z czarnym okularem
na lewym oku
poszczęści ci Allah
na każdym kroku
w faszystowskim
ten kraju
pod rządami Gauleitera
który co Środę
z brunatnej łupiny
Kartoffeln obiera
do wanny wrzucił
kości żurkowe
portretami Stalina
dekoruje sale
sądowe
górami pieniędzy
z jego geszeftów
zasypać by można
mariańskie rowy
przywódca
duchowy
Któryś wiecznie zafrasowany
o włos najlichszy w niebie
wieczerzasz z nimi przy stole
Sobą się dzielisz
przy łamanym chlebie...
Wskrześ do życia
Wyklętych Niezłomnych
co z Imieniem Twoim
Honoru i Ojczyzny bronili
w potrzebie!
konstrukcji prostej
jak budowa cepa
na salonach błyszczy
jak w chacie kurnej
gliniana polepa
czy dadzą radę pospołu
pałka brunatna
i czerwony cep
by przemówił po ludzku
ryżego gauleitera
zakuty łeb?
niezapomniane bale
kulturnej klasy
elyt oświecających
ciemne masy
opite samogonem
skoczne kulasy
na przedramionach
rzędami ciasy
blachy na piersiach
zawszone lampasy
glob pod buciorami
sowieckiej rasy
w koszulach nocnych
damy pełnej krasy
odsłaniające zalotnie
wysokie obcasy
skoroś Polaku głupi
tyłek mieć musisz
od kopów twardy
boś podżyrował
Niemcowi pożyczkę
44 miliardy
co może urodzić
lewacki chu...?
z tęczowej dupy
owsików rój!
to bezpieczna inwestycja
w worku nie kupisz
wyleniałego kota
lecz od znajomego królika
artyleryjską amunicję
cenniejszą
od złota
z bidy aż stęka
z głodu kłapie kłami
u prezydenta
obżerał się ciastkami
jakże nam przykro
klimat taki mamy
przyciskiem Obamy
mózgi wyłączamy
nochal długi czerwony
w Lenina wtyka stolec
pod prawdziwą flagą
czarzasty komsomolec
odgrywa na scenie odgłosy
stalinowskiego wiatru
niewydarzona aktoreczka
ze spalonego teatru
na zielonej wyspie
w zatoce sztuki
rozkoszne chwile
wszystkich krajów
łączcie się
pedofile
za giń maro nieczysta
w orkiestrze człeku
milicyjną pałą przez łeb
i więzienia pół wieku!
za czary
wypędzała z człeka
nieczyste mary
kastowa inkwizycja
skazała emerytkę
ciemnogród oświecimy
pogonimy mężów
nie będzie już żonek
za to pierwszy drugi
kolejny małżonek
i każdy każdego
w dark roomie przeleci
bez osłonek
z pęt nienormalności
uwolni was
język jej giętki
rozjuszonej maciory
w lamparcie
cętki
gender-jęzor wywalony
wężowym zwisem
osoba prokuratorska
z małym penisem
pójdźże dziecię
uczyć się z gotowca
z pasją pałować
po lekcji ormowca
cielsko szmalcowne
debilnego wykrzywia ryja
lekiem na nosaciznę
okłady z sękatego kija
chów jego sowiecki
jak kość żurkowa
tkwi mu w przełyku
Ziobrę porwać
i dowieść do katowni
w bagażniku
skopany przez Mertza Tusk
zapłacić za to ma
los nędzny skamlącego
łańcuchowego psa
w wietrznym zakręceniu
nieważkości ruchu
mniej ważysz śnieżynko
niźli źdźbło puchu
bielą okryta zjawo
skąd przybywasz duchu?
że pod tobą się gną gałęzie
zewsząd ich trzaski
dochodzą mego słuchu
wino czar komuny
siarą rozbełtane
na czerwonej kartce
brunatnym gównem
patykiem pisane
to dobrzy Niemcy
z biznesowymi konkretami
Auschwitz-Birkenau
sklepem z pamiątkami
uciesznie chlipią żurek
brunatni ludożercy
a na wolność wychodzą
wielokrotni mordercy
zad jego koński
tajniakami aż prycha
żona i córka Tuska
dzwoniły do Giertycha
czego się tkniemy
spieprzymy
nie gadamy
a robimy