Grozi Schetynie Petru że Polacy ich powieszą na latarniach

Obrazek użytkownika Marek Mojsiewicz
Kraj

Janusz Szewczak „Dlatego nie prowokujcie Polaków, uczcie się historii i wyciągajcie z niej wnioski, również z tego co stało się ze zdrajcami i zaprzańcami równe 222 lata temu. „...”9 maja 1794 roku, równo 222 lata temu, na Rynku Starego Miasta w Warszawie stanęły szubienice dla zdrajców i sprzedajnych posłów. Taki był haniebny koniec Targowickiej Zdrady i jej autorów. Baczcie, więc Panowie Nowocześni, by historia nie zatoczyła koła i by polski lud ponownie nie musiał wymierzać historycznej sprawiedliwości. Zdrajcy, którzy zawiśli na Rynku Starego Miasta też byli majętni, ustosunkowani, pełni zaszczytów i poparcia na obcych dworach, ważniejszych nawet od Brukseli - dziś. „....”Ngdy nie jest za późno na naukę i wnioski. Tym, którzy dziś tak ochoczo chcą obalenia legalnego- polskiego rządu i obcej pomocy, a nawet i interwencji się dopraszają, którzy tak jak polityk PSL Janusz Piechociński podżegają do przestępstwa mówiąc „a, może, by tak podpalić jakiś budynek publiczny, żeby wprowadzić stan nadzwyczajny”, czy też jak red. Jacek Żakowski domagają się, by KOD był jak arabski Hamas i twierdzący zarazem, że „nie da się obalić spacerując, a nic nie paląc” - warto przypomnieć lekcję polskiej historii. „...(źródło )

"9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło."  „...(źródło )

„Z sali na kartce przyszło "miłe pytanie" czy prawdą jest, że Donald Tusk był agentem Stasi. Macierewicz odpowiedział: "To ja państwu zostawię, żebyście sami po czynach odpowiedzieli sobie na to pytanie  „..(więcej )

PiS stworzy nowe ministerstwo. Na czele stanie Mariusz Kamińskię...”W rządzie powstanie nowy superresort: Ministerstwa Bezpieczeństwa Narodowego. Pokieruje nim Mariusz Kamiński, który jako minister byłby samodzielnym przełożonym szefów specsłużb.”...”Przyszły szef Ministerstwa Bezpieczeństwa uzyska znacznie szersze kompetencje niż obecnie. Jako minister w kancelarii premier Beaty Szydło posiada jedynie zapisane w ustawach kompetencje premiera dotyczące służb specjalnych. Na czele oddzielnego resortu byłby zaś przełożonym szefów służb specjalnych – stwierdza gazeta.

W Polsce jest ich pięć. Trzy cywilne: Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencja Wywiadu i Centralne Biuro Antykorupcyjne oraz dwie wojskowe: Służba Kontrwywiadu Wojskowego i Służba Wywiadu Wojskowego.

Zdaniem PiS służby muszą czuć istnienie silnego politycznego nadzoru – wskazuje dziennik. Ale i on nie wystarczy bez odpowiednio rozbudowanej, trwałej struktury administracyjnej, pozwalającej zachować ciągłość kontroli i koordynacji, gdy stojący na czele resortu będą się zmieniać – dodaje.”...(źródło)

Mocna zapowiedź Ziobry. Afery PO zostaną wyjaśnione, ich lista jest dłuuuga...”..”Minister sprawiedliwości zapowiedział, że afery, do których dochodziło za rządów poprzedniej ekipy, a nie zostały wyjaśnione, będą w końcu zbadane. Chodzi m.in. o aferę hazardową, Amber Gold i SKOK-u Wołomin. – (…) wrócimy wszędzie tam, gdzie to będzie jeszcze możliwe, gdzie nie doszło do przedawnienia – oświadczył na antenie RMF FM Zbigniew Ziobro. Jeśli wziąć pod uwagę liczbę skandali wstrząsających Polską przez ostatnie osiem lat, prokuratorzy będą mieli pełne ręce roboty. „..”Szef resortu sprawiedliwości stwierdził, że w ciągu najbliższych miesięcy „dojdzie do połączenia urzędu Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości”, a „prokuratura zacznie skutecznie walczyć z groźną przestępczością w Polsce”.

Zapowiedział też powrót do niewyjaśnionych afer, bo wymaga tego państwo prawa. 

Jeżeli były takie afery, jak afera hazardowa, które nie zostały wyjaśnione, (…) afera Amber Gold, afera SKOK-u Wołomin. My musimy te wszystkie sprawy zbadać, dlaczego np. prokuratura, organa ścigania mimo, że wiedziały o tych przestępstwach, to pozwalały przestępcom przez kilka lat bezkarnie działać, wyprowadzać setki milionów złotych na szkodę Polaków

– mówił w RMF FM Zbigniew Ziobro. 

Tak, wrócimy wszędzie tam, gdzie to będzie jeszcze możliwe, gdzie nie doszło do przedawnienia, bo przypomnę, że PO z PSL-em sprytnie pod koniec swojego urzędowania uchwaliły kodeks karny, który bardzo skrócił okresy przedawnień. To była amnestia dla wielu ludzi, którzy dopuszczali się afer w okresie ich rządów” ...(więcej )

Prof. Andrzej Nowak: Konfederacja 2015 - list na konferencję "Powstań Polsko!" ...”10 lat temu ojciec święty Jan Paweł II skierował swoje ostatnie słowa do rodaków. Zawarte zostały w liście datowanym 1 kwietnia 2005 roku, a skierowanym na ręce generała Zakonu Paulinów na Jasnej Górze z okazji zbliżającej się wtedy 350 rocznicy cudownej obrony Klasztoru Jasnogórskiego w czasie szwedzkiego potopu. Papież pisał do nas: „Widmo całkowitej utraty suwerenności państwa niosło ze sobą groźbę zniewolenia polskiego ducha. Wielu utraciło wówczas nadzieję, porzucając wiarę ojców i poddając się panowaniu wroga, który jako jeden z celów stawiał sobie wykorzenienie katolicyzmu. [...] Jasna Góra zadziwiła cały naród. Ona jedna potrafiła się obronić przed ‘potopem’, ostatnia wyspa niepodległego bytu i niepodległego ducha. [...] Niech ten fakt mówi również do naszego pokolenia. Niech się stanie wezwaniem do jedności w budowaniu dobra, dla pomyślnej przyszłości Polski i wszystkich Polaków. Niech przywołuje do strzeżenia skarbca ponadczasowych wartości, aby korzystanie z wolności było ku zbudowaniu, a nie ku upadkowi”. 

10 lat później powinniśmy się zastanowić: co zrobiliśmy z tym testamentem? Ile zbudowaliśmy dobra, a ile upadło – wiary i nadziei? 

Dziś widmo „całkowitej utraty suwerenności państwa” jest bardziej realne niż w roku 2005. Wróg puka do bram naszych najbliższych już sąsiadów, a raczej wyważa je brutalnie, gwałci i zabija. Już nie w przenośni, ale w rzeczywistości. Jednocześnie szepcze nam do ucha, że to on tylko może nas uchronić przed groźbą zniewolenia ducha przez idący od zachodu nihilizm. Obroni nas przed zgnilizną – za cenę pokłonu przed nagą siłą imperium, która teraz odbiera suwerenność i życie sąsiadom, a potem, jeśli zechce, nam. Prośmy go – może nas oszczędzi… 

Więc już sami się nie uratujemy, drogowskaz wiecznej wiary ojców, odnowiony przez świętego Jana Pawła II – odrzucimy i poprosimy o ratunek pułkownika KGB? Inni wybiorą raczej „naszą panią kanclerz”, możną „opiekunkę z Berlina”, jej się pokłonią, żeby nas przytuliła w chwili zagrożenia... 

Znajdujemy się dziś w bardzo niebezpiecznej sytuacji, o wiele bardziej niebezpiecznej niż jeszcze 10 lat temu. Także dlatego, że nie umieliśmy odpowiedzieć na to wezwanie: „do jedności w budowaniu dobra”. Przeciwnie, zostaliśmy podzieleni jak może nigdy wcześniej. Zostaliśmy podzieleni świadomym działaniem tych, którzy korzystanie z wolności rozumieją jako okazję do uwolnienia się od Polski, od wszelkich zobowiązań moralnych, od jakiejkolwiek innej wspólnoty niż mafijna. Nie umieliśmy temu zapobiec, powstrzymać tego działania. 

Teraz mamy ostatnią szansę, by ten proces zatrzymać, żeby nie przekroczył on granicy, za którą nie ma już odwrotu, jest tylko ostateczny upadek naszej polskiej wspólnoty.

Tę szansę na jej odnowienie, na rozpoczęcie mozolnego marszu w odwrotnym niż w minionych 10 latach kierunku, stanowią podwójne tegoroczne wybory. To jest także szansa, a nawet obowiązek, wyłonienia pokojową drogą – jeśli to jeszcze możliwe – takiej władzy, która zadanie obrony i odbudowy Polski wykona. Nie sama – z nami.

Jeśli mamy wygrać te wybory, musimy wytrącić z ręki tych, którzy zajmują się dzieleniem Polaków i zniechęcaniem obywateli do wyborów, ich oręż najbardziej niebezpieczny: wyborcze fałszerstwo. Ma ono rozmaite postaci. Pierwszą pamiętają niektórzy jeszcze z tak ważnych wyborów 4 czerwca roku 1989.  Zagłosowaliśmy, tak zwana lista krajowa, mająca zagwarantować drużynie generała Jaruzelskiego wejście do Sejmu – została przez nas, demokratyczną większością głosów odrzucona. I następnego dnia, 5 czerwca, usłyszeliśmy od naszych, dopiero co wybranych reprezentantów, że nasze głosy w tej sprawie były nieważne, że trzeba je unieważnić. Bo musimy wybrać tych, których chcą mieć w Sejmie panowie PRL, bo tego wymaga „racja stanu” kraju wciąż poddanego Moskwie. I pogodziliśmy się z tym. Zlekceważyliśmy to pierwsze fałszerstwo wyborcze tworzonej dopiero wtedy III RP.

Wielki ruch społeczny, który zrodził się wokół tamtych, czerwcowych wyborów,  choć skutecznie dopilnował ogłoszenia prawdziwych wyników głosowania 4 czerwca, tej formy powyborczej manipulacji nie zatrzymał. Rozeszliśmy się do domów. Część z nas zniechęciła się już wtedy do wyborów. Potem było różnie. Była mobilizacja, nadzieja na zmianę. Potem – „lewy czerwcowy” roku 1992. Frekwencja wyborcza spadała. Zniechęcenie rosło. Wróciła znowu nadzieja – w roku 2005, kiedy jeszcze pamiętaliśmy naszego Papieża, przeżywaliśmy świeżo jego odejście i czuliśmy tak żywo wciąż Jego z nami obecność. Znakomicie przygotowana opozycja, Prawo i Sprawiedliwość oraz nasz kandydat na prezydenta – profesor Lech Kaczyński – wygrali tamte, podwójne wybory. Fałszowaniem, systematycznym podważaniem wyniku tamtych wyborów zajęły się wtedy media, wielkie telewizje organizujące systematyczne kampanie nienawiści i dezinformacji, które miały pozbawić legalnie wybranego Prezydenta RP i legalny rząd prawa do sprawowania władzy. To była i jest mistrzowska na swój, zły, sposób, nauka dzielenia, budowania zła. 

Jesteśmy wciąż poddawani jej lekcjom. Kiedy przestały one być wystarczające, żeby zastraszyć większość społeczeństwa lub zniechęcić do udziału w wyborach – wtedy sięgnięto znów po najbardziej prymitywne sposoby fałszowania samych wyborów. Zaniedbaliśmy ich kontrolę. Wydawało nam się, że to już niemożliwe, że tak się nie robi, że to metody z 1947 roku. A jednak – myliliśmy się. Teraz już wiemy, że wybory 2015 roku trzeba ochronić przed kolejnym fałszerstwem. 

21 lutego u stóp Jasnej Góry spotkają się ci, którzy chcą się tego zadania podjąć. 

To jest wielkie zadanie. Potrzebna jest do niego nowa konfederacja, jak ta w 1655 roku, na wieść o zwycięskiej obronie klasztoru jasnogórskiego zawiązana w Tyszowcach. Wtedy, kiedy moskiewsko-kozacko-szwedzki „potop” zagroził samemu istnieniu Rzeczypospolitej, znaleźli się ludzie, którzy zaprzysięgli „za wiarę świętą, za krzywdy, za prawa i swobody nasze” iść przeciw nieprzyjacielowi, „zdrowie łożyć […] póki cale Rzplita uspokojona nie będzie”. To było pierwsze, wielkie zwycięskie powstanie narodowe. Wrogów udało się z Ojczyzny wyrzucić. Rzeczpospolita ocalała. A jednak konfederaci nie dopilnowali jednej sprawy: wewnętrznej naprawy swojego państwa. Rzucone po raz pierwszy w marcu 1652 roku liberum veto w kolejnych dziesięcioleciach paraliżowało coraz bardziej polską republikę, nadużywane dla interesów prywatnych magnackich fakcji. Rzeczpospolita w końcu runęła, choć ruch naprawy jej wyborczego systemu powstał w końcu z ofiary kolejnych pokoleń konfederatów i przyniósł wspaniałe dzieło reformy Sejmu Wielkiego. Reforma przyszła za późno, by uratować kraj przed rozbiorami. Nie pozwoliła jednak pogrzebać polskiej nadziei na odbudowę, na odrodzenie Rzeczpospolitej.

Dziś musimy uratować nasze wybory, ich prawdziwość i rzetelność. Musimy walczyć skutecznie o jak najliczniejszy, świadomy udział w tych wyborach naszych, dobrze poinformowanych, nie zmanipulowanych przez media współobywateli. Musimy stworzyć taką masową konfederację, która nie tylko dopilnuje wiarygodności wyborczego aktu, ale nie pozwoli go zniszczyć powyborczym oszustwem – jak w czerwcu 1989 ani medialną nagonką – kampanią nienawiści, jak zwłaszcza po wyborach roku 2005. Na odbierane od lat lekcje dzielenia, skłócenia i kłamstwa musimy odpowiedzieć tą umiejętnością właśnie, której nas uczył i o którą prosił w ostatnim swym słowie święty Jan Paweł II: korzystania z wolności ku zbudowaniu, jedności w budowania dobra dla Polski. 

To bardzo trudne zadanie. Jeśli teraz zawiedziemy – będzie jeszcze trudniej. Bo możemy już potem nie wygrać: ze zniechęceniem do wyborów,  nie tylko do demokracji, ale do Rzeczpospolitej także, do samego pojęcia i sensu naszej polityczne wspólnoty Polaków. 

Dlatego teraz musimy wygrać – i tego zwycięstwa dopilnować. Wtedy obronimy się także przed zewnętrznym zagrożeniem, przed pokusą kapitulacji, albo ucieczki. Tylko tak obronimy polski dom.  „...(źródło)

Grzegorz Kucharczyk „Targowica – czyli jak upadała Rzeczpospolita”...”Na początku była zdrada i kłamstwo. Rosyjskich jurgieltników było w Rzeczypospolitej od dawna wielu. To nie tylko specjalność czasów stanisławowskich. „Partia rosyjska” w Polsce rosła dzięki rublom już od czasów saskich. Nowość polegała na skali zjawiska.  Przecież na liście płac rosyjskiego ambasadora w Warszawie byli nie tylko rozmaici senatorowie i posłowie, ale sam król – Stanisław August Poniatowski, który do końca swojego panowania – o czym świadczy jego korespondencja – drżał o stały dopływ „dotacji” z Petersburga. '...”Ikoną zdrady stała się jednak od czasów Targowicy zdradziecka trójka: Szczęsny Potocki, Seweryn Rzewuski i Ksawery Branicki. Kłamstwo zaś dotyczyło już samej nazwy konfederacji. Jej zawiązanie zostało antydatowane na dzień 14 maja 1792 roku, a dla stworzenie wrażenia, że twórcy konfederacji działali na obszarze Rzeczypospolitej, na fikcyjne miejsce jej ogłoszenia wybrano Targowicę – pograniczne miasteczko w województwie kijowskim. W rzeczywistości trójka zdrajców zawiązała konfederację na  rzecz „obrony zagrożonej wolności” w Petersburgu 17 kwietnia 1792 roku. 

Czytając korespondencję targowiczan nie sposób zadawać sobie pytania – jakże często stawianego w naszych dziejach w kolejnych latach – ile w tym wszystkim było głupoty, a ile agentury, ile wysługiwania się obcym mocarstwom, a ile chorych, krótkowzrocznych konsyderacji politycznych. Chociażby w przeświadczeniu, że zapraszając obce mocarstwo do agresji przeciw własnej ojczyźnie, i to w dodatku agresora rządzącego się czystym absolutyzmem, umacniamy naszą rodzimą, polską wolność. Szczęsny Potocki wyjaśniał przecież faworytowi Katarzyny II Potiomkinowi swoje intencje w następujący sposób: „Straciliśmy wolność. Nasi sąsiedzi wkrótce utracą spokój. Jest więc w interesie ich i naszym złamać fatalną Konstytucję narzuconą przez króla, przywrócić republikę i nadać jej formę trwałą”. Tak więc dla tych „patriotów wolności” spod targowickiego znaku gwarantem swobód był bagnet rosyjskiego sołdata. 

Pamiętać należy przy tym, że owa mieszanka głupoty, zdrady i zakłamania, która z taką mocą ujawniła się w Targowicy, nie ograniczała się bynajmniej do ich inicjatorów, którzy pojechali szukać nad Newą krynicy polskich wolności. A cóż powiedzieć o Szymonie Kossakowskim, przywódcy Targowicy na Litwie, samozwańczym hetmanie „z woli narodu”, a przed laty aktywnym uczestniku konfederacji barskiej? Taką drogę – od Baru do Targowicy – przeszedł nie on jedyny. 

Obok zdrady, kłamstwa i głupoty ciągnie się za Targowicą równie obłędny „realizm mniejszego zła”. Tym względem kierując się, w dniu 23 lipca 1792 roku Straż Praw (czyli rząd polski ustanowiony na mocy Konstytucji 3 Maja) rekomendowała królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu akces do Targowicy, z nadzieją, że w ten sposób wybierając „mniejsze zło” – czyli złamanie uroczystej przysięgi „w imię Trójcy Przenajświętszej” na wierność Ustawie Rządowej, którą król złożył w archikatedrze rok wcześniej – uda się uniknąć zła większego czyli całkowitego obalenia dzieła Sejmu Czteroletniego. Wśród doradzających królowi takie zachowanie należał m. in. Hugo Kołłątaj, jeden z przywódców „stronnictwa patriotów” podczas Sejmu Wielkiego, a w 1792 roku pełniący urząd podkanclerzego. 

Krzywoprzysięstwo miało nie tylko umożliwić uratowanie przynajmniej części reformatorskiego ustawodawstwa z lat 1788 – 1792, ale poprzez szybkie poddanie się Rosji „realiści mniejszego zła” liczyli, że w ten sposób zapobiegną wkroczeniu na terytorium Polski wojsk pruskich. Nie zapobiegli ani jednemu ani drugiemu. Krótko po swoim przystąpieniu do Targowicy (co stało się 24 lipca 1792) i ogłoszeniu wstrzymania walk z wojskami rosyjskimi, król Stanisław August Poniatowski nie miał wątpliwości, że „głęboko przemyślanym zamiarem imperatorowej jest nas upodlić, osłabić i ogłupić oraz odizolować od wszystkich innych narodów, popsuć armię, monetę i edukację, przywrócić dawne przesądy sarmackie, jak liberum veto i absurdalny rozdział Litwy od Korony, a nawet wprowadzić nowy rozdział między Wielkopolską a Małopolską”. 

Jeśli za upatrywaniem przez targowiczan w despotycznie rządzonej Rosji gwarancji szlacheckich wolności stała głupota przemieszana w nierównych proporcjach z agenturą i zakłamaniem, to właściwie podobne zjawisko dostrzec można w stanowisku „patriotów-reformatorów” wobec Prus. Wyrazem skrajnej naiwności, dobrze utrwalonej otrzymywanym z Berlina jurgieltem (vide: Ignacy Potocki), było przeforsowanie przez nich w 1790 roku zawarcie sojuszu obronnego z Prusami. Przy tej okazji czołowe postaci stronnictwa reformatorskiego prześcigały się w składaniu coraz bardziej czołobitnych „berlińskich hołdów”. Nie kto inny jak Hugo Kołłątaj pisał z okazji zawarcia „przymierza pruskiego” o nieżyjącym już królu Prus Fryderyku II – inicjatorze I rozbioru Polski i zadeklarowanym wrogu wszystkiego, co polskie – jako o „dziedzicu krwi jagiellońskiej”, niemal pobratymcy Polaków. 

Poszukiwanie gwarancji dla polskich wolności w Berlinie zakończyło się podobnie jak ich szukanie w Petersburgu. Krótko po uchwaleniu Konstytucji 3 Maja pruski minister spraw zagranicznych F. Hertzberg pisał: „Polacy zadali śmiertelny cios monarchii pruskiej, wprowadzając dziedziczność tronu i konstytucję lepszą od angielskiej. Sądzę, że Polska prędzej czy później odbierze nam Prusy Zachodnie [Pomorze Gdańskie], a być może i Wschodnie. W jaki sposób bronić naszego państwa, otwartego od Kłajpedy po Cieszyn, przeciw narodowi licznemu i dobrze rządzonemu?”. 

W tej sytuacji „realizm mniejszego zła” ze swoimi instrumentami w postaci krzywoprzysięstwa i kapitulanctwa wobec Rosji nie miał żadnych szans na powstrzymanie berlińskich polityków od pochwycenia okazji do zlikwidowania raz na zawsze koszmaru Polski dobrze rządzonej. W sierpniu 1792 roku po wcześniejszym porozumieniu z Rosją wojska naszych pruskich „sojuszników” zajęły Wielkopolskę, która przypadła im w II rozbiorze, który stał się faktem w 1793 roku. 

Targowica to także bierność zdecydowanej większości „narodu szlacheckiego”. Chociaż nie spełniły się nadzieje twórców zdradzieckiej konfederacji na pozyskanie masowego poparcia, a jeżeli pojawiało się, to ograniczało się bądź do politycznej klienteli czołowych targowiczan, bądź było wynikiem perswazyjnej siły wkraczających „sojuszniczych” wojsk rosyjskich. Z drugiej jednak strony te same masy szlacheckie, które na przełomie 1791/ 1792 w zdecydowanej większości ratyfikowały na swoich sejmikach Ustawę Rządową, latem 1792 roku wobec jej obalania zachowały się całkowicie biernie. Charakter chowania głowy w piasek miała również decyzja Sejmu Wielkiego z 29 maja 1792 roku o zawieszeniu swoich obrad. 

Targowica to wreszcie moralne upodlenie, przede wszystkim ich twórców i zwolenników. Jak pisał Władysław Konopczyński: „magnaci wnieśli tu: Branicki – warcholstwo i zaprzaństwo, Potocki – pychę i prywatę, Rzewuski – zgubne instynkty i przesądy polityczno-społeczne”. Byli też „zwykli szulerzy” w rodzaju Antoniego Pułaskiego czy Stanisława Bielińskiego. Nie wystarczyło zaprosić Rosję do zlikwidowania „zuchwałej zbrodni” 3 Maja. Caryca wymagała oprócz zakłamanie szczególniejszego upodlenia się zdrajców. 14 listopada 1792 roku przywódcy Targowicy dziękowali carycy – „wybawicielce” w Petersburgu za wybawienie Polski od „wieczystych kajdan”. 

Jedynie realistyczną okazała się w tej sytuacji droga honoru i przyzwoitości. Droga, którą wybrał książę Józef Poniatowski wraz z innymi oficerami składający dymisję na wieść o akcesie króla do konfederacji zdrajców. Albo jak postępowanie tych zapomnianych Rejtanów, posłów sejmu grodzieńskiego z 1793 roku, którzy mimo rosyjskich armat wycelowanych w miejsce obrad sejmu, gwałtownie protestowali (jeden z nich wypił nawet inkaust, którym miano podpisywać ratyfikację II rozbioru) przeciw kolejnemu podziałowi Ojczyzny. 

Jak już na wstępie tego tekstu zaznaczono, Targowica to w dziejach zdrady w Polsce przykład najbardziej znany, ale bynajmniej nie jedyny. Sprzedawczyków nie brakowało wcześniej, pojawiali się także w kolejnych wiekach. Przy czym mechanizm zdrady był analogiczny do tego z 1792 roku czyli zaprzaństwa wspartego na kłamstwie. Jak w przypadku powołanego przez Stalina w Moskwie w 1944 roku PKWN, który w oficjalnej wersji powstał w Chełmie – „pierwszym wyzwolonym polskim mieście”. Słynny manifest PKWN, wg oficjalnej wersji opublikowany po raz pierwszy w tym mieście, został dowieziony tam sowieckimi samolotami, bo został wydrukowany w Moskwie. Nawet miesiąc zdrady był ten sam – lipiec. W lipcu 1792 król przystąpił do Targowicy i nakazał kapitulację polskiemu wojsku, w lipcu 1944 roku Stalin instalował w Chełmie a potem w Lublinie włodarzy „Polski Ludowej”...(źródło )

Dr Jabłoński o sojuszu opozycji: „Jaka koalicja?! Do wyborów Platforma przestanie istnieć, a Nowoczesna będzie miała poparcie na granicy progu”....”Koalicja opozycji może być formalnie zawiązana, bo będą takie kroki w stronę stworzenia na wybory Frontu Jedności Narodu. Ale pytam: w jakich wyborach?! Do parlamentarnych zostało jeszcze 3,5 roku. Do tego czasu Platforma prawdopodobnie przestanie istnieć, a Nowoczesna będzie miała poparcie na granicy progu wyborczego. Plany opozycyjnej koalicji są więc dzieleniem skóry na niedźwiedziu „..”To bardzo wątły sojusz politycznych konkurentów, żeby nie powiedzieć wrogów. Środowisko KOD idzie teraz drogą środowiska politycznie już nieistniejącego: Palikot-SLD. Deklarowane są chęci koalicji i współpracy, a tak naprawdę jest wbijanie sobie noża w plecy. Tak stało się w przypadku Nowoczesnej, która próbowała przejąć na prowincji część członków Platformy, a zapłaciła za to odejściem części własnych członków. Z kolei Platforma wysyłała dramatyczneSMS-y, do swoich członków, żeby wystawić jak największą pulę platformersów na marsz opozycji. „...(źródło )

„Największa operacja antykorupcyjna w historii III RP. Drugie uderzenie Kamińskiego”...”Około 500 odchodzących polityków i urzędników trafia właśnie pod obserwację Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Służba będzie sprawdzać, czy w czasie pełnienia poprzednich funkcji wydawali decyzje korzystne dla nowych pracodawców. „...”Ze „zbrodniarzy IV RP” Mariusz Kamiński był osobą ściganą najdłużej, najbardziej zaciekle i najskuteczniej. Osiem lat po aferze gruntowej został nieprawomocnie skazany za naruszenie uprawnień podczas realizacji operacji specjalnej. Skazując go na trzy lata bezwzględnego więzienia, sąd nie tylko wymierzył wyrok wyższy, niż domagała się prokuratura, ale prawdopodobnie – tak twierdzi wielu prawników – najbardziej surowy w III RP za takie przestępstwo. Nawet prawnicy nieprzychylni PiS byli zaskoczeni orzeczeniem sędziego Wojciecha Łuczewskiego. Jeszcze większym zaskoczeniem było przygotowane przez niego pisemne uzasadnienie do wyroku, które nie dość, że ujrzało światło dzienne pod koniec kampanii wyborczej do Sejmu, to jeszcze zawierało dane personalne funkcjonariuszy CBA. Kierownictwo Biura uznało, że sędzia zaatakował służbę, ponieważ ujawniając nazwiska funkcjonariuszy, naraził ich na niebezpieczeństwo i w rzeczywistości uniemożliwił im pracę. Nie było tu mowy o pomyłce, bo wiele innych wrażliwych danych zostało w tym dokumencie ukrytych. „...”Ograniczyć wyłudzeniaNajważniejsze zadanie, jakie stoi przed Mariuszem Kamińskim, to ograniczenie skali wyłudzeń VAT. Według szacunków firmy PwC w 2015 r. w ten sposób polski budżet zostanie okradziony na 53 mld zł, czyli 3 proc. PKB. To ogromny wzrost wobec roku 2014, gdy wyłudzono 41 mld zł (2,4 proc. PKB). W 2007 r., gdy PiS oddawał władzę, skala wyłudzeń VAT wynosiła 0,6 proc. PKB.”. ...(więcej )

-----------

Ważne

PiS stworzy nowe ministerstwo. Na czele stanie Mariusz Kamińskię...”W rządzie powstanie nowy superresort: Ministerstwa Bezpieczeństwa Narodowego. Pokieruje nim Mariusz Kamiński, który jako minister byłby samodzielnym przełożonym szefów specsłużb.”...”Przyszły szef Ministerstwa Bezpieczeństwa uzyska znacznie szersze kompetencje niż obecnie. Jako minister w kancelarii premier Beaty Szydło posiada jedynie zapisane w ustawach kompetencje premiera dotyczące służb specjalnych. Na czele oddzielnego resortu byłby zaś przełożonym szefów służb specjalnych – stwierdza gazeta.

W Polsce jest ich pięć. Trzy cywilne: Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencja Wywiadu i Centralne Biuro Antykorupcyjne oraz dwie wojskowe: Służba Kontrwywiadu Wojskowego i Służba Wywiadu Wojskowego.

Zdaniem PiS służby muszą czuć istnienie silnego politycznego nadzoru – wskazuje dziennik. Ale i on nie wystarczy bez odpowiednio rozbudowanej, trwałej struktury administracyjnej, pozwalającej zachować ciągłość kontroli i koordynacji, gdy stojący na czele resortu będą się zmieniać – dodaje.”...(źródło)

-------

Mój komentarz

Z groźby jaką kieruje Szewczak pod adresem zdrajców, jurieltników, kolaborantów neotargowicy wyłania się wniosek, ,że przywódców współczesnej Targowicy . Tuska, Schetynę, Petru i całą resztę innych szmalcowników Polski należy pozamykać w więzieniach nie tylko za zdradę, ale również dla ich dobra. Bo jeśli uda im się obalić Kaczyńskiego i na powrót pozbawić Polskę suwerenności. Na nowo poddać ją władzy Niemiec, Rosji, rodów lichwiarskich i obcych oligarchów to przy kolejnym niepodległościowym zrywie Polacy ich po prostu, jak każe tradycja powywieszają na szubienicach i latarniach

Jest nie do pomyślenia, aby zdrajcy tak sobie spokojnie chodzili na wolności i ze swoja plugawością obnosili się bezkarnie po marszach i wiecach. Żaden suwerenne państwo ,ani żaden dumny naród na coś takiego sobie nie pozwoli.

Żarna Kaczyńskiego , Kamińskiego ,Macierewicza już mielą. Doczekamy się jeszcze silnego państwa polskiego , zobaczymy jak więzienia wypełniają się zdrajcami.

video Jacek Kaczmarski -Wieszanie Zdrajców na rynku warszawskim

video Telewizja Republika - Grzegorz Braun (reżyser filmowy, publicysta) - Wolne Głosy 2016-05-06

Marek Mojsiewicz

Osoby podzielające moje poglądy , lub po prostu chcące otrzymywać informację o nowych tekstach proszę o kliknięcie „lubię to „ na mojej stronie facebooka Marek Mojsiewicz i  na  Twitterze  

Zapraszam do przeczytania pierwszego rozdziału nowej powieści „ Pas Kuipera” 

Rozdział drugi Rozdział trzeci 

Zapraszam do przeczytania mojej powieści „ Klechda Krakowska „

rozdziały 1
„ Dobre złego początki „ Na końcu którego będzie o boginiKali„ Nienależynerwosolu pić na oko „ O rzeźbie NiosącegoŚwiatło Impreza Starskiego „ Tych filmów już się oglądać nie da „ 7. „ Mutant „ „ Anne Vanderbilt „ „ Fenotyp rozszerzony.lamborghini„ 10. „ Spisek w służbach specjalnych „11. Marzenia ministra ołapówkach „ 12. „ Niemierz i kontakt z cybernetyką „  13„ Piękna kobieta zawsze należy do silniejszego „ 14 ” Z ogoloną głowa, przykuty do Jej rydwanu „

Powiadomienia o publikacji kolejnych części mojej powieści . Facebook „ Klechda Krakowska

Ci z Państwa , którzy chcieliby wesprzeć finansowo moją działalność blogerską mogą to zrobić wpłacając dowolną kwotę w formie darowizny na moje konto bankowe

Nazwa banku Kasa Stefczyka , Marek Mojsiewicz , numer konta 39 7999 9995 0651 6233 3003 000
1

Jestem zainteresowany współpracą z portalem informacyjnym w zakresie dokonania przeglądu prasy , w tym anglojęzycznej , ewentualnie tłumaczeń z tego języka., tworzenia serwisu informacyjnego Analiz programów i tym podobnych Zainteresowanych proszę o kontakt 

 
 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)

Komentarze

http://niepoprawni.pl/grafika/moherj/rocznica

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

#1512910