Prezydent Nonsens - kandydat PO

Obrazek użytkownika tonymld
Kraj

Kandydata PO w wyborach prezydenckich w Polsce uważam za postać bezsensowną, o ile nie jest to Donald Tusk.

Przez niemal pięć lat próbowano nam, kacza mać, wmówić, że wszelkie zło Polski i przyczynek losu rodaków, leży w dużej mierze w poczynaniach pałacu prezydenckiego i stojącego na jego czele L. Kaczyńskiego.

Polska polityka, o ile tak nazwać można mało konstruktywne kłapanie dziobami naszych klaunów, stała się nieprzerwanie od czasu wyborów w 2005 r. taką niby kampanią prezydencką. Wykreowany został wirtualny i rzeczywisty pojedynek gigantów: Tusk - Kaczyński. O ile temu pierwszemu było o wiele łatwiej - choć przegrał, to całe dwa lata (2005-07) jego ludzie stali za nim murem będąc w opozycji i nie podważali jego autorytetu. Dzięki temu Donald został dalej szefem partii i mógł być dalej kandydatem na wymarzone stanowisko. Z kolei problem Kaczyńskiego, to jego brat i PiS. I nie piszę wcale tego, aby w jakiś sposób robić ujmę prezydentowi. Wręcz przeciwnie, staram się wyjaśnić jego dziwne i trudne położenie.

Otóż Lech Kaczyński, cokolwiek by nie zrobił, zawsze był (i pewnie będzie) oceniany z perspektywy brata oraz partii z której się wywodził. W pierwszych latach prezydentury, na każdy atak na prezydenta, odpowiadał PiS. To jeszcze dolało oliwy do ognia, dając złudne wyobrażenie że PiS i Prezydent RP to to samo… Und hier liegt der Hund begraben.

Wracając do nonsensowności wystawianych kandydatów PO: decyzja o plebiscycie, czy niekandydowaniu (nie bardzo wierzę) D. Tuska jest może i dziwna, ale w chwili obecnej niegłupia. Otóż wszelkie możliwe ataki są kierowane na obu rzekomych kandydatów. Przy nich pewnie Donek, wyjdzie na dobrego wujka. Kolejna sprawa, to Komorowski i Sikorski, nie są ludźmi przypadkowymi, co sprawia, że stanowią również zagrożenie dla samego premiera.

Następnie, B. Komorowski, widnieje jako kandydat doświadczony, sprawujący już wcześniej ważne funkcje. Trochę cienia, na ten wizerunek kładzie sprawa WSI czy kwestie działka MON i rzekomej afery Szeremietiewa. Jednak wydaje się kandydatem bardziej prawdopodobnym i zaufanym od Sikorskiego. Potrafi rozładować napięcie wokół swojej osoby, przez co nie wychodzi na oszołoma i szczekacza (jak np. Niesiołowski). To sprawia, że jest dobrym kandydatem B.

Z kolei Sikorski, jako nowoczesny, wykształcony i obeznany w establishmencie jawi się jako “nowy, młody, zdolny”. Prawie jak Obama. Tylko czy oczekiwania nie przewyższają prawdziwej wartości? No i nie bez powodu, czasem piszę o nim (zd)Radek. Otóż, to może być dobry kandydat na ministra, może i premiera. Ale nie na prezydenta. Owa postać, wbrew pozorom uprawia własną politykę. Poprzez swoje amerykańskie powiązania jest zbyt samodzielny, wobec czego i niebezpieczny dla Tuska i PO. Poza tym jeśli raz zdradził, to może to zrobić ponownie…

Jego ewentualna kandydatura jest możliwa, po odbyciu kadencji przez Tuska lub Komorowskiego. Nie zapominajmy, że ma bardzo ostre i skrajne poglądy. I właśnie owa nieprzewidywalność i niezależność jest zagrożeniem samym w sobie. Przy nim Lech Kaczyński to dobranocka, przed kinem grozy po 23:00. Jeśli jednak wystartuje, to stanowił będzie poważne zagrożenie, nie tylko dla PiS ale także dla PO czy SLD. Ciekawe kogo teraz będzie chciał dożynać? Niech Tusk uważa, aby i mu się za “wilcze oczy” nie oberwało…

Nonsens obecnej sytuacji ma ukryty sens. Opozycja będzie się koncentrowała na rzekomych kandydatach. Nie ważne co się będzie o nich mówiło, ważne że będzie się o nich mówiło. Taka darmowa promocja. No i najważniejsze, partie opozycyjne będą się ostro produkowały, aby zwiększyć szanse popieranych przez siebie kandydatów, koncentrując dyskusję czy atak na obu kandydatach B.

A wtedy, gdy wybije godzina, znów ujrzymy TUSKU MUSISZ! Co zrobi Donald? Otóż jak pokazała afera hazardowa (skoro premier uznał, że była to była, Słońce Peru widzi wszystko z góry i wie jak jest, a nie jak ten parlamentarzysta od robaków, gnidołowski czy jak mu tam) miłościwie nam panujący Donald zdał sobie sprawę, że jego ludzie mogą być umoczeni i mieć ciągoty do robienia geszeftów (Rychu, Zbysio, Miro). Wobec czego ważne jest utworzenie drugiego ośrodka władzy (Komorowski, Sikorski), aby utrzymać kontrolę. Wierzę głęboko, że Tusk zechce zrealizować swoje ambicje prezydenckie, ale zdecyduje się na to, dopiero wtedy, gdy ugruntuje swoją władzę w partii, bo chce mieć ciastko i zjeść ciastko.

Ciekawa sprawa, czy Tusk zdecyduje się na kontrakt z Olechowskim. Obecnie raczej w to wątpię, ponieważ Piskorski pewnie ma dużo ciekawych “artefaktów” na ludzi z PO (czyżby też haki…) i może wspólnie z Olechowskim próbować przejąć platformę.

Natomiast problem opozycji, w tym wypadku PiS, polega na tym, że nie ma on alternatywy. Proszę zauważyć z jaką łatwością PO potrafi żonglować nazwiskami możliwych kandydatów. A szkoda, bo warto mieć ukrytego asa w rękawie. Czy mógłby nim być Ziobro? A może ktoś zupełnie inny?

Teraz moje porównanie, dość teoretyczne walki prezydenckiej:

Tusk - Kaczyński

możliwa druga tura, wyrównane szanse, duża mobilizacja, emocje, ważny będzie finisz, może znów damy się zaskoczyć, swojego rodzaju gra o wszystko

Sikorski - Kaczyński

dużo sympatyków PiS nie będzie miało problemu z poparciem Sikorskiego, możliwa tylko pierwsza tura, Sikorski wygrywa

Komorowski - Kaczyński

większa mobilizacja niż w pojedynku z Sikorskim, bardziej wyrównane szanse, wynik niejednoznaczny, z drugą turą, gdzie wygra Komorowski

Sikorski - Ziobro

pojedynek młodych wilków, ostra walka, duża mobilizacja, jednak mało prawdopodobny scenariusz

Najbliższe dni, tygodnie i miesiące pokażą który scenariusz będzie bardziej prawdopodobny. My możemy tylko przypuszczać. Jednak z mojej perspektywy, realni kontrkandydaci to Komorowski, Tusk po jednej stronie, a Kaczyński Lech po drugiej.

Problem Kaczyńskiego polega na tym, iż nie wytworzył i nie wyeksponował własnej marki, jak to udało się Kwaśniewskiemu. Jego prezydentura to nie jest może czas stracony, ale wrogowie nie śpią i na pewno rozliczą go z obietnic. To może okazać się zimnym prysznicem i pokazać, że prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu nie zależy tyle na partii co na bracie, wobec czego jestem pewien, że Jarosław będzie gotów poświęcić partię dla brata. Tylko czy nie będzie to pyrrusowe zwycięstwo. Przecież sam prezydent kraju nie zmieni.

Kolejny aspekt Nonsensu, to fakt, że główna linia konfliktu w polskiej polityce, to rząd kontra prezydent, silnie wspierany przez opozycję (PiS). Po ew. wygranej kandydata PO w wyborach prezydenckich, dojdzie do nonsensu, bo któż będzie odpowiedzialny za niepowodzenia rządu. Komu będzie można przyszyć “gębę” togo złego, co nie pozwala na zmiany. Paradoksalnie PO potrzebuje Kaczyńskiego jako prezydenta, aby dalej mobilizować lemingi i ukazywać swoją heroiczną walkę postępowego i nowoczesnego dobra, z zacofanym i zaściankowym kaczystowskim złem, uosobionym w postaci obecnego prezydenta.

Gdy PO obejmie także władzę nad urzędem prezydenckim (w wariancie Komorowski lub Tusk) to z pewnością w partii dojdzie do większych podziałów, które coraz bardziej zaczną się uwidaczniać. Wspólny wróg potrafi jednoczyć i motywować w działaniu. Gdy go zabraknie, hulaj duszo, piekła nie ma. Wtedy PO może śmiesznie podzielić los SLD, a i SD (jako nowa alternatywa) może próbować zająć miejsce, gdzie zaparkowała dotychczas platforma.

Zamiast zająć się sprawami Obywateli, PO zajmie się wyścigiem szczurów, i kopaniem dołu dla siebie, czego im serdecznie życzę i przeszkadzać w tym dziele nie zamierzam.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

 PO obsadziło swoje hieny i szczury na ważnych stołkach uzyskanych w wyniku katastrofy z dnia. 10.04.2010 w Smoleńsku  ,dolar poszedł drastycznie do góry bo jakiś nieuk ,kabotyn zaczął rządzić ,skutki są tragiczne ,paliwo poszło do góry i rolnicy nie obsiali pół w sondażach prowadzi Jarosław Kaczyński 

http://fakty.interia.pl/raport/wybory-2010/ankiety/w-wyborach-prezydenckich-zaglosuje-na/wyniki,18606

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#66310