Amerykany (opowiadanie)

Obrazek użytkownika Bogdan Lichy
Humor i satyra

 

Bogdan Lichy
 
 
Amerykany
 
Pan Józef mieszkał w miasteczku nad jeziorem w małym domku. w ogrodzie. Bardzo był z tego ogrodu dumny i zawsze się śmiał z tych zagranicznych pomysłów co to dom prawie na samej ulicy by postawiły a za to ogród za domem urządzają.
 
Panie- mówił do znajomego sprzedawcy u którego kupował sadzonki i różne chemiczne środki przeciwko owadom, oni są chyba nienormalni, to zupełnie tak jakby kobieta w suknie z dekoltem na plecach wyciętym się ubrała i z tyłu korale powiesiła, a do tego jeszcze broszkę w połowie tali też z tyłu przyczepiła i ozdobną klamerkę od paska także z tyłu zapięła, a z przodu gładko.
 
Człowiek panie Michale- bo tak miał na imię sprzedawca - ma tylko jedną twarz, i   front domu też jest tylko jeden.
 
Jak kto chce mieć dwa fronty jeden dla siebie od kuchni
a drugi na pokaz dla ludzi to od razu wiadomo że dwulicowy.
 
Ja to do takich nie mam najmniejszego zaufania.
 
Dom panie to oczami okien na świat patrzy, ogrodem się uśmiecha i na pokoje zaprasza.
 
To tak jakbym ja pana u siebie przyjmował, w wygodnym fotelu posadził szklanką marnego soku i dwoma suchymi paluszkami poczęstował, a sam bym się plecami odwrócił i przy stole kolacje świąteczną pałaszował.
 
One te angielskie zwyczaje pobrały i przez to cała bieda. Dom polski panie to gości do siebie otwartymi ramionami przywoływał i czym miał  od serca dzielił, a nie jak te amerykany, które co gdy im się po spiżarniach zapasy psują to z wielką pompą biednym rozdają a i nie wierze żeby za darmo.
 
Nic z tego dobrego nie będzie.- stwierdził autorytatywnie pan Józef i rozejrzał się wokół siebie jakby szukał potwierdzenia w tłumie słuchaczy który składał się z taczek, paru konewek i grabi.
 
Odsapnął i po chwili kontynuował
 
 
A czy to moja wina, ze się tak ludzie uchytrzyli. .Ja nie kazałem nikomu działki kupować i za moim domem się budować. Chałupę wywalili panie taką jak moje dwie, a może i trzy. Nie żebym im żałował…, a teraz do mnie z pretensją   że jak w kuchni co robie to ich na tym ich tarasie na piętrze oglądam. Trzeba było drzew nie wycinać.
 
Ale nie…. jakieś japońskie chwasty im potrzebne. Ja im takich badyli mogę ukopać ile by chcieli, wystarczy się tylko zatrzymać po drodze i zobaczyć co to od tych spalin w przydrożnych rowach potrafi wyrosnąć, a właściwie nie wyrosnąć…zresztą nie moja sprawa
 
 Pan Józef ciągnął swoją opowieść coraz bardziej zirytowany
 
Tylko niech do mnie nie maja pretensji o moje psy.
 
Ja je trzymam z tyłu za domem w podwórzu za siatką która do tego ich japońskiego ogrodu przytyka zaraz koło szopy.
 
Wiesz pan psy jak psy, szczekają, latają gryzą się miedzy sobą, ryja  dziury a zdarza się że i wyją. A oni mi mówią że też mają dwa psy ale ich ..słuchaj pan- w domu trzymają i na podwórko wypuszczają tylko jak sami na ogród wychodzą, żeby je jak dzieci pilnować.
 
A ja   niby  nie dbam o zwierzęta. Nasyłali na mnie kontrole bo podobno je na mięso tuczę i  głodzę co jedno z drugim kupy się nie trzyma.
 
Była nawet specjalna komisja. Pytali się skąd je mam i po co mi aż pięć? Powiedziałem im więc,   że jak chcą to niech sobie wszystkie wezmą bo one mi są na nic potrzebne ale skoro się jeden po drugim przyplątał to i tak zostało. Spisali protokół, a nawet jedna miła panienka poinformowała mnie  że mogę się w urzędzie miejskim starać o pieniądze na te psy.
 
 Amerykany ,jednakże  nie dały za wygraną i przyszli którego dnia mi powiedzieć że skoro je musze trzymać to niech to robię w ogrodzie przed a nie za domem.
 
Na to ja im mówię że skoro amerykany sobie angielskie domy postawiły w te ich japońskie ogrody to już jest ich sprawa, a tu jest panie Polska i ogród jest przed domem a za domem jest podwórko, i niech sobie kupią słownik i zobaczą co tam jest napisane pod hasłem po-dwórko. czyli że najpierw jest ogród w głębi ogrodu dom czyli dwór a potem po dworze, podwórko. albo po chłopsku obejście. Kiedyś się na to mówiło majdan albo i dziedziniec .
 
I niech sobie porównają słowo dziedziniec i gościniec to zobaczy że dziedziniec czyli  ubity zajazd na końcu drogi bo jak się z dorożki wysiadło to stangret wokół posesji dom objeżdżał i na dziedziniec karetę stawiał gdzie konie wyprzęgał,…. więc ja swoje psy trzymam na podwórku   tam gdzie się należy.
 
A oni mi na to że to tak się nie skończy bo się do sadu odwołają gdzie będę sobie te mądrości opowiadał.
 
No to ja im mówię że proszę bardzo.
 
Jakoś po trzech miesiącach przyszło wezwanie więc się stawiłem i tłumaczę że przed domem mam ogród co go moja świętej pamięci żona tak lubiła i gdzie my razem tyle godzin przepracowali, żeby jako tako wyglądał i drzewka owocowe nasadzili i że mimo wieku dbam o niego jak mogę więc gdybym te psy trzymał przed domem koło płotu to by dopiero się wściekły zwłaszcza że  dzieci obok mojego ogrodu przechodzą do i ze szkoły i wtedy by się zaczęła polka , tym bardziej, że niejedno a to przez płot a to przez furtkę co to raz zamknięta a raz otwarta wchodzi po wiśnie czy czereśnie, lub jabłka a ja tam ich nie gonie, bo mnie też samemu nie ubędzie . Jakby te psy były przed domem to jeszcze by się co stało.
 
A na to mi oni odpowiadają że oni też maja dzieci i że  na ich ośmioletniego   Jima specjalnie się uwzięły.
 
Więc wyjaśniam że się nie uwzięły tylko że je zaczepia i drażni, i zabawki   swoje przez płot rzucał, bo sam widziałem jak się tylko z tej jego głupoty śmiali .
 
Sąd wydał oświadczenie że mamy po obu stronach posadzić żywopłot i do granicznego płotu się nie zbliżać na odległość metra. Ja tam panie nie miałem co sadzić bo u mnie w tym miejscu porzeczki od dawna rosną.
 
Tak więc , słuchaj pan co było dalej….te amerykany przyjeżdżają tylko na te ich wikendy no i jak mają wolne,
 
Ostatni raz jak urządzili panie przyjęcie to przysłali do mnie młodego w mundurku z wiadomością, że będą mieli w ogrodzie te swoje partie i że się będą przez cała noc bawić  bo jakieś ważne grille maja przyjechać na kiełbasę więc będą puszczać chińskie ognie a ja  mam pilnować, żeby się mój dom nie zapalił.
 
Wysłałem go do diabła bo ja tam śmierci się nie boje najwyżej ich potem zamkną. Jak tylko się zrobiło szaro najechało się samochodów zrobiło się głośno i gwarno i nawet zaczęli tańczyć albo się wygłupiali bo kto tam ich wie. Tak szybko jak zaczęli  tak niespodziewanie skończyli. Muzyka przestała grać    i myślałem że zaraz będą strzelać ale słyszę   Jimi! Jimi! Jimi ! No ładnie powiedziałem sam do siebie, zgubili dziecko. Jeździli samochodami w tą i nazad wpadli nawet do mnie wypytując się czy nie ma Jimiego .
 
Mówię im że przecież on tu nigdy nie zagląda przez te psy, a mógłby, bo dla chłopca   u mnie jest o wiele ciekawiej niż na   ich dróżkach. Przyjechały nawet specjalne oddziały z tropiącymi wilczurami,   gdyż podejrzewali że jaka mafia mogła im syna porwać dla okupu, ale jak się potem okazało niepotrzebnie.
 
Słuchaj pan dalej. Ja właśnie miałem iść wieczorem jak zwykle w soboty na cmentarz do żony, ale przez te   ognie to zostałem w domu. Tak więc jak cała ta awantura trochę przycichła   wziąłem psy ze sobą, żeby się wybiegały za cmentarzem na łące,
 
Zna pan ją- zapytał się pan Józef sprzedawcy który słuchając przekładał worki z cebulkami w oknie wystawowym
 
Znam, znam - potwierdził pan Michał nie odwracając głowy.
 
Spuściłem je ze smyczy na pole- kontynuował dalej emeryt -     a te  naglę na bok do muru cmentarnego się rzuciły i dawaj ujadać i szczekać. Myślałem ze jakiego kota zobaczyły, a że nie lubię jak się zwierzęta denerwują więc poszedłem żeby je odpędzić. Idę a tu najpierw  w trawie pod murem rowerek leży zaś na murku siedzi dzieciak i chlipie. A wie pan kto to….no niech pan zgadnie
 
Jimi?
 
No właśnie ten ich Jimi. Jak się potem  okazało chciał zrobić zdjęcia  sztucznych ogni więc wziął rower i odjechał trochę od domu żeby mieć ładny widok . Niestety jak twierdził zaczął go gonić   pies, albo mu się tak zdawało wiec się rzucił do ucieczki Okolicy nie znał, ze strachu się zgubił i zajechał aż na cmentarz, a potem znów koło cmentarza na łąkę.
 
 Wie pan tam stale   ktoś jakieś psy wypuszcza zwłaszcza w sobotę wieczorem tak więc jak zaczął uciekać przed następnym którego z daleka zobaczył to się wdrapał na murek i bał zejść.
 
Z drogi nic nie widać, zwłaszcza o zmroku, a w nocy to już w ogóle Właściciel stoi przy ulicy gwizdnie na psa, pies przyleci. Gdyby nie te moje co go widać poznały i rabanu narobiły    siedział by do nie wiadomo kiedy.
 
Tu starszy człowiek podniecony własnym opowiadaniem urwał nagle i zamyślił się jakby szukał pointy 
 
I co dalej panie Józefie. – zaciekawił się jego słuchacz który skończył porządkować wystawę i zabrał się do układania na półce torebek z nasionami.
 
Ano nic. Wszystko się wyjaśniło .Trochę się martwiłem żeby na mnie nie było że dziecko im porwałem albo że poszczułem psami …ale nie. Nawet mi podziękowali i chcieli mi pieniądze w nagrodę dawać , lecz im powiedziałem żeby mnie nie obrażali bo ja tu niczego specjalnego nie zrobiłem, a tylko lepiej niech podziękują psom i mojej żonie.
 
Wyobraź sobie pan jakieś tydzień później przyszła do mnie ta pani z komisji co to już była i oświadczyła że dostałem przydział jedzenia na dziesięć bezpańskich psów, gdybym aż tyle chciał trzymać a także zaproponowali że oni u mnie na podwórku   boksy dla psów  porobią a ja będę się nimi społecznie zajmował jeśli się zgadzam.
 
Czemu nie, jak dają na utrzymanie i jeszcze będą szczepić, to bądź co bądź oszczędność bo na te co teraz mam to musze ze swojej kieszeni wykładać. No patrz pan maja ludzie układy, ale dobrze zawsze jest czym się zająć jak człowiek na emeryturze.
 
W końcu i amerykany na coś się przydały nieprawda panie Józefie-zauważył sprzedawca.
 
Może i amerykany ale coś mi się wydaje ze to jednak sprawka mojej żony. Ona tam wyżej ma, bądź co bądź lepsze dojścia.  
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

pointa trochę naciągana, ale całość czyta się dobrze. Trochę na wyrost dałam 10.

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#48461

 a przede wszystkim rozsądnego  bohatera Józefa , odczytuję jako "modlitwę o wartość trwałą " :) . Zminimalizowanie wypowiedzi narratora i świetna stylizacja w monologu to bardzo udana próba spotkania obiektywności i rzeczywistości w banale .

Chociaż happy end trochę drażni , ale czemu ma być w zasadzie wszystko tak logiczne , prawda ? Niech wola kreuje fakty .:)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Aleksandra

#48600