POLSKA ROZKWITA, CZYLI LOGIKA SYSTEMU

Obrazek użytkownika Martynka
Kraj

Polska rozkwita, tak proszę Państwa, rozkwita z roku na rok coraz bardziej. Niestety nie jest to ten radosny i cieszący oko proces, o jakim marzy wielu z nas, ale są to kolejne przerzuty nowotworu, który od kilkudziesięciu lat trawi nasze państwo. Afera z Amber Gold, w tle której pojawia się syn premiera Tuska, kreujący się na niewinne dziecię, ofiarę błędu dość późnej młodości, jest tragicznie żałosne. Jeżeli ludzie dysponujący takim kapitałem genetycznym , zarządzają 37 milionowym narodem, to jest naprawdę bardzo źle, a trzeba mieć na uwadze fakt, że te słabości i braki dostrzegają również nasi sąsiedzi. Czołowy rosyjski politolog Fiodor Łukjanow powiedział w jednym z wywiadów, że tak przykładne stosunki Rosji z Polską są nie do powtórzenia w przypadku krajów bałtyckich, gdyż nie ma tam takiego polityka, jak Donald Tusk. To wiele mówi, a komentarz wydaje się zbędny.

Ostatnia afera jest już kolejną z całej serii , choć nie największą, bo z pewnością największą aferą obecnego rządu jest afera smoleńska - na miarę stulecia, albo kto wie, może i tysiąclecia. I choć nigdy ludziom źle nie życzę, to jednak uważam, że osoby odpowiedzialne za nią w taki, czy inny sposób, będą żyły z koszmarnym piętnem, podobnie jak ich dzieci i wnuki. Sprawa z Amber Gold pokazuje natomiast stan rozkładu państwa w nowej odsłonie, kolejny akt tragedii. Otóż Polska jest sparaliżowana przez lokalne sitwy, układy, mafie mniejsze i większe, być może wspierane przez mafie obce, zagraniczne, a odpowiednie polskie służby nie mają na tyle siły, by zając się problemem adekwatnie do jego skali. Jakaś taka ogólnopaństwowa impotencja, która jeszcze bardziej rozbestwia działające grupy przestępcze, powiązane ze światem polityki, które niczym nowotwór przez pewien czas imitują zdrową tkankę organizmu państwowego, by ostatecznie pokazać swoją niszczycielską moc. Te zjawiska mają z kolei demoralizujący wpływ na społeczeństwo, które popada w coraz większą apatię i poczucie, że skoro skala przekrętów jest tak wielka, a państwo wydaje się nimi obezwładnione, to czymże jest zwykły obywatel? Cóż on może? Kto się z nim liczy?

Polska stała się dzikim krajem, z tą jednak różnicą, że w dżungli przeżywają jednostki najsilniejsze, zdrowe i zaradne, a w wydaniu polskim szansę przeżycia mają jednostki zdemoralizowane i słabe intelektualnie, choć nie pozbawione slumsowego sprytu. Dlaczego rozmaite przekręty mają takie szanse powodzenia w Polsce? Dlaczego nieustannie mamy do czynienia z dziwnymi samobójstwami, aferami, impotencją aparatu państwowego, tam gdzie powinien bezwzględnie działać? Dlaczego mogła się wydarzyć „nocna zmiana”? Dlaczego doszło do 10 kwietnia?

Odpowiedź jest jedna: to jest po prostu logika systemu stworzonego po 1989 roku. Nie mogło się bowiem udać stworzenie zdrowego organizmu państwowego na starych fundamentach, a panowie, którzy swoje kariery rozpoczynali w wojskowych i cywilnych służbach PRL, nie mogli zbudować zdrowej gospodarki demokratycznego państwa, gdyż jedyną ich umiejętnością, jaką posiedli była ta wyniesiona z pracy w aparacie terroru. Przenieśli swoje doświadczenia zawodowe i metody na biznes, ekonomię i mamy to, co mamy: zdegenerowanego potworka, który z trudem udaje normalne państwo. Dlatego, by utrzymać pozory normalności musiało dojść do „nocnej zmiany” i do Smoleńska. Po prostu logika systemu: wroga się eliminuje, a nie hoduje.

Jakoś tak się dziwnie składa, że szczególnym regionem Polski, który upodobali sobie rozmaici „biznesmeni” jest Pomorze. To tam karierę rozpoczynał osławiony prezes Amber Gold, to tam pierwsze, a więc obarczone błędem młodości, kroki w karierze stawiał Michał Tusk vel Józef Bąk i to tam, jak sobie przypominam przyjechał premier Putin w 2009 roku, by przy krzyku mew porozmawiać z premierem Tuskiem. Z kolei latem 2011 roku te ziemie nawiedził były szef FSB Nikołaj Patruszew, prawa ręka Putina, który czuł się tam, jak u siebie w domu, a lokalni biznesmeni z ochotą użyczali mu samochodu i zapewniali ochronę. Jak można było przeczytać kilka miesięcy temu na portalu niezalezna.pl:

Ostatnia wizyta w Polsce Patruszewa, byłego szefa Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, a obecnie sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji, miała miejsce w lipcu br.[2011r.] Patruszew, pełniący też funkcję prezesa związku siatkarskiego w Rosji, przyjechał do Sopotu, gdzie Rosjanie rozgrywali mecz siatkówki z Brazylią. […] Na meczu siatkówki Brazylia–Rosja, rozegranym 8 lipca 2011 r. w Sopocie, Patruszew pojawił się incognito, ubrany w granatową koszulkę polo. Poruszał się samochodem porsche panamera na polskich numerach rejestracyjnych, pochodzącym z autosalonu biznesmena L. – jednego z najbardziej znanych w Sopocie dealerów samochodowych (pod koniec 2010 r. L. odkupił ów salon od G., bliskiego znajomego prezydenta Sopotu, Jacka Karnowskiego). Byłemu szefowi FSB towarzyszyła ochrona w jasnym bmw, zarejestrowanym – jak twierdzą nasi informatorzy – na mieszkańca Gdańska, Mirosława B.”.

Kto wie, czy przyjaciele ze wschodu, na fali pojednania nie byli czymś w rodzaju biznesowego impulsu, który natchnął co poniektórych? Ale to może tylko przypadek, w końcu polskie plaże są piękne, wiec trudno się dziwić, że ludzie z różnych stron przyjeżdżają, a przy okazji się spotykają, rozmawiają, nawet jeżeli są to ludzie związani z rosyjskimi służbami. Chciałoby się rzec: nihil novi sub sole.

http://niezalezna.pl/18996-spotkania-z-agentem

http://fakty.interia.pl/prasa/news/rosyjska-gazeta-sprawa-katynia-nie-zaszkodzila-procesowi,1786106,16

Ocena wpisu: 
Brak głosów