Powstanie Warszawskie w oczach Polaka (2)

Obrazek użytkownika p.e.1984
Historia

Pora na fragment tekstu pokazujący maestrię "Montera" jako dowódcy.

Obietnicami strzelać nie możemy
Autor: Włodzimierz Kalicki
Fragment relacji o próbie przebicia ze Śródmieścia na Stare Miasto.
(...)We środę 30 sierpnia "Monter" wzywa "Nowaka"-Jeziorańskiego. Zapowiada, że tej nocy wszystkie doborowe siły ze Śródmieścia zostaną rzucone do ataku na niemieckie pozycje oddzielające Stare Miasto od Śródmieścia.

- Będzie to największa z dotychczasowych operacji wojskowych przeprowadzonych w Warszawie. Chcę mieć pana przy sobie jako sprawozdawcę, który to wszystko opisze i nada po polsku i po angielsku.
[...]
Wśród żołnierzy oczekujących na akcję "Nowak" rozpoznaje znajomego oficera, Kazimierza Bilskiego "Ruma". To on ma poprowadzić żołnierzy do ataku. Jest w złym nastroju.

- Nigdy jeszcze nie znajdowałem się w tak beznadziejnej sytuacji. To nie na nasze siły.
[...]
Natarcie ze Śródmieścia jakoś nie może ruszyć. O 1.30 "Monter" idzie na pierwszą linię. Przedzierają się z "Nowakiem" przez wypalone klatki schodowe, skaczą z muru na mur, pełzną pod plątaniną konstrukcji stalowych. Wreszcie melduje się por. Janusz Domański "Janusz". Tłumaczy, że atakować się nie da, choć minerki wysadziły dziurę w murze, bo niemieckie granatniki ostrzeliwują otwór w murze i podwórko.

"Monter" podnosi głos:

- Wykonać rozkaz. My tamtych bez pomocy nie zostawimy!

- Rozkaz, panie pułkowniku - odpowiada porucznik.

Gdy podwórko wypełnia się powstańcami, uderzają w nich pociski granatników. Rzeźnia. Eksplodują butelki z benzyną przyszykowane na niemieckie czołgi. Wszędzie zabici, ciężko ranni i palący się powstańcy.

"Monter" podchodzi do niesionego na noszach por. "Janusza". Obie nogi ma w strzępach.

- Rozkaz wykonałem, panie pułkowniku - szepce porucznik.

Osiem lat później Chruściel napisał w liście do Nowaka-Jeziorańskiego: „Pamięta pan 31 sierpnia 1944? (...) był pan świadkiem w suterenie domu Grzybowska 16, jak ranni od granatników żołnierze wyrzekali na »Montera « za rozkaz wydany do tej akcji. Nie dałem po sobie poznać, ale to była dla mnie najgorsza doba z całego powstania. Taka to dola dowódcy”.

Nocna masakra przy pl. Grzybowskim, w której zginęła setka doborowych żołnierzy powstania, a drugie tyle odniosło rany, była zupełnie niepotrzebna. W ciągu następnych dwóch dni wszyscy obrońcy Starówki wycofają się kanałami do Śródmieścia.

Cyt. za: http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=20&t=886&p=61731#p61739

Osoby zdolne do zrozumienia słowa pisanego uprasza się o nieśmiecenie pod tym tekstem i na tym blogu.
Ocena wpisu: 
Brak głosów