|
5 lat temu |
Na szczytach władzy nadal indolencja |
Ale z drugiwj strony, ile jest takich państw gdzie duża część społeczeństwa ma własny schron lub miejsce w nim? Na to stać, o ile taka wogóle jest rzeczywistość, bardzo nieliczne kraje. Z własnego doświacczenia wiem (byłem członkiem Ośrodka Analizy Skażeń i Ostrzegania w dzielnicy Żoliborz), że nie bylo miejsca w schdonach nawet dla wszystkich lokalnych, komunistycznych oficjeli, nie mówiąc o ich rodzinach. Schrony przygotowane na ten cel w pobliżu placu Wilsona były ubożuchne, wyposażenie stare, niezbyt dobrze konserwowane, prymitywne nawet jak na koncówkę lat 80tych. Władze komunistyczne nigdy nawet nie rozważały możliwości ukrycia czy ochrony większej liczby ludności. A my, uczestnicy dorocznych ćwiczeń Obrony Terytorialnej(sic!) zastanawialiśmy sie nad tym, jak to będzie w sytuacji prawdziwego zagrożenia i w jaki sposób ulokować w tych mizernych, ale jednak schronach, naszych bliskich. Ja zaś mając jako takie doświadczenie wojskowe (z Ośrodka Analizy Skażeń Śląskiego Okręgu Wojskowego) wiedziałem, że ocaleją tylko ci, którzy będą mieli wiedzę i dostęp oraz silne nerwy i łokcie. Jako naród i społeczeństwo byliśmy przeznaczeni na "przewidywane straty ludności cywilnej". Owe straty mieliśmy wyliczać na podstawie meldunków z punktów obserwacyjnych rozlokowanych na terenie całej Warszawy oraz okolic. Gdy chodziło o ćwiczenia, straty zawsze były wyliczane optymistycznie. Gdy kilka razy wyliczykiśmy je na własny użytek, sugerując się możliwie czarnym scenariuszem, właściwie nikt nie przeżywał lub wszyscy byli wystawieni na mniejszą lub większą dawkę promieniowania lub działania środków chemicznych. A dodatkowo przy Powązkowskiej, miasto miało swój główny magazyn chloru, używanego do uzdatniania wody w filtrach miejskich.Trzeba jednak zaznaczyć, że dbałość o los ludzi w czasie działań wojennych nigdy w PRLu nie była żadnym istotnym problemem. Po prostu z góry, milcząco zakładano, że jakaś część ludzi musi zginąć. Że taki już jest los cywilów. Tamta wojna miała zupełnie inny cel niż ochrona ludzi i dóbr materialnych oraz terenu. Plany, jak wiemy, dotyczyły inwazji militarnej w kierunku na zachòd, a scenariusz napisany dla LWP dotyczył ofensywy armii złożonej z Polaków, na terenach wzdłuż północnych wybrzeży Bałtyku, zajęcie północnych części Niemiec, Danii, Belgii, Holandii (Niderlandów), Lukksemburga, aż po granicę francuską wzdłuż wybrzeża morskiego na szerokości pasa około 150 - 200km. Liczono się z działaniami odwetowymi NATO na terenach Polski i przygotowywano mizerną ochronę dla nielicznych, którzy mieli sprawować nadzór nad terenem im podległym, ale bez planów ochrony większej liczby cywili. Nawet obrona przeciwlotnicza miała być oparta jedynie na meldunkach pochodzących od obserwatorów. Takie plany mówiły nam, że w zasadzie będzie to ziemia spalona, o ile nie napromieniowana.Myślę, że w myśleniu decydentów, władz państwowych, nadal panuje przekonanie,0 że ochrona ludności nie ma większego sensu, że nie da się ochronić większości, że koszty są tak wysokie, iż nie stać nas na takie przygotowania. Tymczasem, gdyby rzeczywiście doszło do działań w których Polacy byli by narażeni na masowe użycie broni powodującej w efekcie wyludnienie. może powstać sytuacja w której, po zakończeniu działań wojennych, nie będzie wystarczającej liczby ludności aby utrzymać odpowiednią gęstość zaludnienia, by użyć tego jako argumentu dla zapewnienia narodowi odpowiedniej wielkości przestrzeń, powierzchni kraju. Każda większa wojna kończy się " regulacją" granic państwowych. Nikt nie potrafi przewidzieć rozwoju sytuacji po takiej czy innej wojnie w naszym rejonie Europy. Zatem rosądek nakazywałby zadbać w maksymalnym stopniu o przeżycie maksymalnej ilości Polaków. Tak, by zaraz po zakończeniu działań wojennych, móc ogłosić, że liczba ludności uzasadnia conajmniej utrzymanie dotychczasowej powierzchni Polski. Bo, że byłby to jeden z podstawowych argumentów w "nowym rozdaniu" w Europie, nie ulega najmniejszej wątpliwości.W sumie, po co nam armia, powszechna obrona, gdy szanse na przeżycie większości Polaków pozostają pod wielkim znakiem zapytania? Jeśli po wojnie liczba ludności drastycznie zmaleje, to mocarstwa uznają, że nie należy się nam taki sam jak dotychczas kawałek ziemi, o ile wogóle bedziemy się jeszcze liczyć jako naród. I tu naszła mnie jeszcze taka refleksja. Demografia to nie tylko zapenienie odpowiedniej liczby pracujących dla utrzymania systemu emerytalnego. To może i powinna być ciągła troska o to czy w razie gdy spora część z nas zginie broniąc naszego terytorium i nas samych, nie skurczymy się zanadto liczebnie, by przestać się liczyć jako ludny kraj. To powinno być stalą troską wszystkich na najwyższych pozycjach politycznych i decyzyjnych. Ale mam wątpliwości czy tak jest, nawet teraz. W końcu ciągle jesteśmy państwem na dorobku, gdzie podstawowe problemy egzystencjalne dużej liczby Polaków, ciągle spedzają sen obecnej koalicji rządzącej. O możliwym rozwoju sytuacji w tej dziedzinie, po dojściu do władzy ewentualnych "totalnych", nawet nie usiłuję myśleć.Osobnym temetem może być Agencja Rezerw Materiałowych (ARM). Tam to dopiero macki i potomkowoe komuny mają używanie. Już samo pozbywanie się przeterminowanych produktów, to kopalnia pieniędzy. A to przecież jest nasze strategiczne zabezpieczenie na wypadek W, którego utrzymanie generuje ogrone koszty. ARM to jedynie czubek góry lodowej nadużyć jakie panują w agemcjach rządowych, gdzie nie odkomuszono personelu. Stare nawyki działania niczym w MSZ. |
2 |
Gdy znikną z terenów Polski całe miasta wraz z ludżmi i ich dobytkiem |
|
|
5 lat temu |
Dziękuję za minus! |
To niezwykłe dla mnie wyróżnienie. Zdaje się, że jesteśmy pod bardzo troskliwą opieką naszych wrogów, którzy potrafią właściwie ocenić i docenić informacje jakie tu zamieszczamy. Ich wagę i wartość zarówno dla nas jak i dla nich. Ale też niepotrzebnie aż tak odkrywają karty. Pominięcie milczeniem tej mojej informacji byłoby lepszym rozwiązaniem z punktu widzenia ujawnienia znaczenia tej informacji oraz wprowadziło by także pewien poziom wątpliwości. A tak, to wedle zasady: Uderz w stół, a nożyce same się odezwą, mamy niemal pewność co do potencjalnych typów i wartości informacji. Można było tym samym dołożyć kolejny element "puzzli" mapy zakreślającej zakres informacji na jakich zależy odpowiednim służbom. Potwierdzenie tego też jest istotne z punktu widzenia kotrwywiadu. Ciekawe czy moje dane już zawędrowały do teczki o kryptonimie "stronnik"? Ale może przeceniam swoją wartość?Jednak ta ocena(-1) daje mi do myślenia co do osoby którą tu delegowano. To nie jest dyletant. Być może nawet jakiś niezbyt dawno emerytowany oficer. W każdym razie, nawet tak pozornie niewinna informacja, potrafiła wywołać szybsze bicie serca i wzmogła czujność owego "patrona" dyżurnego. Mamy jaskrawy dowód, że "ORMO" czuwa, a myślenie jego nadal pozostaje w sferze szeroko pojętej dyscypliny związanej z pryncypiami. W kontekście tego jak postrzegani są Rosjanie wśród innych nacji, mój wpis jest raczej pozytywnym opisem ich zachowań. Skąd zatem ten minus jeden? Docenić należy też znajomość zasad jakimi kieruje się biały wywiad FR w odniesieniu do ujawniania sekretów działania wewnątrz Federacji, na poziomie walki wewnętrznej o poparcie odpowiednich kadr i ludzi z nimi związanymi. Ten nasz opiekun to osoba o gruntownej wiedzy i zna sie na swoim fachu. Zbyt daleko idące wnioski? Raczej nie. Oczekuję że i ten wpis, który jest (przyznaję) słabą próbą zdemaskowania mechanizmów białego wywiadu oraz jeszcze słabszym przejawem próby wpływania agentury, poprzez choćby minusowanie wpisów, znajdzie kolejny raz "uznanie" u oficera czuwającego. Niniejszym pozdrawiam go/ją przy okazji.I jeszcze jedna uwaga naury już bardzo ogólnej. Otóż ta moja krótka informacja, dotyczaąca wydawało by się tematu banalnego, wręcz plotkarska informacja, a jakiego znaczenia nabrała gdy zetknęła się z "właściwą" osobą! Chcę w ten sposób zwrócić uwagę innym blogerom, że nawet pozornie niewinne wpisy, dotyczące temeatów wręcz wypoczynkowych, nie wspominając o istotnych informacjach z zakresu polityki, szeroko pojętych temtów z pierwszych stron gazet oraz tych o których wie niezbyt wielu ludzi, ale nie są szczególnie chronione ustawami, otóż i one, bywa, leżą jak najoczywiściej w zainteresowaniu tzw służb. A także, że nasze własne zdanie, oceny i obserwacje nie pozostają obojętne w ODPOWOEDNIM KONTEKŚCIE, o ile oczywiście jakieś służby zechcą się takim czy innym tematem zainteresować. Ale to właśnie od oceny służb zależy oraz od ich bierzących czy stałych zainteresowań zależy czy nasze wpisy będa budziły przyspieszone bicie serca jakakiegoś oficera na dyżurze. |
7 |
Ruski ambasador stawia się |
|
|
5 lat temu |
Temat badam nadal. |
Oatatnie informacje skłaniają do wniosku że są to ludzie z wyselekcjonowanych resortów. Zapewne siłowych, stąd taka tendencja do izolacji oraz słaba znajomość języka angielskiego zwłaszcza. Także potwierdzają się informacje o wzorowej niemal dyscyplinie wśród tych gości ośrodków wypoczynkowych. Dalsze prace trwają i jak mniemam, rezultaty będą dostępne za jakiś czas. Jednak juz dziś można dostrzec pewne prawidłowości oraz z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że jest w tym pewien określony ściśle cel. Na pierwszy rzut oka ktoś kupuje sobie poparcie ludzi. Co do tego kto i wśród jakich grup, pozostaje do ustalenia. Co zapewne wkrótce da się zrobić. |
4 |
Ruski ambasador stawia się |
|
|
5 lat temu |
Putin konsoliduje siły wewnętrzne? |
Nie mogę ujawnić źdódła, ale Putin przy pomocy swoich ludzi, organizuje masowo, TANIE wycieczki zagraniczne dla rodzin swoich zwolenników oraz tych których chce pozyskać (w szerokim tego słowa znaczeniu). Ośrodki wypoczynkowe na Karaibach od paru miesięcy pełne są Rosjan zachowujących się jakby nigdy nie byli poza granicami kraju. Dlaczego Karaiby? Bo z tamtąd można się oddalić na emigrację jedynie samolotem. Inne środki transportu nie gwarantują szybkiego zniknięcia z oczu FSB. Loty tych wycieczek to głównie czartery do miejsc mniej uczęszczanych przez zachodnich turystów. Każda grupa ma swoich opiekunów, jest dość dobrze zdyscyplinowana i unika kontaktów z innymi mieszkańcami tropikalnych kurortów. Przejazdy z lotnisk są organizowane wyłącznie dla danej rosyjskiej grupy, w terminach innych niż normany "rozkład jazdy" turnusów ośrodków wypoczynkowych. Dla wyjaśnienia dodam, że w większości karaibskich, ale nie tylko, ośrodków wypoczynkowych, zrezygnowano z turnusów dziesięciodniowych, na rzecz turnusów tygodniowych. Rosjanie pozostają wyjątkiem o ile dotyczy to grup zorganizowanych.Niby nie jest to nic nowego, niby każdy mógłby przytoczyć takie fakty z własnych obsewacji, o ile często podóżuje po świecie. Ale tym razem uchwycono skalę zjawiska i szczególny charakter tych wycieczek. Skład osobowy wydaje się nie przypadkowy. Większość uczestników wydaje się dość dobrze znać wzajemnie. Wiek, ilość dzieci, dobór osobowości daje wrażenie iż są to często ludzie z jednego środowiska. Brak rozbrykanej młodzieży w wieku dojżewania. Opiekunowie jakby bardziej gorliwi, większa jest też wewnętrzna dyscyplina uczestników, ogólna niechęć do nawiązywania kontaktów osobistych z otoczeniem i obsługą, brak organizowania wycieczek do atrakcyjnych miejsc w pobliżu ośrodka. Bardzo słaba znajomość języków obcych. Ta dziwna hermetyczność zwróciła pewną uwagę. Nie zanotowano też zwyczajowych ekscesów po użyciu alkoholu. To także jakaś nowość w obserwacjach.I proszę pamiętać, to jedynie proste onserwacje z jednego rejonu Ziemi. |
8 |
Ruski ambasador stawia się |
|
|
5 lat temu |
Tak? |
A skądże ma wypływać owa nadzieja? Bo źródła nijak wypatrzyć nie umię.Wszelako pozrawiam nader optymistycznie. |
2 |
Adiunkt jako środek chwastobójczy w środowisku akademickim |
|
|
5 lat temu |
Zastanawiające jest dlaczego |
Zastanawiające jest dlaczego PiS nie podejmuje tej walki? Co jest przyczyną, że w sprawie tak fundamentalnej jak reforma sądów, Duda zawetował ustawy? Bo przecież wyjaśnienia które nam serwował są niewiarygodne i oparte o żadne argumenty. Dlaczego determinacja Kaczyńskiego w mocy użytych środków została zredukowana do minimum, mimo iż to właśnie okazywanie determinacji, zdecydowania i korzystanie z silnych w wymowie środków, wzmacnia poparcie dla działań reformatorskich? Słowem, jaka tajemnica kryje się za zdecydowaną rejteradą, którą obserwujemy? Bo, że od czasu wymiany Beaty Szydło mamy z tym zjawiskiem do czynienia to jest pewne. Zresetowano Dobrą Zmianę i pozostawiono jedynie sprawy gospodarcze w sferze ofensywy. Cała reszta np. polityki historycznej, reparacji, mediów, kultury, promocji Polski, nie wspominając o samorządach czy rolnictwie pozostaje niemal nietknięta Dobrą Zmianą. Chcę podkreślić, że nie chodzi tu o pieniądze jakie rząd w taki czy inny sposób przeznacza na te dziedziny życia, ale o brak oznak stymulowania przemian, o ich niemal niezauważalną zmianę. Nie widać wysiłķów w celu tworzenia warunków dla nieskrępowanej działalności wszelkich inicjatyw społecznych oraz tych kulturowych. Brak na przykład stymulacji środowisk filmowców wolnych od marksizmu. Brak rozwoju wsi, która pozostaje skansenem gospodarczym. Nie widać kontrofensywy ktora mogłaby przełamywać narzucaną narrację oraz ideologię. W czwartkowym programie O co chodzi, nowy marszałek senatu uparcie twierdził że nie ma czegoś takiego jak ideologia LGBT, a Wildstein słabo kontrował. Nam potrzeba bardzo mocnego przekazu w kilku fundamentalych sprawach, by móc dotrzeć do umysłow zatruwanych codziennym wbijaniem do głów Polsków marsistowskiej propagandy. Jeśli tak pójdzie dalej, PiS przegra wybory, ale to będzie tylko jeden z wielu powodów. |
13 |
Intensyfikacja antypolskich postaw |
|
|
5 lat temu |
Katarzyno... |
...tu nie o szczęście chodzi. To że są to ludzie nieodpowiedzialni, bez pomysłu, wiadomo mi bylo od dawna. Jeden z wielu przykladów. Po co chodzili do Sputnika udzielać wywiadów? Ze zgryzoty że ich państwowe media nie zapraszają? Bo co, na złość mamie uszy sobie odmrożę? Wolne żarty. To samo z wyjazdami do Moskwy. Na wycieczkę? Jesienią? Nie ma lepszych miejsc do podziwiania na świecie? Tak się buduje partię polityczną z zakresu prawicowego patriotyzmu? Od kiedy?Są NIEWIARYGODNI. Za dużo znaków zapytania, wątpliwości, pytań bez odpowiedzi.Dlaczego nie zabierałem głosu?Po czynach poznacie ich. Polityk musi być przedewszystkim skuteczny w zgodzie z tym co mówi. Ani skuteczni, ani w zgodzie nie są. Weszli do Sejmu, bo się dogadali z ustawionymi materialnie kryptokomuchami z ZSL. Każde osobno nie miało gwarancji wejścia, a ZSL mialo pietra, że zostaną jak komuchy, na ławce karnej, poza sejmem. Taka ich skuteczność.Mamią mlodych, niecierpliwych bujdami o patriotyzmie, ale posłuchajmy uważnie jak i co mówią. Czy aby nie są to bardzo okrągłe zdania pozbawione podmiotów, a zawierające nadspodziewanie dużo przymiotników? No i żadnych wiążących zobowiązań. Zresztą kto by sie wiązał? Młodzi(?) są.Polityków należy oceniać w długiej perspektywie. Niestety jest to bardzo niewdzięczne zadanie, bo trzeba analizować wypowiedzi oraz postępy rzeczowe, czyli wskaźniki suteczności w długich okresach czasowych. Żaden wyborca zajęty pieluchami, budową czy remontem domu tego nie zrobi. Może to zrobić jakiś fachowiec, dziennikarz. O ile mu się chce, o ile śledzi to wszystko i o ile mu to puszczą w redakcji.O ile? O tyle wynosi wskaźnik prawdomówności mediów. Także tych chcących uchodzić za patriotyczne czy tam prawicowe, co nie jest równoznaczne. Ponadto mamy nadal media niemieckie dla Polaków. A póki oni nadają ton przekazom medialnym, dopóty prawdomówność, czy raczej wiarygodność mediów, (wszystkich mediów - po chwili zastanowienia) - pozostaje wątpliwa.Teraz Konfederacja (prawda?Jaka chwytliwa nazwa? Ciekawe kto im to podsunął? Młodym zapewne kojarzy się z amerykańską bardziej niż Barską) będzie miała okazję wykazania się skutecznością. Czy taką samą jak ongiś Kukiz'15, który mówił to, a robił, czyli głosował, tamto? Zobaczymy.Ja w każdym razie nie wiążę z tym tworem politycznym żadnych pozytywnych nadziei. Będę mile zaskoczony oraz jeszcze bardziej podejżliwy jeśli będę pozytywnie zaskoczony. Taki już jestem. |
7 |
Nasza "сборна" dała popis gry! |
|
|
5 lat temu |
Szanowny księże |
Opisuje tu ksiądz sprawę moralności, ale także w pewnej mierze, sprawę grzechu. Jako katolik, mam odmienne zdanie. W ostatim akapicie użyl ksiądz sfomułowanie odnoszące się do homoseksualistów postrzeganych jak każdy inny człowiek, co to są szargani na kretyńskich... itd. Otóż to sfofmułowanie, odnosi się do homoseksualistów, a zatem do ludzi którzy żyją w ciągłym grzechu. Trwale. Ukształtowane przez KK widzenie sprawy grzechu jest pozbawione odcieni. Grzech jest grzechem. Jest to sytuacja zero-jedynkowa. Homoseksualizm jest i pozostaje grzechem w sposób obiektywny. Ale kolejne zdanie w tym akapicie zdaje się dawać homoseksualistom prawo do obrony. Prawo do obrony ich własnej godności!? To prawo mają mieć osoby, które już tę godność utraciły, bo żyją w grzechu! Trwale i z rozmysłem. A żyć GODNIE, to znaczy żyć bez grzechu. Zatem o jaką godność chodzi?Jak mam powiedzieć mojemu synowi, że taka osoba jest godna szacunku, skoro wiemy, że ta osoba utraciła dobrowolnie swoją godność w oczach katolika? Uprzejmie proszę mi wykazać, udowodnić, bez owijania w biblijne przypisy, na czym polega godność grzesznika?Tak zwyczajnie, czarno na białym, proszę księdza wykazać na czym polega godność grzesznika bym mógł to w prosty sposób przekazać synowi. Bo wedle nauki kościoła, kto skalał się grzechem, utracil godność. Jest grzesznikiem, ma tego świadomość, wie, że określona postawa musi wzbudzać niechęć lub odrazę wiernych KK, ale trwa w grzechu. Choć go nie uznaje.Ale skoro osoba grzeszna nie uznaje swojego postępowania za grzech, to znaczy, że go nie popełnia? Czy osoba którą obserwuje katolik, ale ona nie ma świadomości popełniania grzechu, automatycznie jawi się katolikowi jako osoba bez grzechu?Czy zatem mam przykladać różne miary? Mierzyć godność czlowieka wedle różnych kategorii? Czy może moja obojętność będzie mi poczytana za dobry uczynek, czy raczej jako grzech zaniechania?Czy w mojej wierze mam stosować dwie kategorie do oceny postępowania ludzi? Inaczej oceniać siebie, syna, a inaczej homoseksualistę?Proszę o jasną odpowiedź. Jak mam mieć szacunek do osoby żyjącej świadomie niegodnie, w grzechu? Mam zamykać jedno oko i udawać, że tu gdzie popełnia grzech, ja nie widzę? A cała reszta jest do zaakceptowania? A co z osobą jako nierozdzielną całością? Dla nas żyjących w powłoce cielesnej nie ma miejsca dla dwoistości naury ludzkiej. Dopiero po śmierci oddziela się nasz duch i udaje w nieznane.Czy może mam modlić się do jakiegoś indiańskiego bóstwa, jak niedawno papierz Franciszek?I w końcu co ze mną, proszę księdza? Przecież ja to widzę!Czy aby nie ma nakazu, by się grzechowi sprzeciwiać? Zwalczać? Bo: "Zło, dobrem zwyciężaj!". Jak?Jak zwyciężać, skoro ksiądz wykazuje, że mam akceptować dwoistość postawy homoseksualisty? Ma on godność i ma prawo jej bronić! Jak ja mam się zachować w obliczu tak shizofreniczego pojmowania jego osoby, jakie zaleca mi tutaj ksiądz? Bo dotąd myślałem, że grzech znosi godność ludzką i upodabnia nas do bydlęcia. Do szatana, diabła, człowieka upadłego.Człoweka NIEgodnego!Pozstaję z szacunkiem i proszę o przemyślenia księdza na ten temat. |
|
Kto komu zagraża? |
|
|
5 lat temu |
PiS popadł w imposybilizm |
A dziennikarze, którzy powinni zadawać niewygodne pytania, omijają je z daleka jak tylko mogą. Nawet niepokorny Gadowski bywa zbyt ostrożny. Jakaś epidemia niemówienia otwarcie, jawnym tekstem na zasadzie tak znaczy tak, nie znaczy nie, zapanowała wśród dziennikarstwa, a dziennikarze niezależni, internetowi są zbyt niszowi, nie mają tej siły przebicia i wiarygodności wśród zwykłych odbiorców. Ciągle panuje przekonanie, że tylko wielkie media mówią prawdę (sic!). Już nie wspomnę o wielkiej zmowie przemilczania nazwisk. Nie rozumiem skąd bierze się ta zgoda na milczenie, na wygładzanie wszystkiego. Na aplikowanie nam środków znieczulających i zakładanie nam różowych okularów jako panaceum na luki informacyjne. Nie rozumiem i wszystko we mnie krzyczy w ramach sprzeciwu i negacji tego stanu. A zwykłych ludzi, zapracowanych, skupionych na zajmowaniu się dziećmi, rodziną nie stać na długotrwałe, męczące, wydłubywanie wręcz, tego co jest wartościowe, prawdziwe z tej wielkiej magmy, papki jaką zalewa nas internet, a telewizje w tym pomagają. Publiczna też potrafi nieźle nałgać, albo powykrzywiać. A PiS pewnych tematów nie podejmuje, karmiąc nas codziennie zapewnieniami i nie tykając pewnych tematów z zegarmistrzowską wręcz precyzją. Nie mówiąc o prezydencie. A ja mam tak, że gdy już wszyscy wokól są zadowoleni i cieszą się (vide, ostatnie wybory) to, ja akurat znajduję pierwsze dziury w całym i zaczynam kręcić nosem, wietrząc katastrofę. Nie że ona już nadchodzi, ale widzę, że nie długo nacieszymy się tymi owocami demokracji, widzę ten trend w dół. Ktoś na tt zadał pytanie, to właściwie ile mamy teraz tej demokracji? Odpowiedziałem wtedy, że według mnie mamy jej tyle, ile procentowo ludzi uczestniczy w wyborach, czyli mniej więcej wychodzi 61%. Bo taka była frekwencja. W łoskocie informacyjnym dorównującym Niagara Falls, giną lub tylko migają niczym błyskotki jednorazówki informacje ważne, wymagające zastanowienia, przemyślenia, zweryfikowania, skonfrontowania. Kto ma to czas, kto ma te umiejętności? Zwykły czytelnik? Dlatego między innymi, wielkopowierzchniowe sklepy w rodzaju Tesco, nadal nie płacą podatku mimo, że przecież w każdym praworządnym państwie, każdy poważny biznes takie podatki płaci. PiS nadal chce uchodzić za partię bardzo dbającą o nas, o Polskę. Owszem, dba. Tak jak umie i jak mu na to pozwalają. I nic ponadto. A my to mamy łykać? Być może nowy sejm spowoduje, że PiS pójdzie bardziej radykalną drogą. Osobiście liczę na to. Ale może być, że nie, że będzie się cofał, jak było w sprawie ustawy o IPN i wielu innych sprawach. To samo z PAD. Rząd który chce się wybić na suwerenność, musi znacznie mocniej akcentować swoją niezależność w podejmowaniu decyzji. Inaczej staje się niewiarygodny. Wiarygodność zaś to system dwójkowy, albo jest, albo jej nie ma. A od utraty wiarygodności do utraty władzy bardzo blisko. Jedynie cztery lata, a czasem mniej. Lemingi nie chcą wiedzieć ile wydrenowano i w tym tkwi pierwszy problem. Drugim jest to, że nie mają się skąd o tym dowiedzieć. Trzecim jest ów imposybilizm PiS. Bo media są nadal w łapach niemieckich. |
-2 |
W 12 lat wytransferowali z Polski ponad 622 mld zł. Brawo PO |
|
|
5 lat temu |
Kto? |
Kto trzyma za jaja Bromskiego, skoro naraził się na stratę/bankructwo? Przecież TVP nie przejdzie do porządku dziennego nad stratą kilkudziesięciu milionów! Gdyby jednak reżyser aż tak się zestrachał, to by znaczyło, że nie ma jaj. A w takim razie odwaga prysła jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Różdżki z Czerskiej? Słabe to. Tak czy inaczej, sprawa jest śmierdząca i ma drugie dno. |
1 |
Bromski WYCIĄŁ z filmu kluczowe sceny nawiązujące do afery Amber Gold |
|