Cezary Gmyz o agenturze wpływu cz. I

Obrazek użytkownika adriano
Kraj
Obiektywnie.com.pl: Naszym gościem jest dziś Cezary Gmyz, jeden z najlepszych dziennikarzy śledczych w Polsce. Serdecznie witamy.
 
Cezary Gmyz: Dobry wieczór.
 
O: Wiemy, że odbywa Pan liczne spotkania w celu promowania Pana książki zatytułowanej „Zawód: Dziennikarz śledczy”. Proszę pokrótce opowiedzieć, o czym książką mówi.
 
CG: To wywiad-rzeka, który przeprowadził ze mną redaktor Piotr Gociek. Powstała ona po moim wyrzuceniu z Rzeczpospolitej. Książka w jednej czwartej jest poświęcona kwestii tragedii smoleńskiej. Oprócz tego można w niej poczytać o agenturze w Watykanie, o „aferze hazardowej” i jest to moje opus magnum, w którym opisuję swoje zwycięstwa i porażki.
 
O: Tematem dzisiejszej rozmowy są agenci-dziennikarze. Chcemy zapytać, jak się ich kreuje? Jak należy z nimi walczyć i jak ich demaskować? Czy należy to robić na poziomie instytucjonalnym? Jak odkrywać ich słabości?
 
CG: Temat jest ciężki. W znowelizowanej ustawie o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu mają się znaleźć zapisy zakazujące werbowania dziennikarzy do tajnej współpracy. Bezwzględny zakaz ma objąć parę grup zawodowych i funkcjonariuszy publicznych Jednak przypadku dziennikarzy będzie możliwość obejścia tego zakazu do pozyskania dziennikarza wystarczy zgoda Ministra Spraw Wewnętrznych. Związki dziennikarzy ze służbami to rzecz stosunkowo powszechna, dlatego, że bardzo często agenci wywiadu pracują pod przykrywką dziennikarską. - Legenda ta wzbudza trochę mniejsze podejrzenia niż w przypadku dyplomatów w rezydenturze, czy w polskiej ambasadzie. Jednocześnie dziennikarze słyną z tego, że zbierają informacje. Przypuszczam, że w świecie dziennikarskim mamy również do czynienia - choć przekonujących dowodów na swoją tezę nie mam - nie tylko z osobami, które zostały zwerbowane do tajnej współpracy ze służbami, ale również z funkcjonariuszami służb specjalnych, którzy od początku działają pod przykryciem dziennikarskim. Często dziennikarze, którzy kończyli działalność, trafiali do rozmaitych instytucji, np. NIK lub Straży Granicznej. Zawsze miałem wątpliwości czy ich poprzednia działalność była wolna od wpływów służb specjalnych. Oczywiście bardzo często zdarza się, że na dziennikarzy śledczy „od trudnej tematyki sypią się oskarżenia o współpracę ze służbami specjalnymi. Takie zarzuty padały również pod moim adresem. W związku z tym musiałem wytoczyć proces auto-lustracyjny, który wygrałem, bo nie znalazły się żadne dowody na moją rzekomą współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa.  Byłem też pomawiany o to, że pełniłem funkcję konsultantem UOP-u, co oczywiście też jest nieprawdą.
Są znane przypadki, że dziennikarze byli obłaskawiani przez oficerów służb specjalnych. Taki przypadek opisał mój kolega redakcyjny, Wojciech Wybranowski, który swojego czasu miał być obdarowany bardzo drogim piórem przez ówczesną rzeczniczkę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, panią pułkownik Koniecpolską-Wróblewską.
Będąc dziennikarzem śledczym, nie można nie znać oficerów służb. Jeśli ktoś się zajmuje tą problematyką powinien takie osoby znać. Jest to kwestia ułożenia sobie z takimi ludźmi modus vivendi, żeby nie byli przekonani, że dziennikarz dał się zwerbować i działa w interesie służb. Jedynym interesem, w jakim dziennikarz może działać, jest interes opinii publicznej. Oczywiście bywają takie sytuacje, że dziennikarze wymieniają się informacjami z ludźmi, którzy są w jakiś sposób związani ze służbami. Każdy dziennikarz powinien sobie wypracować kodeks, który pozwala mu uniknąć sytuacji kłopotliwych. Wojciech Sumliński takiego kodeksu sobie nie wypracował i bardzo ciężko zapłacił za zbyt duże skrócenie dystansu do oficerów Wojskowych Służb Informacyjnych, czyli do nieżyjącego już Leszka Tobiasza, do już nieżyjącego właściciela dworku w Zaborku, który też był związany ze służbami oraz człowieka, który go oskarżył. Gdy zobaczyłem materiały dotyczące Wojtka Sumlińskiego byłem zaskoczony, że tak doświadczony dziennikarz popełnił tyle błędów.
 
O: Poruszyliśmy temat dziennikarskich agentów, ponieważ naszym zdaniem są oni w stanie narobić wiele szkód. Prosimy o odniesienie się do słów dr Rafała Brzeskiego: „Dziennikarska agentura wpływu ma sterować opiniami środowiska, w którym się obraca. Zadanie to wypełnia, posługując się technikami zarządzania postrzeganiem, co w mniej politycznie poprawnych słowach można określić, jako atrakcyjnie podane, ordynarne fałszowanie rzeczywistości” oraz Johna Hughesa-Wilsona: „[…] dobrze uplasowany dziennikarz może być bronią równie śmiercionośną, co ładunek wybuchowy lub szpieg w centrum aparatu władz”.
 
CG: Dziennikarze miewają tego typu kontakty i mogą być niebezpieczni. Wiele razy zdarzało się tak, i ja również miałem z tym kilka razy do czynienia, że dostawałem informacje atrakcyjne, których nie wykorzystywałem z tego względu, że podejrzewałem, iż to może być jakiś rodzaj elementu operacji służb specjalnych mający na celu zwrócenie uwagi na to, a nie na inne zjawisko. To są tak zwane „wrzutki”. Co nie oznacza, że dziennikarze z „wrzutek” nie korzystają. Sam też od czasu do czasu takie informacje wykorzystuję. Zawsze trzeba sobie zadać pytanie o to, kto na tym ma skorzystać i czemu służy ta informacja. Są dwa kryteria podawania informacji opinii publicznej: czy informacja jest ciekawa i czy informacja jest prawdziwa? Miewałem takie tematy, które były związane z grą interesów wokół jakichś ustaw, grup lobbingowych, które ewidentnie usiłowały inspirować dziennikarzy.
 
 
O: Dlaczego powstała „kublikacja” w Gazecie Wyborczej? Dlaczego jest tyle ataków na zespół parlamentarny Antoniego Macierewicza? Kto za tym stoi?
 
CG:  Swego czasu Michał Cichy, który był z samego jądra Gazety Wyborczej nazwał takich ludzi „cynglami”. Agnieszki Kublik nie obchodzi prawda, tylko coś, co nazywamy „prawdą Turowskiego”- nie prawda obiektywna, ale wersja, która jest suflowana przez wieloletniego oficera SB.
 
O: Nawet ambasador Jerzy Bahr nie jest w stanie stwierdzić, co Turowski robił na lotnisku Siewiernyj.
 
CG: Ta amnezja w sprawie Turowskiego dotyczyła nie tylko ambasadora Bahra. Swego czasu minister Władysław Bartoszewski wysłał go na Kubę. A dziś mówi, że go w ogóle nie zna. Z protokołów Komisji Spraw Zagranicznych jednoznacznie wynika, że Władysław Bartoszewski osobiście rekomendował kandydaturę Tomasza Turowskiego na stanowisko ambasadora.
 
O: Dlaczego tzw. autorytety i dziennikarze zastanawiają się, czy zespół Macierewicza odejdzie wreszcie w niebyt, zamiast zastanawiać się kto stoi za manipulacją Gazety Wyborczej?
 
CG: To jest dobre pytanie. Powinno się je skierować do Agnieszki Kublik. Ja mogę tylko spekulować na ten temat. Odnoszę wrażenie, że za tą publikacją, wymierzoną w ekspertów zespołu parlamentarnego, była zaangażowana przede wszystkim prokuratura dlatego, że cytaty zmanipulowane w tekście Agnieszki Kublik musiały pochodzić z prokuratury. Informacje o tym gdzie naukowcy pracują i jakie mają kwalifikacje zostały zaczernione przez prokuraturę pod pozorem ochrony danych osobowych i opublikowane w takiej formie w sieci.
 
O: Jak się werbuje agentów wpływu?
 
CG: Nie wiem, bo mnie nie werbowano. Sytuacja upubliczniona przez Wojtka Wybranowskiego pokazuje, że to nie jest werbunek wprost, ale próba kupienia dziennikarza. Ja oddzielam życie prywatne od pracy. Zdarzają się takie przypadki, że się wychodzi z oficerem służb na piwo, ale trzeba zrobić wszystko, aby taka osoba za dziennikarza nie płaciła - dołączenie takiego rachunku do funduszu operacyjnego może spowodować, że dziennikarz będzie miał kłopoty.
 
O: Swego czasu zamieściliśmy na jednym z portali ogłoszenie-prowokację o następującej treści:
 
Serdecznie zapraszam wszystkich, którzy żyją z pisania lub chcą zacząć żyć. Naszym celem jest walka z tradycyjnym modelem społeczeństwa, który wyklucza wiele osób z normalnego życia. Chcemy zerwać z haniebnym patriotyzmem wspominkowym, który bezpodstawnie wybiela naszą historię i tym agresywnym często przedstawianym na ulicach i stworzyć nowy, lepszy świat - świat w duchu liberalnych wartości”. Zgłosiło się do nas bardzo wielu dziennikarzy, którzy w przeszłości pracowali dla dużych mediów mainstreamowych, np.  tvn24, Gazety Wyborczej, portali Onet.pl oraz Interia.pl. Często w CV tych „kandydatów” wśród specjalnych zdolności widniały np. techniki manipulacji. Dlaczego tak łatwo udało nam się znaleźć wielu zainteresowanych? (więcej szczegółów prowokacji wkrótce)
 
CG: To jest problem, który wynika nie tylko z działalności służb. On wynika również w dużej mierze z pauperyzacji zawodu dziennikarskiego. Część osób, które się o dziennikarstwo otarły, szuka dodatkowych źródeł dochodu. Część dziennikarzy nie jest może wprost skorumpowana, ale ich zachowania ocierają się o zachowania korupcyjne. Przykładem może tu być głośna ostatnio sprawa MDI. Agencja marketingowa przechwalała się, że jest w stanie redagować główne wydanie „Wiadomości” i to jest rzecz niebezpieczna. Dziennikarze, którzy zubożeli w ciągu ostatnich lat, są bardziej podatni na tego typu pokusy i to jest rzecz, która mnie martwi, bo ktoś, kto szuka dodatkowych dochodów, może trafić na kogoś ze służb.
Oczywiście mamy do czynienia z próbami zarządzania opinią publiczną przez służby specjalne. Te rzeczy, które się dzieją ostatnio przy Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, rodzą podejrzenia o manipulowanie dziennikarzami przez oficerów służb.
 
O: Czy Pana zdaniem obecnie w mainstreamie widać dziennikarzy-agentów wpływu?
 
CG: Są takie działania medialne, za którymi widzę rękę służb specjalnych, a ponieważ za tą rękę nigdy nie złapałem, trudno mi kogoś wymienić z imienia i nazwiska. Wielokrotnie byłem świadkiem spotkań dziennikarzy ze służbami, natomiast dwukrotnie byłem świadkiem spotkania dziennikarza z oficerem służb, gdzie zauważyłem, że ci dziennikarze poczuli się bardzo niepewnie na mój widok, ale nie mam pewności, czy to był kontakt agenturalny, czy dziennikarski.
 
O: Jak należy zwalczać agentów wpływu?
........................................
Część II jutro.
Czytaj całość już dzisiaj: http://www.obiektywnie.com.pl/artykuly/nasz-wywiad-z-cezarym-gmyzem.html
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Pięknie, no to właśnie widać jaką mamy cywilną kontrolę nad służbami specjalnymi.

Właśnie proszę Państwa skończyła się demokracja w naszym kraju!

 

 

 

Póki dech póty nadzieja

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

Póki dech póty nadzieja

#387014

A kiedykolwiek była?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

<p>ro</p>

#387024