Trzy szajby

Obrazek użytkownika seaman
Kraj

„Ma w sobie gigantyczny zapał, ja bym to nawet nazwał pozytywną szajbą, jeśli chodzi o deregulację. Do tego, by odblokować Polskę z pewnej złej rutyny, złych przepisów, trzeba będzie umieć stanąć wobec całego środowiska prawniczego i nie poddać się” - zachwycał się premier Donald Tusk powołując ministra Jarosława Gowina. Tymczasem kiedy minister rozwinął swoją szajbę w całej okazałości, a środowisko prawnicze dostało szału, to premier go odwołał. Jaka prostacka niekonsekwencja.

Niewątpliwie ciekawym kontekstem ostatnich zmian w ekipie Donalda Tuska jest oczywisty fakt, że ministrowie nie odchodzą w rezultacie zamierzonej rekonstrukcji rządu, lecz z powodu zupełnie nieprzewidzianych przez szefa rządu działań i doraźnych historii. Zarówno Gowin, jak i Budzanowski zostali zdymisjonowani jako szkodnicy. Budzanowski jako szkodnik wizerunku, bo skompromitował premiera obnażając jego i swoją ignorancję, a Gowin jako szkodnik merytoryczny, gdyż stanowił kłujący w oczy błąd w rachunku Tuska. Ministerialne stanowisko, które miało spacyfikować prawicowe odchylenie Gowina, stało się dlań dogodnym miejscem do budowania jeszcze silniejszej pozycji, która zaczęła zagrażać naszemu szczeremu przywódcy, a w szczególności jego sponsorom.

W zapowiadanej na lato rekonstrukcji premier nie wymieniał jej konkretnych celów, a przecież w kolejce do wypadu z rządu czekają tacy giganci zarządzania, jak Szumilas, Arłukowicz, Nowak czy Mucha. Albo minister Boni, człowiek do wszystkiego i fachowiec do niczego. Boni bowiem jest dobry do pisania kobylastych opracowań o niczym, jak program Polska 2030 albo programowych gniotów w rodzaju „Siedem dźwigni rozwoju”, które i tak wędrują do kosza po wyborach. Ale kiedy trzeba zrobić coś konkretnego, to minister Boni pogląda chyłkiem na Brukselę. Z nim Tusk też będzie miał nielichy kłopot, bo jakoś trzeba wytłumaczyć, jak można było takie "talencie" trzymać przez prawie 6 lat w rządzie.

Gowina Tusk już dłużej wytrzymać nie mógł, gdyż niesforny minister podważał wiarygodność skrętu Platformy w lewo, co było widać, słychać i czuć. „Nie mam czasu, by raz na tydzień tłumaczyć swojego ministra” – oznajmił dziennikarzom i jest w tym trochę prawdy, ale także nieduży znak zapytania. Z ministra Nowaka premier również się tłumaczy, jeśli nie co tydzień, to co drugi i jakoś to wytrzymuje. A niby przed kim Tusk tak często się musiał tłumaczyć z zachowań i wypowiedzi ministra Gowina? Kto nie mógł znieść Gowinowej narracji o in vitro, związkach partnerskich, czy aborcji? Przecież, że nie chodzi o opinię publiczną, która plasuje go ciągle wysoko, znacznie wyżej niż samego premiera i wielu innych członków Tuskowej ekipy.

Odpowiedź jest tak oczywista, że aż po oczach bije – premier tłumaczył się przed środowiskiem skupionym wokół Gazety Wyborczej, którego prominentnych przedstawicieli ma także w swojej partii. To w redakcji Gazety Wyborczej premier Tusk co jakiś czas odnawia śluby antypisowskie, dając tym samym sygnał establishmentowi III RP, że pamięta o jego interesach i swoich zobowiązaniach. Bo właśnie ten establishment jest zbiorowym sponsorem rządów Platformy Obywatelskiej.

Bez zagwarantowania dożywotniego statusu i nietykalności autorytetów moralnych oraz kacyków grubego biznesu, bez ich wdzięcznego poparcia władza Tuska nie przetrwałaby pół roku. Bez upolitycznionych do szpiku kości biznesmediów, bez zaplecza w postaci fachowców o specjalizacji podobnej jak generała Czempińskiego nie ma prawa istnieć coś tak pokracznego jak Platforma Obywatelska. Dlatego szajba czerskich na tle Gowina okazała się silniejsza niż szajba Gowina na tle deregulacji. No i premier musiał zderegulować mistrza deregulacji.

Wszystko więc wskazuje na to, że Gowin został odwołany za politykę, chociaż został powołany jako polityczny minister, bo przecież nie fachowiec. Bowiem w partii obywatelskiej tylko obywatel przewodniczący może symulować politykę, a już na pewno nikomu nie wolno jej prowadzić na serio. Bo tak naprawdę tylko Tusk wie, do czego się zobowiązał, jakie kwity podpisał i z kim wszedł konszachty. Po kilkunastu miesiącach ministrowania Gowina każdy przyzna, że nikt nie potrafił doprowadzić czerskich do szału, tak jak on. Aż w końcu przebrał miarkę i przelał czarkę.

Zdymisjonowany minister pozostał na razie w partii, więc sytuacja jest wybitnie rozwojowa. Co więcej, Gowin bąknął coś o ubieganiu się o prezydenturę Krakowa. Bardzo interesująca kwestia. Wybory samorządowe są bowiem za kilkanaście miesięcy, a już rok po nich w roku 2015 wybory prezydenckie i parlamentarne. Nie chcę wysnuwać zbyt śmiałych proroctw względem przyszłości, ale jest ciekawy kontekst, a nawet pewna analogia. Minister sprawiedliwości w rządzie Buzka Lech Kaczyński został zdymisjonowany w lipcu 2001 roku. Kilkanaście miesięcy później, w listopadzie 2002 roku został prezydentem Warszawy. A stąd już był o krok od prezydentury kraju, co skrzętnie wykorzystał.

Czyż to nie jest piękny i jakże pociągający precedens dla Gowina? Zwłaszcza, że w polityce możliwe jest prawie wszystko i nie jest przesądzone w jakiej konfiguracji politycznej mógłby wystartować...Już sobie wyobrażam szajbę, jaka w tym kontekście zacznie wkrótce toczyć Donalda Tuska i Platformę Obywatelską.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Szajba służy do kręcenia. W polityce szajbą kręci się lody.

Nie wiem oczywiście jak to sobie rozpisały służby (zapewne mają kilka awaryjnych wariantów) ale jest mocno prawdopodobne, że Gowin za jakiś czas odejdzie z Platformy, głośno trzaskając drzwiami. Tak głośno, żeby wszyscy usłyszeli jaki jest obrażony, jak się od PO odcina i ogólnie, że jest "wporzo kolo", który trochę co prawda zbłądził ale już to zrozumiał, już się zmienił, itd.
A po tym akcie skruchy wszystkie drzwi do stanowisk wszelakich staną otworem i to może nawet pod rękę z np. z Dornem, Kurskim albo...........
Lody, lody, komu lody.

NIEPOPRAWNY INACZEJ

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

NIEPOPRAWNY INACZEJ

#354094

Tylko nie pozwólmy sobie wpoić, że Gowin to ostatni sprawiedliwy w Platformie. Ostatni odeszli stamtąd z Rokitą.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#354133

Rokita tyle samo wart co Gowin a ten neiwiele lepszy od innych PObolszewikow.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#354144

Od dymisji Gowina wszyscy mówią o nim jak o pewnym prezydencie Krakowa. Czyżby Gowin miał zostać nominowanym prezydentem? W wyborach szanse jego oceniam kiepsko. Ma dosyć istotny współudział w demontażu Polski.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#354164