Wspomnienie o Irenie Sendler

Obrazek użytkownika WlodzimierzWnuk
Kultura

5 lipca br. ambasady Polski i Izraela w Australii, wspierane przez wielu sponsorów, zorganizowały w Melbourne premierę widowiska pt. "Irena's Song - a ray of light through the darkness". Prapremiera odbyła się 3 lata temu w Polsce. Był to hołd oddany Irenie Sendler (z domu Krzyżanowskiej), skromnej polskiej kobiecie, która w ciągu półtora roku pomogła ocalić dwa i pół tysiąca dzieci żydowskich, większość z nich szmuglując z warszawskiego getta. Oczywiście, nie byłoby to możliwe bez odważnej decyzji Matyldy Getter, naczelnej matki przełożonej prowincji warszawskiej Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, która zobowiązała się przyjąć każde dziecko przemycone z getta.
Irena Sendler zmarła 4 lata temu, pochowano ją na Powązkach. Dopiero w 2003 r. odznaczono ją w Polsce najwyższym odznaczeniem, Orderem Orła Białego, a w Izraelu (już w 1965 r.) instytut Yad Vashem nadał jej tytuł "Sprawiedliwej wśród Narodów Świata". Przez 20 lat (od 1948 r.) należała do PZPR, legitymację oddała po wydarzeniach marcowych.
W chwili wybuchu wojny miała 29 lat. Była katoliczką, a zarazem socjalistką, członkiem PPS. Od 1942 r. była członkiem Rady Pomocy Żydom - "Żegoty", gdzie była szefową wydziału dziecięcego. Pomagając Żydom w Generalnej Guberni, narażała życie swoje i swoich dwóch córek. Była okrutnie torturowana, najpierw przez Niemców a wkrótce potem przez komunistów z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, którym przeszkadzało to, że należała do AK.
Niestety, wspólna akcja Polaków, Żydów i Amerykanów, aby przyznano jej Pokojową Nagrodę Nobla w r. 2007 spełzła na niczym. Otrzymał ja m.in. wiceprezydent USA, Albert Arnold (Al) Gore. Za co? Za straszenie - bo nie można tego nazwać inaczej - świata nadchodzącymi monumentalnymi zmianami klimatycznymi. Przy okazji, na tej wydumanej apokalipsie Al Gore dorobił się miliardów, inwestując w alternatywne technologie. Wynika z tego, że Pokojowego Nobla otrzymał model komputerowy ekstrapolujący (dzisiaj wiemy, że bzdurnie) niedawną przeszłość w przyszłość oraz zademonstrowanie jak korzystać z programu PowerPoint. Zresztą Pokojowa Nagroda Nobla nie ma dobrej reputacji. Otrzymali ją dawni terroryści, m.in. Nelson Mandela, Anwar Sadat, Menachem Begin, Icchak Rabin i Jaser Arafat.
Wracam do koncertu. Otóż składały się nań cztery główne części: mini-koncert tradycyjnej muzyki żydowskiej, zestaw nietypowych polonezów kompozycji Simona Laksa (był kapelmistrzem orkiestry obozowej więźniów w Auschwitz), wideo Tadeusza Matkowskiego i córki Sendlerowej, Janiny Zgrzembskiej, która opowiada o swej matce, oraz kompozycja czołowego współczesnego kompozytora izraelskiego Kobi Oshrata, znanego np. z sukcesów w Eurowizji. Muzyka była wzniosła, urozmaicona, miejscami patetyczna. Me ucho melomana wolałoby, aby mocniej i wyraźniej słychać było słynną solistkę Karin Shifrin z Izraela. Śpiewa ona mezzosopranem, który albo w górnych oktawach był trochę zbyt cichy, bądź orkiestra grała za głośno, bądź akustyka w tej części specjalnej sali koncertowej była słaba. Tym niemniej całość była muzycznie na piątkę z malutkim minusem.
Impreza, którą prowadził znany melbourneński prezenter radiowy Jon Faine, przetykana była przemowami polityków (dwóch ambasadorów) i dziennikarzy. Ale najbardziej utkwiła w mej pamięci relacja jednego z ocalonych z Zagłady, Harrego Bettera, uratowanego przez Józefa i Annę Skowron, którzy ryzykowali życiem swych dwóch córek.
"Opiekę" nad całością, szczególnie w lobby, sprawowało pięciu uzbrojonych w kamizelki kuloodporne i giwery u pasa "goryli" z ambasady Izraela. Zawsze byli strategicznie ulokowani, nie dalej niż 5-10 metrów od swego ambasadora, a więc - niejako przy okazji - chyba i ambasador RP w Australii czuł się wyjątkowo bezpiecznie.
Z imprezy wyniosłem darmowy, świetnie wydany biuletyn, w którym zamieszczono gratulacje i listy dla organizatorów i sponsorów.
I tak, znajdziemy tam posłania prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, prezydenta Izraela Shimona Peresa, premiera Julii Gillard, szefa opozycji Toniego Abbotta, ambasadora Yuvala Rotema, ambasadora Andrzeja Jaroszyńskiego, premiera Wiktorii Teda Baillieu i mera City of Melbourne, Roberta Doyle.
Swe oświadczenia opublikowały następujące organizacje: Pratt Foundation (główny sponsor tego koncertu), Zionist Federation of Australia, Jewish Holocaust Centre, Federacja Polskich Organizacji w Wiktorii, State Zionist Council of Victoria, Australian Society of Polish Jews and Their Descendants.
I tutaj właśnie mam parę konkretnych zastrzeżeń.
Otóż trzeba mieć orle oko, aby wychwycić drobne niuanse w tych - w zasadzie podobnie brzmiących - materiałach.
Prezydent Komorowski - chwała mu za to - wykorzystał tę okazję do podkreślenia, że to Rzesza Niemiecka była panem sytuacji, i że uratowanie jednego Żyda wymagało współpracy od kilkunastu do kilkuset ludzi - tym samym niejako sugerując nie wprost, że lista Sprawiedliwych w Yad Vashem jest tylko małym fragmentem ówczesnej rzeczywistości. A przecież jest np.z powodu specyficznych kryteriów przyznawania dyplomów. Wniosek o odznaczenie może składać tylko Żyd, który przetrwał Holocaust, a wielu z nich po wojnie natychmiast "zapomniało" o wybawcach. Na liście tej nie ma też ukrywających Żydów Polaków, których zabili Niemcy (bo wtedy najczęściej ginął także ukrywający się).
Prezydent Peres, oprócz pochwał dla Ireny, "przemycił" - widocznie nie umiał się powstrzymać - że Irena czyniła dobro, ale - uwaga - "despite the violent and indifferent society". Jego generalizacja przypięła łatkę wszystkim innym Polakom.
Nasi przywódcy australijscy okazali się bardzo neutralni, choć wiemy, że Izrael korzysta w Australii z taryfy ulgowej. Przypomnę choćby względną ciszę po ujawnieniu parę lat temu, że zamachowcy-zabójcy izraelskiego Mosadu użyli w szejkatach arabskich sfałszowanych paszportów australijskich, wystawionych na rzeczywiście istniejących, kompletnie niewinnych obywateli Australii, którym teraz grozi odwet.
Przesłania obu ambasadorów były wyważone, bez "podtekstów". Ambasador Jaroszyński zaakcentował owe konieczne słowa: "German occupation of Poland", które trzeba powtarzać, bo świat zapomina, co widać, gdy w dzisiejszych mediach czytamy stronnicze oceny i relacje.
Federacja Syjonistów w Australii, zbudowała - mam takie wrażenie - całe swoje posłanie wokół tego oto jądra:
"...lack of knowledge makes the world more vulnerable to the lies and fabrications of anti-Semites and enemies of the State of Israel concerning (...) the destruction of 6 million Jews during this period."
Ano, zanosi się na kontrowersję, bo obecne szacunki liczby ofiar (odliczając zejścia naturalne wskutek zwykłych chorób, pospolite samobójstwa, zabójstwa i morderstwa pomiędzy Żydami, czy emigrację z Europy) są niższe niż liczba 6. Nota bene, liczba ta wynosiła 12 mln tuż po wojnie, 8 mln wkrótce potem, by stopnieć do 6 mln. Może jeszcze za naszego życia doczekamy się rzeczywistego, niezależnie zweryfikowanego oszacowania, z którym większość historyków będzie mogła się zgodzić.

Niestety, przyznam ze wstydem, że najsilniejszą mą obiekcję wywołało to, co napisała Federacja Polskich Organizacji w Wiktorii.
Po pierwsze, już w pierwszej, niejako wytłuszczonej linii czytam: " ...rescued 2500 Jewish children from death in Nazi extermination camps". Znów pojawiają się tajemniczy Nazi (tak, jakby za wszelkie ówczesne zło odpowiadali tylko i wyłącznie członkowie NSDAP), co pomaga zaciemniać obraz. Od co najmniej roku UNESCO zgodziło się - po długotrwałych protestach Polski - nazywać te obozy "niemieckimi obozami koncentracyjnymi w okupowanej Polsce".
A na dodatek ani słowa, choć było miejsce - można było np. zrezygnować z akapitu opisującego jak i gdzie Irena zakopywała słoiki z listą rodowych i przybranych nazwisk dzieci żydowskich, że Irena była także torturowana przez funkcjonariuszy komunistycznego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego za przynależność do AK. Nie wymagam, aby dodawać jednocześnie: "gdzie pracowało sporo Żydów, którzy uniknęli Zagłady, bądź zostali z niej uratowani". To można zrobić później, przy innej okazji.

Personalnie odnoszę niemiłe wrażenie, że gdyby rodzina Ireny Sendler nie była socjalistami - i to jest tutaj kluczowym słowem - to po wojnie zamazano by skutecznie nawet pamięć o niej. Podzieliłaby pewnie los rotmistrza Witolda Pileckiego.

I to właśnie jest smutne, bo sugeruje, że w trybach zmagających się ateistycznych totalitaryzmów, z "widocznych"/znaczących ludzi (spoza klik dzierżących władzę) szansę na przeżycie miał tylko anonimowy kapuś, agent, tajny współpracownik, konformista, uległy lizus lub umiarkowany socjalista.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Pytana co jest najważniejszą wartością w życiu, bez wahania odpowiadała: MIŁOŚĆ, TOLERANCJA, POKORA. Irena Sendlerowa - kobieta anioł. Anioł, na którego skrzydłach mury warszawskiego getta opuściło dwa i pół tysiąca żydowskich dzieci skazanych na zagładę. Stawiając opór nazistowskiemu okupantowi w drewnianych trumienkach wywoziła żydowskie maluchy tłumacząc gestapo, że zmarły na tyfus. Prawdziwą tożsamość ocalonych skrupulatnie notowała i zakopywała w słoikach w ogrodzie. Swoją heroiczną postawę przypłaciła życiem - na szczęście wyrok został wykonany tylko na papierze, bo z rąk oprawcy wykupiła ją Rada Pomocy Żydów ,,Żegota". Swoim zachowaniem udowodniła, że miłość do drugiego człowieka jest w stanie zburzyć mury i to nie tylko te metaforyczne. Dla wielu autorytet i bohaterka. Sama jednak największymi bohaterkami określała żydowskie matki, które wbrew głosowi serca oddawały swoje dzieci zeświadomością, że widzą je po raz ostatni. Miała w zwyczaju mawiać: ,,Ludzi należy dzielić nadobrych i złych. Rasa, pochodzenie, wykształcenie, majątek nie mają żadnego znaczenia tylko to jakim kto jest człowiekiem". Wiecej: http://www.eioba.pl/a/2s3e/kobieta-aniol-czyli-rzecz-o-irenie-sendlerowej#ixzz23S9mMFdb

 

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mukuzani

#282364

Dokonania Ireny Sendler i ją samą skutecznie wymazano na lata ze świadomości Polaków. Trzeba było długo czekać na jej "odkrycie" przez amerykańskie licealistki(sic!)

Należy więc zadać i powtarzać pytanie, dlaczego nie odkrył jej już dawno temu ten, który obecnie uchodzi niemal za twórcę i szefa "Żegoty"? Władysław Bartoszewski...

Pozdrawiam

PS. Dwie drobne poprawki:
- oficjalna, zatwierdzona przez UNESCO nazwa to: "niemieckie, nazistowskie obozy koncentracyjne".
- skąd się wzięło te 12 mln ofiar Holocaustu? Już w Norymberdze była mowa o 6 mln.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#282418

Ad. Nazwa obozów koncentracyjnych
Zgoda.

Ad. "prof" Bartoszewski
Ano właśnie! Ostatnio "prof" zasłynął także jako doradca MSZ i współautor broszury, którą MSZ ponoć wykupił na pniu i "wciska" ambasadom do promowania, jednostronnie przedstawiającej sprawy polsko-żydowskie podczas II wojny światowej.

Ad. Oszacowania liczby ofiar
Przytoczyłem dane z publikacji autorów żydowskich i szacunków centralnych organizacji żydowskich.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#282507