach, do których dostarczane są wyroby producentów niewielkich wytwórni, których nie stać jest na zakup drogich zachodnich maszyn. Smacznego.

lek. med. Andrzej Janus

http://www.zdrowie.klips.org

strona: 1 2

http://www.naturalnamedycyna.pl/index.php?option=content&task=view&id=166

--------------------------------------------------------------------------------

Ile mięsa w mięsie?
5 czerwca 2008 19:30

Czy Polacy wiedzą, jak powstają najpopularniejsze wędliny? Czy klienci kupując produkt sprawdzają etykiety? Czy konsumenci mają świadomość, co jedzą? Czy o ich interesy dbają organizacje konsumenckie? ( )

( ) jak z kilograma mięsa może powstać nawet do dwóch kilogramów polędwicy lub szynki. Czy taki „przysmak” jest zdrowy?
Wideo

Ile mięsa w mięsie?

Mięso zwiększa swoją objętość po nastrzykiwaniu go solankami. To właśnie solanka decyduje o smaku i zapachu wyprodukowanej wędliny.

- Z jednego kilograma mięsa można zrobić nawet do dwóch kilogramów gotowego produktu. Odwiedziliśmy średniej wielkości zakład masarski. Takich zakładów w Polsce są setki. Maszyny do nastrzykiwania stoją w każdym zakładzie mięsnym. Tylko od uczciwości producenta, zależy to, ile solanki wstrzykuje się do mięsa. Fachowcy twierdzą, że połowa zakładów może nadmiernie nastrzykiwać mięso – mówi Mariusz Zieliński, reporter UWAGI!

Reporterzy UWAGI! poprosili wszystkich przodujących producentów mięsa i wędlin w naszym kraju o pokazanie, jak wygląda produkcja. Każdemu tłumaczyli, że działają w interesie konsumentów, którzy mają prawo wiedzieć w jakich warunkach, w jaki sposób i z czego powstają popularne, znane i lubiane wędliny. Tylko jeden producent, Sokołów, drugi co do wielkości producent mięsa i wędlin w Polsce, zgodził się wpuścić dziennikarzy do zakładu. Dlaczego pozostali odmówili?

- Wszyscy producenci liczący się w Polsce czyli produkujący powyżej 20 ton, na pewno takie maszyny mają – przyznaje Bogusław Miszczuk, prezes Zarządu Sokołów S.A.

Zakłady Sokołów w swojej produkcji również używają solanek.

- Dodawana jest solanka w ilości ok. 20 proc., aby przyśpieszyć proces peklowania, żeby wędliny były na przekroju różowe i miały smak w każdym punkcie identyczny. W końcowym efekcie ze 100 kg mięsa otrzymamy ok. 110 kg polędwicy. Wszystko jest atestowane, nie dostaje się nic, co jest zabronione – dodaje Bogusław Miszczuk.

Na sklepowych półkach można jednak znaleźć produkty, które są zaledwie w 14 proc. mięsem! Pozostałe składniki to chemia. Czy taka żywność pozostaje obojętna dla naszego zdrowia?

- W roku średnio zjadamy z żywnością kilka kilogramów związków dodatkowych. Bardzo dużo dzieci ma w tej chwili alergie, łatwo łapie choroby, bo dajemy żywność, która wydaje nam się, że jest zdrowa a okazuje się, że tam jest chemia – mówi Alicja Kalińska, dietetyk.

- Nadmiar fosforu w przetworach mięsnych powoduje, że w organizmie młodego człowieka, który buduje swój kościec, jest zachwiana proporcja między wapniem i fosforem. Stąd te procesy nie zachodzą prawidłowo. Karageny powodują zmiany chorobowe w przewodzie pokarmowym u dzieci – wyjaśnia prof. Marek Cierach, Wydział Nauki o Żywności, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski.

- W tej chwili rak jelita grubego jest najczęstszym nowotworem zaraz po tytoniozależnym raku płuc – przyznaje dr Grzegorz Luboiński, onkolog.

Przepisy Unii Europejskiej nie określają, ile ma być mięsa w wędlinach. Regulują jedynie maksymalne ilości zagęstników, substancji wzmacniających zapach i smak, konserwantów, soli, i innych dodatków. Unijne normy zezwalają również na używanie do produkcji wędlin barwników. Konsument ma jednak prawo o tym wiedzieć a producent ma obowiązek podać wszystkie informacje na etykiecie. Jak wykazała zeszłoroczna kontrola Inspekcji Handlowej, w praktyce często jest inaczej.

- Podczas badań laboratoryjnych stwierdziliśmy, że tego mięsa jest mniej. Zastępowano je np. skrobią czy większą ilością tłuszczu. Parówki cielęce, które powinny zawierać cielęcinę w rzeczywistości miały jedynie przyprawę do cielęciny. Miały mięso wieprzowe i wołowe – mówi Anna Jawoszek, rzecznik prasowy Inspekcji Handlowej.

Wszystko, co zostało przedstawione w programie jest legalne. Dlatego tak istotne jest czytanie etykiet na produktach. Można też postawić na wędliny droższe, ale produkowane w tradycyjny sposób. Takie produkty przygotowuje np. firma Tradycyjne Jadło.

- Nie jestem w stanie i nie mam możliwości technicznych, żeby zwiększyć objętość mięsa. Przy tworzeniu tej firmy z góry odrzuciliśmy tego typu koncepcje. My od początku chcieliśmy, aby była to mała firma, ale naprawdę produkująca według przepisów, które znaleźliśmy z lat przedwojennych – wyjaśnia Jerzy Skonieczny z Tradycyjnego Jadła.

Przeczytaj także pismo od Prezes Zarządu Sokołów S.A.:

O nastrzykiwaniu szynek mówi się coraz częściej, a ostatnio kwestia ta staje się tematem medialnym, a przecież jest to od 50 lat powszechnie używana technologia produkcji szynek gotowanych na świecie.

Polska szynka konserwowa, która trafiła w gusta konsumentów amerykańskich i jest na tym rynku postrzegana jako jedna z najlepszych szynek, w niezmienionej technologii jest produkowana od wczesnych lat 60- tych. Ta szynka była i jest nastrzykiwana około 20%.

O tym jaką szynkę - podsuszaną, nastrzykiwaną i w jakim procencie: 5, 10, 20 czy 50% - produkuje i będzie produkował przemysł mięsny, zdecyduje konsument, a producenci zrobią wszystko aby zaspokoić jego wymagania.

Z poważaniem,

Bogusław Miszczuk

Prezes Zarządu Sokołów S.A.

--------------------------------------------------------------------------------

http://uwaga.onet.pl/9595,news,,ile_miesa_w_miesie,reportaz.html

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

w okolicy jest kilka zakładów, które jednak produkują wędliny z mięsa. Pamiętam jak kilka lat temu byłem na Słowacji - polskie wędliny już nam się skończyły - i kupiliśmy ichnie. Z kiełbasy nad ogniskiem tłuszcz lał się strumieniami - i od razu się zapalał. Kiełbasa stała się "zjadliwa" dopiero po wytopieniu tłuszczu na ogniem. Jak gdziekolwiek wyjeżdżam staram się wziąć zafoliowane wędliny z miejscowych zakładów. W turystycznej lodówce wytrzymują sporo czasu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

oszołom z Ciemnogrodu

#30808

Przechodze na wegetarianizm.

Pietruszki nastrzykac jeszcze nie potrafią.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

arka

#30809