PO jako wybawca

Obrazek użytkownika tonymld
Blog

Po upływie roku i możliwości objektywnej oceny działań rządu p. Donalda Tuska, można spróbować w jakiś sposób ocenić jego działalność.

Naturalnie w trakcie wyborów w 2007 roku, wielokrotnie powtarzano, że PO wybawi nas od “kaczystowskiego” reżimu i terroru, że będziemy szczęśliwsi i zamożniejsi. Jakże niemożna było się oprzeć tym pięknym obietnicom i nie uwierzyć? Wszyscy obrońcy obecnej ekipy rządzącej zgodnie podkreślają, iż rok czasu to mało, ciągle im przeszkadza jak nie PiS to prezydent. Bardzo piękne ogólniki, które może i rozumiałbym na samym początku działalności tej “ekipy marzeń”, jednak teraz chciałbym się skupić na pewnych efektach jej działań.

To co mnie drażni w wypowiedziach polityków (zarówno opozycji jak i koalicji), jest fakt, że w wielu wypadkach upraszczają sytuację i posługują się ogólnie przyjętymi sloganami np. “prywatyzacja”, zamiast podjąć rzeczową dyskusję. Z mojej obserwacji także media, nie są szczególnie zainteresowane merytoryczną, konkretną dyskusją - im nawet jest na rękę, aby rzucać proste slogany i jeszcze bardziej skonfliktować obie strony - w myśl zasady: dobry news to zły news!

Wielokrotnie karmieni mleczkiem z napisem, że PO nas wybawi od PiSu może doprowadzić w pewnym momencie do obstrukcji, gdy społeczeństwo się zoorientuje, jak bardzo dali się zwieść i zostali oszukani. Przecież w roku 2005 obie nasze “prawicówki” - PO i PiS wydawały się stać bardzo blisko siebie i być wręcz naturalnymi koalicjantami. Co się zmieniło przez 3. lata, że już tak nie jest?

Doszło do radykalizacji w obu obozach, pozostawiono nam wybór: albo albo. Partie, które wspólnie mogły zmieniać Polskę na lepsze, stały się zagorzałymi wrogami, jak Kargul mówi nie, to Pawlak (bez podtekstów do obecnych ministrów) mówi tak. Wiele już pisano, dlaczego wymarzona koalicja w 2005 roku nie powstała, i moim zdaniem właśnie wybory 2005 roku, są swoistym punktem wyjścia dla obecnej sytuacji politycznej w naszym kraju.

Brak porozumienia, bądź odwagi do przejęcia wspólnie z PiS władzy, doprowadziło do wykrwawienia się PiSu, który jako partia wygrana miał obowiązek stworzyć rząd i zapewnić mu odpowiednie poparcie. Najprawdopodobniej poszło o szczegóły, wynik wyborów prezydenckich jak i parlamentarnych był dla PO poważnym ciosem, jednak trzeba przyznać, że stosunkowo obronną ręką PO wyszło z tej opresji - być w opozycji jest zawsze łatwiej, jednak rozczarowanie po przegranej, może prowadzić do wewnętrznych konfliktów.

PiS musiał (?) podjąć współpracę z LPR i Samoobroną, które należy określić jako skrajne. Jednak moim skromnym zdaniem, prezes Kaczyński wykazał się geniuszem i odwagą: zamiast prosić na kolanach PO by wspólnie rządzili, pokazał im, że jak nie to nie. Dodatkowo, poprzez wybory w 2007 r. ww. element wywrotowy pozostał poza parlamentem i doszło do krystalizacji sceny politycznej, za co Tusk i cała Polska powinni Kaczyńskiemu pomnik postawić: im mniej graczy w parlamencie, tym sytuacja bardziej przejrzysta i przewidywalna. Oczywiście w moim odczuciu jest jeszcze jedna partia, która powinna być poza parlamentem. Aby nie wymieniać jej z imienia, nazwę ją “prostytutką” polityczną, która każdemu chętnie da, w zamian za pewne korzyści…

Poprzez wcześniej wspomnianą radykalizację jak i wzajemne zwalczanie obu dużych partii politycznych nie do pomyślenia jest fakt, aby w najbliższym czasie oba obozy podjęły rzeczową współpracę - chyba obu obozom brakuje “Polityki miłości”, tymbardziej że obie partie są raczej jako katolickie - czyżby to potwierdzało w pewnym stopniu moją teze o pewnej polskiej katolickiej obłudzie? Chyba miłowanie w polityce i w życiu prywatnym obu partii różni się zasadniczo, i główna idea miłości politycznej to “miłuj bliźniego, aż koszulę zedrzesz z niego…”.

Jeśli przyjmiemy tezę, że PO to ta dobra partia, to teraz należy się rozprawić z pewnymi mitami, które są nam ciągle powtarzane, efekty pracy są faktycznie mizerne. Oczywiście rok to za mało na realizację całości, ale w moim odczuciu, PO specjalnie nie różni się od PiS, nawet może wypada trochę gorzej.

Platforma obiecała nam wiele rzeczy, zechcę się odnieść do tych, które w moim odczuciu były możliwe do zrealizowania w ciągu okresu, odkąd mamy ten “cudowny” rząd. Bardzo ciekawe i ważne, jest zestawienie obietnic wyborczych na stronie Tuskwatch.pl.

1. przyśpieszenie wzrostu gospodarczego - faktem jest, iż kryzys gospodarczy to nie wina ani pis ani po, jednak jego widmo było widoczne już wcześniej - około lipca 2007 r. robiło się coraz głośniej, tylko jeszcze wtedy nie było to tematyzowane. Jednak coż to jest dla specjalistów, których jak mniemam PO ma pod dostatkiem. Dlatego powinni się zająć zabezpieczeniem wzrostu gospodarczego, po objęcu władzy, przecież w MF mają specjalne organy, które monitorują sytuację na bieżąco. Kroków jak widać niepoczyniono w tym kierunku. Pewnie dla tego, że o wiele łatwiejsza jest polityka sukcesu, aniżeli walki z ew. kryzysem. Będąc w opozycji PO zarzucało, że PiS nie wykorzystuje odpowiednio wzrostu, że brak pewnych rozwiązań legislacyjnych - skoro problemy były już w opozycji widoczne, dlaczego w krótkim czasie po objęciu rządów, nie podjęto odpowiednich działań?

2. budowa nowoczesnych dróg i autostrad - nie trzeba być specjalistą, aby stwierdzić, iż jest to jeden z bardzo istotnych priorytetów i ważny z wielu względów: napędza koniunkturę, daje zatrudnienie, zwiększa konkurencyjność naszego kraju, ważny element, przy organizacji takich imprez jak EURO2012 czy też łatwiejszy do zrealizowania teraz, bo przecież są fundusze europejskie. Jak to ujął niedawno MI Grabarczyk> autostrad się w sklepie nie kupuje. Pełna zgoda, ale za to się podpisuje umowy i zmienia procedury tak aby cały proces papierkowy był prowadzony szybciej. Jednak nie słyszałem o jakichś specjalnych zmianach. Dodatkowo kwestia GDDKiA, którą skontrolował NIK powinna być bardziej nagłośniona i zbadana przez pana Tuska - nie wierzę, że Polacy nie poparli by zwiększenia zatrudnienia, aby tylko mieli więcej autostrad. Efekty mizerne, a koszta niestety rosną. Szkoda, bo teraz w trakcie recesji - wiele firm, chętnie by robiło cokolwiek, aby nie musieć wstrzymywać swojej pracy.

3. likwidacja NFZ & bezpłatny dostęp do opieki medycznej - nie rozumię jednego, po co co średnio 6. lat zmieniać radykalnie system ubezpieczeń zdrowotnych. Propozycja AWS-UW tj. kasy chorych były ciekawym rozwiązaniem. Jednak system został scentralizowany w formie molocha. Wobec czego co do likwidacji NFZ mógłbym poprzeć jednak jaka alternatywa? O wiele łatwiej niszczyć niż tworzyć? Do tej pory nie słyszałem żadnej propozycji. Jeśli chodzi o bezpłatny dostęp do opieki medycznej, to rzekomo taki nam konstytucja i ustawy gwarantują? Z pewnością kwestia zdrowia jest ważna, jednak decyzje w tej materii podejmowane, muszą być zgodnie, poprzez wszystkie partie w parlamencie podejmowane, tak aby nie było, że za kilka lat znowu ktoś wymyśli, nowy lepszy system. Szkoda, że się nie zastanawiamy, jak ulepszyć obecny system? Ponieważ koszta likwidacji są chyba wyższe, aniżeli zmian na lepsze - np. aby NFZ był podzielony na samodzielne, regionalne oddziały - quasi Kasy chorych?

4. podatek liniowy z ulgą prorodzinną, likwidacja niepotrzebnych opłat - jak najbardziej skłaniam się ku temu, aby stwierdzić, że są to tematy zastępcze, które często są powtarzane, a niewiele się w ich sprawie robi.

W Polsce mamy de facto podatek liniowy, i kto chce go płacić go płaci. Ulga prorodzinna, to moim zdaniem za mało. Państwo powinno się skupić na tym, aby był większy procent urodzeń, bo od tego zależy reprodukcja społeczeństwa, system ubezpieczeń jak i ewentualna konieczność uzupełniania braków na rynku pracy, poprzez różnych migrantów. Jest to niewątpliwie wyzwanie, które tak samo spotyka “nowe” demokracje jak i kraje zachodnioeuropejskie. Odpowiedzią na to powinna być szeroko rozumiana polityka prorodzinna - czyżby Giertych miał rację? Mając dużo dzieci, jest kogo uczyć w szkołach i nie trzeba ich likwidować. Dużo dzieci, to także potencjalni przyszli pracownicy. Ponadto dzieci oznaczają wydatki, czyli wpływy z podatków. Baby-boom jako siła napędowa gospodarki.

Jeśli chodzi o likwidację niepotrzebnych opłat, to bym się jeszcze raz nad tym zastanowił: przecież to są wpływy budżetu, koszty wydrukowania, papieru no i obsługi też istnieją. Np. na zachodzie płaci się gotówką lub kartą za wydanie zaświadczenia o zameldowaniu, oczywiście są ulgi - np. jeśli chodzi o stypendia. W Polsce z kolei, są głupie znaczki opłaty skarbowej - ich emisja, koloportaż etc. pochłania za dużo środków, dlatego powinno się wprowadzić płatność gotówką, i może aby niektóre opłaty były minimalne - te najczęściej wydawane, a niektóre trochę droższe. Oczywiście likwidacja głupich opłat jak najbardziej. A co się w tej materii zmieniło?

5. walka z korupcją - no cóż, trzeba przyznać, że sam fakt istnienia takiej instytucji, może od razu zniechęcić kogoś do zawierania pewnych lewych zobowiązań, jednak pani mSZ (minister Spraw Zbędnych) pokazuje, jak z walki z korupcją można zrobić szopkę. Po co kogoś ścigać za głupie dorsze? Po co wydawać takie środki? Lepiej by było, jakby każdy mąż stanu, minister etc. wiedział, że za użycie karty służbowej w prywatnych celach, grozi dymisją. Walką z korupcją powinny się zajmować bezstronne służny, bo w przeciwnym wypadku będzie to zwykła walka polityczna, jak to widać na przykładzie CBA versus ABW. Czy o taką Polskę nam chodziło? A coż nasz kochany premier zmienił? Zastąpił co najwyżej ludzi z Samoobrony ludzmi PSLu, którzy mają już wprawę w nepotyzmie, we wszelkich jego odmianach. A pani Pitera, musi nabrać wody w usta i milczeć.

6. realizacja polityki historycznej - no ciekawe. A gdzie był pan Premier, jak była 90. rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę? Czy w takich sytuacjach, nie powinnien być wspólnie z Prezydentem? Czy może uważa, że nie jest to ważne? Najlepsze jest to, że nie wymaga to ani żadnej ustawy, wystarczy przyjść i pokazać, że Polska mimo podziałów, w dni takie jak ten, potrafi wspólnie świętować. A szkoda…

Ostatnio pikanterii dodaje proponowane głównie przez naszych zachodnich sąsiadów tzw. Centrum Historii Europy, w której historia jest odpowiednio selekcjonowana. Sposób podejścia do kwestii polskich, które jednoznacznie wpisują się w istotną historię Europy budzi moje wielkie zdziwienie. Szczególnie brak odpowiedniej reakcji, ze strony pana Premiera, który tymbardziej jako historyk powinien wtrącić nasze Polskie trzy grosze. Gdzież ta polityka historyczna? Potulność wobec sąsiadów to okaz słabości. Niemcy potrafią świetnie obejść kwestie smutnej przyszłości i iść do przodu. A my mając tak chlubną historię, nie potrafimy się wypromować! A przecież to pierwszy rząd, z tak świetnym PR, wiec chyba ktoś po prostu nie chce realizować tego typu polityki i wynika ta deklaracja bardziej z konformizmu aniżeli przekonań.

Także brak zdecydowanych reakcji na kłamliwe publikacje niemieckich mediów, króre przeinaczają historię (przypadkowo?) na swoją korzyść, budzi moje wątpliwości.

7. zmiany w prokuraturze (min. rozłączenie funkcji Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego) - czy tak dużo trzeba, jeśli prof. Ćwiąkalski jest specjalistą? Taką zmianę, można szybko i łatwo przeprowadzić. Chyba że się nie chce, albo rząda się zmian będąc w opozycji, podczas rządzenia najwidoczniej to nie przeszkadza, bo można atakować przeciwników politycznych, typu Ziobro.

8. ograniczenie przywilejów władzy, likwidacja immunitetu - nieprawdaż jak pięknie to brzmi? Jednak władza ma pewną wadę - uzależnia. Dlatego raczej jasno trzeba stwierdzić, iż to jest czysto PRowskie zagranie. Efektów brak, a miało być tak pięknie i obywatelsko.

Nie doczekaliśmy się konkretnej ustawy bądź nowelizacji systemu prawnego, aby osoby skazane prawomocnym wyrokiem sądu nie mogły zasiadać w ławach poselskich. Co więcej mam wrażenie, że mamy do czynienia z podwójną miarą: jak Samoobrona była w rządzie to PO była wielce za, a teraz rządzi i nie widać żanych efektów.

Chyba najbardziej zadziwiające jest to w jak dziwnym kraju żyjemy, o czym świadczy przykład byłego wójta Dorohuska, który wójtem być nie może, ale startować do sejmu, jednej z ważniejszych konstytucyjnych instytucji Rzeczypospolitej już tak - czy posłowie są wyjęci spod prawa i są niczym “święte krowy”?

Zainteresowanych szczegółami odsyłam do artykułu na stronie Dziennika Wschodniego.

9. decentralizacja władzy - równie pięknie brzmiące hasło, jednak ma ono sens wtedy i tylko wtedy, gdy na szczeblach które dostaną władzę są nasi ludzie. Sama decentralizacja dla decentralizacji to nic nie warty slogan. Moim zdaniem, należałoby się zastanowić, które kompetencję naprawdę warto przenieść jako prerogatywy władzy samorządowej, a które muszą być podległe władzy centralnej. Niestety brak rzeczowej dyskusji. A szkoda.

Przecież decentralizacja może prowadzić do wielu rzeczy - albo “landyzacji” a la Niemcy bądź tylko w części przekazania kompetencji, które są w innych państwach unitarnych domeną samorządowców. Bardzo niezprecyzowane poglądy, oczekiwałbym od PO konkretów a nie ogólników.

Przedstawiłem kilka wybranych propozycji, które w mojej ocenie można i trzebaby było przeprowadzić w pierwszym okresie rządzenia, ponieważ wtedy to społeczeństwo jest pełne zaufania i lepiej przyjmuje także trudne decyzje. Najwidoczniej kot Alik namieszał, i zamknął te szuflady z ustawami i przystopował prace PO. Zostaliśmy nakarmieni obietnicamy, wybawieni od PiSu, ale co dostaliśmy w zamian? Nic specjalnego, miało być inaczej, a jest jak było. Chyba można tą sytuację na swój sposób porównać do demokratyzacji naszego kraju - wydawało się, że po obaleniu komuny, będzie już tylko z górki, nic bardziej mylnego. To dopiero początek!

I jeśli ktoś nie ma koncepcji to jest przegranym. Nie widzę specjalnie tej alternatywy, Dopiero po roku czasu pojawiły się jakieś istotniejsze projekty. Miała być rewolucja październikowa, a zanosi się co najmniej na powstanie styczniowe, z którego niewiele wyniknie. Także zaufanie wyborców ma swoje granice, i będzie się kurczyć a wtedy nie będzie już tak cudownie.

Największy błąd jaki popełniła Platfotma, to złożenie obietnic, które ciężko będzie spełnić. Tymbardziej iż w roli koalicjanta jest pewna partia, która będzie ostro dawała po hamulcach, w razie zagrożenia własnych interesów. Parafrazując słowa Marszałka Komorowskiego: “Jaki koalicjant, takie rządzenie..”.

To czego ewidentnie brak PO, to brak konkretnej wizji, więcej w tym miłych sloganów i hasełek, z których nic nie wynika. Brak szacunku dla prezydenta też nie świadczy dobrze o partii mającą się za inteligencką.

Nie ma się co łudzić, także za rok nie będzie widać wiele efektów pracy rządu. W kuluarach otwarcie się mówi, iż wielu ważnych polityków PO ucieknie do Parlamentu Europejskiego, czyżby brakło już koncepcji na władzę?

Osobiście współczuję Tuskowi, bo miał naprawdę rewelacyjny start. Ja na jego miejscu zaraz zrobiłbym nowe wybory i wywindował swoją większość na 60%. Oczywiście wiąże się z tym ryzyko, ale wtedy już nic nie stoi na przeszkodzie, aby realizować swój program polityczny, zarówno opozycja wszelkiej maści jak i prezydent są wtedy nic nie znaczącymi pionkami w grze…

Brak głosów