Kto i kiedy dał im tę forsę?!

Obrazek użytkownika wernyhora90
Blog

Media mainstreamowe. Jak działały przez ostatnie lata każdy widział. Mam pewną hipotezę, którą chciałbym zaproponować, dać do rozważenia. Czy za tym nie stoi jakaś grubsza kasa? Przepraszam, miało być kto, od kogo, gdzie i ile dostał.

Daje to sporo do myślenia, najlepiej to wyszło w ciągu tygodnia po katastrofie. Żadne z głównych mediów nie opisywało przyczyn tej tragedii. Co więcej, taki "Fakt" i "Super Express" właśnie bazują na informacjach po prostu ciekawych, sensacyjnych - bo katastrofa również było - nie było jest sensacyjna sama w sobie i wzbudza ciekawość jako taką. A tu nic...

Kto i kiedy dał im tę forsę?! Nieliczne gazety, "Gazeta Polska", "Nasz Dziennik", "Rzepa"(szczątkowo) potrafiły poruszyć temat. Te gazety są wydawane chyba przez prywatne wydawnictwa, nie państwowe. Nie wierzę, że tak po prostu z czystej miłości do ryżego wodza jeździły po braciach Kaczyńskich.

Pytam jeszcze raz:
Kto i kiedy dał im tę forsę?!
Kto co o tym wie, niech pisze.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Wernychora, twoja wypowiedź skłoniła mnie do troszeczkę głębszej refleksji - o słabości systemu demokracji. Ideą naczelną tego systemu organizacji społeczeństwa, jest wybieranie reprezentantów, którzy w imieniu każdego z nas organizują życie społeczeństwa - ustanawiają reguły funkcjonowania ludzi i organizacji (w tym organizacji gospodarczych - firm), kierują środki z podatków działania mające na celu dobre i bezpieczne życie obywateli. Tyle teoria. Praktyka jak dobrze wiemy wygląda zgoła inaczej. Ja jednak chciałbym zwrócić uwagę na szczególnie groźny mechanizm - taki rak na ciele zdrowego organizmu społecznego. Wybory odbywają się stosunkowo rzadko - co oczywiste - aby wybrani mieli okazję zrealizować swoje, czasami długoterminowe zamierzenia. Jednak ten nieczęsty impuls wyborczy, pozostawia wybranego na naciski organizacji, które mają w d... demokrację. Mając duże środki finansowe i dużo czasu na realizacje swoich celów, można traktować system demokratyczny jak glinę i przy pomocy zakulisowych działań - głównie korupcyjnych przerabiać go na własna modłę. Aby społeczeństwo nie dostrzegało postępującego krok za krokiem regresu w poziomie swojego życia i nie podejmowało wyborów, które mogłyby uzdrowić sytuację, należy działać równolegle w sferze kultury i informacji aby uśpić, zrelatywizować wszystko, rozmydlić, wyśmiać. Kiedy ma się w rękach media - można tego dokonać. W takiej sytuacji demokracja jest w zasadzie bezbronna przed postępująca małymi krokami agresją.
To co teraz doświadczamy na naszym polskim podwórku, to jak po trzęsieniu ziemi, nagle powstały uskok gruntu i na tym uskoku latami nawarstwiane pokłady kłamstwa i manipulacji - teraz ku zaskoczeniu ujawnione naszym oczom. Chwila szczególna - chwila przebudzenia i mobilizacji do walki. Jednak słabość tkwi według mnie u podstaw systemu. Demokracja w sferze prawodawczej i wykonawczej powinna zejść jak najniżej - najbliżej wyborcy aby dobra wola i uczciwość wybranych miała największe szanse przeistoczyć się w działanie. Oczywiście jeżeli to nastąpi - zajmie lata o ile nie pokolenia. Jednak w chwili obecnej - przebudzenia, powinniśmy dobrze zapamiętać lekcję - że nikt nas nie obroni przed zewnętrznym zagrożeniem ani Unia ani USA - bo oni szukają interesu tylko dla siebie. Obronić się możemy sami - szukając wartości we własnym życiu, własnym otoczeniu, mieście, regionie, kraju. Że nasze wybory powinny być oparte na naszych własnych obserwacjach a nie tych sączonych przez główne media - bo to najczęściej jest głos obcy. Obcy i ze względu na wartości i ze względu na interes. Kiedy będziemy mieli niezależność i wolność w sobie - nawet powrót ruskich nam nie zagrozi - będziemy nosić Polskość w sercach.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#57398

Tak sie niedawno zastanawiałam, skąd bierze się niecheć (delikatnie mówiąc) dziennikarzy do PISu w określonych mediach. I wymyśliłam tyle:

1. Wstępnie badają ideologię kandydata przed przyjęciem do pracy (plus wybierają takich, o których wiedzą, że im się nadadzą)

2. Doceniają za pisanie artykułów/ wymyślanie programów będących po linii z ideologią danej stacji/ gazety. Nie sądzę, by odbywało sie to bardzo wprost, raczej: "doskonale się pan spisał", "dobra robota". Innymi słowy: behawioryzm w czystej postaci: nagradzanie za to, co jest "dobre" prowadzi do powtarzania "dobrych" zachowań.

Jakiś czas temu wybuchła "afera", ze dziennikarze piszą dobrze o tych firmach, które na konferencjach dają im drogie prezenty... taka zasada wzajemności.

Ktoś tu niedawno pisał o tym, że w młodzieżówkach PO (w których sa też studenci) mówią np. (cytat z głowy): "bądźcie z nami, to i profesor na egzaminie będzie przychylny, i kasa na zagraniczne stypendium się znajdzie". Myślę, że podobny mechanizm zachodzi tutaj, w przypadku niektórych dziennikarzy.

3. Do tego wszyscy koledzy w pracy robią to samo - co utwierdza delikwenta w przekonaniu, że robi dobrze (tego akurat rozumowania nie pojmuję, ale tzw. owczy pęd to teoria dosyć znana ;) Wzajemnie się nakręcają.

4. Plus - i to powinien być punkt pierwszy - zapewne jest trochę (/wielu) dziennikarzy, którzy robią to, co robią jak najbardziej rozmyślnie. Znaleźli się tam, gdzie są nie przez przypadek... i bardzo dobrze żyją z pewnymi strukturami władzy - tu naiwność nie ma dostępu.

Jeśli chodzi o katastrofę, myślę, że sprawa wygląda jeszcze prościej: po prostu nie wolno im o tym pisać, i tyle. Mało to istnieje form nacisku....

Gazeta Polska, z tego co wiem, generalnie pisze o tym, o czym pisać nie wolno, zdaje się, że Nasz Dziennik podobnie...

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#57406