Platforma ma nowego Palikota

Obrazek użytkownika Psuj

<p><strong>Sprawa Kazimierza Marcinkiewicza, który w wywiadzie dla "Dziennika" wyznał, iż posiadł informację, jakoby prezydent (wówczas) elekt Lech Kaczyński wydał polecenie podsłuchiwania go, premiera (wówczas) RP, komentowana jest niezwykle ciekawie, nie dostrzegłem jednak wśród komentarzy dość istotnego i, wydawałoby się, oczywistego aspektu. Co za tym idzie, nie dostrzegłem też jednej z najważniejszych postaci ostatnich miesięcy- Janusza Palikota.</strong></p><p>Oczywiście inne potencjalne czynniki, które mogły spowodować wyznanie byłego premiera na pewno mają swój znaczny w genezie dzisiejszej sensacji udział- trudno wszak przypuszczać, by Marcinkiewicz zapomniał o dosyć, przyznajmy, instrumentalnym potraktowaniu przez włodarzy PiS w lecie 2006 czy- w szczególności- nieprzedłużeniu mu rekomendacji na wygodne, intratne i niezbyt odpowiedzialne (czyli, krótko mówiąc, wymarzone) londyńskie stanowisko w EBOiR. Chęć zemsty na pewno walnie przyczyniła się do opublikowania dzisiejszych sensacji, jednak trudno zignorować inne, co do skutków powiązane z dziennikową publikacją wydarzenie.</p><p>Termin publikacji drugiej sensacji drugiej tegorocznej majówki nie wynika bowiem z dawnych i niedawnych żalów Marcinkiewicza, nie wynika nawet z przypadającego właśnie półmetka pierwszej kadencji prezydenta. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że Platforma, a Donald Tusk w szczególności, ostrzy sobie zęby na urząd prezydenta i w celu jego zdobycia prowadzi tyleż dalekosiężną i całkiem rozsądną, co brudną grę. Co prawda do elekcji jeszcze 2,5 roku, jednak przygotowanie gruntu ma swoje znaczenie. </p><p>Pierwsze ataki- niesnaski na linii premier-prezydent, przedstawiane (zupełnie niesłusznie) jako zawinione przez Lecha Kaczyńskiego były niejako badaniem opinii publicznej- jak daleko w chamskich zagrywkach wobec prezydenta można się posunąć? Można było daleko, Platforma uruchomiła więc posła Palikota, którego działalność w ostatnich miesiącach przyprawiała o mdłości co wrażliwszych i powodowała uśmiech politowania u bardziej zorientowanych. Misją Palikota było właśnie zepsucie powietrza, wytworzenie może nie duchoty, ale pewnego, przepraszam za określenie, "smrodku" wokół Głowy Państwa. Osoby zorientowane (chociaż w niewielkim stopniu) w polityce oczywiście na takie zagrywki się nie nabierają, jednak większość elektoratu, delikatnie mówiąc, polityką interesuje się średnio, głosując raczej na urodę i spoty wyborcze (to ta część, która wciąż utrzymuje, że "Kaczory to faszyści"). </p><p>Poseł Palikot swoją misję wypełnił, jej przedłużanie mogłoby doprowadzić do następstw przeciwnych niż oczekiwane- popadł więc w "niełaskę" włodarzy PO (niepochwalających w żadnym stopniu jego wybryków), jego miejsce zajął zaś Kazimierz Marcinkiewicz.</p><p>Proszę zauważyć podobieństwo sytuacji obu panów z punktu widzenia PO- zarówno Palikot, jak Marcinkiewicz są dla PO bezpieczni (Palikot, bo wiadomo, ekscentryczny milioner, Marcinkiewicz nawet nie jest członkiem partii), więc ewentualny zły odbiór ich działań przez społeczeństwo nie uderza bezpośrednio w Platformę. Obaj też są z punktu widzenia partii Schetyny skuteczni- Palikot przez swoją widowiskowość i niewyparzony język, Marcinkiewicz jako były premier z nadania PiS i były wiceszef tej partii. Poza tym i Marcinkiewicz i Palikot chętnie dołączyliby do wierchuszki Platformy, a przynajmniej chcieliby mieć pewność startów z list tej partii... Uwiarygodnienie potrzebne jest szczególnie Marcinkiewiczowi. </p><p>Na pierwszy rzut oka widać co prawda, że ataki (mimo zmiany atakującego) wciąż są z serii "coś się przylepi"- pamiętajmy jednak, że w ciągu 2,5 roku przylepić się może całkiem sporo. </p>

Ocena wpisu: 
Brak głosów