W jednym szeregu, czyli polski listopad

Obrazek użytkownika Ciri
Kraj

 Chodząc pośród tego miasta nieobecnych ciałem, i tego miasta zapowiedzi i obietnicy zbawienia, stojąc przy mogiłach naszych

bliskich, zamknijmy oczy i zobaczmy duchem, że trzeba nam wejść pośród duchy poprzedzających nas na drodze do Domu.

 

Niedawno mieliśmy wybory. Jakoś (znowu) nie wyszło. Analizy, pytania, oceny, szukanie winnych. Z tego zasmucenia i zawodu – i ze świadomości ważności obecnych wydarzeń – rodzi się stopniowo pytanie podstawowe: co ja mogę zrobić dla Polski, żeby była Polską? Jak przekonać do Niej tych, którzy zdają się być niezainteresowani losem kraju, a nawet mu wrodzy. Co my możemy najlepszego zrobić dla naszej ukochanej Ojczyzny, jak obudzić ludzi i naprawić ten dom?
 
Zawsze mówię, że sprawy tak ważne wymagają tego, abyśmy wywalczyli wokół siebie kordon ciszy. Taki czas i taką przestrzeń, do której nie wpuścimy zgiełku, hałasu, owczego pędu, manipulacji, świecidełek i ułudy. To jest warunek pierwszy i konieczny! Trzeba mieć wokół siebie taką otoczkę spokoju, w którym będziemy mogli usłyszeć siebie, przyjrzeć się sobie i naszym sprawom i na spokojnie zastanowić się nad Sprawami Najważniejszymi. Trzeba wtedy też odnowić kontakt z Tym, który nas stworzył i zapytać o jego spojrzenie na wszystko. Potem dopiero, uzbrojeni w stale obecny pas ciszy, będziemy w stanie rozsądzać, co z docierających do nas impulsów, bodźców, informacji i słów jest warte uwzględnienia, i jaki jest nasz stosunek do świata. To jedyna droga, która nas wzmocni i nie da światu porwać nas i naszego życia w wir emocji, zachcianek, kaprysów i często fałszywych treści.
 
Czym jesteśmy mocni. Jakie nosimy nazwisko. Gdzie jest nasz dom, nasi rodzice i rodzeństwo czy rodzina bliższa i dalsza? Pomocnym w odzyskaniu godności, spokoju i ciszy będzie wybranie się w tych dniach na nasze polskie cmentarze. W zależności od kolei życia, będziemy mieli na twarzach świeże łzy po utracie bliskich, niepewność życia czy lęk przed bliższą lub dalszą śmiercią. Będą pytania, może być i bunt. Ważne, że pójdziemy tam razem. Wniesiemy w tą przestrzeń pamięci nasze codzienne sprawy, ale najważniejsze, po obszarze spraw własnych i rodzinnych, będzie to, że gdy już wejdziemy w przestrzeń cmentarza, to zobaczymy, że jest to miejsce zetknięcia się trudów życia, w jego wielopokoleniowym wymiarze z obszarem obietnicy i życia po śmierci. Nawet, jeśli jest zwątpienie, są oskarżenia, lęk, smutek i rozpacz. 
 
Co możemy zrobić najlepszego dla Polski w tych dniach? Chodząc pośród tego miasta nieobecnych ciałem, i tego miasta zapowiedzi i obietnicy zbawienia, stojąc przy mogiłach naszych bliskich, zamknijmy oczy i zobaczmy duchem, że trzeba nam wejść pośród duchy poprzedzających nas na drodze do Domu. Jest ich bardzo wiele. Żyli tu czy tam, przecież troszczyli się o siebie i o Polskę tak, jak potrafili. Jedni więcej, drudzy może mniej – nie nam to w tym miejscu rozsądzać. Wejdźmy jednak w ten korowód i tę procesję ludzi, którzy żyli na tych ziemiach. Zapytajmy o ich losy, ich imiona, o miejsca ich życia i o czasy, w jakich przyszło im żyć.
 
Ta procesja jest życiodajna. Nadaje sens, kierunek, uczy pokory, szacunku i daje nadzieję. Jak dobrze spojrzymy, to zobaczymy za sobą nieprzeliczony ciąg poprzedzających nas ludzi. Ich życie, ich losy i ich Polskę. Kto wie, może nawet uda się dostrzec zamierzchłe obszary dawnej Rzeczypospolitej. Sporo tam trudów życia, ciężkiej pracy, modlitw. Usłyszeć można łopot chorągwi, szczęk oręża, okrzyki i śpiewy. Wybuch radości i jęk zawodu. To polskie przekazywanie z pokolenia na pokolenie ognia pracy, wiary i troski o dom i kraj. Plany, tęsknoty, miłości i przyjaźnie. Co rusz gwałtowne pęknięcia, oznaczające wtargnięcie wrogich sił i ciągłą walkę o chleb i wolność. Czasy cieszenia się domowym zaściankiem i niedzielnym obrusem i czasy poniewierki i troski. 
 
Wejdźmy w ten polski ciąg i pobądźmy tam przez jakiś czas. Tam nabierzemy siły i nadziei. Wyprostujemy się i uspokoimy oddech. Wzmocnimy godność i moc do odważnego oddzielania spraw ważnych od miałkich i małych. Tak to już w tym miejscu świata jest. Zza niezliczonych głów przodków i ich dni dostrzeżemy przez chwilę, przez krzyże ich codzienności, Tamten Krzyż i może dojrzymy wynikającą z niego służebność, wolność i godność, i wspólnie znajdziemy sposób na Polskę tam, gdzie jej droga i jej ludzie. Tylko tak i tylko tam. Nawet wtedy i tym bardziej wtedy, gdy trzeba się podeprzeć w żałobie, podać rękę, ofiarować modlitwę i w ciszy zanurzyć się w to Boże Miasto polskiego cmentarza, ciągnące się od prawieków aż po wieczność. Tam znajdziemy skuteczne sposoby i solidarną siłę. 
 
 
Jamci
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Niezapomniani

Każda się szanująca rodzina
po wizycie na grobie przodka,
obowiązek go miała wspominać
i "Pod trupkiem" na setce się spotkać.

Każde dziecko po wyjściu z cmentarza
mogło trącić kogutka w ogonek.
Absolutnie się nikt nie obrażał,
że druciany był mały pierścionek.

A najdłuższe bywało święto
przy nagrobkach warszawskich cyganów.
Pod niejedną Zdrowaśkę łyknięto
za biedaków, szaraków i panów.

Było tłoczno, gromadnie, rodzinnie -
po warszawsku na Wincentego.
Nie chodziły cmentarne linie,
lecz do swoich ciągnęło każdego.

Oni nigdy stąd nie odeszli.
Zawsze są przy Kościółku Drewnianym.
Nawet jeśli bywali grzeszni
pozostali niezapomniani.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Marek Gajowniczek

#195828