Lewacki bałagan w wartościach (1)

Obrazek użytkownika miarka
Idee

 Egzekucja, której dokonali islamiści w Paryżu na redaktorach satyrycznego pisma Charlie Hebdo odsłoniła cały lewacki bałagan w wartościach.

Wśród głośnych wypowiedzi na ten temat trafiłem na zdanie o lewackich “wartościach europejskich”, nad którą jako Niepoprawny chciałem się zatrzymać:

Rasizm i nacjonalizm w jakimkolwiek wydaniu to zaprzeczenie wartości europejskich: wolności, równości, braterstwa, tolerancji, solidarności”. (http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1604643,1,przez-niemcy-przetacza-sie-fala-protestow-przeciwko-islamizacji-europy.read )

 

Ciekawe, czy kiedyś zliczymy wszystkie kłamstwa zawarte w tym jednym zdaniu?

 

Od razu widać manipulatorskie ustawienie sobie potencjalnych dyskutantów – jedni “źli” i to bezwzględnie, drudzy “dobrzy” – zapewne też bezwzględnie, a jak „dobrzy”, to i „koniecznie „prawdziwie” (w każdym wydaniu), bo choć dobro jest wartością wyższego rzędu jak prawda i prawda mu konstruktywnie służy, to prawda jest bardziej fundamentalną wartością i nie istnieje dobro, które by nie płynęło z prawdy, nie wyrażało prawdy i nie było prawdziwe.

Inaczej mówiąc, to zdanie to “prawda” – tylko że prawda lewacka. Lewacka, a więc ideologiczna, czyli konkurencyjna wobec idei, którymi kieruje się życie ludzkie, by mogło trwać. Lewacka, a więc przede wszystkim będąca zaprzeczeniem idei prawości, którą jest rozróżnianie dobra i zła, i świadomy i dobrowolny wybór dobra. Dobro lewackie też istnieje, ale jako “dobro” przez lewaków dekretowane.

Przedmiotowe zdanie prawdziwe może być tylko w definicjach lewackich, bo ani „wartości” z tych grup nie muszą sobie zaprzeczać (np. „wy” i „my” w polskim haśle „Za wolność waszą i naszą” – głoszącym tak samo „wolność”, i „równość”, i „braterstwo” - są w rzeczywistości nacjonalizmami. i Nadto świadomy i dobrowolny dobór ludzi w grupy według kryterium podobieństw (nawet rasowych) jest naturalnym samostanowieniem i nikogo nie krzywdzi, poza jednym przypadkiem – gdy jest motywowany zamiarem dzielenia – (zwłaszcza na nadludzi i podludzi - z traktowaniem obcych rasowo jako podludzi, a jakieś np. bydło, czy niewolników z góry przeznaczonych do  usługiwania panom).

One nie muszą mieć charakteru dobra i zła, a więc uprawniać to bezwzględne: „w jakimkolwiek wydaniu”, jak chcieliby lewacy. Przeciwnie – wymysł mieszania ras, nacji (wraz z ich kulturami) jest nienaturalny, a więc i krzywdzi, i to na wielu poziomach, a nadto demoralizuje , pozbawia tych “mieszanych” wolności i odpowiedzialności, nawet wynikającej z niej możliwości samostanowienia, rozbija potencjalną jedność i solidarność – jednych uprzywilejowuje, resztę za to dyskryminuje, a korzyści z tej zniewalającej dyskryminacji przejmuje ten co miesza, co wciąż zachowuje kontrolę nad tym mieszaniem, nad tym faktycznym dzieleniem, by rządzić, panować jako lewak i nadczłowiek funkcjonujący ponad prawem i pasożytować na zniewolonych.

 

Lewactwo w Europie rozregulowało już dawno jej system ludzkich wartości – na długo przed masowym importem innych kultur. Kościół Katolicki np. atakowało już od dawna – to nie tylko rewolucja francuska, ale marksizm-engelsizm, leninizm, stalinizm i hitleryzm, czy dziś trockizm, liberalizm moralny i genderyzm. Rozsadzało go od środka – a to przez modernizm, a to przez SV II i jego posoborową interpretację w praktyce, zwłaszcza przez dzisiejszego papieża Franciszka, którego liczne wypowiedzi roją się od lewackich odniesień. Taki charakter konia trojańskiego w Kościele ma też ekumenizm w jego posoborowej interpretacji (z wyjątkiem Benedykta XVI) – to jego wykwitem jest dzisiejszy multikulturalizm rozsadzający Europę w jej fundamentach cywilizacyjnych.

Dzisiejszy atak lewactwa skupia się na coraz głębszym rozregulowaniu spajającego Europę systemu wartości. Tu lewactwo do wspólnot narodów europejskich wprowadziło nam swoje „zbrojne ramię” – muzułmanów, których z wielką łaskawością (uzurpatorskich właścicieli Europy) zrównało od razu w prawach z gospodarzami. Wszystko w imię haseł o „europejskich wartościach”, które przy tym zakłamało.

 

Bo widać od razu wielkie kłamstwo tej piątce słów: “wolności, równości, braterstwa, tolerancji, solidarności”, że są “wartościami europejskimi”.

 

Otóż nie są “wartościami europejskimi” (nawet nie patrząc na to, że “osiągnięcia” Europy od czasów rewolucji francuskiej nie mają “charakter europejskiego”, jako że Europa to tyle, co cywilizacja łacińska, zwana też cywilizacją zachodnią – tu jest jej charakter, tu jest jej tożsamość), bo nie wszystkie są wartościami. Taką nie-wartością w tej grupie jest tolerancja. To zawsze potrzeba polityczna, a nie ludzka wartość wyższego rzędu jak pozostałe z tej grupy.

 

Charakter tolerancji jest ściśle polityczny – sięga po jakieś dobra materialne dla dogadzania sprawom cielesnym, użyciowym, a służyć ma sprawiedliwości, prawości i moralności, a zwłaszcza człowieczeństwu dojrzałemu i ludzkim świętościom, służyć ludzkim celom wyższym.

Tolerancja w szczególności nie jest żadną formą dopuszczania jakiegokolwiek zła do naszego życia publicznego, czy jakimś godzeniem się na obniżenie jego standardów etycznych, ani nie może się przyczyniać do jakiegoś “równania w dół”, zaburzać procesów naszego dojrzewania w człowieczeństwie i procesów wspólnotowego “równania w górę”.

 

Tolerancja “innych” nie ma innego uzasadnienia jak polityczne – będą innymi dokąd tylko nie przejdą pełnego procesu asymilacji.

-      Dopóki są “inni” nie mieszamy się z nimi.

-      Z „innymi” będziemy współpracowali i rywalizowali, a  przez to podnosili się w naszych funkcjach ściśle politycznych tam, gdzie nie mogą nam niczym zagrozić swoją “innością”, swoimi innymi celami;

-      Rywalizujemy z nimi tylko jako dobrzy ludzie z dobrymi ludźmi i tylko w tym, kto lepszy – w ściśle określonych dziedzinach politycznych i przy jednakowo rozumianych zasadach moralnych życia publicznego.

-      Aby tak było, to te zasady muszą być spójne. Te zasady muszą być wyrażające moralność możliwie najwyższą – taką oferuje tylko cywilizacja łacińska z jej spójnym systemem ludzkich wartości wyższego rzędu.

-      Mało tego – te zasady muszą być wciąż otwarte na życie, na ciągłe wzrastanie i dojrzewanie, na sięganie po coraz większą doskonałość, po coraz wyższe ideały

-      Nadto trzeba nam szanować odmienność podejścia do swojego człowieczeństwa - kwestie godności, sumienia, wychowania potomstwa, kultury, w tym religii..., a nad to wszystko świętości. Ale nie możemy ich jednakowo traktować - nie są to kwestie „humanizmu”, czy „praw człowieka” – tu nie może być żadnego zrównania, żadnego równouprawniania. Nie możemy tu wkraczać z krytyką ze swojego punktu widzenia, bo byłaby to agresja. Wolność religijna jest wartością wyższego rzędu jak wolność słowa.

-      Może być tylko tolerancja „inności” (z którą wciąż się nie zgadzamy i musimy się nie zgadzać z powodu konieczności obrony własnej tożsamości) – tolerancja tylko w ograniczonych ramach i na naszych, gospodarzy warunkach, warunkach motywowanych racjonalnie i dalekowzrocznie, ramach określających dobro naszej, gospodarzy wspólnoty i ramach wyznaczających warunki współpracy „obcych” dla tego dobra i z umożliwieniem im szukania ich własnego dobra we wzroście dobra naszej, gospodarzy wspólnoty (nie żadnego „nadawania praw”, jak to pochopnie zaczęto praktykować).

-      już samo wprowadzanie tolerancji do zasad regulujących ludzkie współżycie jest barbarzyństwem – traktowaniem ludzi jak elementy maszyn, mechanicznie, odczłowieczająco

-      W dawnej Europie „Nikt nikogo nie próbował nakłaniać do mieszania cywilizacji czy do jakiejś „tolerancji”. Tolerancja była naturalna, bo każda z  cywilizacji miała nastawienie pokojowe – każda żyła w swojej odrębności, nikomu nie dawała przywilejów, nikogo nie dyskryminowała”. http://niepoprawni.pl/blog/7113/to-dobry-czlowiek

-      nie tolerujemy nikogo, kto łamie nasze zasady sprawiedliwości – mamy specjalne kodeksy prawne, które jej służą, nikogo, kto ma inne podejście do prawości i moralności (moralność nie dopuszcza innego podejścia do dobra jak wspólne dla wszystkich obywateli – nie ma też mowy o sianiu zgorszenia dla życia publicznego. Oparte o tą zasadę prawo służy sprawiedliwości i moralności przede wszystkim tym, że jest jedno dla wszystkich. Takie prawo stanowione przez ludzi może dotyczyć tylko kwestii ściśle politycznych).

 

Tolerancja to przede wszystkim nie wartość tylko potrzeba – by mimo własnych sztywnych zasad ludzie mogli ze sobą współpracować w kwestiach politycznych. By mimo różnic w poglądach indywidualnych, a nawet w światopoglądzie, czy religii, życie publiczne mogło się toczyć zgodnie.

Ludzie są różni i jeszcze się zmieniają. Kiedy współżyją, współpracują ze sobą dla jakiegoś konkretnego celu – docierają się.

 

Dokładnie to jest tak, jak z współpracującymi ze sobą elementami mechanicznymi – budując urządzenia tolerancję nawet planuje się z góry - jest wtedy, kiedy wymiary elementu określa się z pewną dopuszczalną niedokładnością wymiarów, aby elementy mogły ze sobą współpracować bez szkodliwego tarcia - bez blokad, zgrzytów, tarć, przegrzewań się, by nie dochodziło do zaognień, iskrzeń na stykach, by nie trzeba było gasić pożarów...

To wymaga wielu skomplikowanych procesów - są pasowania, docierania, tarcia, smarowania, chłodzenia, poślizgi, utwardzania, hartowania, czy odpuszczania, przegrzania, czy stopienia, są luzy, światła, bicia, stuki, zgrzyty, polerowania, zazębiania się dla zaplanowanej współpracy, dla spełniania swoich funkcji, dla spełniania celów urządzenia.

W tym celu trzeba się napracować, by elementy do współpracy odpowiednio dobrać.

Jest to nie tylko w mechanice – np. konie do zaprzęgu nie tylko dobiera się, by były podobne rozmiarami, siłą i charakterem, ale i uczy je współpracy w różnych okolicznościach przez długotrwałe ćwiczenia. Żołnierzy długotrwale uczy się, by stworzyli drużynę, by nabrali do siebie zaufania.

Tymczasem lewactwo chce tolerancję dekretować. Chce dekretować „zgodności” – potrzeb, celów, charakterów. Chce dekretować zaufanie (w tym lewackim sensie mówił o zaufaniu na Westerplatte Putin).

Mało tego – lewactwo chce narzucać swoje uprzywilejowania niektórym, a za to dyskryminacje innym (dla swoich celów ideologicznych) – czyli nie chce uwzględniać całej mądrości zasad natury i naukowo opisanych doświadczeń – chce trwać w swojej ignorancji, a na organizatorów życia, projektantów jego zasad dobiera osoby kierując się motywacjami osobistymi, indywidualistycznymi, koleżeńskimi, a nawet spiskowymi – by mieć stronników (zasada BMW – bierny, mierny, ale wierny), prywaty i partyjniactwa – bez względu na zdolność do służby, poświęceń dla wyższych celów, dla dobra wspólnego, często podłych, niemoralnych, bez podstawowej kwalifikacji do udziału w życiu politycznym (prawość). To ostatnie zresztą jest przeciwieństwem lewactwa – podkreśla, uświadamia, że lewaków nie wolno dopuszczać do życia politycznego, bo są w nim zdolni tylko do destrukcji i szkodnictwa innym ludziom, oraz pasożytnictwa, przestępstwa, gwałtu, terroru, tyranii, korupcji, zdrady i kłamstwa.

W 3 części „Samych swoich” padło pytanie: „A dlaczego komunistów dopuszczacie do władzy?”. Dziś już trzeba pytać: „A dlaczego lewaków dopuszczacie do władzy?”. I nie tylko pytać, ale i tej możliwości je pozbawiać.

 

Kiedy są w życiu publicznym ustanawiane przywileje to już nie jest ani tolerancja, ani polityka, ani demokracja - są praawa nadawane przez waadze, które nie służą ani sprawiedliwości, ani innym ludzkim wartościom wyższego rzędu. Są one „na prawie kaduka”, a więc faktycznie bezprawne - nie są one w gruncie rzeczy prawami, tylko nieudolnie maskowanym bezprawiem “demokratycznych” kacyków, które jednym nadają przywileje, a innych za to dyskryminują.

Uprzywilejowani są stawiani ponad „ponad”. To może być czasami uzasadnione (gdy dotyczy szczególnych zasług dla wspólnoty, nagród, czy jej wyjątkowych potrzeb) – oczywiście na jasnych, jednoznacznych, upublicznionych, oraz w czasowo i miejscowo określonych ramach, ale z zasady demokracja wyklucza przywileje, immunitety, zwalniania z obowiązków i odpowiedzialności, bycia ponad prawem. Nic tak nie reprodukuje przestępczości i demoralizacji jak bezkarność, jak brak szybkiego i stanowczego stosowania odstraszających kar. Przywileje wyłączają takie osoby ze wspólnoty demokratycznej – funkcji publicznych pełnić więc wtedy nie mogą, pełni praw obywatelskich nie mają – grozi to ciężkimi nadużyciami.

Inna sprawa to kwestia dopuszczania do udziału w życiu wspólnoty demokratycznej, przydzielania lub odbierania pełni praw obywatelskich, czy więzienia, albo wyjmowania spod prawa (na czas przywracania sprawiedliwości – powrotu wspólnoty do życia w cnocie sprawiedliwości – najpierw wspólnotowej, później w relacjach indywidualnych). Tu nie może być żadnych odgórnych zasad – tu sam dopuszczany do wspólnoty politycznej, ma wykazać swoją asymilację, przyjęcie pełni zasad życia publicznego (coś jak przywracany do wspólnoty religijnej swoje pojednanie i nawrócenie), a nadto podlegać ograniczonemu zaufaniu przez jakąś minimalną liczbę pokoleń – tu braki prawne muszą być szybko nadrobione.

 

Tak w ogóle to masońskie hasło rewolucjonistów-morderców z czasów Rewolucji Francuskiej “Wolność, równość, braterstwo” to w istocie odwieczne ludzkie wartości wyższego rzędu. One konstytuują ludzkie życie wspólnotowe, od rodziny zaczynając, na narodzie kończąc.

Francuscy rewolucjoniści stosowali je jednak w rozbiciu, jako samodzielne, jako „wartości”, ale nie tyle wartości wspólnotowe, którym się powinno służyć, tylko faktycznie, jako indywidualistycznie rozumiane potrzeby. Ich przywództwo organizacyjno-polityczne pozwalało bezkarnie zaspokajać bez względu na stronę moralną (gwałty, kradzieże, rzezie , niszczenia, pożary, profanacje, wyżywanie się, pijatyki, orgie (nawet w kościołach), swawole, zaspokajanie pożadliwości..., a na to wszystko bezkarność, a samo zyskiwało wykonawców swoich celów „politycznych” – np ludobójstwo Wandei, czy niszczenie Kościoła. Ten eksperyment socjotechniczny w lewackim eksperymencie UE wciąż ma swoje zastosowania, ale i modyfikacje.

Lewactwo, jeszcze używa hasła “Wolność, równość, braterstwo” w znaczeniu masońskim, ale też podmienia je na bardziej swoje, również, choć nieco inaczej mordercze hasło: “Wolność, równość, tolerancja” - również rozumiane indywidualistycznie - wszystko oczywiście w jego lewackich, kłamliwych definicjach (zwłaszcza Wikipedia), mających nas wprowadzać w błąd, że to nadal wartości.

 

Coś to braterstwo lewakom wyraźnie nie leży, bo w powyższym zestawieniu: “wolności, równości, braterstwa, tolerancji, solidarności” znalazła się i cnota solidarności, która jest jedną z cnót składających się na cnotę braterstwa.

 

Braterstwo bowiem stanowi jeden z filarów cnoty sprawiedliwości wspólnotowej, która doskonale wpisuje się w czasy nam współczesne i wyraża już samą ideę demokracji, w której wartości wspólnotowe zawsze występujące razem i zrównoważone.

Ta ucieczka od braterstwa wyraźnie lokuje lewactwo jako wrogów demokracji w ogóle. To też wskazuje, że skoro mają problemy z trzecią z najważniejszych demokratycznych cnót, to znaczy, że już dwie pierwsze uważają za domknięte i wystarczająco przez siebie zakłamane, a społeczeństwo już rozumiejące wolność i równość według definicji lewackich.

 

Braterstwo to wielka cnota – jako zasada wspólnotowa otwiera na osobę “brata”, a we wspólnocie każdy jest “bratem”, nakazuje dzielić się dobrami, ale i brać na siebie zło, które dotyka brata, czyli służyć bratu całym swoim posiadaniem i swoją osobą nie dla interesu, tylko z potrzeby serca. Najważniejsza w braterstwie jest jednak nie miłosierdzie, nie solidarność, nie branie na siebie ciężarów swojego brata, a odpowiedzialność. Ona zawsze idzie w parze z wolnością. Ona nigdy nie dopuści do traktowania jako wolność niczego, co prowadzi do swawoli, do nałogów, uzależnień, długów i zniewoleń, ona prowadzi do obrony “brata” nawet przed nim samym. Prowadzi do napominania ku poprawie tego co źle robi – nie tylko czyni coś, co zaszkodzi mu bezpośrednio, ale i komuś drugiemu, bo w każdym układzie zamkniętym grupy ludzi zło wyrządzone jednemu rozkłada się na zło wyrządzone wszystkim – znaczy to, że jak skrzywdzi kogoś, to i tak z tego powodu wkrótce ucierpi i sam, oraz ucierpią wszyscy.

Zasada demokracji, jaką jest braterstwo jest więc trudna do udawania, do podrobienia, a naprawdę buduje wspólnotę.

 

Zupełnie odwrotnie tolerancja, jeśli ją potraktować jako wartość z grupy cnót sprawiedliwości, jak to próbują robić lewacy. Gdyby uwierzyć, że to wartość, to ona nie tylko osłabiłaby zasady – ona by te zasady zniosła – one przestałyby być cnotami. Bez nich już nie miałoby sensu pojęcie czystości. Bez nich już  nie mogłaby istnieć sprawiedliwość – nadto prawość, czy człowieczeństwo, nie mogłyby istnieć świętości, nie miłoby sensu pojęcie Boga jako bytu doskonałego..

Jedynie prawda – pierwotna względem wszystkich ludzkich wartości wyższego rzędu  nie przestaje być fundamentalną wartością, która stoi na straży sprawiedliwości, prawości i jeszcze wyższych wartości. Jedynie prawda jest poza tym lewackim oszołomstwem  i zawsze powie, że tolerancja to tylko potrzeba, że dotyczyć może tylko kwestii współpracy ludzi w kwesiach ściśle politycznych – nigdy w kwestiach ludzkich wartości wyższego rzędu, nigdy nie może być nakazem prawa, czy żadaniem organu władzy. Zawsze zostaje potrzebą natury politycznej, czy materialnej – przedmiotem sprawiedliwej wymiany, poddaną sprawiedliwości i służyć mającą sprawiedliwości i innym ludzkim wartościom wyższego rzędu.

 

Prawda jest naszą gwarancją, że lewactwo mimo pokazu jego siły we wczorajszej paryskiej manifestacji nigdy nie zapanuje i ludzkość przetrwa.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.4 (głosów:12)

Komentarze

Znamienne jest ostatnie zdanie w Twoim wpisie, walka z lewactwem trwa juz dziesieciolecia z różnym skutkiem, pamietamy jej nasilenie po pamietnych wydarzeniach w 1968 r w zachodniej europie a zwłaszcza w ówczesnym NRF. Do dzis jet to bardzo trudne, a i na naszym portalowym podwórku lewactwa i to w najgorszym prosowieckim wydaniu nie brakuje.

Przeanalizuj tu niektóre wpisy i komentarze a ich nick-i same Ci się nasuną

Pozdrawiam

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1460185

Zauważ, że rok 1968 to jednak początek wielkiej, demoralizatorskiej ofensywy lewactwa pod hasłem "Zabrania się zabraniać", ofensywy poprzedzającej dzisiejszą pod hasłem: "Precz z nietolerancyjnymi".

Do tego dochodzi wielka promocja wszelkich sprzeczności wewnętrznych, które mają nam, ludziom poważnie myślącym o przyszłości szkodzić jako że "Nie ostoi się dom skłócony".

A skłócenia zawsze będą, jeśli nie będzie poszanowania dla hierarchicznie uporządkowanych ludzkich wartości wyższego rzędu.

W sumie cała nasza walka z lewactwm sprowadza się do obrony wartości, do tego, by nie dać sobie narzucać ich fałszywych, lewackich definicji i interpretacji, a bronić naszych - sprawdzonych i niczym nie podważonych, tradycyjnie broniących życia i prawdziwego pokoju.

Lewactwo to również ideologia poprawności politycznej - musimy jako Nieprawni zawsze jej przeciwstawiać nasze czyste idee. To nasza misja.

 

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-3
#1460191

Niekwestionowaną stolicą lewactwa jest Moskwa a właściwie decydenci na kremlu.Wszelkie zamachy terrorystyczne te na bliskim wschodzie, te w Paryżu a zwłaszcza na Ukrainie są tam inspirowane i akceptowane.
Każdy ale to każdy kto nie odetnie sie raz na zawsze od tych działań,głośno, ich nie potepi, nawet tu na tym portalu jest godnym pożałowania lewakiem, czy tego chce czy nie. Gloryfikacja działań Putina na tym portalu jest żenująca a ich nie można nazwać inaczej jak ŻYDOKOMUNIŚCI

pozdrawiam

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1460198

Owszem - w tekście wpisu wspomniałem o ściśle lewackim występie Putina na Westerplatte, który miał miejsce niedługo po zamachu smoleńskim.

Niewątliwie Putin dostarcza lewactwu bojówek zbrojnych. 

Problem, że nie tylko on - np. gdyby nie sprzeciw USA, Iran już chciał rozprawić się z ISIL. Islamistów francuskich finansuje Soros. Potężne jest poparcie lewactwa przez czołowych polityków, z niemieckimi i francuskimi na czele...

Jednak lewactwo to przede wszystkim walka o dusze. To media... Nic by lewactwo nie osiągnęło metodami militarnymi, gdyby nie przyzwolenie polityczne wynikające z przekazu medialnego.

Przed wrogiem zewnętrznym łatwo jest "zewrzeć szeregi", zmobilizować się, odnaleźć jedność. Na wroga wewnętrznego odpowiedzią jest silna duchowość.

A w mediach najgorsze jest sianie sprzeczności, skłócanie i walka z wartościami.

Uważam, że najważniejsze, co jako portal internetowy możemy tu robić, to nie tylko odsłaniać prawdę o poczynaniach lewactwa, ale właśnie bronić wartości, przed ich fałszem czy to w definicjach, czy interpretacjach.

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-3
#1460202

Nie znam szczegółów porozumienia USA z zaprzyjaznionym Iranem,a to że Putin jest niekwestionowanym sponsorem terroryzmu przekonywać nikogo nie trzeba. O Sorosie wypowiadać się nie ma sensu , bo wszyscy wiemy kto zacz. Lewactwo to walka o dusze , pewnie tak i to robiona w cyniczny sposób.Jeśli chodzi o zwieranie szeregów odpowiem za siebie i kilku tu piszących kolegów i koleżanek a mianowicie dość skutecznie udawało i nadal udaje się tępic na naszym portalu żydo=putinowskie "postacie". Nie trudno zauważyć , że okrakiem, powoli,powoli ale jednak wycofują się do własnego "domku" jakim jest znany sowiecki portal, od lat z nami "zaprzyjazniony".

Pozdrawiam

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1460207

Co do ISIL, to pisał o tym ostatnio pan Mojsiewicz. Polecam też dobry artykuł:

https://odyssynlaertesa.wordpress.com/category/polityka-i-geopolityka-lacznie-z-militarna/page/3/

Co do Sorosa to nie zadowalałbym się tym, że „wszyscy wiemy kto zacz”. Przeciwnie – myślę że i nie wiemy i go nie obserwujemy dość uważnie i nie doceniamy jego wpływu na to, co się dziś w polityce (a raczej syjoniźmie-faszyźmie-globaliźmie) dzieje.

Myślę, że lepiej byśmy rozumieli obecne trendy światowe obserwując jego, jak Putina.

A miesza Soros w kwestiach lewackich dużo... oj dużo.

 

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3
#1460214

Ja natomiast polecam Ci wpis na NB również w/w autora

http://naszeblogi.pl/51971-soros-finansowal-we-francji-islamskich-terror...

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1460218

Stop dla kacapów..... stop dla prywatyzacji lasów Polskich

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1460226

I chcą być sami w mamony dziedzictwie

Stąd wymyślone są  hasła krzyżówki

Żeby naiwnym je wepchnąć do główki

A że naiwnych nigdzie nie brakuje

Stąd ogłupianie , ciemność się promuje

Nadzieja w tym , że to głód ludzi zbudzi

Jak nie przestaną należeć do ludzi

Pozdrawiam

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1460239

Lewactwo, żydo ubecja, to rak,który POwoli zabija wiarę korzenie tradycję historie narodu Polskiego.

Tylko od nas zależy czy zgodzimy się na szybką operacje, czy POzwolimy i będziemy się przyglądać na POwolną agonie naszej Ojczyzny Polski.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1460295

Ciekawa i trafna ta analogia lewactwa (i żydo-ubecji) z rakiem – organizmem obcym, ale upodobnionym do “swojego”, który jest zarazem pasożytem i to pasożytem głupim, bezmyślnym, zachłannym, który chce rosnąć bez miary, nie zważając na to, że zabija swojego żywiciela i siebie wraz z nim.

Pytasz też o to, czy godzić się na szybką operację, czy na powolne umieranie.  Tutaj nie ma jednej rady -  przy szybkiej operacji można i szybko wyzdrowieć i umrzeć, bo bywają przerzuty w gorsze miejsca. Bez operacji (przy nowotworze złośliwym) można zaś czasami żyć dłużej. Można stosować wtedy jakieś terapie lecznicze, zwłaszcza zwiększające odporność organizmu, można się doczekać nowego, a skutecznego leku. Bierność oczywiście najgorsza.

Ci, co już zachorowali to ci, co nie byli odporni, co o swoją odporność nie dbali wcześniej, co bardziej patrzyli na swoje potrzeby, czyli to, co mogli mieć od świata na “tu i teraz”, jak na swoje ludzkie wartości, czyli to co czyni ich dalekowzrocznymi i mocnymi duchem. Ci najczęściej są straceni dla życia – na odzyskanie odporności, czy zdolności wyzdrowinia najczęściej jest za późno.

Chodzi więc o profilaktykę, by nie zachorować, by “organizm” był zdolny do samoobrony i obrony wartości (by człowiek miał silne morale) i miał siły odpornościowe – silną wolę i silną świadomość, jak powinno być, czyli silne zakorzenienie w ideach, które czyni odpornym na ideologie lewackie.

Chodzi też o ducha zdrowego, co nie pójdzie łatwo za demoralizującymi pokusami świata, co w lewackiej rzeczywistości przekłada się na ducha ludzkiego, dobrego ducha, wolnego od dodatków “ducha świata”, zwłaszcza ducha podatności na kłamstwa, obietnice i manipulacje, ducha niewolnika.

 

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2
#1460340