Tajemnica śmierci niemieckiego generała Wernera von Fritscha.

Obrazek użytkownika woj.slawek
Historia

Wikipedia podaje: „Podczas oblężenia Warszawy 22 września 1939, na Zaciszu, w wyniku polskiego ostrzału von Fritsch doznał uszkodzenia tętnicy udowej […] rana odniesiona przez von Fritscha nie była śmiertelna […] Wkrótce potem wykrwawił się na śmierć.” Czy aby na pewno jest to prawda? Istnieje kilka relacji świadków, którzy twierdzą, że generał poległ w innym miejscu. Opisy te wyłaniają zupełnie inny obraz ostatnich chwil generała. Dlatego przedstawię krótki opis z zebranych materiałów.
Akcja rozgrywa się w Cechówce lub, jak kto woli, w Miłośnie 15 września 1939 roku. Skrzyżowanie ulicy Hallera z ulicą Kilińskiego. To tu zatrzymuje się kolumna generała von Fiszera, samochód osobowy, sekcja motocyklistów (trzy motory), dwie sekcje samochodów pancernych (sześć samochodów), każdy o sile ognia odpowiadającej czołgowi Panzer II, a może nawet i Panzer IV. Żołnierze niemieccy opuszczają pojazdy. Oficerowie wraz z generałem zaczynają studiować mapę, inni wykorzystują przerwę na odpoczynek. Na niczego niespodziewających się Niemców spadają kule wystrzelone przez żołnierzy Polskich. Pierwszy upadł generał trafiony kilkoma kulami w pierś, pozostali padają szukając osłony. Zaskoczenie jest całkowite, Niemcy nie spodziewali się, że w tym miejscu napotkają polskich żołnierzy. Byli to Żołnierze 103 Batalionu Strzelców z Rembertowa, dowodzeni przez kapitana Stanisława Góralczyka. Patrol z tego oddziału wyruszył po chleb do pobliskiej piekarni i napotkał niemiecką kolumnę. Dowódca batalionu decyduje się na atak. Pada rozkaz otwarcia ognia. Pierwsze strzały i pada generał von Fiszer. Niemcy, przygwożdżeni ostrzałem, nie mogą wskoczyć do samochodów pancernych i odpowiedzieć ogniem. Sam kapitan Góralczyk tak to relacjonuje: ”Moment zaskoczenia był stuprocentowy. Niemcy nie zdążyli wrócić do środka samochodów pancernych, przez co nie mogli użyć ciężkiej broni maszynowej, ani sprzętu ruszyć z miejsca”. Dopiero kiedy zacina się karabin maszynowy z którego strzela podporucznik Alojzy Bruski, któremuś niemieckiemu pancerniakowi udało się dostać do samochodu pancernego. Zaczyna strzelać z działka, w górę lecą race sygnalizacyjne, Niemcy wzywają pomocy. Mimo że w odległości kilometra znajduje się niemiecka kompania 162 pp., pomoc nie nadchodzi. Dlaczego nikt nie reaguje na „wołanie” o pomoc? Odpowiedź jest zadziwiająca. Do opowieści dochodzi kolejny aspekt wynikający z patriotycznego wychowania Polskiego społeczeństwa i zwierzęcego zachowania niemieckich żołnierzy. Kolejne opisane przeze mnie wydarzenie rozpoczyna się równocześnie z polskim atakiem na kolumnę generała, kiedy do miejscowości Zorze wchodziły czołowe oddziały niemieckiej 162 pp., prowadzone przez podporucznika Rolfa Betchera, prawdopodobnie dowódcę plutonu z 9 kompanii I batalionu 162 pp. Dotyczy to również Pani Stanisławy Kazimierskiej. Pani Stanisława była młodą, bo 26 letnia kobietą w zaawansowanej ciąży, mieszkanką Zorzy, żoną kapitana Wojska Polskiego. Jej mąż idąc na wojnę zostawił jej pistolet, którym ta kobieta umiała się posługiwać. Kiedy w oknie, przez które patrzyła na okolicę, pokazuję się postać niemieckiego oficera, chwyta za pistolet i strzela. Robi to bez zastanowienia, bo tak była nauczona, bo Niemcy byli najeźdźcami, agresorem, który niszczył nasz kraj, mordował ludność. „Trafiony oficer pada, a tłum niemieckich żołnierzy, kompletnie zaskoczonych, wpada w furię. Nerwowo się rozglądają, zobaczyli kobietę... Próbowała uciekać, ale nie miała cienia szansy. Pędziło za nią kilkunastu rozwścieczonych do białości niemieckich piechurów. Próbowała schować się w schronie, na podwórku sąsiadów. Żołnierze wpadli za nią do schronu. W ciasnocie bunkra Niemcy sięgnęli po bagnety. Niemiecki żołnierz poderżnął jej gardło bagnetem, omal nie odcinając głowy od tułowia. W jednej minucie wyrżnięto bagnetami rodzinę schowaną w bunkrze. Niemcy rozbiegli się po Zorzy. Wpadali do domów i zabijali wszystkich, których tylko zastali. Domy podpalali. Niemiecka kompania zaprzestała marszu. Teraz mściła się za śmierć swojego dowódcy mordując każdego, nawet małe dzieci i starców. Podpalana zewsząd Zorza biła w górę słupem czarnego dymu i jaskrawego płomienia. Strzały, pojedyncze i seriami, a także straszne krzyki zabijanych i szaleńcze ujadanie psów, daremnie rwących się z łańcuchów w bezowocnej chęci przyjścia z pomocą napadniętym gospodarzom, dochodziły nawet do Miłosny.”
Dlaczego później Niemcy nie chcieli przyznać się do tej daty, tego miejsca i okoliczności związanych z prawdziwą wersją śmierci generała? Dlaczego kolumna generała znalazła się w takim miejscu? Generał Werner von Fritsch znalazł się tam, bo jechał ze „swojego” pułku z okolic Siedlec do Szczytna, gdzie wtedy stacjonowało AOK3, czyli Naczelne Dowództwo 3 Armii generała von Küchlera. Prawdopodobnie miał tam objąć dowództwo wielkiego szturmu na warszawską Pragę, który już był montowany przez dowództwo wojsk lądowych i Luftwaffe. Czytając powyższy tekst nie trudno się domyśleć dlaczego Niemcy starali się zatuszować te zdarzenia i dlaczego podali inne miejsce i czas śmierci generała. Tak samo komunistom, którzy opanowali nasz kraj po II wojnie światowej, było na rękę dalej brnąć w wersje niemiecką. To wszystko jest jeszcze zrozumiałe. Natomiast postawa współczesnych tzw. „historyków” jest niezrozumiała. Twierdzą oni, że lepiej wiedzą od ludzi, którzy brali udział w opisanych zdarzeniach, co się stało.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

Za brak słowa "nazista,naziści itp".

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

"Ar­mia ba­ranów, której prze­wodzi lew, jest sil­niej­sza od ar­mii lwów pro­wadzo­nej przez barana."

#383235