Zarzynanie św. Andrzeja Boboli w stylu kozackim hajdamackim i banderowskim

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Historia

Św. Andrzej Bobola był 49 jezuitą zamordowanym w XVII w. na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jego objawienie O. Marcinowi Godebskiemu w 1702 r. w Pińsku na Polesiu stało się początkiem wielkiego kultu, którym jest otaczany po dziś dzień. W męczeństwie św. Andrzeja Boboli, jak w soczewce skupia się męczeństwo wszystkich mieszkańców Kresów, którzy doświadczyli osobiście kozackiego noża i nie tylko w latach 1648 – 1667. Ten sam los podzielili Kresowianie w roku 1768, w dniach szalejących na Ukrainie okrutnych hajdamaków, chłopów ukraińskich, mordujących Lachów wszedzie gdzie popadło i na wszelkie, możliwe sposoby. W Rzezi Humańskiej zginęło, jak się ocenia 60 tys. niewinnych ofiar, a w samym miasteczku Humań zamęczono 20 tys. Lachów i Żydów. Te same bestialskie metody stosowali także banderowcy, którzy w latach 1939 – 1947 zamordowali w nieludzki sposób około 200 tys. Polaków, wiele setek Ormian i Rosjan oraz dziesiątki tysięcy własnych rodaków, którzy czynnie sprzeciwiali się ludobójstwu na Wołyniu i Kresach. Trzeba dodać i to, że w latach 1941 - 1942 nacjonaliści ukraińscy i policja ukraińska w służbie niemieckiej, czynnie brali udział w mordowaniu Żydów z Wołynia, Podola oraz z całych Kresów.

Owszem niemal cała historia rodzaju ludzkiego, to nieustanna walka pomiędzy dobrem i złem, miłością i nienawiścią, rozwojem i cofaniem się, budowaniem i niszczeniem. Wiernym zwierciadłem zmagania się tych dwóch realnych i bardzo potężnych mocy są dzieje społeczności polskiej, rozlanej po obszernej i zielonej Ukrainie. Od najwcześniejszych wieków Polacy i Rusini wspólnie budowali na tych ziemiach swoją przyszłość. Raz było lepiej, innym razem gorzej, generalnie jednak rzecz biorąc dobrze. Póki budowano, niekiedy nawet z rozmachem, jak za królów Kazimierza Wielkiego i Zygmunta Starego, póty rozwijała się kultura i wzrastała zamożność, gdy brano się za łby, bywało już różnie, najczęściej źle! Ogólnie jednak rzecz biorąc nie było najgorzej, aż do początku XVII wieku kiedy pod ciężarem, rzeczywiście bardzo poważnych problemów religijnych, społecznych, ekonomicznych i kulturalnych, właściwie zawalił się misterny gmach, mimo wszystko wspaniałej I Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Wydarzeniom tym, towarzyszyło niestety trudne wprost do opisania okrucieństwo i to z obu stron, przy czym wydaje się, że Kozacy prześcigali w tym mistrzostwie Polaków i to na całą długość. Zadnieprze wprost niszczono „ogniem i mieczem”, co przepięknie i zgodnie z prawdą opisał Henryk Sienkiewicz. Ginęły tysiące niewinnych ludzi – zarówno unitów, łacinników, jak i prawosławnych. Jednak szczególnie cierpiała ludność wyznania katolickiego. Prawie wszystkie świątynie katolickie i klasztory zburzono. Ginęli franciszkanie, męczeństwo poniosło wielu dominikanów. Głównie jednak prawosławna kozaczyzna głosiła wojnę przeciw unii i jezuitom. Nie przebierano w środkach, doskonałym przykładem stosowanych wówczas metod i form oddziaływania na swoich przeciwników, urastającym do rangi symbolu jest opis męki św. Andrzeja Boboli, który został zamęczony przez kozaków Bohdana Chmielnickiego 16 maja 1657 r. .

W cennej książce jezuity O. Mirosława Paciuszkiewicza o życiu i dziele św. Andrzeja Boboli, poznajemy istotne fakty z tamtych krwawych dni, tyczące się losów ludności kresowej: „Na Polesiu grasowały oddziały Zdanowicza. Jeden z nich zajął Pińsk. Prawosławni bardzo szybko połączyli się z tymi oddziałami. Unici i Polacy – zarówno świeccy jak i duchowni – w lasach i pobliskich miejscowościach szukali schronienia przed grożącymi napadami. W takich okolicznościach opuścili Pińsk najbardziej zagrożeni spośród jezuitów – księża Szymon Maffon i Andrzej Bobola. Maffon znalazł się w Horodcu, gdzie pracował w kościele parafialnym. Dnia 15 maja rano napadła na plebanie wataha kozaków, zdążająca z Brześcia do Pińska i okrutnie się z nim rozprawiła. Ci sami kozacy przybyli do Janowa dnia 16 maja po południu. Urządzili taką rzeź Żydów i katolików, że i prawosławni wpadli w trwogę. Zaraz im wytłumaczono, iż nie mają się czego obawiać, bo rządy przeszły teraz w ręce kozackie. Muszą jednak najpierw wyciąć w pień wszystkich katolików. Uspokoiło to ludność prawosławną, która stanęła po stronie kozaków i pomagała w ściganiu katolików.”. [O. Mirosław Paciuszkiewicz SJ, Będę jej głównym patronem, Kraków 1995, s. 22]

Oto ostatnia, chwalebna droga św. Andrzeja Boboli, patrona Polski i wszystkich Męczenników Polesia, Wołynia, Podola i całych Kresów. Kozacy Chmielnickiego pod dowództwem płk Zdanowicza dowiedzieli się, że w okolicy znajduje się pewien polski Jezuita Andrzej Bobola SJ, wielki szkodnik, który spowodował odstępstwo wielu ludzi od prawosławia. Usłużni ludzie poinformowali także, że obecnie znajduje się w Peredyle, na dworze Przychockiego, dzierżawcy wsi Mohylna. Wtedy dowódca watahy posłał oddział kozaków z rozkazem ujęcia Boboli i doprowadzenia go do Janowa. Tak rozpoczęły się ostatnie, chwalebne godziny apostoła Pińszczyzny, zwanego „duszochwatem” i „łowcą dusz”.

Oto dokładny opis męczeńskiej śmierci św. Andrzeja Boboli: „Możliwe, że wieści o gwałtach w Janowie doszły już do Peredyla i wskutek nich Bobola wsiadł na wóz, by się schronić gdzieindziej. W każdym razie pewnem jest, że kozacy dopadli go jeszcze w Peredyle, jadącego wozem. Woźnica Jan Domanowski rzucił lejce i zbiegł do lasu, Andrzej zaś pozostał na miejscu i polecając się Bogu, oddał się w ich ręce. Było już po południu. Kozacy powierzyli swe konie Jakubowi Czetwerynce i poczęli natychmiast ‘nawracać’ Andrzeja na wiarę prawosławną. Namowy i groźby nie odniosły skutku, wobec tego obnażyli go, przywiązali do płotu i skatowali nahajkami, poczem odwiązanego bili po twarzy, przyczem Andrzej postradał kilka zębów. Następnie związali mu ręce, umieścili go między dwoma końmi, do których go przytroczyli i ruszyli do Janowa. Kiedy w ciągu czterokilometrowego marszu Bobola opadał z sił, popędzali go nahajkami i lancami, po których pozostały dwie głębokie rany w lewym ramieniu od strony łopatki, prócz tego jedno cięcie, prawdopodobnie od szabli, na lewym ramieniu.

Odarty z odzienia, pokryty sińcami i krwawiącymi ranami, odbył Andrzej swój wjazd triumfalny do Janowa, gdzie eskorta oddała go niezwłocznie w ręce starszyzny. Tu przyjęto go podobno szyderstwami i okrzykami: ‘To ten Polak, ksiądz rzymskiej wiary, który od naszej wiary odciąga i na swoją polską nawraca!’.  Jeden z kozaków dobył szabli i wymierzył cięcie w głowę Boboli, ten jednak wskutek naturalnego odruchu uchylił się i zasłonił ręką, tak, że częściowo udaremnił śmiertelne cięcie, ale za to poniósł bolesną ranę w pierwsze trzy palce prawej ręki.

Równocześnie sprowadzono unickiego proboszcza janowskiego Jana Zaleskiego i uwiązano go do płotu, by go później poddać torturom. Jakiś litościwy wieśniak, korzystając z tego, że Kozacy zajęci byli męczeniem Boboli, przeciął więzy i ułatwił Zaleskiemu ucieczkę. Przygotowane przez kozaków krwawe widowisko ściągnęło liczny tłum ciekawego pospólstwa, wśród którego znajdowali się obok Czetwerynki, Joachim Jakusz, Chwedko, Jan Skubieda, Paweł Hurynowicz, Stasnisław Wojtkiewicz, Dryk i Utnik. Tymczasem kozacy bezzwłocznie zajęli się Bobolą. Kolejności katuszy mu zadanych, wobec chaotycznych zeznań świadków w procesach apostolskich, ustalić niepodobna, zastosowanie ich oraz rodzaj nie ulega żadnej wątpliwości.

Na rynku janowskim w pobliżu drogi, wiodącej do Ohowa, stała szopa Grzegorza Hołowejczyka, służąca za rzeźnię i jatkę. Wprowadzono tam Bobolę, rzucono go na stół rzeźnicki i uwiwszy wieniec z młodych gałęzi dębowych ściskano mu głowę. Następnie, wzywając go do porzucenia wiary katolickiej, przypiekali mu ciało ogniem. Stałość Andrzeja doprowadziła ich do coraz większego okrucieństwa. ‘Temi rękami Mszę odprawiasz, my cię lepiej urządzimy’ , mieli wołać do niego i wbijali mu drzazgi za paznokcie. ‘Temi rękami przewracasz kartki ksiąg w kościele, my ci skórę odwrócimy, ubierasz się w ornat, my cię lepiej ozdobimy, masz za małą tonsurę na głowie, my ci wytniemy większą’ , wołali podobno w dalszym ciągu, zdzierając nożami skórę z rąk, piersi i głowy, odcinając wskazujący palec lewej ręki, końce obydwu  pierwszych palców i wycinając skórę z dłoni.

Łaska, jakiej Bóg udziela swym wybranym męczennikom, krzepiła Bobolę i dodawała mu wprost nadludzkich sił fizycznych i moralnych, dzięki czemu, poddając się woli Boga, wśród jęków wzywał świętych imion Króla i Królowej Mecznników, Jezusa i Maryi, a w odpowiedzi na szyderstwa i bluźnierstwa swych katów, wzywał ich opamiętania. Ci prowadzili swe ohydne dzieło w dalszym ciągu. Wykłuli mu prawe oko, przewrócili go na drugą stronę, zdzierali mu skórę z pleców i świeże rany posypywali plewami z orkiszu, odcięli mu nos i wargi, przez otwór, wycięty w karku, wydobyli język i odcięli u nasady, wreszcie powiesili go u sufitu za nogi, głową na dół i naśmiewali się z ciała, rzucającego się w konwulsjach i skurczach nerwowych: ‘Patrzcie, jak Lach tańczy!’ Dwugodzinne katusze dobiegały już końca, odcięty ze sznura, padł Bobola na ziemię i odziany w najcenniejszy ornat, bo utworzony z purpury krwi własnej, wznosił swe okaleczałe ręce ku niebu, składając u tronu Boga ofiarę z życia i krwi własnej.

Tak kończył swą pielgrzymkę ziemską apostoł miłości i jedności, który prawie całe swe życie oddał na służbę Bogu i dobro dusz, i nie zawahał się nawet przed złożeniem ofiary z swego życia, tego dowodu najwyższego stopnia miłości Boga i bliźniego. Dwukrotne cięcie szablą w szyję, było ukoronowaniem tragedii janowskiej, której padł ofiarą dnia 16 maja 1657 r. Andrzej Bobola”.  

Krytycznego opracowania dziejów Świętego dokonał jezuita ks. Jan Poplatek. Jemu właśnie zawdzięczamy wartościową książkę, zatytułowaną: „Błogosławiony Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego. Życie – Męczeństwo – kult”, wydaną w roku 1936 w Krakowie nakładem Wydawnictwa Apostolstwa Modlitwy. [O. Mirosław Paciuszkiewicz SJ, Będę jej głównym patronem, Kraków 1995, s. 22-24]

Następnego dnia po męczeńskiej śmierci odzyskano zmasakrowane ciało Andrzeja Boboli. Włożono je do trumny i pochowano w podziemiach pińskiego kościoła. Janowski męczennik podzielił los ponad 40 innych jezuitów, zamordowanych w tym czasie na Polesiu. Zapomniano o nim zupełnie na 45 lat.

Znów zaczęło Polsce zagrażać niebezpieczeństwo wojny, tym razem północnej. Groźni i niebliczalni Szwedzi zbliżali się do Polesia od zachodu. Pińsk został zagrożony. Dnia 16 kwietnia 1702 roku rektor kościoła Jezuitów, O. Marcin Godebski, w obliczu zbliżającego niebezpieczeństwa trwał na modlitwie i prosił niebo o ratunek. W niedzielny wieczór ukazał mu się jakiś nieznany jezuita o budzącej sympatię świetlistej twarzy i powiedział: „Szukasz patrona, który ochroni Kolegium? Masz przecież mnie. Jestem twoim współbratem. Andrzejem Bobolą, zabitym przez Kozaków w obronie wiary. Odszukaj moje ciało. Bożą wolą jest bowiem, żebyś oddzielił mnie od innych”.

Odnalezienie zwłok Boboli nie było łatwe. W podziemiach kościoła spoczywało wielu jezuitów, a wszelkie zapiski poginęły w burzliwych dziejach kolegium. Na miejscu nie dało się ustalić nawet daty śmierci, co ułatwiłoby poszukiwania. W nocy z 18 na 19 kwietnia (tym razem świeckiemu zakrystianowi) ukazał się Bobola po raz wtóry i dokładnie określił miejsce, w którym został pochowany. Po trzech godzinach pracy wykopano z ziemi trumny z łacińskim napisem: „Ojciec Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego przez kozaków zabity”.

 Po otwarciu trumny ujrzano zwłoki, które zachowały świeży wygląd, ze wszystkimi śladami tortur. Po przebraniu relikwii w nowe szaty przełożono je do drugiej, przygotowanej uprzednio trumny. Wiadomość o odnalezieniu ciała, które w wilgotnej piwnicy, wśród rozkładających się trupów, zachowało świeżość, obiegła Polesie lotem błyskawicy. Mieszkańcy Pińska, Janowa i okolic zaczęli przypominać sobie fakty opowiadane kiedyś przez starców. Odżyło nagle ustne podanie o heroizmie Andrzeja. Okoliczna ludność tłumnie przychodziła teraz do okienka krypty, w której spoczywał Bobola, by oddać mu hołd. Zaczęły się mnożyć łaski i cuda. Andrzej Bobola roztoczył opiekę nie tylko nad jezuickim kolegium. Gdy w latach 1709-1710 straszna zaraza pochłonęła tysiące ofiar, jedynie Pińszczyzna została ochroniona przed epidemią. Mnożyły się łaski wypraszane za jego pośrednictwem. Rychło sława męczennika przeniosła się poza granice Polski.

Św. Andrzej Bobola został ogłoszony błogosławionym 30 października 1853 r. w Rzymie przez papieża Piusa IX, a zatem blisko 200 lat po Jego męczeńskiej śmierci z rąk ruskich, prawosławnych kozaków Bohdana Chmielnieckiego. Jego chwalebna kanonizacja miała miejsce 17 kwietnia 1938 r. w Rzymie, a dokonał jej papież Pius XI. 8 czerwca 1938 r. cudownie zachowane ciało św. Andrzeja Boboli specjalnym pociągiem zostało uroczyście przetransportowane z Rzymu do Polski i od 17 czerwca 1938 r. znajduje się w Warszawie. 13 maja 1989 r. złożono je w nowo wybudowanym Sanktuarium św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowickiej 61, przy którym 16 maja 2007 r. utworzono muzeum poświęcone jego pamięci. Od 16 maja 2002 r. św. Andrzej Bobola jest drugorzędnym patronem Polski, a Jego święto przypada 16 maja.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:12)

Komentarze

 

             

 

 

 

                

https://www.stbobola.co.uk/en/video-online

https://youtu.be/IGFJWAv6u1I

 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1513401

To jedna z najpiękniejszych polskich świątyń w Londynie w całości należąca do Polaków. Taka świątynia w centrum Londynu to skarb duchowy i materialny. Jest przepięknie ozdobiona setkami tablic pamiątkowych polskich oddziałów zbrojnych, biorących udział w walkach podzcas II wojny światowej, począwszy od II Korpusu Polskiego.

Józiu serdeczne dzięki za ten wpis! W piątek 27 maja będziemy z żoną w św. Andrzeju Boboli na mszy świętej wieczornej z okazji, co miesięczego spotkania wspólnoty: Spotkania Małżeńskie (Dialog Małżeński). Może  dałoby się przy okazji spotkać i uścisnąć prawicę? Raz jeszcze pozdrawiam. 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1513419

Znam tam niemal kazdy centymetr kwadratowy :-))

"na piechote" mam tam ok.10 min

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1513494