To trzeba przeczytać! "Lech Wałęsa czyli największe kłamstwo sierpniowej rewolucji"
(...)W czerwcu 1980 roku, a więc zaledwie dwa miesiące przed wielkim strajkiem, miało miejsce bardzo istotne, chociaż mało znane zdarzenie, które pokazuje wyraźnie nastawienie Wałęsy do opozycyjnej działalności. Stanowi też pewne wprowadzenie do serii późniejszych, przed strajkowych jego zachowań.
Jednego dnia dotarła do WZZów krążąca w trójmieście ulotka jakiejś grupy osób, będąca bardzo dziwnym rodzajem protestu. Wyrażała sprzeciw przeciwko nie przyjmowaniu do pracy w milicji i służbie bezpieczeństwa wierzących katolików. Nikt w WZZach pewnie by się nad tym szczególnie nie zastanawiał gdyby nie fakt, że wśród podpisów pod tym dziwnym tworem widniał również podpis Wałęsy. Tego już było za wiele. Oczywiście zasadniczym pytaniem było - dlaczego rzekomy działacz opozycji uważał, że jakikolwiek wierzący katolik chciałby być pracownikiem komunistycznej bezpieki? Kielich goryczy przepełnił jednak inny aspekt tego wydarzenia.
Tak oto wspomina to Joanna Gwiazda: „Po wszystkich kłopotach z Wałęsą próbowaliśmy wywalić go za złamanie zasad WZZow, nie bawiąc się w argumenty i zawiłości psychologiczne. Na okazję nie trzeba było długo czekać. Mieliśmy umowę, że podpis pod jakimś (jakimkolwiek) oświadczeniem, musi być wspólną decyzją. Wałęsa podpisał oświadczenie bez konsultacji, a co gorsze, wiedział, że w sprawie tego oświadczenia już zapadła decyzja”.
Najbardziej charakterystyczną i wymowną okazała się jednak odpowiedź samego Wałęsy na ten zarzut. Zmuszony przez Gwiazdów do wyjaśnienia swego zachowania stwierdził wprost: „Słabo działacie i moje nazwisko dawno nie chodziło”. To wyznanie nie było żadnym szokiem dla WZZowskich działaczy. Przede wszystkim dlatego, że już dawno wiedzieli oni o tym, że Wałęsa nie był zainteresowany żadnym praktycznym działaniem, a tylko wspominanym „chodzeniem nazwiska”. Wałęsa starał się uchodzić za działacza, a nie być nim w rzeczywistości. A ponieważ taka postawa uwiarygadniania się za wszelka cenę bez konkretnego działania była typowa dla agentów bezpieki, toteż od dawna już, sam Wałęsa nie cieszył się zaufaniem większości kolegów.
Gwiazdowie mieli już takiego zachowania dosyć i kiedy wezwali Wałęsę na rozmowę zdecydowali się z nim pożegnać na dobre. Andrzej Gwiazda przekazał innym informację, że choć nie może zabronić nikomu kontaktów z Wałęsą, to jednak on sam oświadcza, że uważa Wałęsę za osobę nieistniejącą. Wśród młodszych kolegów nie tylko nikt nie miał z tym problemu, ale było oczywiste, że większość odetchnęła z ulgą. Byliśmy przekonani, że Wałęsa zniknie na zawsze. Bardzo szybko okazało się to tylko pobożnym życzeniem, gdyż już po krótkim czasie, w lipcu pojawił się on niespodziewanie na jednym z WZZowskich spotkań.
Okazało się, że jego powrót spowodował Bogdan Borusewicz, który wybłagał u Gwiazdów jeszcze jedną dla niego szansę. Joanna Gwiazda wspominała w swej książce: „ Wybronił go Borusewicz. Przekonywał, że to drobne przewinienie i że jeszcze raz powinniśmy mu darować. Następnym razem już nie będziemy tacy pobłażliwi. Następnego razu już nie było, ponieważ wkrótce wybuchł strajk w Stoczni”.
I rzeczywiście nie było następnego wyrzucenia Wałęsy, ale nie znaczy to, iż nie było następnego incydentu. (...)
http://niepoprawni.pl/blog/4822/lech-walesa-czyli-najwieksze-klamstwo-sierpniowej-rewolucji
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 300 odsłon

