Komórkowski bez żyrandola

Obrazek użytkownika Szeremietiew
Kraj

Konstytucja stwierdza (art. 126), że prezydent jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej. Jest gwarantem ciągłości władzy państwowej, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium. Prezydent odgrywa więc ważną rolę w systemie ustrojowym współczesnego państwa polskiego. Wpływ prezydenta na losy państwa, jego politykę i pozycję w świecie jest istotny, a może być ogromny, gdyby prezydentem Rzplitej został– marzenia - mąż stanu. („Polityk myśli o następnych wyborach, mąż stanu – o następnym pokoleniu.” - James Freeman Clarke)

Nie czas rozważać, czy w polskiej polityce można znaleźć kogoś na miarę męża stanu. Jednak nawet dla polityków niższych lotów, myślących głównie o własnej karierze, zdobycie prezydentury wydawało się zawsze celem godnym zabiegów. I oto Donald Tusk, jeden z kandydatów na prezydenta Rzeczypospolitej objaśnił, że: „chociaż prezydentura to wielki spektakl, a kampania wyborcza bardzo wielu wyborców ekscytuje, pociąga, to wszyscy wiemy, że po tym, jak nowy prezydent mówi słowa przysięgi, jest tylko prestiż, zaszczyt, żyrandol, pałac i weto.” Premier Tusk, szef rządu RP ogłaszając, że nie będzie kandydował na prezydenta wyjaśnia obywatelom, że nie chodzi o najważniejsze w państwie stanowisko, ale o „żyrandol” i parę innych nie wartych zachodu „drobiazgów”. A po pewnym czasie oświadczył, że jego partia ma dwu kandydatów na to mało znaczące stanowisko; marszałka sejmu Komorowskiego i ministra spraw zagranicznych Sikorskiego. Jednego z nich mają teraz wybrać członkowie PO w tzw. prawyborach, bo jednak trzeba pozbawić prezydentury znienawidzonego Kaczora.

Zaczęły się więc „prawybory”. Zarówno Komorowski jak i Sikorski nie kryją, że każdy bardzo chce dostać się na fotel prezydencki. Przy czym Sikorski jako młodszy i bardziej krewki usiłuje zyskać poparcie platformersów atakując ostro Lecha Kaczyńskiego i PiS, a deklarując szacunek dla kontrkandydata lekko go podgryza. „A Bronisław Komorowski jest ważną postacią w Platformie. I gdyby chciał spróbować szczęścia w dyplomacji, to widziałbym go w tej roli.

Marszałek Bronisław, z racji nazwiska (herbu Korczak), polskich wąsów i powagi sejmowego urzędu usiłuje zaprezentować się jako polityk stateczny i odpowiedzialny – kto go nie zna może się na to nabrać. Też komplementuje Sikorskiego, ale i karci, chociażby za „język” ataków na Leszka Kaczyńskiego. „Bronisłąw Komorowski uważa, że wobec głowy państwa powinien obowiązywać inny język.” Jest w lepszej sytuacji od Sikorskiego - w zapleczu ma Palikota, który używa na Radku ile wlezie. Palikot wytyka Sikorskiemu żonę, z domu Applebaum i polityczną przeszłość ministra w rządzie Jana Olszewskiego, działacza ROP wraz z Macierewiczem, wreszcie kolaborowanie z PIS w MON. A Komorowski indagowany o związki z Palikotem tajemniczo się uśmiecha – „każdy z nas ma swoje wady, każdy z nas ma swoje słabości. Ma je Donald Tusk, mam je ja, ma je Janusz Palikot i każdy inny polityk”.

Z kolei PiS pamięta Sikorskiemu, że nie tak dawno był ministrem obrony w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, a teraz jest zaprzysięgłym wrogiem obu braci („dorżnąć watahę” – zawołanie Radka z ostatniej kampanii wyborczej). Jarosław Kaczyński skrytykował więc kandydaturę Sikorskiego sugerując, że ma on jakieś ciemne sprawki na sumieniu. Palikot zinterpretował to przewrotnie. Uważa, że w ten sposób PiS chce wzmocnić szanse Sikorskiego w szeregach PO – skoro PiS go atakuje, to oznacza, że się go boi. Palikot na swoim blogu twierdzi, że Sikorski jako prezydent mógłby budować wokół siebie partię zwolenników PO-PiS-u. Wśród osób, które mogłyby wejść w jej skład wymienił nawet zwolenników Sikorskiego, posłów Jarosława Gowina i Sławomira Nitrasa.

Sikorski odpiera niecny atak – „Prezydent dał do zrozumienia, że wolałby mieć Komorowskiego jako swojego rywala. Myślę, że weźmiemy to w Platformie Obywatelskiej do zrozumienia.”

Konfrontując jednak opinię Tuska z podejrzeniami Palikota, co do intencji PiS w zwalczaniu Sikorskiego można sądzić, że coś jest na rzeczy. Komorowski w wywiadzie dla gazety „Polska The Times” deklaruje: „Ja nie chcę zabrać Lechowi Kaczyńskiemu żyrandola...” Według lidera PO walka toczy się o „żyrandol”. Kandydat Sikorski na pewno z żyrandola nie zrezygnuje,. a kandydat Komorowski żyrandola nie chce....? Palikot wyrasta na tęgiego analityka, pozazdrościć Komorowskiemu takiego sojusznika!

Mój, i Komorowskiego znajomy, z uporem przekręca nazwisko marszałka nazywając go Komórkowskim. Kiedy zapytałem o powody tego odparł – a to skutek informacji: „Tylko za telefony Bronisława Komorowskiego zapłaciliśmy w ubiegłej kadencji prawie 170 tys. zł. ... Warto dodać, że za 170 tys. zł, które wydaliśmy na rozmowy posła Komorowskiego, przeciętny Polak rozmawiałby z osobą przebywającą w Stanach Zjednoczonych prawie rok.”

http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-telefoniczne-rekordy-parlamentarzystow,nId,83756
 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#49602

Glównie chodzi o to, by zająć media kampanią wyborcza dwóch kandydatów, zamazując w ten sposób szanse innych chętnych. Ale skomplikowany i przewrotny to zabieg, bo skutek odbije sie czkawką pomyslodawcy. Jedynie mialoby to sens, że wlaśnie taki przewrotny jest to cel. Ale szczerze mówiąc, uważam, że Tusk to za cieńki gracz do tak skomplikowanej rozgrywki. Bo jak myslę, fabula tego spektaklu jest calkowicie inna i napewno nie pisze jej Tusk i PO. I tyle, więcej nie napiszę, nie powiem!!!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#49611

pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#49620