Powiernictwo tuskie, czyli twarze premiera

Obrazek użytkownika seaman
Kraj

Przemija postać świata i dzisiaj człowiek, który mówi to, co myśli nie jest żadnym wzorem do naśladowania, a już w polityce takie zachowania są wręcz naganne. Najważniejsze autorytety moralne III RP, zarówno te jawne oraz anonimowe, niejednokrotnie formułowały opinie, że taka przypadłość to jest największa wina Jarosława Kaczyńskiego.

Oczywiście jest znany jeden wyjątek potwierdzający tę regułę, a mianowicie przypadek, gdy Jarosław Kaczyński nie mówi tego, co myśli. Kiedy w trakcie kampanii wyborczej nie mówił co myśli o tragedii smoleńskiej, napiętnowano to milczenie jako największe oszustwo polityczne stulecia. Ale potem sytuacja powróciła do normy i prezes PiS znowu jest oskarżany o wredną i jątrzącą zgodność myśli i słowa.

Od tej paskudnej przypadłości wolny jest natomiast premier Donald Tusk, który nigdy nie zdradza tego, co mu tam po głowie chodzi, a są ku temu dwa powody. Złośliwcy twierdzą, że nie mówi co myśli, bo wtedy siłą rzeczy milczałby jak królewicz zaklęty w kamień. Takie wyjaśnienie jest co prawda nad wyraz logiczne, ale nie dają mu wiary ludzie pragnący konsensusu i tolerancji dla przeciwnika politycznego.

Drugi powód jest równie logiczny, tyle że bardziej wyrafinowany. Polityk kierujący się w polityce kategorią „tu i teraz” nie może mówić tego, co on myśli, ale to, co myślą tu i teraz jego wyborcy. Zresztą wstrzemięźliwość w mowie zawsze bardziej się opłacała w polityce niż szczerość wygłaszanych poglądów. Z drugiej strony premier też człowiek i musi dać upust żółci, pofolgować emocjom, uczuciom i zwyczajnym wściekłościom. Ludzka rzecz. Ale z trzeciej strony Tusk przecież pragnie się prezentować jako rozważny europejski przywódca, arbiter ponad siermiężnymi partiami i nie może się naparzać z przeciwnikami, jak nie przymierzając Palikot z Lepperem.

Dlatego Tusk ma swoich powierników, powierza im swoje uczucia, które nade wszystko pragnie przekazać, a nie może. Popatrzcie na jego wiecznie ściągniętą twarz podczas publicznych wystąpień. On aż kipi w środku, żeby powiedzieć co myśli o swoich adwersarzach. A nie wolno mu w żadnym wypadku, bo wiadomo – działa syndrom „tu i teraz”. I właśnie do tego służą premierowi powiernicy, żeby zwyczajnie po ludzku nie zwariował od ciśnienia.

Weźmy takiego przybocznego ministra, czyli Pawła Grasia, który jest powiernikiem premiera od złych emocji, wstydu i strachu. Komitywa premiera Tuska z rzecznikiem Grasiem jest wyjątkowa, przekracza służbowe zależności i to jest zrozumiałe, gdyż człowiek, któremu powierza się swoje lęki, musi znaczyć coś więcej niż zwykły urzędnik. To on wyrażał obawę premiera przed reakcją Rosji na ewentualne żądanie wspólnego śledztwa. Czy wyobrażacie sobie europejskiego przywódcę, który publicznie mówi, że nie będzie dochodził racji swojego państwa, gdyż boi się urazić partnera? Nikt chyba sobie nie wyobraża i właśnie do tego służy Graś.

Chyba każdy ma przed oczami pamiętne przeprosiny w topornym rosyjskim, kiedy spocony i czerwony jak burak („mój buraczku, mój czerwony, czy byś nie chciał takiej żony?”) kajał się, że pomylił uniformy milicjantów z mundurkami smoleńskich hien cmentarnych. Myślicie może, że on sam z siebie to wymyślił, żeby się tak publicznie upokorzyć? Przeprosiny po rosyjsku był efekt wielkiego strachu Tuska, który wtedy (początek czerwca 2010) stawiał mu włosy na głowie. On sam nie mógł tego zrobić, ale potrzeba doznania natychmiastowej ulgi była tak przemożna, że zdecydował się ukorzyć publicznie za pośrednictwem zausznika.

A kiedy Graś oskarżał Antoniego Macierewicza o konszachty z obcym mocarstwem, to chyba nikt nie uwierzy, że przyboczny minister na własną rękę posługuje się epitetem, o którym wiadomo, że może wywołać burzę. Macierewicz z Fotygą w Stanach Zjednoczonych ubiegający się pomoc w sprawie śledztwa, które Tusk oddał Rosji – premier musiał odreagować mocno. Jestem dziwnie pewien, że gdy jego przyboczny to zań robił, mówiąc o zdradzie, to on sam obserwował to z zaciśniętymi pięściami. I niechybnie ulżyło mu znacznie.

Rzecz jasna, premier ma też powierników do innych specjalnych poruczeń. Wicemarszałek Stefan Niesiołowski na ten przykład służy niechybnie do rozładowywania stanów wściekłości premiera. Piszę niechybnie, bo nie widzę racjonalnego wytłumaczenia dla potęgi furii, jaką posługuje się Niesiołowski w swoich wystąpieniach. Owszem, niektórzy twierdzą, że to osobista przypadłość tego polityka, ale z kolei jak w takim razie wytłumaczyć trzymanie tak poharatanego nerwowo urzędnika na wysokim stanowisku państwowym?

Nie da się również usprawiedliwić tego procederu względami piarowskimi, czego dowodem choćby ostatnia sesja parlamentu. Widok spienionego Niesiołowskiego miotającego się na swoim fotelu, z dziko wytrzeszczonymi oczami i sardonicznym uśmiechem mógł przerazić każdego, nawet najbardziej zatwardziałego leminga. Ja to sobie tłumaczę tak, że kiedy wicemarszałek dawał upust swojej furii, w tym samym stopniu doznawał ulgi premier Tusk. Nie wiem, czy był obecny do końca tej debaty w Sejmie, ale bez względu na to gdzie był, pewnie obserwował i wczuwał się w szaleństwo protegowanego, jakby osobiście gromił wrogów. Tak to chyba działa, gwarancji nie daję, bo tu wkraczam w dziedzinę psychoanalizy, w której nie czuję się pewnie. Owszem, znam się na medycynie jak każdy Polak, lecz stanowczą diagnozę pozostawiam specjalistom.

Nie wiem czy zauważyliście, że od czasu słynnych przepowiedni premiera o rychłym terminie wejścia do strefy euro oraz równie słynnym kontrakcie gazowo-stoczniowym z Katarem, nie narzuca się on już tak Polakom ze swoim punktem widzenia w tych sprawach. Widać często na konferencjach, że go korci jak cholera, żeby pokazać swoją biegłość w zagadnieniach gospodarczych, jednak się hamuje.

Z moich obserwacji wynika, że po ciężkich doświadczeniach euro-katarskich, mianował swoim powiernikiem w tych kwestiach Michała Boniego. Boni w tym rządzie jest zresztą specjalistą od kwestii związanych z dobrobytem, samopoczuciem i pomyślnością obywateli tu i teraz, czyli finansami, płacami, emeryturami, żłobkami, pogrzebami, pracą, bezrobociem, ubezpieczeniami oraz wszelkimi innymi ustawami. Wiąże się to z jego wykształceniem kulturoznawcy, które jest uniwersalne, jak sama nazwa wskazuje.

Poza uniwersalnością minister Boni ma jednak bezcenną zaletę, której zapewne nie posiada Tusk, a mianowicie on świetnie naśladuje takiego aktora amerykańskiego Bustera Keatona. Aktor ten zasłynął z tego, że potrafił opowiadać i grać na scenie niesłychanie komiczne historie z kamiennym wyrazem twarzy. Ludzie na sali mogli płakać i kulać się ze śmiechu, a jemu nie poruszył się nawet jeden mięsień, nie drgnęła powieka. To potrafi właśnie Michał Boni.

To co on wyprawiał na naszej scenie politycznej na przykład z zapowiedziami oszczędności w administracji publicznej, to przechodzi ludzkie pojęcie. On rok w rok zapowiada te same cięcia w zatrudnieniu urzędników, o ten sam procent i nawet o tej samej porze roku – w porze tak zwanych jesiennych ofensyw Platformy. Rok w rok mamy odwrotny skutek zapewnień ministra, to znaczy armia urzędników rośnie. I co państwo powiecie – jemu też powieka nie drgnie, nie zdradzi się najmniejszym uśmieszkiem czy gestem. Inny by dawno parsknął niepowstrzymanym śmiechem z takich facecji, a oni nic. Jak skała. Moim zdaniem on by nawet Keatona w kozi róg zapędził, gdyby ten żył.

Graś jest tylko symbolem pewnego sposobu na trzymanie się przy stołkach. Nie jest lepszy ani gorszy od innych kompanów premiera w rządzie i partii, którzy służą wyłącznie trwaniu w nicnierobieniu. Ale główny problem jaki mamy z Tuskiem nie polega na tym, że on ma powierników dla swoich emocji, myśli czy uczuć. Także nie w tym, że on nie potrzebuje doradców w gospodarce, sprawach zagranicznych czy ogólnie w polityce. Problem polega na tym, że jemu nawet nie ma w czym doradzać. Jakie rady dawać politykowi, który nie chce robić polityki ani w ogóle nic nie chce robić?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Apel blogera "omen" z Salonu 24 :

"Utwórzmy inicjatywę nadania stadionowi piłkarskiemu w W-wie (otwarcie będzie 22 lipca tego roku) imienia "X-lecia Platformy Obywatelskiej"

Co wy na to!?

seaman

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

seaman

#128506

Stadion pod Budą Ruską

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#128514

To nie jest kontrpropozycja - ten dotowany przez HGW będzie 10-lecia PO, a narodowy będzie miał tę wdzięczną nazwę, którą proponujesz.

seaman

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

seaman

#128534

Wszak zgoda buduje...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#128535

Stadion 10-cio lecia Platformy Obywatelskiej jest w pelni adekwatna nazwa.

X-lecia to juz gra niebezpeczna, to nawolywanie do anarchii politycznej!!!

A noz PO a jeszcz gorzej Niesiolowski potraktuja owe X jako niewiadoma, a juz Bron nas Panie Boze jako znak nieskonczonosci !!! Co wtedy???

Prosze na przyszlosc zastanowic sie uwaznie nad wlasnymi slowami bowiem wrog czuwa i obserwuje nas nieustannie!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#129048