|
|
10 lat temu |
kolejny interes z historią w tle |
Jako rodzimy warszawiak z dziada, pradziada mówię stanowczo NIE jakimś grupom, które chcąc zrobić własny biznes wykorzystują "część" naszej histori w ewidentnie instrumentalny sposób. Traktujmy naszą historię przez duże "H", a nie przez małe "h". Bo właśnie ta druga służy "dzikim" i niedorzecznym pomysłom. Posługując się historią przez małe "h" zrobimy tylko i wyłącznie kolejny mały "interesik", a to oznaczać będzie tylko to, że NIGDY nie przestaniemy być "dziećmi PRL-u". Bo w pewien sposób poprzez najnowszą historię Polski wszyscy polacy są w jakimś sensie owymi "dziećmi PRL-u". Wyburzenie "Pałacu Kultury" kompleksów nie uleczy bo kompleksy należy leczyć walcząc z własną słabością funkcjonując w tej samej otaczającej nas przestrzeni. Dla osoby zakompleksionej syndromem "dziecka PRL-u" owe brzydactwo w postaci "Pałacu Kultury" będzie zawsze tylko i wyłącznie symbolem potęgi Stalina czy też symbolem "bolszewickiego" buta. Jednak dla osoby wyleczonej z owego kompleksu i traktującej historię przez duże "H" ten obiekt będzie stanowił już całkiem inny symbol. To symbol września 1939 roku kiedy to Londyn i Paryż zadały Polsce dwa ciosy nożem w plecy dzięki czemu Hitler i Stalin mogli rozgnieść niczym robaka "Bękarta Europy". Bo to takiego określenia używano co do Polski podczas "Kongresu Wiedeńskiego" kiedy formowały się pierwsze porozbiorowe zręby naszej przyszłej państwowości. "Pałac Kultury" to też i symbol ofiar "Katynia", to symbol zdrady "Jałtańskiej", to symbol "Powstania Warszawskiego" gdzie polska młodzież próbowała odwrócić bieg historii. Im się nie udało i do dziś nie mamy polski niepodległej i suwerennej. "Pałac Kultury" to symbol kaźni narodu polskiego przez żydowskie szwadrony śmierci w mundurach rosyjskich służb NKWD. Pałac Kultury" to historia Polski w pigułce - tu jest pamięć o Lwowie, Wołyniu, Wilnie itd. Bo gdyby nigdy do tych wydarzeń nie doszło to ten budynek NIGDY by NIE POWSTAŁ !!!! Jeśli zatem dokonamy dzieła zniszczenia "Pałacu Kultury" to tak jakbyśmy dokonywali zniszczenia własnej "Historii" to tak jakbyśmy się pozywali własnej tożsamości. Czyż te nowoczesne szklane piętrowce będą nam w stanie "na ocznie" przypominać gdzie byliśmy, kim byliśmy, gdzie jesteśmy, kim jesteśmy, gdzie możemy być i kim możemy być ? Myślę, że nie. Nie każdy z nas ma czas codziennie biec do muzeum i oglądać płótna Jana Matejki jak "Rozbiór Polski" czy "Stańczyk". Dlatego monumentalny i makabryczy w swym socrealiźmie "Pałac Kultury" jest najlepszym i najdoskonalszym "żywym" dowodem naszej Historii. To jedno wielkie monumentalne "ad memoriam" czyli ku pamięci i PRZESTRODZE !!! W ten sposób obiekt ten staje się pomnikiem i to tym dołączającym do tych określanych "świętościami". Mniejmy w końcu "świętość", która oprócz spełniania tych wszystkich historycznych konotacji i kryteriów będzie równocześnie spełniał wszelkie kryteria obiektu powszechnej użyteczności. Niech to właśnie będzie taka "świętość" gdzie nie trzeba odprawiać modłów i rocznicowych akademii wznosząc patryjotyczne okrzyki i śpiewy. Niech będą tu kina, baseny czy jeszcze inne formy tej publicznej sfery. Niech przychodzą tu wycieczki. Pokazujmy im ten obiekt. To powinien być obowiązkowy program w poznanwaniu historii Warszawy z takim właśnie "specjalnym" podtekstem "patrzcie i podziwijacie do czego doprowadziły zdradzieckie rządy waszych przywódców". My nie mamy się czego wstydzić, a z "Pałacu Kultury" można zrobić doskonały biznes z pożytkiem dla miasta i nie tylko. To wlaśnie będzie najlepszy dowód na to, że "dziecko" uleczyło się z kompleksu "PRL". Jeśli zatem ktoś mówi o zburzeniu tego obiektu to proponuje wyburzyć 3/4 Warszawy. W końcu dominuje tu architektura od "sasa do lasa" gdzie obok zabytkowej kamienicy mamy "plombę" z szkła i metalu, która w dodatku wogóle nie nawiązuje do ogólnego "wystroju" ulicy. Wola, Ochota czy prawobrzeżna Praga to jedno wielkie skupisko "cacuszek" urbanistyki z okresu socrealizmu. Potem wyburzmy epokę gierkowską bo to też komuna, a te blokowiska z żelbetonu z tego okresu w niczym nie ustępują swą ochydnością owej ochydności "Pałacu Kultury". Wiele piwnic przedwojennych kamienic również pokrywa pleśń i grzyb i śmierdzą nie gorzej od tych "pałacowo - kulturowych" katakumb. Już pomijam niejednokrotnie przestarzałe instalacje hydrotechniczne, z których smród bije aż miło. To może zróbmy z Warszawy jeden wielki lej po bombie i zacznijmy od nowa. Wiadomo, że to nonsens jak nonsensem są te pomysły na pozbycie się "Pałacu Kultury". Zwracam uwagę, że sama Warszawa jest także takim swoistym pomnikiem naszej historii. Dlatego pomieszanie stylów architektonicznych w niej panujących jest na to absolutnym dowodem. To dowód jakie te miasto i ten kraj przechodził koleje losu. Od świetności po kompletną ruinę, mozolną odbudowę i daj Boże po następny okres świetności. Może właśnie dlatego ta różnorodność tworzy specyficzny klimat dziejszy Warszawy. Tu każdy coś znajdzie dla siebie: "Jak przygoda to tylko na Mariensztacie z panną taką jak Ty", "Zielony, pieprzony Żoliborz", "Jest Warszawa poprostu jest", "A ja jestem taksówkarz warszawski", "Statkiem do Młocin" i wiele, wiele jeszcze innych barw i klimatów. Nie dajmy się sprowadzić do jednej linijki wytyczonej przez szkło i metal. Bo "mam tak samo jak Ty, takie miasto, a w nim - kolorowe sny". Warszawa i "Pałac Kultury" to dziś już jeden nierozerwalny swoisty organizm i dlatego jak na wstępie mówię gromkie "NIE" w sprawie planów zniszczenia tego obiektu. Pozdrawiam.
|
-2 |
Komunistyczny pomnik Stalina, czyli sowiecki stempel na mapie Warszawy |
|
|
|
10 lat temu |
zgadza się |
tylko, że Bugaj nie był tym co trzeba, czyli "chłopcem z ferajny". Pozatym on był dla nich za mądry. No i jeszcze ta KOR-owska przeszłość. Czyli mason ? Może coś ci wiadomo co to było z tym internowaniem ? Bo to co ja pamiętam to go chyba tylko pare dni trzymali. Myśleli, że wtyka czy figurant ? Nie pamiętam tych szczegółów. Tyle, że go definitywnie na boczny tor odstawili. Ale skoro nie chciała go "Solidarucha" i nie był "czerwonych" to oznacza tylko jedno - wolny strzelec spoza układu. Czyli bez szans. Pozdro.
|
1 |
Czarna owca |
|
|
|
10 lat temu |
sluszna uwaga |
cholewcia ale tak to jest jak czasem człowiek ma pare myśli na raz. Tu Waza, a tu wyszedł Stary. "Aszybka oczywista i bezdyskusyjna". Dzięki.
|
6 |
Niech się święci 25 października - święto WSI... |
|
|
|
10 lat temu |
25 + 4 = 29 |
Znamy datę wyborów, a jest ona jaka jest. Szkoda, że te wybory nie odbędą się cztery dni później. 29 październik, ach jaki to niezwykły dzień i niezwykłe święto, którego do dziś nie obchodzimy. Dlatego proponuję by ci, którzy mają biało - czerwoną flagę w domu w tym dniu wywiesili ją na balkonie czy w oknie czy na innym widocznym miejscu. Jeśli ktoś ne ma flagi to niech w oknie czy innym widocznym miejscu zapali światełko. Zobaczymy wtedy ilu z nas chce suwerennej Polski. Jeśli ktoś nie wie co się wydarzyło w tym dniu to wyjaśniam. 29 października 1611 roku na Zamku Królewskim w Warszawie do nóg królowi Zygmuntowi Staremu upadł Wasyl IV Szujski - Car Rosji. Fakt ten na płótnie uwiecznił nasz wielki Jan Matejko obrazem "Hołd Ruski". To powinno być największe święto narodowe tak jak 4 lipca w USA. Bo to największy geopolityczny sukces Polski w jej 1000 letniej historii. Amen.
|
8 |
Niech się święci 25 października - święto WSI... |
|
|
|
10 lat temu |
plusy / minusy - transformacji |
Ach "M3C" przepraszam za gadulstwo ale jak jest o czym gadać to warto gadać. Choć w rzeczywstości na codzień zbytnim gadułą nie jestem. Największą prawdą tej najnowszej naszej historii jest to, że owa "Tranformacja" to kolejna transformacja bolszewizmu elit wychowanych na dziełach Marxa i Engelsa. Tuż przed tymi wielkimi zmianami podjełem pracę w pewnym Banku. Ten Bank jako jedyna państwowa instytucja (wtedy wszystko było państwowe) miał swoje filie na zachodzie Europy. Poprzez różnego rodzaju operacje handlowe Bank zasilał polską agenturę na Zachodzie. To dzięki tej pracy mogłem obserwować niejako od kuchni jak "larwa" chce przepotwarzyć się w "motyla". Władza szkoliła wybranych sobie młodych zdolnych, a te szkolenie polegało najpierw na ukończeniu "właściwej" szkoły wyższej w Moskwie, a potem jej adepci mieli sponsorowane studia na najlepszych zachodnich i amerykańskich uczelniach. Ci ludzie nie musieli już mieć legitymacji "PZPR". Byli synami i córkami pierwszych "zasłużonych" bolszewików. Osoba, która była spoza tego układu w tej rywalizacji nie miała szans. Nie każdy ma przecież możnego wujka lub ciocie, którzy zasponsorują jej studia na Harwardzie, Cambridge czy w innej szanowanej uczelni. Ta ówczesna bolszewicka "elita" w ten sposób przygotowywała grunt pod "transformację" dla siebie i pod siebie. Powstawały "Centrale Handlu Zagranicznego", które były kolejnymi tajnackimi agendami. W tych instytucjach jak i w Bankach czołowe miejsca zaczynali zajmować ci "nowi". Zajmowali kierownicze i eksponowane miejsca w zakładach pracy i fabrykach. Ci "nowi" czyli odpowiednio ukształtowani ideologicznie przez odpowiednią "tradycję" rodzinną, odpowiednio powiązani układami jakie panowały w systemie i odpowiednio wykształceni przez system i odpowiednio przygotowani na "transformację". Ci "nowi" nie musieli już mieć partyjnych "legitek" bo tę "legitke" mieli ale już zupełnie gdzie indziej - zakodowaną w głowie. Tak też patrzyłem sobie jak ów Bank, w którym pracowałem staje się kuźnią "talentów" i pierwszym stopniem do tego czym potem będzie "Unia Wolności". Dziś widać, że ta "transformacja" nie przyniosła nam "motyla". Gdyby tak było to być może nie było by jeszcze aż tak źle. Ta "transformacja" stworzyła jednak coś gorszego - wielogłową "Hydrę" z mnogością wypustek i macek, które do dziś penetrują każdy obszar życia w tym kraju. Ta władza była już przygotowana do zmian. Trzymała w ręku wszystkie sznurki i nie musiała się z nikim dzielić. Tylko, że ta władza chciała wprowadzić drakońskie "reformy", których ciężar ponosiliby zwykli obywatele. W obliczu owego młodzieńczego buntu to po wprowadzeniu tych "reform" istniała realna groźba, że i ci "starsi" znowu do tego nurtu dołączą. Przypomnę ci, że o ile "Solidarność" wcześniej stała na pozycji dialogu - "porozmawiajmy jak Polak z Polakiem", "musimy wypracować kompromis", tak ta młodzież w swych poglądach już była kompletnie radykalna - "muchy do puchy", "czerwone latarnie". Dlatego ta władza potrzebowała czegoś co uwiarygadniało by wersję, że o to komuna odpuszcza i chce dialogu ku polepszeniu ogólnej sytuacji. Do tego potrzebna była umorusana po pachy w "kakao" i kontrolowana Solidarność. W ten sposób wdrożono drakońskie "reformy", których ciężar ponosili obywatele ale buntów już nie było. A ta władza dalej sprawowała wszystkie najważniejsze funkcje i trzymała wszystkie sznurki. Nic nie zostało obalone żaden komunizm, żaden PRL. Mieliśmy tylko kontrolowaną transformację z PRL do PRL Bis. Fragment serialu jaki tu pokazałaś pochodzi z okresu kiedy obowiązywała bodajże już ustawa Wilczka. Dobrze by się stało by ta ustawa właśnie teraz wróciła do życia. Bo to ona wyzwoliła w polakach inicjatywę gospodarczą. To że ta inicjatywa przymowała czasem rożną postać od groteskowej po taką dość haniebną nie powoduje u mnie zdziwiena. Bo jak polacy i gdzie i od kogo mieli uczyć się tego kapitalizmu ? W PRL własna działalność była non stop na "cenzurowanym". Tylko od czasu do do czasu władza dawała "zielone" światło by za chwilę te światło zgasić. Ustawa Wilczka była ustawą prostą bo w sumie to tylko były chyba czterech punkty ale odwoływała się do "wolności" gospodarczej. To właśnie powodowało wybuch tej inicjatywy. Polacy pomimo dość ciężkiej sytuacji byli chyba o wiele zaradniejsi niż dziś ale ta ustawa dawała szansę, a nie je blokowała. W każdym systemie jaki stworzymy znajdą się jacyś "Nikosie" i kanalie i dziś przecież też ich nie brak. To tylko kwestia wykształcenia mechanizmów, które by je eliminowały ale na to trzeba czasu. Mądrego prawa jak też wykształcenia odpowiedniej postawy obywatelskiej. Ale tej ustawie nie dano szansy dłuższego bytu. Dziś z ustawy Wilczka nie zostało już nic bowiem kolejne rządy zaczeły dopisywać do niej kolejne ograniczenia i zakazy. Tak znowu zabito tę pozytywną energię jaka tkwiła w naszym narodzie. Za to mamy talmudyzm bankowo - urzędniczy. Dziś strach otwierać własną firmę bo lada jaka urzędnicza kanalia nie wiadomo na jakiej podstawie może nam ją odebrać, a mało tego możemy stracić przez to i cały nasz dorobek. Bo jak urzędnik ma dobry humor to w akcie łaskawości najwyżej zabierze nam traktor. Ten serial jest serialem tamtych czasów bo każda epoka ma swoje seriale. Dziś zamiast tego mamy seriale horrory "made in ISIS". Te kiepsko zmontowane filmy są właśnie najlepszym przykładem nowoczesnych "mądrych" seriali. Czy w tym "lądynie" to już nie potrafią zrobić czegoś porządnie ? Ale filmy właśnie tak mają wyglądać bo odwołują się do nieco niższego piętra w naszym mózgu. Tym niższym piętrem jest ośrodek odpowiadający za "emocje". Dziś cały przekaz medialny własnie jest ukierunkowany na "emocje". Do tego potrzebny jest niski poziom oświaty, który Polska realizuje zgodnie z dyrektywami UE. Tak wytresowane jednostki i przygotowane do odbioru podprogowego będą postrzegać świat tylko poprzez "emocje". Jednak co raz trudniej będą w stanie coś zanalizować czy połączyć wiele wątków w logiczną całość. Poziom wyższy ich mózgu gdzie znajduje się płat czołowy wraz z korą mózgową przy tych praktykach zostaje wyłączony. Wystarczy do tego jeszcze alkohol czy inne narkotyczne używki, a wyłączenie ośrodka analitycznego może nastąpić na bardzo długi okres. W ten sposób lansuje się dziś takie programy jakie się lansuje, a więc odwołujące się do "emocji". Internet to kolejne narzędzi do procesu "kretynizacji" społeczeństw. Takie niby nic znaczącego jak owe "lajki". Przecież określenie czy pojęcie "lubię" odnosi się właśnie do "emocji". Dziś "lubię" jutro nie "lubię", a społeczeństwom wychowanym na takim postrzegeniu świata będzie łatwo wmówić, że "X" jest dziś kanalią, a jutro "X" będzie wybitnym specjalistą godnym szacunku, "Y" jest dziś wrogiem ale jutro "Y" jest największym przyjacielem. To się już dzieje więc dokąd my zmierzamy ?
Na koniec droga "M3C" odowiedź na Twoje pytanie w kwestii mojego "awatara". Już za samo zadanie tego pytania masz u mnie wielkiego "Plusa" (ale telefonu komórkowego Ci nie sprezentuję bom ja żadna "telefonia" hahaha). W każdym razie - "BRAWO" !!! Mogę zatem teraz powiedzeć jedynie - no w końcu !!! Oczywiście, że nic nie propaguję. Nie jestem żadnym orędownikiem tego czegoś. Droga "M3C" to nie ten biegun, a zupełna jego odwrotność. Nazwijmy to, że to alarm, sygnał, ostrzeżenie ale to też i mój taki mały powiedzmy sprawdzian (sonda). Być może będzie to potem dobrym materiał do dyskusji na temat patriotyzmu. Od czego powinien się on zaczynać i od czego powinno zacząć się go jeść. Ale póki co to o wynikach tych moich "badań" jeszcze za wcześnie by mówić. To trochę za wcześnie ale "rycerstwa" niewiele na horyzoncie widać. Natomiast jeśli chodzi o propagowanie tego czegoś to przecież robi to właśnie ten transformersowy bolszewicki "nierząd". Robi to w biały dzień i na oczach całej zgromadzonej gawiedzi. Dowód ? Proszę sobie odszukać jakieś materiały (fotki, filmiki) z ostatnich rocznicowych obchodów wybuchu "Powstania w Gettcie Żydowskim" w Warszawie. Tam znajdziecie to coś co jedynie mogę nazwać czy przyrównać do czegoś w postaci logo. Zobaczycie wtedy gdzie tego logo i na czym te logo jest umieszczane. To dowód do jakiego stopnia owa elita w tym kraju jest zdemoralizowana. Do jakiego stopnia gotowa jest profanować wszystkie świętości związane z naszą narodową kulturą. To dowód na ich pełną marionetkowość i służalczość wobec obcych mocodawców. To dowód, że nie są żadnymi naszymi reprezentantami. I żeby było jasne droga "M3C" mam tu na myśli cały uklad "magdalenkowo - okrągło stołowy". To nie Ja coś profanuję to te Państwo dokonuje profanacji. Dlatego też jeszcze jakiś czas będę używał tego "awka" choć mnie on osobiście brzydzi. Ale na razie tak trzeba droga "M3C". Pozdrawiam serdecznie.
|
2 |
Czarna owca |
|
|
|
10 lat temu |
ojcowie sukcesu |
Sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą. Może od tej prawdy zacznę bowiem po przeczytaniu powyższego felietonu sam doznałem pewnej nostalgii. Co wspólnego ma ta sentencja z tą moją nostalgią to być może się okaże na sam koniec. Zacznę od nostalgii, która mi zawsze kojarzy się z okresem od 1976 do 1989. Przed 1976 rokiem byłem w wieku jeszcze mcno szczenięcym i wiele zdarzeń z naszej najnowszej historii pamiętam jak przez mgłę - jak jakiś przerywany sen gdzie pojawiają się jakieś obrazy by zaraz zniknąć.
1968 rok - pamiętam naszą ulicę Noakowskiego, która jest na przeciwko starego gmachu Politechniki Warszawskiej. Brama nr 10 gdzie mieściła się cukiernia pana Wróbla. Uwielbiałem biegać tam na ciastka, zwłaszcza marcepanowe. Moi rodzicie wraz ze mną mieszkali u przyszywanej cioci. Ciocia była damą wychowaną jeszcze w przedwojennej cezurze. Pomimo przeżytej gechenny w Ravensbruck nic nie straciła z tej damy. Ciocia miała ten zwyczaj, że choćby nie wiem jak się paliło i waliło to o godz 17 obowiązkowo wychodziła do do pobliskiej kawiarni. Tam siadała przy małym stoliczku, zamawiała kawę, a następnie wyciągała paczkę papierosów i fifkę - "bo kobieta jeśli już pali to nie może trzymać papierosa w ustach, to wulgarne, ohydne i no passe i dlatego fifka musi być koniecznie". Tak zawsze mówiła ciocia. Lubiłem ją odprowadzać do bramy naszej kamienicy bo wtedy ciocia dawała mi 5 starych zł (chyba z rybakiem jeśli pamiętam) co oznaczało dwa ciastka w cukierni. Potem ciocia patrzyła jak biegnę z powrotem do mieszkania i znikała w bramie wychodząc na ulicę. Ale 1968 rok to też i inne obrazy. Oto ta sama ulica. Moja mama trzyma mnie kurczowo za rękę, a jakiś mężczyzna w chełmie i mundurze legitymuje ją pod sklepem spożywczym. Potem rzut oka na placyk przed gmachem Politechniki i tam już inny mężczyzna w chełmie i mundurze goni z jakąś pałą w ręce grupkę uciekających chłopaków w kierunku ulicy Polnej. Kolejny obraz to Noakowskiego wieczorem. Ulica jest przepełnieniona tłumem ludzi, a okna budynku Politechniki jarzą się pełnym blaskiem. W oknach tych pełno wyglądających głów i powywieszanych transparentów z jakimiś napisami. Robi się ciemno i zgromadzona ludność na ulicy zapala świece. Teraz widać jak ktoś z ulicy rzuca przez ogrodzenie oddzielające budynek Politechniki od ulicy jakieś tobołek. Po drugiej stronie młodzi ludzie natychmiast to wszystko zbierają. Nagle wszyscy robią las podniesionych rąk, a z naszej bramy po tych rękach w kierunku tego ogrodzenia płyną kolejne tace z ciastkami od pana Wróbla.
1970 rok - to samo mieszkanie, wieczór. W jednym pokoju, który zajmowaliśmy u cioci stoi bardzo ważne urządzenie - radio lampowe (marki nie pamiętam, ale miało też adapter na płyty). Rodzice, ciocia i niejaka babcia Sarnecka (to koleżanka cioci ale my wszyscy ją tak nazywaliśmy) siedzą skupieni i w ciszy wysłuchują to co tam w tym radio nadają. A tam co chwile coś szumi i ten głos z niego, a to cichnie, a to powraca ale wszyscy nasłuchują z uwagą. "Tu Radio Wolna Europa".... Mówili coś o czołgach, o strzelaniu, że giną ludzie. Gdy program się skończył moja mam, tata i ciocia upominali mnie - "pamiętaj, nikomu ani słowa o tym co tu słyszałeś". Słyszałem choć jeszcze wtedy nie wiele z tego rozumiałem. Jednak poważne miny rodziców poskutkowały i nikomu o tym słówka nie pisnełem. Zupełnie inny obraz i inna historia. Dawny stadion "X-cia lecia" czyli dziś "Narodowy". Akurat w Warszawie kończy się na tym stadionie "Wyścig Pokoju". Mój tato akurat zaczął jeździć na ten wyścig jako pracownik logistyki. Gdy ta kawalkada rowerów i pojazdów zawitała do Warszawy to nie było czasu na dłuższe spotkanie z tatą. Miał jeszcze kupe roboty i tylko z uśmiechem zdążył nałozyć mi na głowę czapeczkę reprezentacji Polski, a tam na samym daszku był autograf - Ryszard Szurkowski. Byłem zachwycony. Mojej mamie dał wejściówkę na stadion i tak znaleźliśmy się na widowni. A tam tłum, żeby nie powiedzieć mrowie ludzi. Ciasnota. Ciało przy ciele. Kolarze przyjechali ale taki był szum rwetes, że nawet nie bardzo widziałem kto wygrał. Potem były rundy honorowe kolarzy w wieńcach i z kwiatami. No i się wtedy zaczęło. Gdy reprezentacja ZSRR zaczęła robić tę rundę nagle cały tłum zaczął buczeć, gwizdać, tupać. Co i raz pojawiały się jakieś okrzyki, aż wreszcie ktoś zaczął rzucać petardy. Komuś spaliło spodnie. Ne bardzo wiedziałem co się dzieje i tylko mama ścisneła mnie mocno za ręke i powiedziała - wychodzimy, szybko !!! Ale nie było to takie proste. Gdześ tam przy wyjściu już była wielka grupa ludźi i już toczyły się jakieś starcia z milicjantami. Mam wrażenie, że nie tylko rzucano petardami ale też i chyba czymś zapalącym w butelkach. Wtedy po raz pierwszy zapamiętałem zapach gazu łzawiącego (tak jakoś się w tym moim życiu potem okazało że jeszcze nie raz będę miał z nim kontakt). Tymczasem znowu tłok, ścisk, zamieszanie. Ostatecznie jak wydostaliśmy się z tego stadionu nie pamiętam. Kolejny obraz to moja mama, która nadal ściska mnie za ręke choć straciła dwa zęby. Ja straciłem czapeczkę w tym zamieszaniu. Do wieczora siedzimy z mamą na jakiejś komendzie. W końcu na korytarzu pojawia się tato. Pamiętam, że miałem łzy w oczach ale to już ze złości, że nie schowałem tej czapeczki do kieszeni spodni.
Lata 1976 - 1989 to już co innego. Wiadomo, pierwsze dyskoteki, pierwsze miłostki, pierwszy alkohol, pierwszy papieros, pierwsza dziewczyna. Wszystko było pierwsze, a w tle "Radio Luxembourg", "Voice of America", "Rozgłośnia Harcerska" i rzecz jasna "Trójka". Nostalgia zawsze za tym będzie ale sierpień 1980 roku był dla mnie początkiem czegoś jeszcze o wiele ważniejszego. W miarę rozwoju wydarzeń kiedy to "nieokreślone przerwy w pracy" dotyczyły już praktycznie całej częśći naszego kraju, budziło się poczucie, że to właśnie "teraz", to "ta chwila", "ten moment". Do robotników dołączali studenci, a nawet i rolnicy. To już nie był 1968r. kiedy to robotnicy się wypieli na studentów czy też 1970r. kiedy to studenci wypięli się na robtników. Teraz robotnik i inteligent tworzyli wspólny front przeciwko znienawidzonej władzy. Puste pułki w skepach były kompletnie nie istotne. Były obiektem częstych drwin i kpin. Ważne były spotkania, dyskusje o Polsce, jaka ona będzie, jaka może być. Sami się edukowaliśmy wymienając książki, których władza nie dopuszczała do oficjalnego obiegu. Sami je analizowaliśmy i czasem zapewne błędnie ale żar dyskusji można było przeliczać na hektolitry wypitej kawy czy herbaty i wypalonych paczek papierosów. Ten "duch" był niesamowity. To co wyzwolił w ludziach sierpień nie jest do opisania. Mamy już siatkę kolportażu bibuły, gazetek, powstają pierwsze niezależne od komuchów źródła informacji. Serce rosło, chciało się żyć. Gdy "Ojciec Święty" wypowiedział swoją historyczną kwestię - "niech Duch Święty zstąpi na tę ziemię" to już była poprostu magia - była jedność. Tego walca zdawało się nie powstrzyma nic i nikt. Jednak władza ma swój plan, a ten ma działać "na zmęczenie przeciwnika". Powoli kropelka po kropelce ten plan zmiękcza naród. Na początku tego nie widać ale przeciągające się strajki, totalne pustki w sklepach i wielgachne kolejki zaczęły powoli robić swoje. Co raz więcej niezadowolenia i niechęci, a nawet pierwsze oznaki apatii. Polacy byli co raz bardziej zmęczeni, a przedłużający się "Stan Wojenny" tylko pogłębił ten proces. Ta "wojna" Jaruzela praktycznie zabiła sierpniowego ducha. Dodatkowo na krystalicznym obrazie "Solidarności" powolutku zaczynały pojawiać się pierwsze delikatne rysy. Zaczęły przenikać pierwsze "dziwne" informacje o przywódcach tego ruchu, kim oni są, skąd się wzięli. Były to oczywiście informacje kompletnie sprzeczne z tym co ogólnie sądzono i dlatego nie dawano im wiary - "to propaganda komuchów", "to fałszywki jakieś". Mógłbym powiedzieć, że właściwie sytucaja z roku na rok wydawała się co raz bardziej beznadziejna i bez jakichkolwiek szans na jakikolwiek zwrot. Nagle "ni stąd ni z owąd" generał znosi swoją "wojnę", a na dodatek siada do rozmów z opozycją - szok !!! Polacy są tak zmęczani, że nawet nie próbują zastanowić się skąd taka zmiana ? I to tak nagle ? Ale jest zadowolenie bo to oznacza koniec jakieś gehenny trwającej praktycznie od września 1980 roku. Mamy "Okrągły Stół", potem euforię - komuna obalona. "Solidarność" dumnie wypina pierś. Wybory poszły jak burza, PZPR dostała baty jak trzeba. A mnie wtedy dręczyło pytanie co to się stało z tym Jaruzelem ? Bohater ? Nawrócił się ? Przypomniałem sobie wtedy te pierwsze wzmianki o konotacjach liderów opozycji. A jeśli to prawda ? To co ? Ustawka ? Myśl była porażająca. Jeszcze to do mnie długo nie docierało. W licznych opracowanich mówi się, że "Okrągły Stół" to efekt tego, że Państwo było w fatalnej kondycji gospodarczej, że na "wschodzie" powiał wiaterek zmian i dlatego Jaruzelski zdecydował się na liberalizację. Nie neguję tego ale coś mi się też i nie zgadza. To że kraj był w fatalnej kondycji jak i cały komunizm to jedno ale kwestia zaproszenia owych działaczy "Solidornaści" do rozmów to drugie. Proszę zauważyć, że w tym najwyższym gronie Solidarności" ani w Magdalence, ani przy "Okrągłym Stole" nie było żadnego ekonomisty. Byli pisarze, publicyści, dziennikarze, prawnicy, a więc w sumie ludzie, którzy co najwyżej mogli Jaruzelskiemu napisać jakąś rozprawkę filozoficzną o niższości systemu komunistycznego w ujęciu etyczno - moralnym. Jednak ci ludzie kompletnie nie byli w stanie napisać planu gospodarczego, który naprawiał by tę gospodarkę bo poprostu o tym nie mieli zielonego pojęcia. To po co i na co byli potrzebni Jaruzelskiemu ? A gdyby ta kondycja gospodarcza byłaby tak trochę lekko przesadzoną ? Tym bardziej ta liberalizacja nie ma jakiegoś sensu. Jeśli dobrze pamiętam to Balcerowicz został "ojcem chrzestnym" transformacji bo "Solidarność" akurat nie miała odpowiedniego na te miejsce kandydata. Jeśli większość z tej Solidarności była agentami czy to Kiszczaka czy Jaruzelskiego to i tak wcześniej czy później zostali by zwolnieni, a ci dwaj panowie nie mieliby żadnych powodów by ich zapraszać do rozmów. Tak mi się zdaje, że jest tu jeszcze drugie dno i nie wiem czy nie o wiele ważniejsze niż te oficjalne. Jeśli ktoś pamięta tamte czasy to niech przypomni sobie 1988 rok. Co się wtedy zaczęło dziać ? Jak napisałem społeczeństwo przez politykę "zmęczenia materiału" było rozłożone na łopatkach. Ale czy całe społeczeństwo ? A młodzież ? Właściwie to powinienem napisać dzieciaki bo o to stała się rzecz niesłychana. Starsi mieli dość ale dzieciaki 16 - 18 lat zaczynają organizować się w swoich szkołach. Znowu kolportują bibułę. Urządzają manifestacje, które teraz nazywają się happeningami. Ruch idzie ponownie od Gdańska. Do tego znowu dołączają studenci. A jak spojrzymy jakie hasła ci młodzi ludzie głoszą to nie dziwię się, że władzom PRL włosy dęba na głowie staneły. Władzom PRL wydawało się, że fala buntu jest uspokojona i opanowana, a tu znienacka pojawia się druga fala i co gorsze tej fali nie da się kontrolować !!! Jak z dzieciaka, który smaruje na ścianie "PW" zrobić agenta ? Czym go szantażować ? Czym go szachować ? Nawet procedury MO i sprawdzone postępowania operacyjne na dorosłych tutaj są często zawodne. To jest duży problem dla władzy. Można co najwyżej szykanować rodziców ale rozpęd jaki nabierał ten bunt wskazywał, że to krótka piłka jest. Szczególnie istotne było tu wsparcie studentów i to z całej Polski. Dlatego tak sobie myslę, że to tego przestraszyła się ta władza i dlatego potrzebowała intelektualistów z dobrym "PR" (opozycjonista, internowany). Chciałbym żeby kiedyś IPN wydał jakieś poważne opracowanie na temat chociażby działalności "Federacji Młodzieży Walczącej". To może być świetny przykład i materiał dla tej obecnej naszej młodzieży głównie zajętej sobą i lajkującej byle co. W końcu IPN to Instytut Pamięci Narodowej choć mam wrażenie, że ta instytucja też zaczyna ostatnimi czasy spełniać rolę propagandowej tuby. Dziś wielu tych rządzących bohaterów podaje siebie bez mrugnięcia okiem jako ojców sukcesu naszej transformacji. Coś mnie sie zdaje, że gdyby nie spora pomoc tej zbuntowanej młodzieży to ci panowie dalej by siedzieli w jakimś tam Arłamowie. W takim przypadku to obalić można co najwyżej kolejne pół litra pod kiszonego ogóra. Za to teraz mają szampany, kawiory i ośmiorniczki, a ta dzielna młodzież w większości zmuszona była opóścić nasz kraj. To sieroty transformacji.
|
5 |
Czarna owca |
|
|
|
10 lat temu |
sołtys Kierdziołek |
Cie choroba !!! No co by Wam tu powidzieć droga przodowniczko naszego peegera. Może na wstempie doniose, żem jak pacze tak dookoła to muszem Wam powidzieć, że sie, cie choroba duuużo zmieniło. Bo to wicie, rozumicie. Kiedyś cie choroba to jak wadza była to łona była taka nasza - ludowa, cie choroba. Każden jeden sekreturz to tam górnik był, spawacz albo inszy monter lub murarz. Możno rzeknąć - same fachowcy, cie choroba !!! No, potem sie cuś odmieniło i tam takich dwóch przylezło i tam jeden był w zielunym mundurze, a drugi w takim niebieskawym. Ale to sie cuś tam nie sprawdziło. No tak u nasz ludziska we wsi gadajo, cie choroba, że im cuś nie poszło tak. Kużden chciał być lepszy od drugiego ale takom samom mundurowom range mieli. Jak jeden dał rozkaz to drugi dawał cołkiem inny rozkaz, a ludziska z temi szmatami na kijaszkach lotali jak te głupie po cołem kraju. Bo to już nie wiadomo było gdzie protestować i zażalenia wnosić. Bo to jeden urzędował w innym miejscu, a drugi w innem. No i droga przodowniczko z tego lotania opozycjo wyszło, cie choroba. Tak cuś na to ludziska mówili. Bo łone nic nie robiły tylko cie choroba łod rana do wiczora lotali i cięgiem o jakieś lepsze pozycje dziure w brzuchu wierciły. Jakoś ta opozycjo koniec końcem złapała tych dwóch w mundury łodzianych i to akuratko jak w jednem miejscu razem łone były i zaczeły się rozmowy. A gadały łone ze sobom chyba przez dwie albo i trzy niedzieli. Gadali tam na okrągło dzień i noc i potemu im wyszło, że to jakiściś okrągły stolec musiał być. Cie choroba ??? Tak musze powidzieć, że jak u nasz we wsi stary Borówko okrągłego stolca zrobił tak zaraz stara Borówkowa dochtorów wezwała i go do szpitala w najbliższem powiecie powieźli. Tyż go ze 2 czy 3 niedzieli trzymali, cie choroba. To ja se tak myśle droga nasza przodowniczko, że te okrągłe stolce to raczej nic dobrego nie może być, cie choroba. Może sie i przez to tera wszyściuchno u nasz odmieniło ? Tera, cie choroba jak pojawi się nam nowiutki sekreturz to już z inszej gliny. Najsampierw, cie choroba byl pisorz ale jego zdjęli bo za grube kreski ponoć pisoł. Jak w swym gabinecie pierwsze litere postawił tak drugiej szukać na ulicy trza było. Potem, cie choroba był dziennikorz ale jego zdjęli bo ponoć za dużo jakichś tam literatek na raz w rencach trzymoł. Zwłaszcza jak pojechał łon z wizytom kurtuazyjnom do naszych braci na wschodzie to tam ponoć całemi nocami literature cytoli i potem był łon strasnie zmencony, cie choroba. Normalnie jakiściś wieniec miał w jakim tam mauzoleum położyć to jak łone tam mu tego wieńca w te rence zmencone wcisneły tak łon z tym wieńcem sie caluśki obalił i tylko ino chrapanie na całe okolice było słychoć, cie choroba. A teraz droga przodowniczko to my momy nowe rzundy - historyczne, cie choroba. Bo każden jeden sekreturz tera to historyk musi być. Ale łod czego łone takie te historyki som to ja ci droga przewodniczko nie powim bo siem na tym ni kaduka nie znom, cie choroba. A może łone nie byli historyki tylko histeryki, cie choroba ??? Bo jakoś dziwno tak sie stało, że po nich przyszło i tu se siednijcie wygodnie przewodniczko cobyśta z wrazenia nie zemdleli, cie choroba. Po nich na pierwsego sekrutarza przylazło no wyboraśta sobie, no kto ??? Pani Dochtórka, cie choroba !!! Sekreturz babo ??? Wicie droga przodowniczko co tu u nasz we wsi sie działo ??? Ludziska drzwiamy i łoknamy ze wsi pouciekały co by ta dochtórka jak tego naszego starego Borówke do szpitalów nie zawiezła !!! Cie choroba !!! Co do starego Borówki to łon stwierdził, że pani dochtór to ino może go pocałować w "XXXX" (to nasze takie gwarowe słowo i tak nikt nie zrozumia) bo łon ma papiur L4. Tak też jak stary Borówko został to i reszta też starszych w noszej wsi została, cie choroba. Ino syćkie młode z noszej wisi pouciekały. Co do tego pesela to jo ci powim, że na łoczy my tu w pegeerze nic takiego nie widzieli, cie choroba. No chyba, że to chodzi łoto jak nasz milicjanty na rowerach po małym co nieco zatrzymujom. To wtedy siem łone nas pytajom ale to tak czasami - jaki pesel ? Ale to jak jakie nowe milicjanty som bo te stare to już nos znajom i sie nie pytojom. Cie choroba, a dziadek Maciaszczyk to nawet w jakiej ksiendze Gineza czy cuś jest. Bo to tak beło, że dziadek Maciaszczyk po robocie wracał z wieczora do chałupy, a te nowe milicjanty go zatrzymały i łod razu mu badania robiły żeby zobaczyć czy dziadek Maciaszczyk alkohol ma w sobie. No i wyszło jem, że było 2 półlitry, 2 wina nasze owocowe i 8 kuflów piwa. Jak to dziadek Maciaszczyk usłyszoł to łod razu dumnie pierś wyprostowoł i powidział - ha !!!! i jeszcza rower prowadze !!! To chyba już syćko cie choroba. Jak sama widzisz droga przewodniczko u nasz ani we wsi, ani w peegerze żadnego pesela niema i nie bedzie, cie choroba. Bo kołchoźników to mu już dawno widłami pognali i tera siedzim se po Bożemu przed noszymi chałupami. Szczyńśc Boże i do kolejnego doniosa ...
|
3 |
Wielki POliz Piechocińskiego |
|
|
|
10 lat temu |
dajta mnie działo |
a takie bombe odpale że tu dym będzie jeden. Rzecz jasna to taki mały frywolny żarcik. Dziękuje Ci "Veritko" za dobre fluidy i w pierwszych swych słowach uprzejmię Ci donoszę (żebyś była uspokojoną), że podpaść to już tu podejrzewam paru podpadłem. Akcja minusowania trwa na potęgę, a ja się dziwnie świetnie czuje jak i moja głowa również. Im więcej minusa tym humor mi się poprawia bo przynajmniej od razu wiadomo z kim się ma doczynienia i jakiej to fałszywej maści patriotyzmem. Dlatego tym bardziej trzeba trwać i na opluwanie nie zważać. W ten sposób postaram się podpaść jeszcze większej ilości "owiec" bo dziś budzenie nic nie da. Trzeba już mocno trząchać. Mam nadzieje, że się poobrażają ale w ten sposób może coś w tych głowach zostanie. Jak się brać solidnie "nadzieje" to może wtedy klapki się odblokują. Wariant "Judopolonii" choć ja piszę "polandii" bo ten projekt realizowany jest dwutorowo, a zatem u Nas i na Ukrainie. Trudno powiedzieć zatem, czy to będzie potem jeden twór czy dwa różne Państwa. Zatem "Judopolandia" i "Judoukryna". Najważniejsze, że po Lozannie widomo konfliktu "atlantów" z "krasnalami" najwyraźniej zostało oddalone i to chyba nawet na dłuższą perspektywę. Ciekawe jak czują się Ci piewcy natychmiastowej wojny z Rosją ? Z resztą od początku nie wierzyłem w żadną wojnę, bo "deal" był prosty. Kadafi za Ukre i szafa gra. To teraz możemy sobie popatrzeć jak "atlanci" i "krasnale" u nas przeciągają linę. Jakby się znalazł taki jeden odważny (ale to raczej nie Orban) i by wyczuł odpowiedni moment gdy lina jest napięta to by ją nożyczkami ciachnął. Może wtedy zrobiłoby się więcej miejsca na jakiś większy wolnościowy ruch bo rozgradiasz byłby niezły. Martwi mnie jedno teraz. W naszych mediach całkowita cisza, a i te nasze partie i to wszystkie bez wyjątku też siedzą jak mysz pod miotłą, a tu parę dni temu Bruksela zaostarza pakiet klimatyczny. U nas dopalacze i tragedia grecka, a o tym nomen omen ani "dudu". A tu cena za emisję trzy razy w górkę co śmiem twierdzić wykończy Nas na amen. No to jak rozumieć te ciszę ? Zmowa ? Układ ? O co tu kurde chodzi ? Pozdrawiam "Veritko".
|
-1 |
Atak klonów wyzwalany SMSem. |
|
|
|
10 lat temu |
to tylko trzymać kciuki |
bo Rycerzy nasza Ojczyzna będzie potrzebować. By chołote przegonić i pokazać jej właściwe sobie miejsce, a potem by granic naszych bronić. By łapy tym, którzy na jej wolność się targną ucinać. By prawdziwą wiarę, tradycję i tożsamość narodową podtrzymać. Tego życzę i jak w tytule trzymam kciuki.
|
1 |
Wielki dzień chwały. 15 lipca 1410r. Grunwald. Krwawe żniwo polskiego rycerstwa i ich sprzymierzonych. |
|
|
|
10 lat temu |
parlametarna luźna kupa |
Jak wiemy Pan Wołodyjowski ze swoją wesołą "partyą" w wolnych chwilach od obrony Ojczyzny uwielbiał czyścić luźne kupy chłopstwa. Tak też jak dziś jak patrzę na ten "nasz" parlament to też widzę całe kupy owego luźnego chłopstwa. Czasy się jednak trochę zmieniają, a ich syndromem jest to, że w owym parlamencie pojawiła się "zaciążna" armia luźnego babstwa fascynująca się ostatnio zapładnianiem w szklance. Tak też brakuje Wołodyjowskiego i jego wesołej "partyi", która by szczyściła te luźne i niejednokrotnie brzydko pachnące jedno wielke "kupstwo". A co do wyobraźni grunwaldzkiej "anty salon" to nie mam żadnych zastzreżeń choć w mojej wersji potomkowie zacnie urodzonych Lecha i Jarosława to byliby ci, którzy pożyczali na procent Władysławowi by ten wyposażył swoje rycerstwo. Tusk i Graś to osobnicy o zbyt niskim urodzeniu by dotykać miecza, a zatem rola krzyżackich szpiegów pasuje tu jak ulał. A tak swoją drogą to byłoby ciekwe gdyby dziś zrobić taką inscenizację "Bitwy pod Grunwaldem" z naszych polityków i przedstawicieli wszystkich partii politycnych i dać im do łapy prawdziwą broń. Polem bitwy byłaby pierwsza lepsza ustawa. Ojojoj !!! Trup słał by się gęsto, a przcież kiedyś "peło" chciało 100 ustaw w 100 dni zrobić !!! No to po takim maratonie nasz parlament zapewne świeciłby pustkami. No i może byłoby lepiej ?
|
1 |
Wielki dzień chwały. 15 lipca 1410r. Grunwald. Krwawe żniwo polskiego rycerstwa i ich sprzymierzonych. |
|