Magazyn idei dla wykształciucha?

Obrazek użytkownika kazimierz.marchlewski
Blog

Kierunek ewolucji "Dziennika" od dłuższego czasu budzi mój niepokój (pisałem już tu). Złowróżbnych tendencji jest szereg i wzbierają one na sile: zapełnianie coraz to większej części stron opiniowych bezwartościowymi tekścidłami Moniki Olejnik, Tomasza Sekielskiego, Grzegorza Miecugowa, Doroty Gawryluk i innych "tuzów polskiego dziennikarstwa", długie, puste intelektualnie manifesty ideowe Roberta Krasowskiego i Cezarego Michalskiego

(tych dwóch weszło już na taki etap zadowolenia z siebie, na którym pisze się tylko manifesty ideowe, bo są zbyt ważni i za dużo już przeczytali, żeby zabierać się za lżejsze gatunki), których jedynym widocznym celem są środowiskowe wojny z wrogimi obozami "GW" i "Rzepy" (upraszczając).

 

Dotychczas jednak te tendencje omijały do pewnego stopnia "Europę"  - o tyle, że zawężanie się spektrum autorów miało charakter środowiskowy tylko, a nie światopoglądowy (krótko mówiąc w dalszym ciągu panował jaki-taki pluralizm - mimo braku Krasnodębskiego, Legutki czy Cichockiego) - za co, jako stały czytelnik, byłem panom Nowickiemu, Krasowskiemu i Michalskiemu wdzięczny. W ostatnich tygodniach zaszła jednak gwałtowna zmiana. Trudno powiedzieć z jakich przyczyn (choć podejrzewam, że pewną rolę odegrał radykalny spadek sprzedaży) trzech głównych dziennikowych ideologów uznało, że nie ma co się dłużej cackać i trzeba zmienić charakter gazety. W ich tekstach od dłuższego czasu - mimo, że Adam Michnik pojawiał się w zdecydowanej większości i zawsze w negatywnym kontekście - znać było aspiracje do tej pozycji, którą pośród polskiej inteligencji ma czy miał do niedawna on właśnie. Znać było również coraz częstsze stosowanie charakterystycznych dla Michnika chwytów publicystycznych, jak fałszowanie obrazu przeciwnika (tekst o Krasowskiego o Wildsteinie), a nawet politycznych postulatów ("modernizacja" za pośrednictwem UE). Do tej pory jednak była jednak jedna, dość zasadnicza sfera, której te ambicje nie dotyczyły - formuła gazety. Teraz granica ta została ewidentnie przekroczona.

 

"Dziennik" konsoliduje swoją linię ideową w "Europie". Najpierw była zmiana formy graficznej, wraz z którą wzrosła rola "Dziennikowych" komentatorów, później coraz bardziej jednostajny dobór autorów - a to Michalski obnaża „mity transformacyjne", a to Krasowski wychwala znaczenie „ciepłej wody w kranie", a to Bielik-Robson odkrywa nietzscheansko-heideggerowsko-faszystowskie oblicze Rymkiewicza i Kaczyńskiego. No i przede wszystkim comiesięczny kwartet „mędrców" (Krasowski-Michalski-Matyja-Rokita)*, który jest mniej więcej tak pluralistyczny i burzliwy, jak „Trzeci punkt widzenia" Cichockiego, Gawina i Karłowicza (z całym szacunkiem dla autorów tego ostatniego); jeśli chodzi o dwóch ostatnich członków kwartetu, Matyję i Rokitę, to trudno pojąć ich awans w „Dzienniku" inaczej niż jako, jak ktoś już pisał, element robienia z Polski XXI „swojej partii", bo obaj publicystami są nad wyraz kiepskimi. Ostatni numer rezygnuje także z pozorów obiektywizmu. "Wydanie specjalne: wybory w USA" - na 8 tekstów, 7 jest tu pro-obamowskich. W zasadzie pełen pluralizm, bo niektórzy piszą o tym, jaki Obama jest dobry i potrzebny, a niektórzy o tym, jakim złym wyborem byłby McCain. I nie chodzi tu o to, żebym ja był jakoś jednoznacznie przekonany, ze to McCain będzie lepszy, czy o to, że wszystkie teksty z tego numeru są słabe publicystycznie czy intelektualnie (interesujący wydaje mi się np. Lukas z „Economista" - korespondent ichni w Europie wschodniej, bardzo z regionem „pomiędzy Rosją a Niemcami" sympatyzujący - który dowodzi, że Obama wzmocni NATO, co w konsekwencji wzmocni Zachód względem Rosji), ale o to, że konwencja „Europy" do tej pory była taka, że przedstawiało się argumenty każdej praktycznie strony (nawet najtrudniejsze do przyjęcia - np. technologów kremlowskich, Žižka, Groysa czy Dawkinsa), i za to ją ceniłem. W momencie, w którym sugeruje się, że jedyne godne przyjęcia argumenty za McCaine'm mogą paść z punktu widzenia interesu Izraela (taka jest konstrukcja „wydania specjalnego" - każdy tekst reprezentuje punkt widzenia jednego kraju lub regionu), robi się śmiesznie, bo widać, że tak naprawdę redaktorom „Europy" zależy po prostu na tym, żeby nadążyć za zachodnią modą intelektualną na Obamę, a nie zastanowić się, jakie są za i przeciw jeśli chodzi o jednego i drugiego kandydata. Krótko mówiąć McCain zostaje potraktowany gorzej niż Putin (w którego imieniu wypowiadają się Pawłowski, Markow i inni - a „Europa" nie szczędzi im swoich łamów)

 

Tym, co ceniłem w „Europie" była również polska i wschodnioeuropejska perspektywa, w której idee z całego świata były osadzone, nadawana przez to, jak postawione były tematy tekstów lub pytania w wywiadach. Pisał o tym zresztą w sposób następujący Cezary Michalski, jeszcze w 200 numerze „Europy": „Czytelnicy «Europy» (...) pamiętają przede wszystkim zamieszczane przez nas wywiady z najwybitniejszymi intelektualistami współczesnego Zachodu. Może dlatego, że wcześniej wszyscy ci ludzie pojawiali się na łamach polskiej prasy jedynie jako luksusowe artykuły pochodzenia zagranicznego. (...) Rzadko traktowano je jako narzędzia mogące objaśnić nasz świat, naszą własną sytuację.(...) Mimo tej nieustającej obecności na łamach «Europy» czołowych intelektualistów zachodnich czy rosyjskich, pierwszym impulsem, jaki pojawił się, kiedy na początku 2004 roku zaczęliśmy przygotowywać się do regularnego wydawania naszego tygodnika dla polskiej inteligencji, była jednak chęć zdiagnozowania sytuacji w Polsce".

 

Ten model działalności się w „Europie" skończył i chyba już nie wróci. To, co miało służyć walce z bezrefleksyjnym kopiowaniem idei, wprowadzić do często niezbędnego kopiowania element świadomości i umożliwić dostosowanie tych idei do polskiego kontekstu i do lokalnej tradycji, ustąpiło peryferyjności w negatywnym sensie tego słowa, bezmyślnej imitacji, powtarzania za najmodniejszymi zachodnimi intelektualistami.

 

Obym się mylił.

 

 

*motto: „Raz w miesiącu w „Europie" odbywać się będzie debata na temat ściśle polityczny bierzący, konkretny, ale potraktowany na sposób m e t a p o l i t y c z n y [podkreślenie moje]. Z przywołaniem historycznych przykładów i anegdot, z próbą przedstawienia ideowego kontekstu polityki, jej ukrytych przesłanek, interesów [które zwykłemu, szaremu czytelnikowi mogą być nieznane, obce - przyp. mój]". (czy tylko mnie tak to bawi??)

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

"Wyborcza" poskromniona, czas wrócić do ustalonej w Polsce normy stronniczego, wybiórczego dziennikarstwa.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6989

"Europa" mnie odrzucała ideowo wtedy, gdy "Dziennik" jeszcze wydawał mi się znośny całkiem...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6991

Mnie "Europa" nie odrzucala ideowo, bo nie miala zadnej idei, miala oczywiscie linie, jak kazde medium na swiecie, ale polegala ona na ustaleniu pewnej hierarchii waznosci sporow ideowych, a nie na preferowaniu ktorejs ich strony. Za to ja cenilem, za niedogmatycznosc, za sklanianie do myslenia, za traktowanie serio pogladow roznych stron - nie za precyzyjne odpowiadanie moim pogladom.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6993

może masz rację, ja dość szybko przestałem tam w ogóle zaglądać, a potem kontakt z Dziennikiem ograniczyłem do strony internetowej.

PS. z archiwum s24:

2007-01-25, 23:50:41
Cezary Michalski kłamie
Tagi:

* Dziennik
* HGW
* Cezary Michalski

...co mnie dziwi. Dzisiejszy artykuł w "Dzienniku" godny takiego tuza pióra jak Michał Kuź *(tym razem wieszczący na swoim ....:BlOgAsQ:..... masowe aresztowania wyborców HGW, którzy wkrótce wyjdą protestować na ulice) zawiera ewidentne kłamstwo. Pan Cezary Michalski pisze, że pani Hanna wygrała obie tury wyborów. Do tej pory, wg wszelkich wiadomości telewizyjnych, radiowych, a nawet i tych, podawanych w "Dzienniku" pierwszą turę wygrał Marcinkiewicz. Pani Hanna uważa, ze prawo w jej przypadku powinno działać wstecz, były prawicowy dziennikarz Cezary Michalski uznał najwyraźniej, ze w przypadku jego nowej miłości (Michalski jest katolikiem, zabawiając się w moralność a la Radio Maryja dodam, ze rozwiedzionym i to z nie byle kim, bo z Manuelą Gretkowską - to oczywiście nie ma nic do rzeczy, ale argumentacja Michalskiego godna argumentacji RM w sprawie Wielgusa, więc i moja reakcja taka) wszystko można zmieniać wstecz, nawet wyniki wyborów. "Dziennik" robi się jakis dziwny i nie chodzi już tylko o lewacki dodatek "Europa", ale i wydania codzienne. Artykuł o jakiejś inicjatywie PiS, w którym leadem jest krytyka ze strony posłanki PO Iwony Śledzińskiej - Katarasińskiej (która w rządzie AWS-UW nie mogła zostać ministrem kultury z ramienia Żółwików, ponieważ była gwiazdą antysemickiej nagonki w roku 1968) to taki szczegół mały, ale znaczący.

* http://partizan.salon24.pl/4879,index.html

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6998

niestety... już po "Europie", jedynym w Polsce dodatku do gazety codziennej z filozofią polityczną . Europa nigdy nie była lewacka. skąd takie przypuszczenia? wprawdzie czasami równowaga była zachwiana, ale dotyczyło to poszczególnych numerów lub krótkich okresów (nie zawsze ma się odp. wybór tekstów). "Kwartet polityczny" Dziennika "udupia" Europę w celach politycznych, a na pocieszenie dostajemy dużo lżejszy kaliber: Magazyn Dziennika.

dzięki za tekst - pełna zgoda.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#7007

Najsmutniejsze jest to, że "Dziennik" wyjechał w góre na fali kwestionowania stylu dziennikarskiego "Wyborczej".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6996