Dwudziestopierwszowieczne dzienniczki

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Pan dyrektor zebrał całe grono pedagogiczne i oświadczył:
- Rząd znowu o nas pomyślał!
- Hurra - ucieszyli się nauczyciele, ale tak nie do końca, półgębkiem i nieszczerze nawet.
- Otóż... - pan dyrektor z wysiłkiem założył ręce za plecy. - Otóż do tej pory nasze władzy troszczyły się o tę plagę zwaną uczniami. Darmowe podręczniki, darmowe tablety. O nas jakoś zapomniano. No, ale na szczęście mamy demokrację, są wybory, a przed wyborami jest zawsze okazja na załatwienie swoich spraw. Tak więc teraz my dostaniemy...
- Podwyżki! - rozpłakała się ze szczęścia pani od geografii.
- Proszę nie siać niepotrzebnej nadziei! - zgromił ją pan dyrektor. - Dostaniemy... Elektroniczne dzienniczki ucznia.
Nauczyciele nie kryli rozczarowania.
- Mamy dwudziesty pierwszy wiek - przypomniał pan dyrektor. - To trochę wstyd tak pisać na papierze. Poza tym, mamy marzec, a niektórym uczniom trzeba już zakładać drugi tom dzienniczka.
- Niektórym trzeci - rzekli gorzko nauczyciele uczący klasę trzecią a gimnazjum.
- Właśnie. Więc teraz od teraz przechodzimy na elektronikę!
- Kiedy my się zdążymy tego nauczyć...
- Niczego się nie trzeba uczyć! Wszystko skonfigurowane i gotowe do działania! Nic, tylko wpisywać uwagi!
- Obyśmy nie musieli z niego korzystać - pokiwał głową pan od historii.
Jego życzenie nie spełniło się już dwie minuty po rozpoczęciu następnej lekcji.
- Jak to, nie masz zadania domowego? - zdumiała się pani pedagog. - Zapomniałeś?
- Ależ skąd! Pamiętałem! - odparł śmiało Łukaszek.
- To dlaczego go nie masz?
- Dziadek mi zabronił.
- Co?? Pierwsze słyszę, żeby ktoś zabraniał odrabiania lekcji! A powiedział chociaż dlaczego?
- Tak. Że ten poeta to miał Żyda w rodzinie.
Zapadła straszna cisza przerywana tylko strasznym sapaniem pani pedagog.
- Noooo, Hiobowski... Toż to antysemityzm!
- Nie może mnie pani nazwać antysemitą - oświadczył radośnie Łukaszek.
- A to dlaczego?
- Bo jestem filcosemitą!
Pani pedagog spojrzała na niego podejrzliwie a potem powiedziała, że wpisze mu uwagę. I wyjęła dzienniczek elektroniczny.
- Ooooo! - skomentowała klasa trzecia a. - Nowy gadżet? Tablet?
- Elektroniczny dzienniczek ucznia. I ja ci Hiobowski zaraz wpiszę uwagę...
- Czekam - odparł z podejrzanym spokojem.
Ale uwaga nie dawała się wpisać.
Kiedy Łukaszek w ciągu siedmiu minut cztery razy powtórzył "czekam", pani pedagog eksplodowała.
- Fe, co za słownictwo - dziewczynka, która prawie zawsze odzywała się jako pierwsza zatkała sobie uczy. - Umie pani to obsługiwać? Miała pani szkolenie?
Pani pedagog musiała przyznać, że istotnie, nie miała.
- Widać - rzekł sarkastycznie Gruby Maciek.
- No to nie będzie uwagi - Łukaszek usiadł rozluźniony.
- Ja chętnie pomogę - ofiarował się zakochany w panie pedagog okularnik z trzeciej ławki.
- Świnia! Zdrajca!
- Zamknij się i przyjmij uwagę do dzienniczka jak mężczyzna!
Okularnik zasiadł przy biurku nauczycielskim i zabrał się do dzienniczka.
- Ależ tu nic nie działa! Jaki to system? Android?
Pani pedagog rozłożyła bezradnie ręce. Coraz więcej osób podchodziło do okularnika i pomagało mu w walce, a na koniec zasiadł przy dzienniczku zasiadł sam Łukaszek.
- Co za szajs - skrzywił się. - Jakaś gimbaza to kupiła...
- To sprzęt z ministerstwa! - uniosła się pani pedagog.
- A zatem jakaś gimbaza z ministerstwa to kupiła...
- W ministerstwie nie pracuje gimbaza! - upierała się zrozpaczona pani pedagog.
- Jest pani pewna? - Łukaszek spojrzał na nią kpiąco. - A gdzie pracują dzieci ministrów?
- Udało mi się odblokować wifi - zadudnił Gruby Maciek.
- To można już wpisywać uwagi? - spytała z nadzieją pani pedagog.
- Nie, bo ściąga aktualizacje. O rany, ile tego! I głównie to antywirus!
- A jakiego ma pani antywirusa? - zainteresował się okularnik. - O! To ten ruski! Pisali o nim w internecie! Że szpieg i kradnie dane!
- A jakie dane on ukradnie - wzruszyła ramionami pani pedagog.
- No jak to jakie, nasze uwagi - odparł Łukaszek. - Nie życzę sobie, żeby moje uwagi był przetwarzane przez obce serwery!
- Działa wreszcie - Gruby Maciek cofnął palce znad
Po lekcji pani pedagog wróciła do pokoju nauczycielskiego jako jedna z ostatnich. Za nią wszedł pan dyrektor.
- Wiecie państwo co - rzekł od razu. - Tak sobie myślę, że dwudziesty pierwszy wiek dwudziestym pierwszym wiekiem, ale nie zapominajmy, że lepsze jest wrogiem dobrego. Ja bym wrócił do papierowych dzienniczków ucznia.
Nauczycielom słowa skargi zamarły na ustach i ochoczo stwierdzili, że właściwie oni też tak myślą.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:16)

Komentarze

Zabrakło mi słów, cudowne.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1470963

Dziękuję i pozdrawiam :)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1471278