NOWY EKRAN ZNIKA Z EKRANU

Obrazek użytkownika insurekcjapl
Kraj

PRZEPYCHANKI PAROLA Z OPARĄ; na razie górą autor słynnego tekstu o zamachu w Smoleńsku,  bloger ŁŁ.
Czyżby koniec domeny NE?

NOWY EKRAN przejęty przez byłego dyrektora, blogera Łażącego Łazarza (prawnika Tomasza Parola). Gdy powstawał właściciel, lekarz polskiego pochodzenia po powrocie z Australii, Ryszard Opara zrobił go redaktorem naczelnym swego forum.
Doszło do konfliktu pomiędzy reprezentacją piszących (z TP na czele) a zarządem (pod wodzą RO). Zbuntowana grupa blogerów po odejściu od "macierzy" zablokowała na jakiś czas forum NE, a po jego przywróceniu "australijczykowi", założyła blogowisko pt. 3obieg.pl. Pan Opara jednak wciąż ma problemy prawne, bo dziś na stronie Nowego Ekranu ukazuje się plansza:

"Informujemy, że domena NowyEkran.pl wróciła do prawowitego właściciela i będzie połączona z serwisem 3obieg.pl.
Blogerzy Nowego Ekranu mogą odzyskać swoje teksty poprzez panel logowania.
Za kilka sekund nastapi przekierowanie na stronę 3obieg.pl."

CZY TO JUŻ OSTATECZNY KONIEC MIGRACJI AUTORÓW? CZY "3obieg" UTRZYMA SIĘ NA RYNKU? Są głosy, że Parol ma małe szanse...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Już przy pierwszym zawirowaniu na NE wpadłem w totalne osłupienie. Uważałem że właściciel domeny NE nie jest bez winy, a tak naprawdę, że to wszystko było przez niego z góry zaplanowane, a przynajmniej przewidziane. Że przyczaił się i... czekał.

Nie znam wszystkich faktów, ale znam biznes i potrafię myśleć. Dla mnie jest niepojętym, by inwestorzy i właściciele firmy, w tym wypadku internetowego pisma, działali bez zabezpieczenia sobie prawa do własności domeny, lub przynajmnije prawa do bezterminowego korzystania z niej, a w przypadku chęci pozbycia się jej przez właściciela, prawa do pierwokupu za cenę z góry ustalonoą.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie rozwija biznesu wokół NAZWY do której nie ma prawa.

Jaki z tego płynie prosty wniosek? Właścicile i inwestorzy portalu musieli być nieświadomi faktu że nie posiadają praw do domeny. W przeciwnym wypadku musieli by publicznie ogłosić się ignorantami biznesowymi i... idiotami. Nawet ustne umowy nie są usprawiedliweniem.

Jeśli więc logicznie patrząc, własciciel portalu nie był świadomy tego że nie jest właścicielem domeny, lub że może ona zostać mu odebrana, oznacza że prawowity własciciel domeny grał niezbyt czysto.
Według mnie, właściciel domeny doskonale zdawał sobie sprawę z faktu że wraz ze wzrostem popularności portalu, jego wartość będzie szła w górę, a tym samym wartość... samej domeny. Musiał wiedzieć, że przyjdzie moment kiedy to on będzie miał w ręku asa i to on będzie mógł postawić dowolne warunki właścicielom firmy. Najlepsze co mógł robić, to pozwolić inwestorom i właścicielom portalu trwać w nieświadomości i czekać na wzrost popularności portalu.
Wydaje się że ten plan trochę pokrzyżował konflikt między nim i właścicielem "firmy".

Jeśli prawda jest inna, to jestem gotów publicznie ogłosić się kpem. Albo była partyzantka, albo była ustna umowa między obu stronami. W Chicago, ten który ją złamał nawet współcześnie otrzymał by betonowe skarpetki i wylądował na dnie jeziora Michigan. Sorry Winnetou, business i business...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#354956