Papieżu Franciszku gdy św. Maksymilian Maria Kolbe kończył żywot w bunkrze głodowym w tym właśnie czasie abp Szeptycki zdradzał Polskę i błogosławił Hitlera

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Kraj

Dziś (środa 27 lipca) do naszej ojczyzny przybył Ojciec Święty Franciszek. Wczoraj bowiem rozpoczęły się oficjalnie w Krakowie Światowe Dni Młodzieży. Gość w dom Bóg w domu. Jutro papież Franciszek będzie się modlił na Jasnej Górze, a w piątek w obozie Auschwitz – Birkenau. Podczas wizyty w obozie koncentracyjnym na pewno będzie wspominana osoba, życie i męczeńska śmierć św. Maksymiliana Maria Kolbe. Po temu zdecydowałem się prosić papieża Franciszka, by raz jeszcze w stosownej chwili przeprowadził refleksję nad tym wszystkim, co obecnie dzieje się na Ukrainie, gdzie zachodzi ordażający proces gloryfikowania zbrodniarzy z OUN – UPA. Dziś jednak postanowiłem skupić się jedynie na moralnym autorytecie, tych ludobójców na długo przed i w trakcie II wojny światowej, znaczy na osobie abp Andrzeja Szeptyckiego ze Lwowa.

 

            Gdy św. Maksymilian miłością kruszył reżym hitlerowski....       

Na jego przyszłe losy istotne znaczenie miało widzenie jakie miał w kościele św. Mateusza w Pabianicach. Jak sam Maksymilian wspominał po latach: „Prosiłem Matkę Bożą, żeby mi powiedziała, co ze mną będzie... Wtedy Matka Boża pokazała mi się trzymając dwie korony: jedną białą, a drugą czerwoną. Spytała, czy chcę tych koron; biała miała oznaczać, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę dwie.....”.

A zatem kiedy czas się dopełnił i nastała straszna, demoniczna II wojna światowa, ojciec Maksymilian Maria Kolbe OFMConv. powtórnie aresztowany 17 lutego 1941 r., przesłuchiwany i więziony na Pawiaku, trafił w końcu do samego piekła na ziemi. 28 maja 1941 r. trafił do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, gdzie otrzymał numer 16670. W końcu lipca zdarzyło się, że zbiegł jeden z więźniów z bloku 14A w Auschwitz-Birkenau (polskie radio podaje datę 2 sierpnia).

Podczas apelu w obozie 29 lipca 1941 r. komendant obozu - lagerführer Karl Fritsch skazał dziesięć osób na śmierć głodową. Taka była procedura w obozie, że za jednego, który ucieknie, dziesięciu idzie na śmierć. Natychmiast zarządzono apel dla więźniów i esesmański kat zaczął typować skażańców. Te chwile grozy, tak wspominał po latach dla polskiego radia Franciszek Gajowniczek: „W czasie tej wybiórki ja stałem gdzieś w środku. Nagle podszedł lagerführer i wskazał na mnie, że mnie też trzeba wyprowadzić do tych skazańców.”.

Franciszek Gajowniczek (ur. 1901 r.) jako zawodowy żołnierz we wrześniu 1939 r. po kapitulacji twierdzy Modlin, dostał się do niewoli niemieckiej. Przy próbie ucieczki został aresztowany przez Gestapo. Podczas śledztwa znęcano się nad nim przez 7 miesięcy. Od 8 października 1940 roku był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.

Wspominał zatem po latach: „Ojca Maksymiliana znałem z bloku, na którym byliśmy razem, więc on nie ukrywał tego, że jest księdzem katolickim, pocieszał więźniów, podtrzymywał na duchu. Odmawiał z więźniami wspólne modlitwy, za co był nieraz bity przez kapo i przez SS-manów”.

Gdy tamtego pamiętnego dnia, ten feralny los przypadł właśnie na niego, przerażony zdążył tylko wykrztusić, że żal mu jest dzieci i żony. Wypowiedział to na tyle głośno, że ojciec Maksymilian Kolbe, który stał niedaleko usłyszał te słowa. I wtedy stała rzecz niezwykła, rozpoczęła się oto chwalebna droga przyszłego świętego narodu Polskiego i całego świata.

Ojciec Maksymilian Maria Kolbe, ubogi franciszkanin, wystąpił z szeregu więźniów, skierował się przed lagerführera i powiedział, że on chce pójść za jednego z wybranych. Powiedział po prostu szwabowi, który czuł się zapewne niemal jak Bóg w twarz: „Mam już blisko pięćdziesiąt lat, życie moje przeżyłem, a Ten ma życie przed sobą. Ma żonę i dzieci, on jest im potrzebny. Niech on przeżyje, ja chcę pójść za niego”. Zaskoczonemu hitlerowcowi, który pytał dlaczego chce pójść na śmierć za obcego człowieka, odpowiedział jeszcze bez lęku: „Chcę innym dodać odwagi do życia”.

Odprowadzono zatem skazańców w miejsce Ich przeznaczenia na blok nr 11, rozebrano do naga i wrzucono do celi. Mieli tam umrzeć z głodu i zimna! Ojciec Maksymilian żył najdłużej, bo jeszcze 14 sierpnia przyszedł SS-man, zobaczył, że on żyje i dobił go zastrzykiem z trucizną.

Tymczasem wyratowany przez niezwykły akt miłosierdzia Franciszek Gajowniczek przebywał w Auschwitz – Birkenau do 25 października 1944 roku, potem został przetransportowany do  obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, niedaleko Berlina. Podczas ewakuacji w maju 1945 roku wraz z innymi więźniami został uwolniony przez Amerykanów. Po II wojnie światowej udało mu się odnaleźć żonę w Rawie Mazowieckiej, synowie jednak nie przeżyli. Zginęli podczas bombardowania Rawy Mazowieckiej 17 stycznia 1945, w czasie sowieckiej ofensywy. Franciszek Gajowniczek zmarł w 1995 r. w Brzegu na Opolszczyźnie w wieku 94 lat, a pochowany został na cmentarzu przyklasztornym franciszkanów w Niepokalanowie.

O. Maksymilian Kolbe został beatyfikowany przez papieża Pawła VI w 1971 roku. Jedenaście lat później, 10 października 1982 został uznany za świętego. Kanonizacji dokonał papież Jan Paweł II. Powyższe, jakże cenne informacje o naszym wielkim świętym, zaczerpnąłem ze strony:

http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/800059,Franciszek-Gajowniczek-zawdzieczal-zycie-sw-Maksymilianowi-Kolbe

            Tylko na tym przykładzie męczeństwa św. Maksymiliana Maria Kolbe możemy zobaczyć, że możliwe jest zachowanie ludzkiej godności, nawet w takim piekle, jakim był hitlerowski obóz koncentracyjny.

           

            ....abp Szeptycki zdradzał Polskę i podle błogosławił bestię

Jakże inaczej jednak zachowywał się abp Andrzej Szeptycki ze Lwowa, który po wkroczeniu armii sowieckiej do Lwowa, zaleca swemu klerowi całkowitą współpracę z nową władzą, choć wcześniej odnosił się do niej zdecydowanie negatywnie. Pisze o tym na swojej stronie pan Aleksander Szumański, publicysta z Krakowa, a rodem z inteligenckiej rodziny ze Lwowa.

Trzeba także koniecznie podkreślić, że przekroczenie polskiej granicy wschodniej przez Sowietów 17 września 1939 r., było zwyczajnym ciosem w plecy Polsce, walczącej na śmierć i życie z najazdem Hitlera. W grudniu 1939 r. abp Szeptycki, potajemnie wyświęca na biskupa Josyfa Slipyja.

O świcie 22 czerwca 1941 r. rozpoczęła się operacja „Barbarossa” i trwała aż do 5 grudnia 1941 r., czyli do pierwszej sromotnej klęski Niemców pod Moskwą. III Rzesza rzuciła przeciwko ZSRR 4 730 000 żołnierzy i b. nowoczesny, sprawdzony w walkach sprzęt bojowy. Już kilka dni później hitlerowcy wspomagani przez swoich sojuszników, ukraińskich nacjonalistów, wkroczyli triumfalnie do polskiego Lwowa i z marszu zaczęło się najprawdziwsze piekło. Lucyfer święcił swoje zwycięstwo, a miasto zasnuła dosłownie czarna chmura nienawiści, która przez następne dni, zbierała straszne żniwo, choć de facto było to tylko uwerturą do niepisanego ludobójstwa z lat 1943 – 1945.

Jako pierwszy przekroczył granice „zawsze wiernego miasta”, złożony z Ukraińców i Niemców batalion „Nachtigall” (pododdział pułku Brandenburg). Było to 30 czerwca, o godz. 4.30 rano, siedem godzin przed zajęciem miasta przez 1 Dywizję Strzelców Górskich Wehrmachtu. Już godzinę później delegaci ukraińskiego batalionu „Nachtigall” z sotnikiem Romanem Szuchewyczem na czele i z niemieckimi oficerami, którzy z nim byli, oraz z całym tłumem wiernych stali pod katedrą św. Jura we Lwowie. Metropolitę Andrzeja Szeptyckiego wyniesiono skrzętnie na balkon, skąd udzielił a jakże błogosławieństwa nazistom i ich sojusznikom, zebranym na dziedzińcu, żołnierzom batalionu „Nachtigall” i wszystkim tam zgromadzonym, zapisał na kartach książki „Patriarcha Galicyjski”, zasłużony w tematyce badań nad zbrodniami ukraińskimi Prof. Edward Prus.

By i tego nie było mało, jeszcze tego samego dnia, wieczorem o godzinie 20: 00 we Lwowie, członkowie banderowskiej frakcji OUN, proklamowali niepodległość Ukrainy i powstanie tzw. rządu Jarosława Stećki. Specjalna delegacja udała się także do abp Andrzeja Szeptyckiego, by oficjalnie błogosławił Ukrainę w sojuszu z hitlerowską III Rzeszą Niemiecką, a ten zaraz pobłogosławił, tym samym zdradzając otwarcie II Rzeczypospolitą Polskę, której przysięgał wierność, tym samym stając się podłym zdrajcą. W ten oto sposób rozpoczął się kolejny już etap, zupełnie jawnej i bezpardonowej kolaboracji z hitlerowską III Rzeszą bynajmniej nie zrażając się faktem zdrady II Rzeczypospolitej Polskiej.

Naturalnie w ruch poszła świetnie przygotowana wcześniej, a prężnie działająca w podziemiu machina propagandowa. Rozlepiane wszem i wobec odezwy, obwieszczały ludności Lwowa zamiar OUN – B proklamowania „Ukrajińskoj Samostijnoj Derżawy”. Nie mogło się obejść także bez złowrogich prowokacji i ostrych, brutalnych wręcz ataków na ludność żydowską i polską. Dla przykładu ulotki OUN wręczane przechodniom, wzywały w tym czasie jawnie do mordów: „Lachów, Żydów i komunistów niszcz bez litości, nie miej zmiłowania dla wrogów Ukraińskiej Rewolucji Narodowej”. Czy może być lepszy dowód na sianie nienawiści i to już od pierwszych chwil okupacji niemieckiej.

Nadto już po zajęciu Lwowa przez hitlerowców, już w pierwszych dniach lipca 1941 r., abp Szeptycki wydał odezwę witającą Adolfa Hitlera, jego armię i nowy ustrój, jednocześnie opublikował potępienie: „nieludzkiego i niehumanitarnego... ateistycznego Związku Radzieckiego”. Pisał on w liście pasterskim do wiernych jasno i bez pardonu: „Zwycięską armię niemiecką, która zajęła już niemal cały kraj, witamy z radością i wdzięcznością za oswobodzenie od wroga”. I dalej: „Żeby Najwyższemu podziękować za wszystko, co nam dał i uprosić potrzebne łaski na przyszłość, każdy duszpasterz odprawi w najbliższą niedzielę dziękczynną Mszę Świętą, a po pieśni Ciebie Boże chwalimy zaintonuje mnoholitije (pieśń gratulacyjna) zwycięskiej armii niemieckiej”.

Już 6 lipca 1941 r. Metropolita grekokatolicki Abp Andrzej Szeptycki zarządził modlitwy we wszyskich sobie podległych cerkwiach za pomyślność bestii Adolfa Hitlera i jego demonicznej armii hitlerowskiej.

W czasie okupacji hitlerowskiej wobec braku prymasa Polski i nuncjusza apostolskiego, metropolita Szeptycki wbrew podpisanemu przez siebie w 1925 r. porozumieniu z władzami Polski oraz wbrew konkordatowi, prowadził samodzielną politykę lojalności wobec hitlerowców, kontaktując się także z episkopatem Niemiec, czego efektem była m.in. materialna pomoc niemiecka dla grekokatolików.

Po zdobyciu przez hitlerowców Kijowa, 29 września 1941 r. wysyła do bestii III Rzeszy Niemieckiej Adolfa Hitlera obrzydliwy list z gratulacjami. A w nim pisze pełną, (możliwe że podkarmioną niemieckimi konserwami) gębą:

 

„Jego Wysokość Führer Wielkiej Rzeszy Niemieckiej – Adolf Hitler.

Wasza Ekscelencjo!

Jako zwierzchnik katolickiej Cerkwi, przekazuję Waszej Ekscelencji serdeczne poważania z okazji zajęcia stolicy Ukrainy, zlotowierzchniego miasta nad Dnieprem – Kijowa....

Widzimy w Panu, niezwyciężonego wodza niezrównanej i sławnej Armii Niemieckiej. Sprawa zniszczenia i wykorzenienia bolszewizmu, jaką Pan, jako  Führer Wielkiej Rzeszy Niemieckiej przyjął za cel w tym pochodzie, zaskarbia Waszej Ekscelencji wdzięczność całego chrześcijańskiego świata. Ukraińska Cerkiew grekokatolicka wie o historycznym znaczeniu potężnego ruchu Narodu Niemieckiego pod Pańskim kierownictwem. Będę się modlił do Boga o błogosławieństwo zwycięstwa które się stanie rękojmią trwałego pokoju dla Waszej Ekscelencji, Armii Niemieckiej i Niemieckiego narodu.

Z osobistym szacunkiem. Andrzej hrabia Szeptycki – metropolita.”

 

Dwuznacznie zachował się wobec zwycięskich Rosjan, którzy wkroczyli do Lwowa 27 lipca 1944 r. W październiku 1944 r. wysłał np. do Józefa Stalina list z gratulacjami i podziękowaniem za przyłączenie tzw. ziem zachodnio - ukraińskich do Wielkiej Ukrainy [USRR].Chodziło o polskie ziemie wschodnie II RP zaanektowane przez ZSRR.

Naturalnie zawsze znajdywali się tacy i owacy, szczególnie wśród Ukraińców, ale nie tylko, bo i wśród spolegliwych Polaków, tacy by się napatoczyli, którzy na różne sposoby starali się wytłumaczyć podłe postępowanie tego ukraińskiego hierarchy Cerkwi katolickiej. Najczęściej powtarzane banialuki, znane i wyświechtane, to oczywiście, że metropolita popełniał liczne i poważne błędy, wpadki, czy jakby to tam jeszcze nazwać ponieważ był już b. wiekowy, zniedołężniał duchowo i fizycznie. Oczywiście nie mogłoby zabraknąć koronnego argumentu, że metropolita był zwyczajnie niedoinformowany, a nawet w niezawiniony sposób izolowany od trudnej, wymagającej ważnych przecież decyzji sytuacji wojennej i całej tej złożonej, brutalnej rzeczywistości, szczególnie zaś jeśli chodzi o póżniejsze ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Jakże jasno, klarownie i logicznie obala to wszystko Dr Andrzej Zięba z Uniwersytetu Jagielońskiego w cennej rozprawie: „Szeptycki w Europie Hitlera” . Pisze tam bowiem bez retuszu o roli politycznej metroplity i jego moralnej postawie: „[...] Jeżeli był on w tym czasie w jakimś sensie ponadprzeciętny, to na pewno był ponadprzeciętnie zaangażowany i aktywny. Uczestniczył w wypadkach, usiłował wykorzystać ich bieg, wpłynąć na ich kształt oraz na sposób ich postrzegania przez innych. Tym różnił się od olbrzymiej większości biskupów europejskich, w tym też polskich, którzy byli albo ofiarami albo świadkami wojny. To w ich wypadku można badać, jakie postawy zajmowali. On w tej wojnie brał udział jako polityk narodowy, kalkulował ewentualne korzyści z niej, w listach do wodzów niemieckich domagał się uznania swojej wspólnoty za sojusznika i partnera wojennego. Dlatego w jego wypadku analizować trzeba osobisty udział i odpowiedzialność za konsekwencje wojny, a nie tylko postawę wobec nich.

Niezwykła jak na starego i chorego człowieka aktywność polityczna wyklucza też często spotykaną w historiografii polskiej i ukraińskiej tezę o tym, że Szeptycki był izolowany lub niedoinformowany z uwagi na podeszły wiek i chorobę, co miało mu uniemożliwić orientację w rzeczywistości wojennej oraz czynne przeciwstawienie się złu. Naiwne wydają się tłumaczenia, jakoby metropolita nie wiedział, co się dzieje lub, że z racji zniedołężnienia starczego nie mógł reagować na bieg wypadków. Wiedział nie tylko bardzo dużo, ale wiedział też na bieżąco. Nie można nazwać izolacją przyjmowanie setek ludzi rocznie: Ukraińców, Niemców, Polaków, Żydów, gości z zachodniej Europy, księży, zakonnic i świeckich, żołnierzy, polityków, dyplomatów, okupantów i przywódców podziemia, inteligencji i ludzi prostych, w różnym wieku i obu płci. Do tego była jeszcze obszerna i napływająca z całej Europy legalnie i nielegalnie korespondencja w różnych językach, prywatna i urzędowa. Obejmowała nawet takie drobne tematy jak osobiste podziękowanie za futro baranie, ofiarowane Szeptyckiemu przez ukraińskiego zarządcę pożydowskiej fabryki futrzarskiej we Lwowie w grudniu 1943 roku. Kolejne źródło informacji to gazety oficjalne, nasłuch radiowy, wydawnictwa podziemne. Metropolita nagrywał w tym czasie dla radia niemieckiego swe przemówienia do wiernych. Nie można zapomnieć i o informacjach dostarczanych przez osoby zaufane, a nade wszystko przez rodzonych braci metropolity, ihumena Klemensa i emerytowanego generała Stanisława, którzy w czasie okupacji niemieckiej bez żadnych ograniczeń przemieszczali się po Lwowie i prowincji.

Również pozostała rodzina odwiedzała metropolitę, pisała do niego z różnych miejsc i opowiadała o aktualnych wydarzeniach. Ponieważ jako Polaków dotykały ich represje niemieckie, sowieckie i ukraińskie, choćby z tego powodu metropolita, czy chciał, czy nie, musiał być dokładnie poinformowany o tym, co się z Polakami w tym czasie działo. O nieświadomości nie może być mowy także dlatego, że metropolita wszystkie te dane, których mógł mu pozazdrościć każdy wywiad państwowy, w pełni rozumiał i panował nad nimi. Niemal do ostatnich miesięcy swego życia intensywnie pracował intelektualnie, czytał, dyskutował, dyktował listy, przygotowywał rozprawy i dokumenty synodalne, rozważał, opracowywał strategie polityczne i duszpasterskie. Analiza jego korespondencji i pism oraz relacje osób, które z nim rozmawiały, świadczą o dobrej orientacji w wydarzeniach i o pełni władz umysłowych. [...]”. [Dr Andrzej Zięba, Szeptycki w Europie Hitlera, Prawda historyczna, a prawda polityczna w badaniach naukowych pod red. Bogusława Pazia, Kraków 2013]

Zmarł 1 listopada 1944 r., w 79 roku życia. W ostatniej drodze towarzyszyła mu kompania honorowa wojsk radzieckich. Spoczął w podziemnej krypcie archikatedry św. Jura we Lwowie.

Dwukrotnie, w 1958 r. i 1962 r., podejmowano starania o beatyfikację abp Andrzeja Szeptyckiego, jednak Watykan odrzucił te wnioski.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:10)

Komentarze

pasterz z pozoru

 

za grosz nie mieć wiary

mniej jeszcze honoru

bestii nisko się kłaniać

pasterzem być z pozoru 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1517243

A Ukraińcy popowie błogosławili siekiery, widły, topory, noże, cepy, by łatwiej i sprawniej zabijały Polaków.

A dzisiaj pejsaty prezydent Poroszenko stawia dla tych Ukraińskich katów narodu Polskiego, pomniki wdzięczności.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1517245

No i się wkurzyłem.

Uważnie obserwuję ŚDM i przysłuchuję się i nie znajduję podstaw do tak formułowanych tez.

Popatrzmy na ten podtytuł z grubej rury:

" Gdy św. Maksymilian miłością kruszył reżym hitlerowski....  "

Treśc tego zdania jest sprzeczna z faktycznymi wydarzeniami i z tym co dzisiaj Franciszek powiedział w Częstochowie o cichych, działających skromnie i oddolnie bohaterach naszej wiary.

A tu autor wali z grubej rury swoje, mądrzejszy do Franciszka. Darowałem więc sobie dalsze czytanie.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1517249

Wpis dotyczy głównie faktu uznania przez papieża Franciszka heroiczności cnót abpa Szeptyckiego.

A jakie są fakty - niestety - wiemy.

W otoczeniu papieża nie znalazł się nikt, kto mógłby pawidłowo naświetlić "cnoty" Szeptyckiego, ani też przypomnieć historię poprzednich zabiegów grekokatolickich repezentantów w Kościele  o rozpoczęcie procedury "uświęcenia" Szeptyckiego.

Jedyna pociecha, że Pan Bóg jest Prawy i absolutnie Sprawiedliwy, suwerenny w swoich ocenach. Na nic różne wysiłki tych politycznie poprawnych.

Pzdr

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1517251

Katarzyno,

by podkreślić PRAWDĘ słów Twoich pozwolę sobie zacytować fragment Księgi Ksiąg: BÓG NIE BĘDZIE SĄDZIŁ Z TEGO CO SŁYSZY, ANI NIE BĘDZIE SĄDZIŁ Z TEGO CO WIDZI, ALE BĘDZIE SĄDZIŁ SPRAWIEDLIWIE......

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0
#1517256

Jestem pewien, że w otoczeniu Franciszka są ludzie, którzy opowiedzieli jemu życiorys Szeptyckiego. Na próby wyświęcenia tegoż  "biskupa" reagowali już polscy biskupi i prymas Stefan Wyszyński. Chyba dlatego te próby spaliły już dwukrotnie "na panewce". Wierzę, że polscy biskupi i tym razem odpowiednio reagują na naciski ukraińskiego lobby.  Ukraińskie lobby w Watykanie jednak próbuje ponownie dopiąć swego, mam jednak nadzieję, że i tym razem nie osiągną swego celu.

Serdecznie pozdrawiam.

 

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0

Bądź zawsze lojalny wobec Ojczyzny , wobec rządu tylko wtedy , gdy na to zasługuje . Mark Twain

#1517262

O stosunku papieża do Szeptyckiego nie dowiedziałem się za sprawą autora, który, formułując histeryczne formuły strzelił sobie w stopę i zniechęcił do dalszej lektury. Ponadto, akurat ten temat nie jest tematem związanym z 1050 leciem chrztu Polski. Trzeba wiedzieć co można powiedzieć stosownie do okoliczności, na tym polega kindersztuba.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1517263

Wkurzyłeś się Zetjocie ?

Czyż PRAWDY:  " Gdy św. Maksymilian miłością kruszył reżym hitlerowski....  "  nie Napisał Autor ? Na PRAWDĘ się wkurzać nie przystoi.  A Szeptycki był Judasz i trafić winien tam, gdzie miejsce judaszów.....

Dziękuję Autorowi za Tekst. Za dotknięcie bolesnej PRAWDY.

Dziękuję i Pozdrawiam

 

 

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0
#1517254

Proszę nie mieszać różnych rzeczywistości:

"kruszył reżim".

Kruszyć to kruszyły bomby i armaty.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1517271

Proszę się nie wymądrzać i nie szykać dziury w całym!...

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1517287

Mówił, że wiarą góry przenosić można, a Ty wątpisz Zetjocie w kruszenie reżimu Czynem Wielkim Maksymiliana Kolbego ?

A mała dziewczynka w kościele w Rosicy co rzuciła  się do nóg niemieckiego bandyty, całując jego buty by wyprosić życie  dla matki swej, i rzuciła się powtórnie by wyprosić życie dla ojca swego, i rzuciła się raz jeszcze, by wyprosić życie dla maleńkiego braciszka, nie skruszyła serca zbrodniarza ?  który zamiast śmierci w płomieniach, darował życie najbliższym małego dziecka, małej dziewczynki? Czy to nie było też kruszenie reżimu w tak niezwykłej formie ?

A Poczytaj jeszcze Zetjocie o Cudzie na Filipinach i Zobaczysz jak skruszono różańcem i modlitwą reżim Ferynanda Marcosa.........biskupa też niestety 

http://www.sekretariatfatimski.pl/rozaniec/259-cud-na-filipinach

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1517297

Hitlerowcy we wszystkich swoich działaniach, wobec podbitych, zniewolonych narodów, czy to wprost, czy pośrednio, ale zawsze zabiegali, by człowiekowi, więźniowi odebrać jego godność. Sowieci czynili zresztą zawsze tak samo! Jest to główny cel każdego systemu totalitarnego, każdego satrapy i w ogóle każdego terrorysty. Chodziło o to by sprowadzić człowieka do poziomu zwierzęcia, które nie ma prawa myśleć, może co najwyżej jeść, spać, pracować i wydalać. Jednak co najważniejsze więzień ma za wszelką cenę walczyć o przeżycie, ma się panicznie bać pana, donosić na każdego na kogo tylko się da donieść, byleby tylko dostać jeszcze jedną kromkę chleba, zgniłego kartofla, nadzieję że przeżyje jeszcze jeden dzień w obozie. Wydwałoby się zetjocie, że jest to dla Ciebie jasne, ale chyba niekoniecznie!

Spieszę zatem z rozjaśnieniem Twoich zakurzonych nieco emocji. Otóż św. Maksymilian Maria Kolbe swoim świadomym wyjściem przed szereg setek współwięźniów oraz swoją ponadczasową decyzją, by ofiarować swoje życie za drugiego człowieka, złamał szczękę lucyfera, który człowiekowi te życie, a wcześniej i godność, za wszelką cenę chce zawsze odebrać. Św. Maksymilian pokazał wszystkim ludziom wczoraj i dziś, że miłość może pokonać ostatecznie śmierć i że strach, lęk i śmierć nie mają tu absolutnie ostatniego słowa. Św. Maksymilian Maria Kolbe przywraca zatem ludziom złamanym na duchu ich pierwotną godność i wraca niejako każdego z nas na powrót do życia. I w tym oto znaczeniu zetjocie św. okularnik i chudzina z Oświęcimia bez dwóch zdań kruszy miłością reżym hitlerowski w pył i na zawsze.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1517295

 Witam! Nie zakłamywajmy prawdy! To nie hitlerowcy,to Niemcy mordowali! To Niemieckie obozy zagłady!

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

ronin

#1517307

ktury z koscielnych dostojnikow wysuna kandydature zaprzanca, zdrajcy i obludnika do kanonizacij podejrzewam ze musiala to byc nie mniejszego kalibru kanalia od Szeptyckiego.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

adolfnr2

#1517255

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-3

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1517275

swąd Lucyfera

 

na dobre swąd Lucyfera

w Watykanie zagości

gdy zbrodnie się wyniesie

do rangi świętości

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1517304

"zbrodnie się wyniesie

do rangi świętości"

Nie pierwszy to raz w dziejach kościoła. W dawnych czasach wielu zbrodniarzy uznanych potem "świętymi" miało przydomek "pobożny" pracując mieczem, intrygą i zdradą dla kościoła.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

ość

-----------------------------------

gdy prawda ponad wszystko, życie bywa piękne

wtedy żyć się nie boisz i śmierci nie zlękniesz

#1517309

Skoro już piszesz o wielu zbrodniarzach wyniesionych na Ołtarze przez Kościół katolicki, to trzeba zaraz podać przynajmniej jeden konkretny przykład i choćby kilka ważnych szczegółów, a tymczasem ten komentarz można zakwalifikować jako niskie i nieakceptowalne pomówienie. Nie ma zgody na taką postawę!

Dla przykładu nawet jeśli młody Franczesko z Asyżu, jako młody rycerz brał czynny udział w walkach, to jednak b. szybko obrzydził sobie ten styl życia, porzucił i dobrowolnie został żebrakiem. Do profesji rycerskiej nigdy więcej nie wrócił i nie tęsknił. Stał się ojcem założycielem zakonu Franciszkanów. Podobnież młody szlachcic Ignacy Loyola z kraju Basków należącego do Królestwa Nawarry, pędził rzecz można b. frywolny styl życia rycerskiego i nie uciekał od normalnych uciech tego stanu, jak karty, kobiety, pojedynki. W 1521 r. podczas wojny Francji z Hiszpanią i w bitwie o Pampelunę, został poważnie ranny, wycofał się całkowicie z poprzedniego stylu życia, nawrócił się do Pana całym sercem i z biegiem czasu stał się Ojcem założycielem Zakonu Jezuitów.

Możnaby jeszcze wymieniać wielu, jak św. Antoni z Padwy, czy doktor Kościoła św. Augustyn. Wszycy Oni mieli w pewnym momencie pokieroszowane przez los i słabości osobiste życie, a jednak zmienili siebie, a potem innych wokół siebie, a od wielu setek lat zmieniają cały świat. Jakże inaczej zatem wygląda w tym świetle świadectwo abp Andrzeja Szeptyckiego, który będąc już na piedestale i mając niemal całe życie za sobą, nie tylko akceptował, wychwalał publicznie, ale nawet błogosławił demoniczną III Rzeszę Niemiecką i samego Adolfa Hitlera.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1517758

Tak Janie, kościół niestety ale ma bardzo ponurą przeszłość. Ponurą i zbrodniczą. Tego nie zmieni nigdy nic. Są w jego historii wspaniałe postacie. Są w jego historii wspaniałe czyny, ale......Wspomnijmy tylko wyprawy krzyżowe organizowane przez Watykan. Wspomnijmy zawołanie krzyżowców - Bóg tak chce !  i mordowanie, wyrzynanie w pień tysięcy. Mówi o tym książka Zofi Kossak "Krzyżowcy" .  Wspomnijmy krucjatę dzieci.... Niemieckich krzyżaków w Naszej Polsce, inkwizycję, okrutne tortury i palenie żywcem za samo posiadanie Biblii. Za poglądy niezgodne z nauką kościoła. Wystarczy wspomnieć tutaj astronoma Galileusza, słynnego Galileo Galilei, którego rzucono na stos za to, że podobnie jak później chyba, Nasz Wielki Mikołaj Kopernik, twierdził, że nie Ziemia jest pępkiem naszego wszechświata a Słońce, wokół którego kręca się i wirują wszystkie planety, po zadanych orbitach.

(tutaj ciekawe może być zajrzenie do Biblijnej Księgi Hioba, gdzie jest pewna interesująca dyskusja na te tematy. Bardzo ciekawa dyskusja)

A JEDNAK SIĘ KRĘCI... ostatnie słowa Galileusza przed śmiercią..... Tortury okrutne "świętej" (?) inkwizycji. Niewyobrażalne okrucieństwo. W imię Boga ? Bóg tak chciał ? Pracowałem w tej firmie tutaj w USA 21 długich lat. Pozwólcie, że nie będę się wypowiadał na ten temat.  Ale swoje wiem. Zacytuję w tym momencie słowa z Księgi Ksiąg. Nie pamiętam dokładnie miejsca, gdzie ono, chyba gdzieś w Starym Testamencie, ale słowa pamiętam dokładnie. Słowa Samego Boga: cyt. JAKI DOM CHCECIE MI ZBUDOWAĆ ?  WSZAK NIEBO JEST TRONEM MOIM, A ZIEMIA PODNÓŻKIEM STÓP MOICH. JAKI WIĘC DOM CHCECIE MI ZBUDOWAĆ ?.........

i jeszcze jeden cytat:

SZATAN CZĘSTO PRZYBIERA POSTAĆ ANIOŁA ŚWIATŁOŚCI, A JEGO SŁUDZY POSTAĆ SŁUG SPRAWIEDLIWOŚCI....Wiele jest tematów o których możnaby dyskutować.  Długa jest historia chrześcijaństwa. Ilu ludzi tyle może być różnych poglądów. Różnych racji, mniej czy bardziej zasadnych. Dla mnie autorytetem jedynym na tym łez padołku jest Księga Ksiąg. Nie ma człowieka żadnego, który w tych tematach duchowych, dotykających mojej wiary, mógłby być dla mnie autorytetem. Tylko SŁOWO, które powiada: JEDEN JEST BÓG, JEDEN TEŻ JEST POŚREDNIK MIĘDZY BOGIEM A LUDŹMI. CZŁOWIEK JEZUS CHRYSTUS. Koniec, kropka. Tu nie ma miejsca ani na dyskusje ani na interpretacje, takie czy owakie. Możemy dyskutować i się spierać w wielu innych tematach. Pryncypia to są PRYNCYPIA.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1517512

W starciu z Aniołem ciemności, który by nas wywieść na manowce przywdziewa "światłe" szaty, a także z potężnymi jego sługami "w togach sprawiedliwych", nie mamy szans, jeśli nie otacza nas Światło Zmartywychwstałego Chrystusa.

Dałeś poprzez ten znakomity tekst świadectwo Swojej wielkiej wiary.

Serdecznie pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1517519

promotorzy Szeptyckiego

 

jeśli oni nie boją się ludzkiego

boskiego winni osądu...

zamiast aureoli u Szeptyckiego

kłęby szatańskiego swądu...

 

PS A gdzież są postulatorzy wyniesienia na ołtarze Sprawiedliwych Ukraińców, którzy oddali swe życie lub je ryzykowali idąc z pomocą swoim sąsiadom? Aż trudno w to uwierzyć, że nie tylko ci spośród Sprawiedliwych, którzy przeżyli, lecz także potomkowie tych, którzy nie przeżyli, z obawy przed zemstą neobanderowców boją się i dzisiaj ujawniać.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1517447

 Dodał bym jedno, wielu  cytuje słowa przekazane przez osoby obecne w ostatnich chwilach życia metropolity  A.Szeptyckiego.: "Pamiętajcie... żebyśmy zostali przy Polsce". lub w innej wersji "Pamietajcie. Razem z Polakami". Wiem wiem te słowa są dla wielu na Ukrainie nie do przełknięcia...  

Wielu Ukraińców twierdzi, że metropolita ...uczynił wiele dla nich samych , czy jak twierdzą dla Kościoła czy jak kto woli cerkwi grekokatolickiej (ups po działaniach metropolity to już cerkiew ukraińska)... Ja powiem jak My Polacy to widzimy:

Zdrajca Narodu i Ojczyzny. Urodzony i wychowany jako Polak, wbrew rodzinie wybiera pozycje całkowicie antypolską.. Mała uwaga..Można wszak jak wielu wielkich ludzi pogranicza ... kochać dwie Ojczyzny mieć w ten czy inny sposób mieszaną tożsamość, jednak z posznowaniem obu kultur czy tradycji... Szeptycki wybrał budowanie Ukrainy na gruzach Polskości, w przewciwstawieniu do wszystkiego co Polskie, nawet więcej co kulturowo zachodnioeuropejskie, łacińskie. Ze swym bratem (polskim bohaterem -generałem) komunikował się listownie po francusku...

Efektywnie cofnął cerkiew grekokatolicką o wiele lat w ekumeniźmie i integracji kościołem łacińskim. Widział w sobie prawdopodobnie  spadkobercę prawdziwego kościoła Wschodu....pod pretekstem "oczyszczenia kultu" zniweczono bardzo wiele... Podkreślano odrębność...ba nawet wyższość rytu wschodniego nad łacińskim. Zabraniano wiernym uczestnictwa w nabożeństwach łacińskich. Zakazano wzjamenych wizytacji parafi przez księży i biskupów  łacińskich, ba nawet udziału w odpustach w kościele rzymskokatlickim. Jawna ukrainizacja i rozwój szowinizmu językowo - religijnego, np: zakazano uzywania języka polskiego w czasie kazań...Był to wielki problem gdyż nawet do 200 tys grekokatolików posługiwało się wyłącznie lub  głównie językiem polskim (nie znając dostatecznie języka ruskiego czy jak wolicie ukraińskiego). (Doprowadziło to do licznych zatargów i exodusu grekokatolików do kościoła łacińskiego już w międzywojniu...) Powyższe czyli jawna i "nachalna" ukrainiazcja kultu przyczyniła się w przypadku  górali pogranicza rusińskiego  (Bojków i Łemków )do jawnych wystąpienia i przejścia całych Parafi na prawosławie...Probowano temu zaradzić wyłączając Łemkowszczyznę pod wyłączną jursdykcje Watykanu.

Co najważniejsze, w czasie wzrostu jawnych antagonizmów i rzezi na Polakach,  metropolita Szeptycki otrzymywała liczne listy z prośbami o natychmiastową interwencję celem powstrzymanie rzezi poprzez apele duchownych do ludu....Metropolita te listy miesiącami marginalizuje, po czym wydaje spóźniony i niewyraźisty (przez co niezrozumiały) list pasterski który przeszedł zdaniem wielu bez większego bez echa...

Wszystko to miało zapewne służyć budowaniu  narodu Ukraińskiego, a kościół metropolita wykorzystał tu jako narzędzie dla tego celu. Był owszem wielkim POLITYKIEM, jednak marnym PASTERZEM  To do czego się przyczynił to zasianie ziarna nienawiści między Polakami, a Ukraińcami.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1518305

.....one spadają już dziś i to w biały dzień! Rzeź wsi Wiązownica na Ziemi Jarosławskiej była największym mordem UPA, dokonanym w granicach Polski. Zabito 130 osób, spalono 150 domów! Przed diabolicznymi atakami rezunów, parafian ratował proboszcz parafii Wiązownica ks. Józef Miś, który zginął wraz z innymi niewinnymi ofiarami napadu, zamordowany bestialsko przez banderowców. I wczoraj 24 kwietnia 2017 r. w 72 rocznicę ludobójstwa został odznaczony pośmiertnie Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski. W uroczystościach uczestniczył Andrzej Dera, minister w Kancelarii Prezydenta RP.

Zatem trzeba to jasno wyartykułować, że Ordery i piękne słowa to już było Panie Dera. Teraz trzeba jeszcze byście zdobyli się z Mości Prezydentem RP Andrzejem Dudą na zdecydowanie więcej. Banderyzacja Ukrainy postępuje w ostrym tempie, co robicie by ten szatański plan realnie zatrzymać. Odpowiesz: „Nooo.... właściwie nic, bo oni nas nie słuchają i robią swoje!”. A ja powiem wprost od serca: „A to przypadkiem nic nowego!”.

Nie nie ma na to zgody! Siekiery Panie Dera i Mości Duda nie spadają na głowy niewinnych ludzi w noc dokonywanych, diabolicznych rzezi, one spadają już teraz kiedy banderowcy się organizują i budują całkowicie fałszywy obraz bohaterskiej OUN-UPA!

Informacja o tych wydarzeniach na stronie: http://prawy.pl/49706-odznaczono-bohaterskiego-ksiedza-zamordowanego-prz...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1537976