Andrzej Józef Dąbrowski - Kartki z przemijania

Obrazek użytkownika wojcicki
Kultura

Andrzej Józef Dąbrowski - Kartki z przemijania


Mam wrażenie, że czas pędzi jeszcze szybciej niż dotąd. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu. Naprzód i naprzód. Chciałoby się czasem zwolnić, podelektować chwilą lub kimś ciekawym a tu trzeba zabierać się za kolejne zadanie.

Bez przerwy jest coś do zrobienia. A już roboty domowej wręcz nie sposób przerobić, stale wyskakuje coś nowego.

*

Szkoda, że poezja Tymoteusza Karpowicza jest w Polsce tak mało znana. Zaprawdę wielki to twórca, na miarę Norwida i Leśmiana. Serio! Nie mogę odżałować, że nie było mi dane przeprowadzić z nim wywiadu-rzeki, na który kilkakrotnie umawialiśmy się telefonicznie.  Najpierw uniemożliwiła to choroba żony Karpowicza, potem zaś jego choroba. Mój los też pokrzyżował mi ten plan. Odczuwam to jako jedno z najboleśniejszych moich niedokonań. Podobnie jak nienapisanie książki o Holoubku. Z przyjemnością czytam dziś rozmowy z nim spisane przez Małgorzatę Terlecką-Reksnis. Wyłania się z nich Holoubek-mędrzec. I to zarówno jako człowiek, i jako aktor.

*

Wydaje mi się, że dopiero co pisałem o poezji Herberta a to już mija 10 rocznica jego śmierci. Cenię go wielce, ale nie za wiersze z ostatniego okresu, które są po prostu słabe. Jakby opuściła go muza poezji. Może to z powodu choroby. Zapewne i alkoholizm nie był tu bez znaczenia. Szkoda też, że dał się pod koniec życia zawłaszczyć przez prawicę i unarodowić. Nie posłużyło to dobrze jego twórczości i nie stał się wieszczem, jak zapewne tego pragnął.

*

Po latach powracam do Białoszewskiego. Po dawnemu podziwiam jego umiejętność tkania prozy i poezji z rzeczy drobnych, codziennych, pozornie niegodnych uwagi i odnotowania. Szarą codzienność uczynił tworzywem literackim; małe zdarzonka są u niego przygodą. Czasem coś z nich wynika, czasem nie. Mam jednak u niego niedosyt głębszej refleksji, jakby ta codzienność sama w sobie mu wystarczała, jakby była dlań sensem życia. Kto jednak wie, może to też jest filozofia.

*

Herbert przemawia do młodych, Białoszewski mniej. Młodzi nie buntują się przeciw wysoko ustawionej poprzeczce Herberta, upatrując w niej program dla siebie i nie przeszkadza im, że jest to program maksymalistyczny. Białoszewskiego sytuują gdzieś w pobliżu pure nonsensu; nie biorą ich jego zabawy z drobnymi zdarzeniami i z przedmiotami codziennego użytku. Ponadto jest on dla nich zbyt skomplikowany poetycko, wymagający współpracy, podczas kiedy Herbert wykłada niemal wszystko expressis verbis. Jeszcze większej współpracy wymaga od czytelnika wspomniany Karpowicz. Nie przysparza mu to czytelników, którzy wolą mieć wiersze podane na półmisku.

*

Wzrusza mnie ascetyczny film Andrzeja BarańskiegoParę osób, mały czas”. Jest to rzecz o przyjaźni wspomnianego Mirona Białoszewskiego i niewidomej poetki Jadwigi Stańczakowej , a zarazem rzecz o przyjaźni jako takiej. Przyjaźni zanurzonej w nieefektownej prozie życia. Białoszewski jawi się w tym filmie jako człowiek bardzo wycofany w siebie, i zarazem jako egocentryk potrzebujący świadków swojej osobności. Zapewne taki był. Nie jest to jednak egocentryzm groźny, bowiem Białoszewski jednak dostrzega też i drugiego człowieka, i umie być z nim solidarny. Krystyna Janda w roli niewidomej poetki stworzyła w tym filmie jedną z najlepszych kreacji w swojej dotychczasowej karierze. Jej osobowość emanuje z taką siłą, że przy niej Andrzej Hudziak grający Mirona wypada niekiedy blado. Ale może jest to świadomy zabieg.

*

Ilekroć myślę o Białoszewskim, tylekroć przypominają mi się jego zamalowane okna w mrowiskowcu na Saskiej Kępie. Nie chciał patrzeć jak ładną niegdyś dzielnicę szpecą blokowiska z wielkiej płyty, w których mieszka hołota. Nazywał je Chamowem. Z określeniem „Chamowo” zetknąłem się po latach w Nowym Jorku, w odniesieniu do Greenpointu. Na początku byłem nim oburzony, ale kiedy raz po raz natykałem się na zapitych i niedomytych rodaków, bluzgających przekleństwami i nie grzeszących osobistą kulturą, zrozumiałem że nie wzięło się ono znikąd. Trochę się po tym względem zmieniło na lepsze, ale i dziś, kiedy pędzę na rowerze przez ulice tej arcypolskiej dzielnicy, najczęściej dobiegają mnie słowo „kurwa”. A i widok pijanych Polaków zalegających greenpoinckie parki też nie należy do rzadkości. Podobnie jest i w Londynie, Paryżu i Rzymie. Jak nas widzą, tak nas piszą.

*

Najbardziej pejoratywne słowa we współczesnej polszczyźnie: Żyd, pedał (chodzi o homoseksualistę), lesba (jako określenie lesbijki), agent, komuch. Nieco mniej pejoratywne zabarwienie mają słowa: oszust, złodziej, kłamca, krętacz.

*

W Warszawie coraz więcej okien na parterze jest okratowanych. Coraz więcej krat widać też w oknach na ostatnich piętrach. Nie powiem, przygnębiający to widok...

*

Koleżanka ze studiów - „Moje dzieci są niestety głupie”. To samo usłyszałem od pewnej nauczycielki, to samo od pobożnisi działającej w radzie parafialnej, to samo od państwa profesorostwa z Krakowa. Epidemia jakaś z tymi głupimi dziećmi, czy co?

*

Zdumiewa mnie okrucieństwo Ukraińców, ujawnione m.in. podczas Rzezi na Wołyniu w 1943 roku. Sposób mordowania Polaków świadczy o jakimś nieprawdopodobnym wręcz zapamiętaniu się w zbrodni. Nie do pojęcia. Podobne zjawisko można było zaobserwować u Serbów podczas II wojny światowej i niedawnej wojny z Bośnią.

*

John McCain, republikański kandydat na prezydenta USA, stwierdził, iż rosnący eksport amerykańskich papierosów do Iranu to dobry sposób na „zabicie” Irańczyków. Po chwili się zreflektował i dodał, że był to żart. No cóż, jaki kandydat, taki i żart. A swoją drogą nie spodziewałem się po McCainie aż takiego prymitywizmu. Znajome konserwatystki są zapewne niepocieszone. Jak na razie udają, że tego nie widzą.

*

Oglądam balet Prokofiewa „Romeo i Julia” zarejestrowany w La Scali na dvd. Co za uczta dla oka! Scenografia olśniewająca, kostiumy jak z obrazów Giovanniego di Paolo. No i tancerze, piękni, zgrabni, wspaniali technicznie. Choreografia Kennetha MacMillana, oryginalna i jakże odmienna od tej, jaką zaprezentował później w Covent Garden. W rolach tytułowych Angel Corella i Alessandra Ferii – zjawiskowi. Po prostu zjawiskowi. Chce mi się żyć, kiedy oglądam tak piękne spektakle.

http://www.youtube.com/watch?v=KS10pzxE4eQ&eurl=http://www.wojcicki.info/blog_moich_blogw/2008/11/andrzej-j%C3%B3zef-d%C4%85browski-kartki-z-przemijania.html

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Czy moge robic za doreczyciela wiadomosci znanych od dawna? Jezeli tak, sam sobie dalem przyzwolenie, to informuje uprzejmie Autora, ze napisal wlasnie cudko. Taka ladniutka rzecz. I dostarczyl mi Pan przyjemnosci w tych trudnych czasach.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#7456

Jako wydawca strony dziękuję w imieniu Autora, Andrzeja Józefa Dąbrowskiego, reżysera teatralnego i publicysty stale mieszkającego w Nowym Jorku. Przekażę mu - rzecz jasna tę i inne opinie.

Piotr W.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#7468