Andrzej Waśko pod namiotem Solidarnych 2010

Obrazek użytkownika Grzegorzq
Kraj

W dniu 11 sierpnia na Krakowskim Przedmieściu, przed namiotem Solidarnych gościł prof. Andrzej Waśko. Tematem mini wykładu - "Kanon wartości polskich. (Na marginesie sporów o powstanie warszawskie". Krótkie streszczenie dla tych, którzy wolą czytać niż oglądać.
W stosunku do ważnych wyborów Polaków spotykamy się często z alternatywą pomiędzy postawą romantyczną, a realistyczną. Według profesora obecnie mamy prawdziwy wysyp postaw realistycznych w stylu zaprezentowanym przez Radosława Sikorskiego. Innym przykładem jest makabryczny pomysł prezydenta Stalowej Woli: proces pokazowy przywódców Powstania Warszawskiego. Prelegent zadał otwarte pytanie: Jak wielką niedojrzałość moralną prezentuje osoba roszcząca sobie prawo do podobnego osądu?
(więcej na: http://wpolityce.pl/wydarzenia/12881-makabryczny-pomysl-prezydenta-stalowej-woli-proces-pokazowy-przywodcow-powstania-warszawskiego-sa-protesty).
Odpowiedź na to pytanie jest oczywista, tego typu osądy nie mają żadnego sensu. Uzasadnia to pragmatyka historii. Tragiczność jest w sytuacji wyboru, który staje przed człowiekiem – wyboru pomiędzy dwoma wartościami pozytywnymi., które są równoważne: życie ludzi i niepodległość Polski. Jeżeli wybieramy pierwszą z tych wartości i ją realizujemy, to jednocześnie w tym akcie negujemy tą drugą. I vice versa, jeżeli wybieramy tą druga, to zaprzeczamy tej pierwszej. Jeżeli powstrzymujemy się od wyboru, niczego nie wybieramy, to tracimy wszystko. Przykład: po 17. września był rozkaz nie walczymy z Rosjanami, czy to zapobiegło eksterminacji, wywózkom, zagładzie polskich kresów? Cokolwiek się wybiera w sytuacji tragicznej katastrofa następuje. Trzeba sobie zdawać sprawę z tragizmu historii Polski w XX wieku, żeby się stosownie odnieść do przeszłości. Drugą sprawą jest przyprawianie Polakom łatki irracjonalności i forsowanie tezy o jakiejś przywarze narodu polegającej na trwaniu przy wyborze romantycznym. Przykładem jest artykuł w Rzeczpospolitej redaktora Łukasza Warzechy, w którym głosi, że lepiej by było, gdyby Polacy podejmowali wybory pragmatyczne, nie pod wpływem emocji. Jest to stereotyp fałszywy. Czy ma to odzwierciedlenie w historii? Czy idea powstańcza, czy idea insurekcyjna zrodziła się w romantyzmie? Czy ma to coś wspólnego z epoką romantyzmu, poetami romantycznymi ? Otóż nie, pierwsze polskie powstanie – Powstanie Kościuszkowskie miało miejsce 1794 r. Czy wywołali je romantycy? Otóż, ani Kościuszko nie był romantykiem, ani Hugo Kołłątaj, czy Ignacy Potocki nie byli romantykami. To byli racjonaliści, to byli ludzie oświeceni. Oni sięgnęli po broń i powiedzieli, że Polacy mają się bić. Nie można stawiać znaku równania pomiędzy ideą powstania w historii polski, a romantyzmem rozumianym jako uleganie emocjom. Powszechnie przyjmowana alternatywa realizm, romantyzm nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. Trzeba przestać atakować charakter narodowy, wojownicze skłonności, bo Polacy takich skłonności nie mają. W stosunku do Powstania również należy odrzucić tego typu przeciwstawianie. Nie odmawiajmy sobie suwerenności do podejmowania decyzji w imię wartości zdroworozsądkowych. Przykładem jest tu formułowanie zarzutu braku konsultacji z sojusznikami przy podejmowaniu decyzji o wybuchu powstania. W polskiej kulturze jest kult męczenników sprawy narodowej. Tezą realistów jest zaprzeczanie sensu owego kultu, ale gdzie się wtedy zatrzymamy? Krytykuje się w ten sposób np. marsze 10. kwietnia. Na końcu tego myślenia jest przekonanie, że Polacy nie powinni przypominać Rosji zbrodni katyńskiej. Przykład – książka Marcina Króla z 1986 r. „Podróż romantyczna”, w której autor pisze o szkodliwości podejmowania sprawy Katynia dla polskiej polityki. Stawiana jest teza: dogadajmy się z Rosjanami, etos rycerski zostaje zastąpiony przez etos kupiecki w imię zdrowego rozsądku. Z sukurs przychodzi nam Mickiewicz, który w artykule o ludziach rozsądnych i ludziach szalonych pisze, że zdrowy rozsądek jest bardzo doby ale nie jest trybunałem do sądzenia spraw, które dotyczą wieków i pokoleń. Mocniejszą tezę sformułował prelegent – „Zdrowy rozsądek jest dobry, jest bardzo potrzebny i być może wystarczający do handlu warzywami. Tam powinni trafić ludzie, których mocną stroną jest zdrowy rozsądek. Niech oni się zajmą handlem warzywami, niech założą kioski warzywne na osiedlach, a prawy Polski niech zostawią ludziom, którzy myślą o tym głębiej”. Spotkanie trwało ponad godzinę, zadawano wiele pytań. Więcej w relacji filmowej.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

 Kto jak kto, ale Profesor Waśko ma znakomite wyczucie spraw polskich, polskiego charakteru narodowego. Świetnie diagnozuje sprawy bieżące i dlatego lekturę "Nowego Państwa" na ogół zaczynam zawsze od Jego komentarzy.

Rzeczywiście mamy dziś deficyt postaw, które nazywamy "romantycznymi" i nie chodzi tu bynajmniej o romantyzm typu werterowskiego tylko o szersze znaczenie tego pojęcia, które wychodzi poza ramy czasowe epoki nazywanej romantyzmem.

Romantykami byli Konfederaci Barscy i Żołnierze wszystkich naszych Powstań (kiedyś je tu skruplatnie powymieniałem) oraz wojen, romantyczna była "Solidarność" ("mierz siły na zamiary, nie zamiar podług sił") i Prezydent Kaczyński w Gruzji i teraz romantyczne jest Krakowskie Przedmieście.

Te "romantyczne mrzonki" ("Polacy, żadnych marzeń") okazywały się już kilkakrotnie bardzo skuteczne w odzyskiwaniu podmiotowości przez Naród Polski.

Oczywiście mamy i straganiarzy. Ale i "straganiarze" są nam potrzebni, Panie Profesorze (biedny rozsądny Buchman nie mógł przemówić do rozumu rozgorączkowanej polskiej szlachcie z zaścianka). Bo bywają okoliczności, że nie zawsze warto być tak "wyrywnym". Ileż to najlepszych Córek i Synów Polska utraciła, gdy ocaleli i w nienaruszonym stanie zachowali "substancję" "straganiarze". I teraz dziarsko głosują na "partie rozsądne". Ale, mam nadzieję, nie wszyscy.

Czy np. racjonalnie i trzeźwo patrzący pozytywiści to byli tylko "straganiarze"? Orzeszkowa, która nakazywała trwać tam, gdzie "gniazdo nasze" w przepięknej powieści "Nad Niemnem", Prus, który pokazywał zmagającego się z Niemcami Ślimaka nie byli "straganiarzami",  zdawali sobie jednak sprawę z potęgi przeciwnika i dlatego radzili stosować racjonalne sposoby walki o przetrwanie Narodu.

Dzisiaj sytuacja jest o tyle trudniejsza, wbrew pozorom, że niezwykle łatwo sterować świadomością tłumów. Spece od psychologii społecznej zatrudnieni w odpowiednich instytucjach opracowują całe strategie takich działań, czego w czasach Kościuszki nie znano. Stosuje się też, jak myślę, sterowanie podprogowe, które niegdyś było niemożliwe. No bo skąd "w zaparte" starsi sponiewierani i biedni ludzie, ofiary "polityki miłości" twierdzą, że będą mimo wszystko głosować na PO, a nie na PiS?

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#176534