Prof. Terlecki: Polskie elity myślą Poniatowskim
Moim zdaniem to przyzwolenie i skazanie się na bycie peryferią. Ci, którzy z tego korzystają i których to interesuje może i dobrze żyją, ale dla całego narodu jest to niekorzystne - mówi prof. Ryszard Terlecki.
Stefczyk.info: 215 lat temu zmarł ostatni król Polski, Stanisław August Poniatowski. Wielu publicystów i historyków oceniając jego politykę, porównuje okres XVIII wieku do dzisiejszych realiów. Czy to uzasadnione?
To, co jest podobnego to pomysł, że Polska musi być pod opieką kogoś ważnego i większego, by realizować swoje interesy. Oczywiście zupełnie wyglądało to w czasach Poniatowskiego, a zupełnie dzisiaj, jednak założenie jest to samo – to myślenie łączy zarówno ówczesne elity, jak i dzisiejsze. To z pewnością niebezpieczne dla społeczeństwa.
Obrońcy polityki króla uważają, że po prostu więcej nie dało się wówczas ugrać, że była to swoista Realpolitik.
Tylko co to oznacza? Moim zdaniem to przyzwolenie i skazanie się na bycie peryferią. Ci, którzy z tego korzystają i których to interesuje, być może mogą z tego dobrze żyć. Natomiast dla całego narodu i społeczeństwa to niebezpieczny pomysł, bo życie na peryferiach pozwala urządzić się nielicznym.
Gdzie jest zatem granica, której nie powinni przekraczać rządzący?
To bardzo trudne pytanie. Granica jest płynna – sytuacja była inna w osiemnastym wieku, inna teraz. Zresztą te zmiany dotyczą nawet tak krótkiego czasu, jak ostatnie dziesięciolecie – inaczej definiowaliśmy suwerenność w 2004 roku, a inne wyzwania stoją przed nami dziś w Unii Europejskiej. Problem nie dotyczy tylko UE, ale wszystkich partnerów zewnętrznych. Interes wspólnoty i narodu musi być priorytetem; oczywiście można sobie wyobrazić sytuację, że część ze swoich prerogatyw samodzielności rezygnuje się, ale zawsze należy myśleć o tym, by to opłacało się nie tylko w wymiarze materialnym, ale również politycznym. Natomiast jeśli korzyści mają objąć małe grupy, a nie całe społeczeństwo, to należy zastanowić się nad sensem i istotą problemu. Polska zawsze była i pewnie będzie w trudnym położeniu – musi balansować między różnymi pomysłami i żywiołami, które są wokół niej realizowane. Doświadczenie historyczne pokazuje, że choć wydaje się to bardzo trudne, to nie jest to niemożliwe.
Mówi Pan profesor o tym, że to balansowanie jest niezwykle trudne. Jak zatem ocenić takie postaci jak król Poniatowski - który mniej czy bardziej skutecznie - próbował to robić? Diagnoza stawiana choćby przez Jarosława Marka Rymkiewicza jest radykalna.
Pamiętamy z drugiej strony podręczniki szkolne, które mówiły o tym, że król był niezwykle cennym mecenasem kultury i postępu cywilizacyjnego. O tym się uczyło moje pokolenie, analizując polskie problemy w XVIII wieku. To obraz ukształtowany przez tych, którzy później próbowali naśladować i w jakiś sposób powtarzać politykę uległości króla Poniatowskiego; natomiast ci, którzy na tę drogę się nie zgodzili, przegrali wizję historii. Nasz związek z UE przyniósł wiele korzyści i pomógł Polsce oderwać się od tego dna cywilizacyjnego, w jakim znaleźliśmy się z powodu komunistów, z drugiej strony pamiętamy jednak okres lat 20. i 30. XX wieku, gdzie mogliśmy kształtować suwerenną politykę samodzielnie i mocno się rozwijać. Oczywiście skończyło się to tragicznie, jednak taka możliwość była, zwłaszcza wtedy, gdy nie wybieraliśmy żadnej z dwóch opcji; inna rzecz, że później w centrum Europy pojawiło się szaleństwo, które zburzyło ten ład, ale to po prostu kaprys historii. Nie warto na zapas zrezygnować z samodzielnej pozycji, a my niestety to robimy.
Wspomniał Pan o tym, że wpajano nam, że Stanisław August Poniatowski był dobrym mecenasem kultury. I faktycznie ciężko zaprzeczyć jego osiągnięciom. Jak Pan ocenia zatem dzisiejszą kulturę i jej związki z polityką? Czy dobra kultura może powstawać poza polityką?
Były takie próby – zwłaszcza w końcówce XIX wieku -, które pokazują, że można tworzyć kulturę państwa w zasadzie bez jego istnienia. Stąd pytanie o słabość dzisiejszej kultury warto postawić w szerszej perspektywie – czy jej kiepski stan wynika z powodu indolencji państwa czy raczej pewnych trendów, które dotknęły Europę i które przenikają także do Polski. Wydaje się, że silne i wiedzące czego chce państwo mogłoby ufundować sobie i własnym obywatelom na znacznie lepszym i wyższym poziomie. Dziś nie widać takich kół zamachowych jak u króla Poniatowskiego – jak Komisja Edukacji Narodowej. Po stronie obozu władzy nie widać intencji i woli do podjęcia takich wyzwań, a opozycja – i to ta kulturotwórcza – jest po prostu za słaba, by ponieść koszty organizowania czy wspierania kultury; na to potrzebne są pieniądze i instytucje, a te są po stronie rządzących.
Dziękuję za rozmowę.
http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/prof-terlecki-polskie-elity-mysla-poniatowskim,6684980653
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 342 odsłony
Komentarze
:-)
13 Lutego, 2013 - 20:19
Zgadzam się z prof. Terleckim i polecam swoje trzy grosze:
http://niepoprawni.pl/blog/4949/krol-stanislaw
alchymista
===
Obywatel, który wybiera królów i obala tyranów
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart