Kalkulując szanse - z dedykacją dla PP :)

Obrazek użytkownika Max
Blog

Nie uprawiam propagandy, nie piszę też ku pokrzepieniu serc (choć, jeśli taki jest efekt uboczny, to bardzo się cieszę :D).
Po prostu kalkuluję.
Popatrzmy tak:

- 1.700 tys (z grubsza) podpisów vs. 700 tys. po drugiej stronie;

- tłumy żegnające Parę Prezydencką i innych, którzy zginęli (i w Warszawie i w Krakowie), znak, że wielka część ludzi się przebudziła ze "snu zimowego";

- krach dotychczasowej polityki urabiania ludzi za pomocą mediów, po prostu straciły one wiarygodność;

- paniczne i nieprzemyślane wypowiedzi polityków PO i sprzyjających im dziennikarzy zniechęcające potencjalnych wyborców PO;

- kampania Jarosława prowadzona tak, a nie inaczej, będącą na bieżącą chwile idealnym rozwiązaniem;

- niechęć do PO widoczna także wśród zadeklarowanych lewicowców, tych, dla których kandydatem jest Napieralski (to na wypadek drugiej tury);

- sama osoba kontrkandydata i jego słynne wpadki;

- powódź - tutaj na portalu niepoprawni.pl zagłosowałem: "nie pomoże PiS, ale zaszkodzi PO" - wierzę, że tak będzie;

- w wyborach 2007 PiS uzyskał 31% (o ile dobrze pamiętam). Na pewno zwolenników nie ubyło, to jest absolutne minimum głosów, które pójdą na Jarosława. Teraz dodajmy do tego:
1. zniechęconych nieudolnością i aferami za rządów Tuska
2. lemingi o krótkiej pamięci, które zapomniały już "straszne rządy PiS"; ciężko jest straszyć czymś, co przeszło do historii (nieważne, że była to nieprawda)
3. pokolenie 18-19-latków pierwszy raz idące do wyborów. Te "świeżynki" nie mają jeszcze włożonej do głowy "właściwej wizji", dopiero teraz zaczynają się interesować polityką (o ile w ogóle).
4. "nawróconych", dla których 10 kwietnia był prawdziwym wstrząsem - bardzo liczna grupa.
5. ludzi przerażonych przyjętym przez rząd kursem w polityce międzynarodowej po 10 kwietnia. My, jako naród, jednak nie ufamy Rosji i boimy się jej, proszę pamiętać.
6. tych którzy ucierpieli w ostatnich dniach na skutek powodzi.
7. konsekwencja punktu 5. - ludzi zbulwersowanych samą katastrofą i kompletną indolencją polskiego rządu
8. pewnie wielu, o których zapomniałem, albo nie wiem jak "zaklasyfikować".
No to teraz zacznijmy dodawać: 31% + + + + +... ;

- dalej: kwestia sondaży. Proszę porównać "oficjalne" sondażownie z - na przykład tym - co widać na stronie www.fakt.pl. Albo dowolnej innej. Oczywiście NIE jest to na 100% wiarygodne, ale jednak proszę spojrzeć, poszukać w internecie na własną rękę.

- to argument PO-wski, ale w jakiejś mierze prawdziwy: wielu odda głos dla Jarka, bo właśnie stracił rodzinę i przyjaciół. Przepraszam, że to w ogóle piszę, ale jeśli mamy policzyć wszystko... Zresztą chyba tylko człowiek o kamiennym sercu mu w tej chwili nie współczuje.

- jak pisałem już kiedyś, nie widzę dla PO dobrego pomysłu na poprowadzenie kampanii, w sensie koncepcji. Nie atakować Jarka - źle, wygra z w/w przyczyn. Atakować: też źle, bo to dla wielu ludzi wstrętne. Jak dotąd przyjęli wersję skrajną: atakować bez umiaru i przyzwoitości. Tracą coraz więcej zwolenników. Zabrakło dobrego pomysłu na początku, a teraz to już równia pochyła. Nic nie odrobi występów trzech harpii rodzaju męskiego, popisów Palikota, Niesiołowskiego, Olbrychskiego, Wojewódzkiego itd...

Gorzej: to towarzystwo jest kompletnie nieatrakcyjne wizerunkowo i medialnie, zwłaszcza dla ludzi młodych. Przebrzmiałe dawno PRL-owskie sławy (znowu: młodzi nie pamiętają), mało znani aktorzy (typu Chryja), opatrzone i też już dawno obśmiane gęby dziennikarskie. I nieważne co by powiedzieli, oni po prostu źle się prezentują.

- kilka dobrych posunięć Jarka zjednało mu wielu ludzi. Przemówienie skierowane do narodu rosyjskiego, świetna oficjalna inauguracja kampanii 22 maja (wiem, widziałem, byłem tam), wreszcie - jego "nieobecność".
_________________________________________________________
Taka mała dygresja zza oceanu: wielu potencjalnych kandydatów na prezydenta USA nie wystartowało nigdy. Machina medialna w Stanach, której profesjonalizm daleko przekracza wątpliwe osiągnięcia naszych "urbanów", nie zaakceptowała ich.. ze względu na wygląd. Po prostu - w oczach fachowców od PR - w żaden sposób nie dałoby się z nich zrobić osób sympatycznych, miłych, elokwentnych, inteligentnych. Rzecz jasna przed kamerami, czy na wiecu. Partie wystawiały innych, być może gorszych pod względem merytorycznym, ale bardziej "uładzonych".
Praktycznie to samo tyczy się osób popierających kandydata.

Mitem jest "mistrzostwo" PO w kwestii public relations.
Bzdura.
Popatrzcie na gęby i zachowanie Bartoszewskiego czy Wajdy. Tragedia.

To, że w 2007 PO się udało nie świadczy dobrze o ich PR. Świadczy tylko bardzo, bardzo źle o polskim społeczeństwie. Tyle.
A - dodatkowo - teraz idzie im dużo gorzej, niż wtedy.
__________________________________________________________

Myślę, że jest duża szansa na zwycięstwo w I turze.

Oczywiście mogę się mylić. Nie jestem ani politologiem, ani politykiem, taki sobie średnio rozgarnięty, dobijający powoli 40-ki facet z dużego miasta.

Natomiast - tak - byłbym w stanie się o to założyć. Odrobinę niezdrowego upodobania do hazardu mam, a w brydża też zdarza mi się zagrać i podobno czasem nieźle mi idzie ;). Patrząc na prawdopodobieństwo... no - zaryzykowałbym taki zakład :).

Brak głosów

Komentarze

Ale mi miło, dzięki! :)))

Co więcej, bardzo mi się podoba treść tego wpisu, mam podobne odczucia, obyśmy mieli rację...

Serdeczne pozdrowienia od średniorozgarniętej (zdecydowanie przed 40!) czytelniczki z dużego miasta ;)
PP

Vote up!
0
Vote down!
0
#61398

To byłoby zbyt piękne. Boję się, że istnieje wielka grupa ludzi mająca bardzo silnie wprogramowaną niechęć do "kaczyzmu". Pracowali nad tym najlepsi światowi specjaliści i rezultaty ich pracy (i ogromnych środków zaangażowanych) są niestety przerażające. Znam wielu ludzi, szczerych antykomunistów, więźniów politycznych, którzy będą głosować na Komorowskiego. Ludzie bardzo niechętnie rewidują swoje poglądy. Próbę przekonania odbierają jako zamach na ich JA. Pod względem informacyjnym jest znacznie gorzej niż za komuny, gdy konkurencyjna informacja była powszechnie dostępna (Wolne Europa, BBC). Obecna sowiecka propaganda jest robiona nieporównanie bardziej profesjonalnie i Michnik jest ciągle uważany za wiarygodne "świetne pióro"...
Nawet zamach w Smoleńsku nie był w stanie pobudzić naszych lemingów do myślenia.
Leopold

Vote up!
0
Vote down!
0

Leopold

#61459

Ależ oczywiście, że niechęć do "kaczyzmu" dalej istnieje i była programowana kilka dobrych lat.
Pozostaje tylko kwestia jak duża część społeczeństwa w dalszym ciągu "hołubi" poprawne politycznie poglądy w zakątkach swojego umysłu. Jak Pan słusznie zauważył - dla zachowania choćby dobrego samopoczucia i aby bronić swojego zagrożonego JA. To niestety prawda, swego czasu popełniłem nawet kilka tekstów na ten temat.

Temu nie zaprzeczam. Natomiast wiele znaków na niebie, ziemi ulicach i, na przykład, w internecie wskazuje, że czas przymusowej "drzemki intelektualnej" mija. Trochę nieskładnie starałem się wszystkie te rzeczy wyliczyć powyżej.

Pozwolę sobie nie zgodzić się natomiast w kwestii profesjonalizmu specjalistów od propagandy, którzy nad nami Polakami usilnie "pracowali". Moja konstatacja jest może bardziej smutna, ale lepiej rokująca na przyszłość: nie sadzę, aby polska opinia publiczna została zmanipulowana przez macherów na miarę niesławnej pamięci dr Goebbelsa.
Nie, po prostu tak nisko, w sensie politycznej świadomości, upadliśmy, a proces ten trwał co najmniej 20 lat, od 1989.
Piszę co najmniej 20, bo 40 lat okupacji sowieckiej też zostawiło trwałe ślady w mentalności ludzi, których nie da się tak łatwo i szybko usunąć.

Czy zauważył Pan jaką mieliśmy frekwencję wyborczą na wszystkich praktycznie wyborach? Wynika z tego, że spora część głosujących miała po prostu w głębokiej perspektywie kto rządzi i jak rządzi. Po ostatnim zrywie w kontraktowych wyborach w 1989 roku staliśmy się tak zadowoleni z odzyskanej "wolności", ze większość uznała, że teraz to już wszystko jedno - swoje zrobiliśmy. A nieprawda. No, to zjawisko można lapidarnie podsumować: lenistwo i tumiwisizm.

Zanik tradycji demokratycznych w społeczeństwie też był faktem. Powoływałem się wcześniej na przykład Amerykanów, zrobię to jeszcze raz - jeżeli ich system funkcjonuje w miarę sprawnie, to dzieje się tak za sprawą - jednak - głosujących. Nie gloryfikuję USA, po prostu podaję za przykład kraju, gdzie ten system jakoś poprawnie funkcjonuje. No tak, ale oni mieli ponad 200 lat, przez które ten system ewoluował, a ludzie uczyli się demokracji. I teraz taki, często wyśmiewany, "redneck" z Arizony WIE na kogo i czemu głosuje.

A my? Do czego mieliśmy wracać w najlepszym razie? Do 20-lecia międzywojennego? No to wróciliśmy do rzeczywistości sprzed zamachu majowego - dodając do sejmokracji tamtych czasów cały balast ledwo co "obalonego" komunizmu...

Wie pan, czasem tak sobie myślę z goryczą, że chyba więcej niż połowa Polaków, szczególnie mężczyzn, uwielbia dyskutować o polityce. Szkoda tylko, że tak niewielu tak naprawdę wie o czym mówi, czy choćby posiada jakiś minimalny zasób wiedzy, na bazie której mogłaby formułować własne opinie. Lepiej wziąć gotowca z dowolnej telewizji czy portalu internetowego, który nam akurat ideowo odpowiada i wyrecytować. To przerażające...

Przez wiele lat nie mieliśmy, jakkolwiek słowo to nie jest oklepane, prawdziwych elit kulturalnych, politycznych, intelektualnych. Najpierw skutecznie sekowała je komuna, a co warte są te resztki, które przetrwały, ta "opozycja", której tak ochoczo przekazaliśmy Polskę do rządzenia - no własnie widzimy. Po 20 latach trochę inaczej się postrzega Okrągły Stół, prawda?

Na podobnej zasadzie praktycznie nigdy nie mieliśmy obiektywnych mediów. Termin "etyka dziennikarska" nigdy nie istniał dla przeważającej większości wieszczów do nas przemawiających.

Brak dostępu do informacji, brak autorytetów, ogłupienie, demoralizujący wpływ poprzedniego układu, dorzućmy jeszcze na szybko bezkrytyczne przejmowanie zachodniego konsumpcyjnego modelu życia, tam nie tak bardzo szkodliwego, u nas wręcz zgubnego - nie trzeba wiele, aby sterować takim społeczeństwem. Wystarczą prymitywne zagrywki na poziomie.. no nie napiszę, jakie słowa cisną mi się na usta w tym momencie.

A dlaczego wersja otumanionego społeczeństwa (generalizując rzecz jasna) jako przyczyna takiego "upupienia" jest bardziej optymistyczna?

Bo wystarczy tylko lekko trącić ten, prawie już wieżowiec - nie domek, zbudowany z kart i misterna konstrukcja fickji rozsypuje się. Są granice przekłamywania rzeczywistości - a do Polaków, jaka szkoda, że aż TAKIM kosztem, wreszcie coś dotarło.

Ach i jeszcze jedno słowo na koniec. W interesie wyżej wspomnianych "architektów" jest, abyśmy wierzyli głęboko, że jest nas, normalnie myślących, mało. Propaganda nie tylko karmi nas mitami jak to, cytując Lema "czarownie nam się dzieje", ale także przekonuje tych jeszcze nieogłupionych, tych niepoprawnych, że i tak nie ma szans i powinni schować się do ciemnego kąta, bo jeszcze ktoś im krzywdę zrobi. Znam mnóstwo ludzi o prawicowych poglądach, którzy milczeli przez lata, a do wyborów to może i nie poszli bo... i tak przegramy.

Bądźmy dobrej myśli, kto w 2005 wierzył w zwycięstwo śp. profesora Lecha Kaczyńskiego?
Bo ja nie - ale poszedłem i zagłosowałem!

serdecznie pozdrawiam - Pana i innych czytających moje wypociny

Vote up!
0
Vote down!
0
#61476

Budujący tekst.
Zwyciężymy.
Potrzeba niezależnym (niepoprawnym) netem docierać do rzesz ( nie mylić z Rzeszą ;)) LEMINGÓW

Vote up!
0
Vote down!
0
#61405